Przygoda zaczyna się od swoistego trzęsienia ziemi, gdzie jako bezimienny chłopiec trafiamy w sam środek bliżej niesprecyzowanego kataklizmu przypominającego destrukcyjną burzę. W oczy od razu rzuca się piękna i artystyczna oprawa wizualna utrzymana w mrocznych odcieniach. Nieco surowe polygonowe bryły i animacje efektów utrzymane w niższej liczbie klatek nadają grze niejako plastycznego wyglądu, który w ruchu wygląda po prostu bajecznie. Cudną oprawę dopełnia elektroniczna muzyka pełna syntezatorów. Twórcy postawili na gatunek Synthwave, którego wybór wyjątkowo mnie zaskoczył. Cieszę się jednak, bo nie tylko jestem fanem takiej muzyki, ale i bardzo dobrze pasuje do widoków jakie przyjdzie nam podziwiać. Jej agresywny charakter potęguje też mroczniejszy odbiór scen, a tych w trakcie naszej przeprawy nie zabraknie. Nietypowa mieszanka stylów wyszła twórcom perfekcyjnie.

Vane recenzja ps4 #1

Rozgrywka, jak przystało na artystyczne gry, jest wyjątkowo prosta i przystępna. Po przejściu pierwszej sceny budzimy się w ciele ptaka po środku niezaludnionej pustyni. Od tego momentu jesteśmy pozostawieni sami sobie. Żadnych samouczków, zbędnej ekspozycji i tłumaczeń. Tylko my i otwarty świat, w którym nie brakuje śladów dawnej cywilizacji oraz ciekawie zaprojektowanych widoków. Pomimo wszechobecnego minimalizmu jest co podziwiać. Przyznam się, że wielokrotnie zatrzymywałem się na dłużej w lokacjach, aby napawać się powołanymi do życia scenami. Wrażenie robią tez pięknie animowane pióra oraz skrzydła naszej postaci. Detal, ale naprawdę miły dla oka.

Relaksujący minimalizm

Przyjemnie wykonane latanie to tylko jeden element zabawy. W wyznaczonych miejscach możemy przybrać postać chłopca, którego ruchy ograniczają się do specjalnego nawoływania, skakania i wspinania po elementach otoczenia. Ot możecie zapomnieć o walce, czy bardziej skomplikowanych zagadkach, bo ich tutaj nie uświadczycie. Jest to relaksująca gra o powolnym tempie, gdzie frajdę czerpiemy z poznawania zakątków przedstawionego świata, eksploracji i śledzenia scenariusza o szczątkowo poprowadzonej oraz minimalistycznej narracji. Wszystko wystarczająco angażujące, aby bez znużenia zatrzymać nas aż po napisy końcowe.

Vane recenzja ps4 #2

Na próżno szukać rewolucji, czy bardziej rozbudowanej rozgrywki, więc skąd zachwyty? Przede wszystkim w trakcie mojej pięciogodzinnej przeprawy autorzy udowodnili niejednokrotnie, że wyobraźni im nie brakuje. Cudnie wykonany świat aż chce się poznać i zbadać jego najdrobniejsze zakątki. Podczas przygody towarzyszyć będzie Wam całe spektrum emocji, a najmocniej odczujecie melancholię i smutek. Latając nad szaroburą pustynią mimowolnie pojawiały się u mnie skojarzenia z Shadow of the Colossus, czy z Podróżą. Jeśli jesteście fanami podobnych produkcji i poprzednie dzieła Team Ico lub Rime skradły Wasze serca, to i Vane od razu trafi w Wasz gust z powodu podobnej (acz cięższej) atmosfery.

Nieokiełznana technologia

Vane działa na silniku Unity i niestety twórcy nie do końca podołali z jego optymalizacją. Niejednokrotnie zdarzało się, ze tytuł wczytywał coś w tle i konsola zaczęła się krztusić. Z racji spokojnego charakteru rozgrywki spadki animacji nie są przesadnie uciążliwe, ale zdarzają się i miejscami są mocno odczuwalne oraz widoczne. Jedna miejscówka przypomina pod tym względem legendarne Blighttown z Dark Souls i pomimo graficznej prostoty animacja spada do wartości około 15-20 klatek na sekundę. Istnieje też duże ryzyko, że w jednym etapie będziecie też ostro kląć na detekcję kolizji. Nie jest to jednak nic drastycznego, czego nie rozwiązałaby zapewne łatka, za której pojawienie się trzymam kciuki.

Vane recenzja ps4 #3

Pomimo nie do końca najlepszej optymalizacji jest to jedno z przyjemniejszych artystycznych doświadczeń, jakie przyszło mi ogrywać na PS4. Urzekająca klimatem i atmosferą gra, która za sprawą enigmatycznego scenariusza pozwala nam interpretować przedstawione wydarzenia na kilka różnych sposobów. Nie popada przy tym w pretensjonalność. Nie jest to żadne odkrycie branży i podobne patenty widzieliście zapewne niejednokrotnie w innych tytułach, ale nie uważam tego za minus. Wszak tego typu tytuły sprawdzają się idealnie w formie odskoczni od bardziej rozbudowanych i pompatycznych gier AAA. Vane w klarowny sposób oferuje właśnie taki rodzaj zabawy i sprawdza się na swój sposób rewelacyjnie.