Zacznijmy od lekcji historii. Po wydaniu Sonic Lost World, Sonic Team zaczął prace nad udoskonaleniem silnika The Hedgehog Engine. Trwało to 3 lata. Po usprawnieniu i nadaniu nazwy The Hedgehog Engine 2, na San Diego Comic Con 2016 zaprezentowaną pierwszą grę na tym silniku: Sonic Forces. Gra nie została zbyt dobrze przyjęta z dwóch powodów: tego samego dnia zapowiedziano genialne Sonic Mania, które jest uważane za jedną z najlepszych odsłon i mroczny, poważniejszy ton wraz z zniszczonym miastem nie wzbudziły zachwytu. Ja do dnia premiery miałem pozytywne oczekiwania względem Forces, gdyż wrócono to pomysłu z Generations. Powrócił Boost Gameplay i klasyczny Sonic. Jak się gra sprawuje teraz ?

Fabularnie mamy do czynienia z kontynuacją Sonic Manii, która jest na poziomie mrocznego fanfica. Najlepiej zanim zagracie, przeczytajcie komiksy opowiadające o wydarzeniach sprzed samej gry i zagrajcie w Sonic Manię (ale tak szczerze to polecam zacząć od Forces a potem zagrać w Manię). To wyjaśni wam kilka kwestii. Dr Eggman znalazł pod drzwiami (nie żartuję) Phantom Ruby. To artefakt atakujący mózg ofiary lub właściciela, który może pokazywać marzenia i wmawia ofierze cokolwiek. Jeśli podczas halucynacji stanie się jej krzywda, skutki są odczuwalne jakby wszystko było prawdziwe, w tym śmierć. Eggman przekazuje go swojemu nowemu wspólnikowi - szakalowi Infinife. Ten używa go do generowania przeciwników niebieskiego jeża, takich jak Shadow, Metal Sonic czy Chaos. I podczas jego pierwszej walki z Soniciem, jeż zostaje pokonany. Doktor przejmuje cały świat z wyjątkiem jednej galijskiej wioski......to znaczy Ruchu Oporu prowadzonego przez przyjaciół niebieskiego. Z czasem Sonic zostaje uratowany i wraz z klasycznym Soniciem (który pojawił się przez dziwny portal) i naszym własnym Avatarem staje naprzeciw armii Eggmana i szakala. I tak prezentuje się historia. Jest ona w niektórych miejscach idiotyczna, w innych zabawna a w innych ponura. Jest to czysty fanfic (ale taki dobry fanfic) zrobiony w całkiem przyjemny do oglądania sposób. 

Graficznie jest ok. Wszystko wygląda ładnie i chodzi w 60 klatkach na sekundę (w przerywnikach filmowych i na Switchu chodzi w 30), ale w niektórych miejscach miałem wrażenie, że modele żywcem wyrwano z Generations. Cienowanie jest naprawdę dobrze zrobione. Voice Acting jest bardzo dobry. Mam wrażenie, że redakcja nie grała w poprzednie odsłony i nie oceniła go w porównaniu do odsłon z przed 2005 i po nim. Tutaj jest moim zdaniem najlepszy w serii. Głos Sonica, Tailsa, Knucklesa, Omegi, Rouge, Silvera, Vectora, Amy, Espio i Charmy jest na dobrym poziomie. Mike Pollock jest świetny w roli Eggmana a jego rola staje się ikoniczna. Shadow brzmi bardzo dobrze. Przyjemnie się go słucha ale nic nie pobije Shadowa z Sonic Adventure 2 i Heroes. Oddziały Ruchu Oporu są dobre a pozostali są ,,meh". Na koniec zostawiłem Infinite'a by go scharakteryzować. To postać, która ma typową motywację (ot, dotknął Phantom Ruby i zobaczył swoje pragnienia, czyli zniszcenie i pożoga), ale to prezentacja sprzedaje go odbiorcom. Szakal żyje na krawędzi tak mocno, że Shadow przy nim wygląda jak z Kubusia Puchatka. Na szczęście Infinite jest tak zrobiony, że przypomina parodię dotychczasowych przeciwników jak Mephiles czy Neo Metal Sonic. Osobiście to mój ulubiony przeciwnik w serii. 

Rozgrywka jest podzielona na pięć etapów: współczesny Sonic, klasyczny Sonic, Awatar, Awatar z współczesnym Soniciem i Shadow w swoim epizodzie.Ten pierwszy to Boost Gameplay tylko w gorszej formie. Mamy tu zbyt wiele zautomatyzowanych elementów i skryptów. A w porównaniu do poprzedników, Sonic jest pozbawiony części swoich umiejętności. Nie ma Light Speed Dash, nie ma driftu (który był bardzo ważnym elementem Boost Gameplay'u) a zamiast tego dodali beznadziejny w użyciu ślizg. No i etapy nie mają magii, są zrobione jak zapychacze z Sonic Colours (mieliśmy jeden główny etap  i kilka pobocznych) i nie mają alternatywnych ścieżek. Tylko w kilku poziomach będziecie się dobrze bawić. W pozostałych zaczniecie się bawić dopiero pod koniec. Właściwie to tak wyglądają etapy współczesnego jeża. Przedstawienie czegoś interesującego i duże rozczarowanie. Jeśli miałbym porównać ten gameplay to do Unleashed, tylko bez wielu znaczących elementów. Acha i większość poziomów to tylko recykling tego, co było  z przeszłości.

