Megadimension Neptunia VIIR jest rebootem gry z Kraju Kwitnącej Wiśni wydanej pierwotnie (u nas) w 2016 roku, przedstawiającej kolejne perypetie znanych fanom serii boginek CPU – żeńskich wcieleń konsol parodiujących nasz gamingowy świat. Obecne w odnowionej odsłonie zmiany dotyczą wielu elementów, szkoda jednak, że fabuły one praktycznie nie dotknęły, więc jak ktoś potrzebuje streszczenia, to zapraszam do mojej poprzedniej recenzji.

Megadimension Neptunia VIIR #1

Pierwsze, co rzuca się w oczy po obejrzeniu krzykliwej i kiczowatej czołówki, to wirtualny pokój gracza, gdzie będzie łamana czwarta ściana pomiędzy nami a głównymi bohaterkami, pozwalając przy tym wykorzystać dobrodziejstwo gogli wirtualnej rzeczywistości. Nie bójcie się jednak o kolejny wydatek na nowy sprzęt – stanowi on tylko niebędący zbytnio do szczęścia potrzebny wabik. Owszem, w goglach immersja będzie większa, ale padem również bardzo wygodnie porandkujemy z dziewczynami, tyle tylko, że proste interakcje, zamiast ruchem głowy, będziemy prowadzić gałką analogową, co w sumie na jedno wychodzi.

Mimo wszystko szkoda, iż potencjału wirtualnej rzeczywistości w żaden sposób nie wykorzystano w głównej rozgrywce, ale same odwiedziny boginek CPU o dziwo udały się całkiem dobrze. Spodziewałem się raczej plotkowania na odczepnego i w pewnym stopniu tak jest, lecz rozmówki bardzo mnie bawiły. Sferę tematów do obgadania (a raczej wysłuchania) dostaliśmy całkiem sporą. Wprawdzie w większości dotyczą kultury masowej i życia codziennego bohaterek, choć poważniejsze problemy też się pojawiają. Zresztą tytułowi skierowanemu wyłącznie dla fanów serii więcej nie potrzeba. Niestety pomysł pokoju gracza nie został wykorzystany tak, jak na to zasługiwał. Możemy go tylko dowolnie meblować, by odblokować nowe scenki, ale nic ponadto, a przecież jakieś proste minigierki czy wirtualne kolekcjonerstwo i tym podobne znacznie zwiększyłyby atrakcyjność zabawy.

Megadimension Neptunia VIIR #2

Powtórna edycja gry chwaliła się poprawioną oprawą wizualną, co początkowo uznawałem jako pic na wodę, ale na szczęście się myliłem. Produkcja naprawdę wyładniała, otoczenie dostało lepsze wygładzanie i dodatkowe detale, podobnie zresztą jak modele postaci. Powiększono również pole widzenia poprzez usunięcie rozmycia ekranu. Ponadto pewne lokacje też nieco przemodelowano, zwłaszcza w świecie Zero Dimension, dzięki czemu zyskały mroczniejszy klimat. Najbardziej jednak rzuca się w oczy nowy, chociaż w niektórych miejscach nazbyt wypełniony bajerami, rozbudowany interfejs. Znacznie różni się układem od poprzedniego, więc początkowo trzeba czasu, by przywyknąć, zwłaszcza że trzeba się teraz trochę naklikać, by dobrać się chociażby do ekranów statystyk, umiejętności czy innych opcji. Pannom oglądanym w trakcie sesji VR również ciężko cokolwiek zarzucić – prezentują się dobrze jak na standardy sprzętu. Nie zmieniono natomiast ślicznych dwuwymiarowych obrazów tła i sylwetek dziewczyn w trakcie dialogów, lecz nie było takiej potrzeby.

Jedna rzecz może drażnić graficznych purystów – zejście z 60 do 30 klatek animacji, co lekko da się zauważyć podczas walk. O dziwo jednak oczy po takim zabiegu nie krwawią, bowiem animacja jest płynna i stabilna w porównaniu do oryginału, gdzie jej spadki zdarzały się nagminnie. Pojawiło się kilka nowych filmików na silniku gry, a w trakcie eksploracji na ekranie TV widzimy wszystkie cztery członkinie naszej drużyny, co wprawdzie nie ma aspektu praktycznego, ale estetyczny już tak. Podsumowując, pomimo lekkiego zgrzytu z menusami, graficy odrobili swoją pracę domową tak, by reboot pod względem graficznym w pełni zasługiwał na swoje miano. Warstwę dźwiękową pozostawiono po staremu, ale słychać, jakby muzyka była lepszej jakości.

