Posiadacze PS4 i fani kosmicznych symulatorów mają ostatnio powody do radości. W zeszłym roku otrzymaliśmy olbrzymie i niesamowicie uzależniające Elite: Dangerous, a na prostą wychodzi również ambiwalentnie przyjęte, ale nieustannie rozwijane No Man's Sky, które już niedługo otrzyma znaczące nowości. Teraz przyszła pora na kolejną grę pozwalającą zanurzyć się w piękno wszechświata. Everspace razem z dużym dodatkiem "Encounters" wkroczyło na PS4 i bez problemu wyrwie z Waszego życiorysu od kilku do nawet kilkudziesięciu godzin.

Everspace #1

Everspace to roguelike z krwi i kości. Oznacza to, że śmierć nie jest tutaj opcją, a fundamentalnym elementem rozgrywki. Ginąć będziemy często i gęsto, a rozgrywkę oparto na powtarzaniu zabawy od nowa. Całość wrzuca nas w obowiązkowo generowane losowo środowiska w postaci galaktycznych sektorów, a każda kolejna próba pozwala zachować jedynie kupione wcześniej ulepszenia. Stajemy się coraz lepsi nie tylko za sprawą usprawniania naszego statku, ale i poprzez zdobywanie doświadczenia oraz poznawanie na własnej skórze panujących tu zasad.

Niestety sporo zależy od szczęścia – czynnika, który w Everspace jest wyjątkowo odczuwalny. To, czy nasza podróż zakończy się po godzinie czy po pięciu minutach, może być całkowicie zależne od wylosowanych surowców, wrogów i otoczenia. Odniosłem wrażenie, że nie zostało to do końca zbalansowane i bywało, że miałem problem nadgonić niesprawiedliwie rzucane kłody pod nogi. Mimo wszystko bawiłem się przednio i nie miałem problemu z zaczynaniem wszystkiego kolejny raz. Zwłaszcza, że początkowo jesteśmy często zaskakiwani.

Everspace #2

Zabawa sprowadza się do ograniczonej eksploracji sektorów. W nich możemy natrafić nie tylko na cenne surowce i przedmioty, ale i sojuszników aktywujących łańcuszki zadań pobocznych. Wykonując je, otwieramy sobie nowe możliwości, co z kolei ułatwia nam starcia z przeciwnikami. Zaliczanie tych zadań samo w sobie jest miłą odskocznią od zręcznościowej walki. Infiltracja bazy wroga i przejęcie kontenerów z załadowaną bronią czy aktywowanie specjalnych czujników – tego typu aktywności sprawdzają się dobrze w formie urozmaicenia rozgrywki. Przynajmniej do czasu, bo po paru godzinach zaczyna się niestety recykling zawartości i czuć brak ostatecznych szlifów.

Graficznie Everspace prezentuje się bardzo ładnie. Możemy podziwiać piękno kosmosu w postaci ogromnych ciał niebieskich, obłoków pyłu, a nawet za sprawą potężnych czarnych dziur wykrzywiających czasoprzestrzeń. Największe wrażenie zrobiły na mnie ślicznie wykonane wybuchy rozpadających się statków i pozostawiany przez nie gęsty dym. Planety, chociaż dostarczają ślicznych widoków, to pełnią tylko rolę elementu dekoracyjnego. Próba zbliżenia się do pasa asteroid otaczających planetę zakończy się wyskoczeniem komunikatu o opuszczeniu bezpiecznej strefy.

Everspace #3

Twórcy nie zapomnieli również o wątku fabularnym, aczkolwiek ten nie sprawdza się w roli motywatora. Ot, wcielamy się w Adama – cierpiącego na amnezję klona, który po śmierci zostaje zastąpiony kolejnym egzemplarzem. Cel? Ucieczka przed niegdysiejszymi sojusznikami, których rzekomo zdradziliśmy, i dotarcie do wyznaczonych przez komputer współrzędnych, gdzie ma się znajdować odpowiedź na trapiące nas pytania. Nic szczególnie ciekawego, ale historia może miejscami rozbawić za sprawą tekstów rzucanych przez towarzyszący nam sarkastyczny komputer pokładowy w postaci SI.

Autorzy Everspace bardzo dobrze rozwiązali kwestię walki. Nie jest ona nazbyt skomplikowana, a jednocześnie oferuje wystarczająco dużo broni i gadżetów, abyśmy mogli opracować własną strategię i styl taktyczny. Jest dynamicznie i emocjonująco, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych. Nie czujemy się jednak przytłoczeni – chociaż po pewnym czasie pojawia się ściana, której nie sposób przeskoczyć bez żmudnego grindu. Wtedy we znaki daje się powtarzalność i wspomniany wcześniej recykling zawartości, który widać nawet w kosmicznym krajobrazie. Pomimo losowo generowanego otoczenia, zaczynamy mocno odczuwać deja vu i produkcja przestaje zaskakiwać.

Everspace #4

Everspace bawi i wciąga przez długi czas aż do moment, w którym mamy wrażenie, że odsłonięto przed nami wszystkie karty i nic nas już nie zaskoczy. Wtedy zaczynają się prawdziwe schody – nie tylko pod względem poziomu wyzwania, ale i tolerancji na powtarzalność. Dodatkowo dla najbardziej wytrwałych przewidziano trudniejszą wariację rozgrywki, która w pełni przetestuje Wasze umiejętności walki oraz opanowania gry. Kochacie kosmos i nie straszna Wam pojawiająca się po pewnym czasie monotonia? Istnieje duża szansa, że Everspace Was oczaruje. W najgorszym wypadku możecie liczyć na kilkanaście godzin bardzo dobrej zabawy.

Grę do recenzji dostarczył wydawca.