Awatar to postać stworzona przez nas. Mamy pokaźną ilość opcji tego, jakie ma mieć ubranie, kolor skóry, oczu itd. Inne elementy ubrań dostajemy przechodząc etapy i kończąc misje. I to jest zrobione bardzo dobrze, chyba najlepszy element w grze. Tak jak ubierzemy naszego bohatera, tak będzie wyglądać w Cutscenkach. Jego bronią jest hak, którym robi ala Homing Attack i wykonuje ostre zakręty. Niestety są robione automatycznie i jedynie kontrolujemy jak daleko jest nasza postać na prawo lub lewo. Cały aspekt skręcania jest robiony za mnie. W walce będziemy też używać Whisponów, czyli broni związanej z Whispami. Mogą przypominać bronie z Shadow the Hedgehog ale na szczęście nie wyglądają jak spluwy z tej gry. Można je zmieniać pomiędzy poziomami i mamy ich pięć wersji. Każdy się od siebie różni i oferuje inne doświadczenia. Jeśli po drodze znajdziesz Whispa odpowiadającego swej broni, możesz używać nowej umiejętności np. Szybkie przemieszczanie lub Light Speed Dash. Cała reszta gameplayu to wszystko co ma Współczesny Soniacz tyle że bez Boostu, ale wrażenia są o niebo lepsze. Niestety wszystkie etapy są liniowe a opcjonalna zmiana drogi to tylko zmiana szyn na tej samej drodze.

Gameplay Sonica z Awatarem to połączenie obydwu trybów w jeden. Mamy dostęp do wszystkich,ograniczonych ruchów starszego Sonica i wszystkich umiejętności naszej postaci. Charakterystycznym elementem tego trybu to Double Boost. Pod koniec lub w innym momencie poziomu, Sonic i Avatar zaczną biegać z taką prędkością, że zaczną niszczyć wszystko na swej drodze. Aby go wykonać, musisz w danej chwili (gdy obie postacie chcą przybić piątkę) wciskać jeden przycisk jak potłuczony, jakbyś Rage'ował się w jakieś trudnej grze i wciskasz ze złości bardzo szybko we wszystkie przyciski.

Klasyczny Sonic to powtórka z Generations tylko dużo gorsza. Sonic odmawia zwijania się w kulkę jeszcze bardziej i nie nabiera pędu wraz z bieganiem. Do tego, nie zwiększa prędkości, gdy spada z górki czy z pochyły. Przez to jeż wydaje się za ciężki w bieganie i zbyt lekki gdy skacze, bo skoku praktycznie nie zmieniono. Lepiej by było, gdyby gra nie miała go wcale i nikt nie porównywał Forces do Manii. I jeśli chcecie grać w Sonica w 2D to polecam Manię. Jest zdecydowanie lepiej zrobiona fizyka i gra się jak za starych dobrych czasów.

Muzyka w tej grze jest bardzo dobra. Utwory Klasycznego Sonica same wpadają w ucho i będą wam się kojarzyć z muzyką z Mega Drive'a. Utwory Avatara i Współczesnego Sonica to elektronika i dupstep razem. Do tej gry, z takim gameplayem i fabułą pasują idealnie i brzmią świetnie. Ta gra ma też najlepszy remix amerykańskiego Stardust Speedway. Mogę też wyróżnić utwór przewodni i ,, Infinite", który ma świetny dźwięk, ale okropny tekst. Wielkim minusem jest muzyka z Green Hills Zone z etapu Klasycznego Sonica. Jest okropny i ciężko się go słucha.

