SKLEP
Dżony 07.02.2014
Historia z mojego życia
952V

Historia z mojego życia

Lata osiemdziesiąte zapisały się w Polsce trzema wydarzeniami. Pierwsze to wprowadzenie stanu wojennego, drugie to wybuch reaktora w Czarnobylu a trzecie to obalenie komuny. W tym samym czasie w Japonii powstało coś, co zmieniło życie milionów ludzi na świecie. Mowa o Nintendo Entertainment System i najwiekszym  hicie na niego czyli Super Mario Bros

Super Mario Bros.
  • Platformy:  NES 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie

Zima 89

 

Jak zwykle czekam w zerówce na ojca który mnie zabierze do domu. Akurat nie miałem przy sobie smartfona ale po zamarzniętych gilach w nosie mogłem z cała pewnością stwierdzić że było z minus dwadzieścia jak nic. Śnieg skrzypiał pod nogami ale dzielnie maszerowałem do domciu na schaboszczaka no i rozpakować prezent z Niemiec o którym to wymskło się ojcu po drodze. Spodziewałem się słoika nutelli, kilograma werthersów i jakiś batonów więc spokojnie pierwsze kroki skierowałem na obiadek.

 

Gdy napchałem pasibrzucha wreszcie mogłem rozpakować pake. Dziwnie ciężka? Pewnie ciotka wrzuciła więcej nutelli. O dziwo to nie nutella tyle ważyła a dziwna szara skrzynia. Obok ustrojstwa było jeszcze jedno mniejsze a na nim jakiś gość którego kojarzyłem. Tylko gdzie ja go widzioł? Szybko moje świeże nie zniszczone alkoholem szare komórki powiązały obrazek z reklamami  na pro7 czy tam sat1. TOŻ TO MARIO!!!

 

Po podłączeniu magicznej skrzyni do telewizora (a trzeba przyznać że łatwe to nie było bo czasy łącz EURO jeszcze przed nami) okazało się że to nawet Super Mario Bros.

 

 

Nie ma co się bać nieznanego, szybki START i jedziemy z tym koksem. Na ekranie mały czerwony grubasek w ogrodniczkach z modnym w Polsce wąsem. Nie do koca wierzę w to co widzę bo przyzwyczajony do grafiki jaką oferuje ATARI 2600 przeżywam szok. Kontroler na początku sprawia mi troszkę trudności ale już widzę że Mario płynnie biega, skacze i często...ginie.

 

Trzy życia jakie mój bohater posiada na starcie to troszkę za mało. Dobiegam co prawda do etapu 1-2 ale ten jest nie do przejścia. Kto wymyślił te windy na końcu? W moim domu się nie przeklinało więc pod nosem szeptam tylko "motyla noga" i trenuje dalej. Wciąż jestem oczarowany grafiką jaka prezentuje pierwszy etap. Chmurki, krzaczki, klocki, kanały a w dodatku to wszystko się tak płynnie porusza. Coś niesamowitego. Level jest wielopoziomowy a na jego końcu czeka chorągiewka na którą trzeba wskoczyć a za nią ceglana chałupka do której wbiega Mario . Niektóre kanały przenoszą mnie do bonusowych miejscówek z mnóstwem monet. Monety też można zdobywać rozbijając głową klocki. Z niektórych wypadają też powiększające grzyby i dające chwilową nieśmiertelność gwiazdki. Troszkę później kumam że jeżeli będąc dużym Mario rozbije klocek w którym jest grzyb, to zamiast niego dostane kwiatka który pozwoli mi na plucie ognistymi kulami. No, teraz etap 1-2 już nie jest taki trudny. Na końcu  znów chorągiewka i kolejny nieznany świat. Ten jest jeszcze trudniejszy.. dużo skakania i zarazem dużo spadania w przepaść. Nie ma rzeczy niemożliwych wiec w końcu dobiegam do chorągiewki ale ceglana chałupka za nią to już nie chałupka, to zamek. Następny etap to wnętrze zamku. Można wpaść do ognia albo poparzyć sobie tyłek dotykając wirujących ogni. Dobiegam w końcu do jakiegoś dziwnego mostu za którym stoi strzelający ogniem boss. Po kilku próbach zrzucam dziada do lawy i dobiegam do dziwnego grzyba który mi dziękuje. I co? To już koniec? Skąd mam wiedzieć co oznacza "but our princess is in another castle!" nie znając angielskiego? Dojście do tego momentu zajęło mi jakiś tydzień intensywnego grania czyli tyle co dzisiaj porządnego tytuły ale wtedy to było jakoś tak króciutko. Na szczęście gra toczyła się dalej a ja zostałem przerzucony do kolejnego etapu 2-1.

 

Nie ma najmniejszego sensu abym opisywał level po levelu ale warto zaznaczyć że gra cały czas zaskakuje. Poziom trudności wciąż się podnosi jednocześnie plansze kończone po raz setny wydaja się teraz łatwe jak... w każdym razie łatwe. Coraz trudniej pokonywać kolejne platformowe utrudnienia jak i przeciwników którym wyrosły kolce bądź rzucają we mnie jakimiś toporkami. Etapy też się zmieniają ale znajduje poukrywane tu i ówdzie skróty które skutecznie przyśpieszają  czas mojej wędrówki. Przyswoiłem już to że każdy świat składa się z czterech etapów z których ostatni jest zamkiem w którym ratuje grzyba zamiast właściwej księżniczki. Nie wiem tylko w którym zamczysku w końcu ją znajdę.

