Pierwsza Disgaea nie zdobyła zbyt wielkiej popularności, nawet wśród fanów japońskich RPG-ów. Pozwoliła jednak Nippon Ichi Software szerzej zaistnieć w ich świadomości. Od jej premiery minęło piętnaście lat. Przez ten czas zdążyliśmy otrzymać pięć głównych odsłon, parę usprawnionych portów oraz spin-offów. Po wydaniu piątki na Switcha, gdzie gra odniosła spory sukces, NIS postanowiło zabrać się za remake Disgaea: Hour of Darkness, opierając się jednak o wydane cztery lata później na PSP - Afternoon of Darkness. Dzięki temu dostajemy Etna Mode, pozwalający nam poznać historię ze strony towarzyszącej w grze Laharlowi - Etnie.

Disgaea - grind, kolorowe panele i penetracja przedmiotów

Disgaea 1 Complete to, jeśli ktoś z grą do czynienia nie miał, taktyczny RPG, którego osią centralną jest niekończący się przez setki godzin grind. Ukończenie fabuły w grze jest tylko wstępem do prawdziwej osi rozgrywki - niekończących się reinkarnacji naszych postaci, by wycisnąć z nich jak najlepsze statystyki bazowe, a co za tym idzie - stworzyć prawdziwe maszyny do zabijania. Oczywiście w grze zadbano, by mieć gdzie szkolić nasze postacie. Poza mapami z fabuły, mamy także dodatkowe lokacje, które odblokujemy w Dark Assembly - swoistej komisji, która głosuje nad naszymi pomysłami (głosujących można w ukraińskim stylu przekupić lub sprać na kwaśne jabłko). No i Item World, miejsce w którym spędzimy prawdopodobnie najwięcej czasu. Losowe plansze generowane na bazie przedmiotu w który wchodzimy. Każde zaliczone piętro podnosi poziom danego przedmiotu o jeden, przez co tworzymy potężniejszą wersję tego, co znajdziemy w grze.

Disgaea 1 Complete Switch recenzja #1

Sama rozgrywka u podstaw niczym się nie różni od gier pokroju Final Fantasy Tactics. Po wybraniu lokacji trafiamy na pole podzielony na kwadraty, gdzie porusza się nasza drużyna i rywale. To, co Disgaea'ę odróżnia od konkurencji to GeoPanele, które nadają specjalnych (pozytywnych lub negatywnych) cech polom w danym kolorze. Możemy to więc wykorzystać do naszego celu, ale nierzadko będziemy musieli mierzyć się przez to z wyjątkowo trudnymi starciami, gdzie wiatr wieje nam w oczy. Do tego dostajemy system rzucania postaciami na wybrane odległości, który pozwala nam w szybki sposób dostać się do przeciwników, lub stworzyć ich mocniejsze wersje gdy wrzucimy jednego na drugiego.

Nowości? Panie, jakie nowości

Tutaj tak na prawdę wychodzi minus tego remake'u. Disgaea 1 Complete nie zmienia niczego w mechanice, nie dodaje żadnych nowości względem oryginału, więc grindowanie poziomów w tej odsłonie jest najżmudniejsze ze wszystkich i najszybciej męczy z racji małej różnorodności wykonywanych czynności. Do tego mechaniki walki są ubogie, zwłaszcza gdy ktoś przesiądzie się z Disgaea 5. Nie ma tutaj Evilities, nie ma rozbudowanego systemu rzutów i walki podczas trzymania towarzysza, Dark Assembly oferuje mało opcji, Item World bez Reverse Pirating jest monotonne. Początkowo, podczas zapowiedz, ucieszyłem się, że remake zaoferuje czystą i bez zmian rozgrywkę. Disgaea 5 czasami przytłaczała ogromem zawartości i mechanik, więc czekałem. Ale po spędzeniu ponad 40 godzin z grą, widzę ile rzeczy brakuje i jak cierpi na tym sama rozgrywka. NIS mogło po prostu zignorować całą dodatkową aktywność wprowadzaną przez kolejne odsłony i po prostu wprowadzić chociażby parę nowości w mechanice.

Disgaea 1 Complete Switch recenzja #2

Jedyne co zmieniono to grafika. Narysowano od nowa sprite'y, zadbano o podciągnięcie interfejsu by nie straszył pikselami. I to wszystko wygląda dobrze, zwłaszcza w trybie handheldowym, gdzie mniejszy wyświetlacz (w porównaniu do 55-calowego TV) ukrywa obecne gdzieniegdzie niedoróbki przy odświeżaniu gry. A te są widoczne chociażby w końcowych dla danego rozdziału scenkach (nadal w niskiej rozdzielczości) oraz...tłach. Trochę nie potrafię zrozumieć, dlaczego potrafiono narysować na nowo sprite'y (bardziej wymagające zadania), włącznie z animacjami ataków, a poskąpiono rysowania teł i po prostu je upscalowano i obrobiono filtrem by ukryć niedoskonałości. Drogie Nippon Ichi -  to widać, serio.

Historia? Obecna i warta poznania

Mimo że Disgaea to gra nastawiona na grind, to fabułą nie jest dodatkiem. Ba, dla mnie to najmocniejszy aspekt tej produkcji. Wcielamy się w Laharla, młodego księcia, który przespał ostatnie dwa lata w trakcie których jego ojciec - King Krichevskoy - ginie. W krainie demonów rozpoczyna się więc władza o sukcesję tytułu Overlorda w której oczywiście bierzemy udział. Laharlowi towarzyszy demonica Etna oraz uczący się anioł - Flonne. Ich interakcje (a także te z pozostałymi bohaterami i antagonistami) to istna perełka. Historia pełna jest naśmiewania się z klisz gier i popkultury, zawiera sporo odniesień do innych gier i potrafi się z siebie śmiać. Spora w tym zasługa udanego tłumaczenia, a także dobrze podłożonych głosów postaci.

Disgaea 1 Complete Switch recenzja #3

Jak już wspomniałem, remake oparto na wersji z PSP, dostajemy więc dodatkową historię z punktu widzenia Etny, co wydłuża nam grę o kolejne kilka godzin (mi ukończenie zajęło niecałe 40 godzin). Do tego warto dołożyć kilka zakończeń gry, zależnych od naszego postępowania i maluje nam się obraz gry na długie wieczory.

Słowo końcowe

Większość czasu ogrywałem Disgaea 1 Complete w trybie dockowym, oglądając całość na telewizorze. Po prostu z dwojga złego, wolę sterowanie Pro Controllerem. Odpalałem jednak Disgaję także w trybie handheldowym, głównie podczas buszowania po Item World i jak wspomniałem - gra wygląda bardzo dobrze. Spadków żadnych nie zauważyłem, a Disgaea jako seria sprawuje się wygodniej na handheldzie, więc jeśli szukacie RPG-a idealnego na długie podróże - proszę, o to on.

Disgaea 1 Complete Switch recenzja #4

Uprzedzam tylko - przesiadka do tej odsłony z Disgaea 5 Complete będzie bolesna i odwyk od przystępniejszych i bardziej rozbudowanych odsłon trochę potrwa. Ostatecznie jednak - warto. Dla mnie pierwsza odsłona serii pozostaje jedną z najlepszych, przynajmniej jeśli chodzi o postacie i historię.