No i AI w tej grze jest słabe. W poprzednich grach, roboty podbiegłyby do nas i spróbowały uderzyć. Tutaj tylko stoją i co najwyżej spróbują nas zestrzelić i tyle. Wadą nie jest czas gry. Nie dodaje go do minusów. Colours i Generations też były krótkie i jakoś nikt nie narzekał. Tuvnagle wszyscy narzekają a właśnie tak powinno grać się w Sonica w trójwymiarze. Natomiast głównym problemem jest pośpiech (nie mam na myśli prędkość Sonica). Sega chciała, by Sonic Team do końca 2017 po ogłoszeniu gry, wyrobił się z czasem. I niestety to widać. Na szczęście to nie jest poziom Sonic 2006 i nie natrafiłem żadnych bugów. Jednak pośpiechem można wyjaśnić poziomy, błędne decyzje i ugh... klasycznego jeża. Widać to też po czerwonych pierścieniach, które nie odblokowują żadnych transformacji czy grafik koncepcyjnych, tylko dodatkowe poziomy. Może to wam wydawać się dobre, ale uwierzcie: nie ma co zawracać sobie im głowy. To tylko drobne, króciutkie wyzwania. Mieli nawet dodać Super Sonica w normalnej grze, ale czasu nie starczyło. Nie pojawił się normalnie i pojawił się dopiero w darmowym DLC. A Super Sonic najlepiej działa jako nagroda za wyzwanie (na przykład za zdobycie wszystkich czerwonych pierścieni) a tak to po smutek. I SSJ.....znaczy Super Sonic działa tak samo jak w Colours. A co do Episode Shadow: przedstawia Infinite'a (przed przemianą) jako słabszą wersję Kylo Rena, różni się od zwykłego Sonica poziomem trudności i homing attackiem (gdy uderzy ciąg owadów, niszczy je wszystkie lecąc przez nie i wybija się w powietrze) i ma świetne remixy starszych utworów (głównie z Shadow the Hedgehog). No i też jest krótki, a jeśli chodzi o Shadowa to chciałbym więcej z nim misji w roli głównej. Mimo i tak cieszę się, że po 11 latach stał się znowu grywalny.

Sonic Forces to pierwsza odsłona w serii z polską lokalizacją. Zanim ją ocenię, to powiem jedno: cieszę się, że ktoś pomyślał nad Soniciem, bo do tej pory żadna część nie wyszła po polsku. Dobrze że jest. Szkoda tylko że w kilku miejscach wyszło to dziwnie. Większość tekstów jest zrobiona bardzo dobrze, o tyle część jest źle spolszczona a część zostawili, jak nazwy bossów. O ile przetłumacznenie Phantom Ruby na Upiorny Rubin mogę zrozumieć, o tyle przetłumaczenie Rings na Ringi to jakaś kpina (zabrakło miejsca w tabelce z ilością na słowo ,,pierścienie ?!). Źle też przetłumaczono żarty Infinite'a np. Podczas ostatniej walki z Soniciem powinno być: Jaki tekst chciałbyś na nagrobku? Co powiesz na ,,Tu spoczywa niebieski błazen ?". A jest przetłumaczone na: ,,Czy tutaj spoczywa ten niebieski błazen ?". Komedia.

I tak w podsumowaniu: problemem Forces jest pośpiech przy produkcji i wydanie Sonic Manii, którą ludzie porównują do Forces. Mania też pokazuje, że lepiej by było, gdyby Sega dała zrobić grę o Sonicu innym developerom. W Sonic Team cały czas pracują ci sami ludzie, którzy są zmęczeni jeżem. A Mania pokazuje, co fani potrafią robić. Nawet nowe poziomy Manii wyglądają świetnie. Na przykład: popatrzcie na YT ile fanów robi fangamy na bazie Sonic Forces i innych gier trójwymiarowych. Wyraźnie widać, że mają spory potencjał a kilka z nich wyglądało zancznie lepiej od tematu źródłowego. Najlepszym przykładem na to, że fani mogą zrobić gry lepiej od twórców jest The Joy of Creation. Zna ktoś Fnafa ? TJOC wygląda i gra się w niego znacznie lepiej niż w temat źródłowy. I jest za darmo ! Można ? Można. Także ten, mam nadzieję, że kolejny Sonic w 3D będzie robiony znacznie dłużej (nie mówię o Team Racing) i przez kogoś innego niż Sonic Team. I nie, to nie nest okropna gra. Nie jest tak zła jak wszyscy mówią. To nie jest Sonic Boom ani Sonic 2006. Nie jest na żadnym z tych poziomów. Forces jest lepsze od nich ale pod względem części z Boost Gameplay'em jest najsłabsza. Mimo wszystko polecam zapoznać się z tym tytułem. Wyrwać na jakieś przecenie czy coś. Może to nie Mario ale fani Sonica znajdą sobie coś do zabawy.

Grajcie w gry !

Na marginesie: Wg PPE muszę w recenzji dać ocenę, a ich nienawidzę. Jeśli jednak chcecie wiedzieć jaka jest moja skala najlepszych odsłon Sonica to macie listę. Bierzcie ją z przymróżeniem oka, bo nie jest zbytnio zgodna z moją opiniami:

10  Sonic Mania/Sonic the Hedgehog 3 & Knuckles

9.5 Sonic Generations

9.0 Sonic Colours/Sonic Adventure 2

8.5 Sonic CD/Sonic the Hedgehog 2/Sonic The Hedgehog

8 Sonic Unleashed/Sonic Advance 1,2,3

7.5 Sonic Riders/Sonic Adventure

7 Sonic Forces/Sonic Heroes

6 Shadow the Hedgehog (guilty pleasure)

5 Sonic and The Secret Rings

4.5 Sonic 2006

3 Sonic Boom

No i tyle