 

 

Po miesiącach mordęgi w końcu docieram do ósmego świata. Jeszcze nie wiem że to ostatni, (bo mój mały rozumek liczy na pełne dziesięć) ale wiem że jest diabelsko trudny. Ukończenie pierwszego z czterech zajmuje mi dziesiątki prób a gdzie jeszcze trzy kolejne. W końcu po wielu dniach udaje mi się dotrzeć do zamku i tu pojawia się pierwsze w moim życiu WTF. Jak to możliwe że biegnąc cały czas do przodu wciąż jestem w tym samym miejscu? Kolejny wspaniały ale jakże frustrujący patent Nintendo. Wszystkie etapy, o czym do tej pory nie wspomniałem, są na czas, ale zawsze było go na tyle dużo że spokojnie wystarczało na ukończenie poziomu lecz w tym zamczysku zaczyna mi go brakować a mam ostatnie życie.... GAME OVER. I od początku. Dobiegnięcie do planszy 8-4 troszkę zajmuje ale jestem już wprawiony więc wystarczy uporać się z ósmym światem i stawić czoła zamkowi. Głupi nie jestem więc szybko załapałem że trzeba znaleźć odpowiednią kolejność wyboru dróg aby dobiec do końca. JEST!!! znów ten sam boss. No zaraz go pokonam i lecę do świata 9-1. Jakież było moje zdziwienie gdy na końcu zamiast grzyba odnalazłem księżniczkę. Czy to już koniec?  Tak. Z jednej strony jestem szczęśliwy a z drugiej chciałbym, jeszcze i jeszcze ale tak się niestety nie da.

 

 

Kilka lat później

 

Teraz jestem szczęśliwym posiadaczem SNESa na którego praktycznie nie mam gier oraz PEGASUSa na którego gier mam od cholery. M.in święty kart 168in1. W międzyczasie kończę dziesiątki platformówek które właśnie pojawiają się w encyklopedii i nie mogę się nadziwić jak wiele czerpią z Super Mario Bros. Dopiero teraz widzę jak wielkim krokiem milowym był ten tytuł. Wszystkie PowerUpy, znajdźki secrety to wszystko zostało wymyślone przez Nintendo w 85r na potrzeby SMB. Mimo iż na Pegaza gram w różne gry to zawsze chętnie jeszcze raz włączam Mariana aby go ukończyć speedrunem. Nie jestem w stanie policzyć ile razy ukończyłem ten tytuł ale śmiało mogę liczyć to w setkach. Włączając kart 168in1 i porównując grafikę z Super Mario Bros do wydanego rok wcześniej Mario Bros widzę jaki ogromny dokonał się przełom. Przesiadka z poloneza do BMW jest troszkę mniejszym szokiem. Z biegiem czasu doceniam soundtrack który mimo iż do bólu prostu szybko wpada w ucho. Mało która gra jest w stanie dorównać melodyjkom z Mario, no może Super Robin Hood dałby rade.

 

 

 

Dzień dzisiejszy, czyli setki gier później

 

Nie grałem w Super Mario Bros ładnych kilka lat ale im ten okres dłuższy, tym większa mam ochotę na powrót do przeszłości. Śmiało mogę napisać że jest to najbardziej genialna gra wszech czasów. Skok jaki zaprezentowało Nintendo wydając SMB nie można porównać z niczym co się wydarzyło na obecnej czy poprzedniej generacji. Młodsi gracze mogą tego nie rozumieć ale tak to właśnie wyglądało. Oceniając ten tytuł jak zawsze biorę pod uwagę to jaki był w swoich czasach. Nie mogę porównywać SMB do gier które wyszły po nim bo gdyby nie Mario to tych gier by zwyczajnie nie było. Za pierwsze Super Mario Nintendo ma u mnie mój dozgonny szacunek zwłaszcza że marka nadal ma się nie źle

 

Nie chciałbym nikogo obrazić ale w moich oczach aby móc nazwać się graczem trzeba zagrać w Super Mario Bros.

 

PS. Po mojej recenzji wydać że zaczyna się ona humorystycznie a kończy bardzo poważnie. Mniej więcej przedstawia to jak ważna jest to dla mnie gra. Zwyczajnie w trakcie spoważniałem gdy pisząc sam sobie zdałem sprawe z tego jakie dzieło opisuję.

 

 

Głosowanie na recenzję tygodnia odbywa się na blogu użytkownika Montana. Najnowsze typy znajdziecie tutaj.

Tagi:

Werdykt
  • + absolutnie wszystko
  • - można było przeskoczyć chorągiewkę a wtedy bez straty życia sie nie obeszło
Dżony
Dżony Gra wszech czasów
Oceń recenzję
+ +49 -

Miesięcznik PSX Extreme