Akcja Wasteland 2 rozgrywa się na początku XXII. wieku. Wojny nuklearne zdziesiątkowały ludzkość i napromieniowały znaczną część świata. Ci, którzy przeżyli starają się tworzyć społeczności w niewielkich osadach, ale prawda jest taka, że prawo stanowi ten, który ma więcej siły. Gracze wcielają się w Strażników Pustyni, ostatnich prawych i sprawiedliwych tego świata, którzy chcą utrzymać porządek i dawać ludziom nadzieję na lepsze jutro. Pod naszą opiekę trafia oddział świeżo upieczonych Strażników Pustyni, których przydziela nam system lub tworzymy sami w specjalnym kreatorze. Wyszkoleni przez legendarnego Generała Vargasa rekruci od razu zostają rzuceni na głęboką wodę, ponieważ mają zidentyfikować i odnaleźć zabójców Asa, przyjaciela generała i bohatera pierwszego Wasteland. Trop prowadzi do syntetyków, humanoidalnych robotów, które zostały wyplenione przez strażników wiele lat temu. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało…

Gra przestaje prowadzić nas za rączkę zaraz po opuszczeniu Twierdzy Strażników. Wychodząc na pustkowia, gdzie poruszamy się prostym kursorem, zyskujemy sporą dowolność. Cel podróży prowadzi nas do miejsca zabójstwa Asa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by poszukać ukrytych wiosek, zakopanych ekwipunków, czy nawet całych, nie biorących udziału w fabule, osad. Wszędzie czekają na nas liczne zadania poboczne, które rozwiązujemy „od ręki” lub ciągną się za nami przez sporą część rozgrywki. Oczywiście zadania fabularne są najbardziej rozbudowane i zróżnicowane. Nierzadko też stawiają przed nami trudne wybory kształtujące przyszłe wydarzenia. Nie ma tutaj dobrych i złych rozwiązań, ponieważ każda decyzja ciągnie za sobą poważne i nieodwracalne konsekwencje. Jakby tego było mało to na kształt świata wpływa każde nasze działanie. Rozkopiemy groby, nie ugasimy pożaru, czy wpadniemy w konflikt z miejscowym handlarzem – wybory na burmistrza osady wygra człowiek, który sprzymierzył się z wrogami, więc zostaniemy z niej wykopani. Dosłownie wszystko, co zrobimy będzie miało skutki w bliższej lub dalszej przyszłości.

Walka jest nieodzowną częścią pracy Strażników. Potyczki odbywają się w systemie turowym, a kolejności wykonania akcji decyduje kilka cech danej klasy. Klasowe cechy definiują również, ile punktów akcji może wykorzystać postać w podczas swojej tury. Za pomocą podświetlenia łatwo rozróżnić jak daleko może przemieścić się strażnik, by punktów akcji wystarczyło mu na atak. Potężniejsze bronie (karabiny snajperskie, granatniki itp.) potrzebują ich dużo więcej niż obuchowe i pistolety. Starcia są dość długie, trudne i wymagają planowania oraz dobrania odpowiedniej taktyki. Czasem dobrze zakamuflowany snajper może mocno przetrzebić nasze szeregi, czasem zaskoczy grenadier schowany w okopie, a czasem przyjdzie nam powalczyć z wyjątkowo wytrzymałym i przebiegłym bossem. Bardzo mocny punkt produkcji.

Mimo dopracowanej walki twórcy dają nam ogrom możliwości na skorzystanie z innych metod. Awanse na kolejne poziomy doświadczenia dają punkty umiejętności, które przeznaczamy na rozwój. Oczywiście ładowanie wszystkiego w broń palną i energetyczną na swoje uzasadnienie, ale dużo ciekawsze jest zadbanie, by każdy z podopiecznych stał się ekspertem w jakiejś dziedzinie. Otwieranie zamków, podlizywanie się napotkanym postaciom, percepcja, zastraszanie czy hakowanie sprzętu elektronicznego to tylko niektóre z nich. Mapy obszarów dostarczają mnóstwo miejsc, w których przydadzą się nabyte zdolności, a za pomocą wygadanej postaci łatwo nie tylko wymigać się od walki, ale także bezkrwawo rozwiązywać zadania i zdobywać cenne informacje. Ogrom możliwości.

Czas na najważniejsze. Jak to działa na Switchu? Zaskakująco dobrze! Premierowa wersja na PS4, którą ogrywałem 3 lata temu była zabugowana i mocno cięła w przeróżnych lokacjach. Trailer zapowiadający wersję na konsolę Nintendo zwiastował spory downgrade i tak już niezbyt urodziwej gry, ale rzeczywistość nie okazała się aż tak straszna. Jasne, pięknie nie jest, jest natomiast sprawnie i płynnie. Obraz możemy przybliżać i dowolnie obracać, więc nie ma problemu z czytelnością w trybie przenośnym pomimo zawalonego informacjami HUD-a. Żeby nie było tak dobrze to muszę wspomnieć o koszmarnie wyglądających wnętrzach niektórych budynków (Agrocentrum - brrr) oraz o wyrzucaniu do menu konsolki. Nie ma to jak pokonać bosa Czerwonych Skorpionów i zobaczyć informację o błędzie, który zamknął aplikację. Wymaga to natychmiastowego załatania.

Wasteland 2 posiada kilka wersji językowych, tym polskie napisy. Wielkość tekstu łatwo dostosować, a czytelność jest doskonała nawet w trybie przenośnym. Tłumaczenie jest bardzo dobre i odważne. Wszystkie „faki” zostały kreatywnie przełożone z wykorzystaniem bogactwa polskich wulgaryzmów, więc często uśmiechniecie się widząc jakąś osiedlową wiązankę puszczoną w stronę naszej drużyny. Naturalnie błędy w tłumaczeniu, jakie widzieliśmy w innych edycjach pojawiły się i tutaj, ale nie jest tego wiele. Oprócz drażniącego „leave” przetłumaczonego na „zostawcie” przy opuszczaniu danego obszaru, większość to literówki i nieprzetłumaczone pojedyncze wyrazy.

Cieszyłem się na wieść o switchowym Wasteland 2 i na szczęście się nie zawiodłem. Gra nie ujmie was grafiką, grą świateł, czy spektakularnością. Jest to klasyczny, wymagający i dopracowany taktyczny erpeg w starym stylu, który doskonale odnajduje się na konsoli Nintendo. I jeśli tego właśnie szukaliście, to nie pożałujecie tej wydanej stówki.