Megadimension Neptunia VIIR #3

Najwięcej jednak zaingerowano w mechanikę rozgrywki i to tak, że zmieniono ciężar gatunkowy, zamieniając go całkowicie w taktycznego jRPG-a, chociaż formalnie twórcy nie wyciągają tego aspektu na wierzch. Nie oznacza to oczywiście, że frajda z toczenia potyczek spadła, a wręcz przeciwnie – nawet wzrosła, chociaż trzeba się podobnie jak w przypadku interfejsu nieco przyzwyczaić do nowych rozwiązań. Postawiono rzecz jasna na system turowy z możnością swobodnego poruszania się po polu walki, lecz tym razem ciosów i umiejętności nie łączymy w combosy na bieżąco, tylko na modłę rozwiązań z taktyków. Biorąc wroga na cel i mając baczenie na punkty akcji, odgórnie ustalamy, czym oberwie, i puszczamy w ruch, pozwalając walczącej bohaterce samej skończyć robotę.

Zmieniono przy okazji sterowanie na przystępniejsze, dopasowując je do nowego stylu walki. Na przebieg starcia ponadto ma wpływ posiadana broń. Nawet jeśli posiadamy dwie sztuki o tej samej nazwie, mogą się różnić parametrami, zasięgiem i dawać dostęp do całkiem innych umiejętności. Dzierżony oręż też da radę wzmacniać, podobnie jak kostiumy, które nie są już tylko ozdobą, a dają konkretne bonusy do statystyk. Po staremu będziemy budować drogi i wysyłać do lochów zwiadowców, co również doczekało się drobnych usprawnień. Powróciły plany do tworzenia unikanych przedmiotów, przy czym potrzebne materiały nie tak łatwo znaleźć, więc rola zwiadowców uległa zwiększeniu. Wszystkie nowości bardzo zwiększają radość z zabawy, ale nie ma róży bez kolców.

Megadimension Neptunia VIIR #4

Istnieje bowiem pewien haczyk, byśmy się zbytnio nie rozszaleli – ogromne nakłady finansowe. Niestety nasze poczynania sporo kosztują i nie chodzi tu tylko o ekwipunek czy inwestycje, ale także o wykupowanie umiejętności, a pieniędzy specjalnie nie przybywa. W sumie byłby to pewien plus zachęcający do wzmożonej aktywności w grze, lecz z czasem nachodzi nas pytanie – po co nam aż tyle opcji? Gra sama w sobie nie posiada aż takiego rozmachu, by zagospodarować ich cały potencjał, i chociaż stanowią świetnie urozmaicenie, brakuje po prostu praktycznego powodu, by poświęcać im więcej uwagi. Moim zdaniem stracono tylko czas na tak głęboką ingerencję w oryginalną mechanikę gry, zwłaszcza że poziom trudności wciąż jest dość niski. Wprawdzie od przybytku głowa nie boli, ale chciałbym, by moje bieganie za materiałami i pieniędzmi przyczyniło się do czegoś więcej niż tylko satysfakcji z samego posiadania mocnego sprzętu czy unikalnego przedmiotu.

Mimo braku możliwości wykorzystania pełnego potencjału kilku rozwiązań, odnowiona Neptunia jest grą bardzo dobrą, chociaż wciąż niesamowicie hermetyczną. Z pewnością przyciągnie fanów, którzy nie mieli styczności z oryginalną wersją, zwłaszcza że dostają dość ograniczoną, ale jednak opcję wykorzystania gogli VR. Niestety dla posiadaczy pierwszej edycji będzie to skok na kasę, ponieważ cóż szkodziło wypuścić stosowne płatne DLC będące tańszą alternatywą od ponownego zakupu gry?

Kod do recenzji dostarczył wydawca gry.