Po ukończeniu i zrecenzowaniu Horizon Zero Dawn spędziłem z grą kolejnych kilkanaście godzin, zbierając wszystko to, co pominąłem, i robiąc pozostałe zadania poboczne. Do gry jednak później nie wróciłem, bo uznałem ją za zamkniętą przygodę, a nawet w najpiękniejszym świecie bieganie dla samego biegania jest bez celu. Guerrilla Games ciągle dodawało nowe rzeczy, ale żadna z nich nie była wystarczająco atrakcyjna. Kilkumiesięczne oczekiwanie na "The Frozen Wilds" poświęciłem więc okresowym rozmyślaniom o grze, głównie czytając opinie innych.

Horizon Zero Dawn The Frozen Wilds - widok na wulkan

Horizon, jak każdy duży tytuł, podzieliło graczy. Przy tych wszystkich sporach, czy to RPG czy już nie (z mojej recenzji wiecie, że nie uważam tej gry za RPG-a), mało było rozważań, czy przygoda Aloy wytrzyma kilkumiesięczną próbę i dotrwa do nominacji o tytuł najlepszej gry roku. Sony jednak postanowiło przypomnieć o produkcji dodatkiem, który na szczęście (dla firmy) jest tak dobry jak podstawka. "The Frozen Wilds" nie wymyśla niczego na nowo ani nie bawi się w eksperymenty i poligon doświadczalny przed kontynuacją. Ekipa Guerrilla postanowiła oszlifować to, co ma, dorzucić trochę nowych elementów, byśmy się za szybko nie znudzili, i całość zamknąć w 7 godzinach, bo tyle właśnie zajęło mi ukończenie "The Frozen Wilds", robiąc po drodze wszystkie zadania udostępniane przez grę (w zbieranie znajdziek bawię się po ukończeniu wątku fabularnego). Czy to wystarcza? Tak.

Kraina, do której trafiamy, skuta jest lodem. Ciągłe śnieżyce pokazują i przypominają, z jak dopracowanym graficznie tytułem mamy do czynienia. Poprawek w jakości grafiki jest tu praktycznie niewiele (lepsze efekty wody), ale... nie bardzo było co poprawiać. Deweloperzy jednak tam, gdzie mogli, coś poprawili. Na dzień dobry w oczy rzuca się lepsza reżyseria scenek i rozmów między bohaterami. Ci przestali być kukłami, które tylko kiwają nienaturalnie głową i czasami pomachają rękoma. W dodatku ich gestykulacja jest naturalniejsza, a mimika nie wygląda tak sztucznie. Oczywiście w polskiej wersji lip-sync nadal jest totalnie rozjechany, ale cóż z tym faktem zrobić - pozostaje wzruszyć ramionami i ewentualnie zmienić język dialogów.

Horizon Zero Dawn The Frozen Wilds - Aratak

Trzon rozgrywki pozostał praktycznie bez większych zmian. Podniesiono oczywiście maksymalny poziom postaci, co poskutkowało nowymi umiejętnościami, ale te w moim odczuciu są kompletnie niepotrzebne. Docenią to osoby, które non stop korzystają z maszyn. Teraz możemy je naprawiać oraz zbierać zasoby i atakować bez potrzeby zsiadania z ich wierzchu. Nowości takie, że jak na razie skorzystałem z tego raptem trzy razy. Ale jak już mówiłem - wszystko rozbija się o sposób gry. Nie ukrywam, że brakuje jednak uniwersalnych zdolności. Na szczęście nadrabiają to pozostałe aspekty. Nowa broń oparta na żywiołach jest przydatna, zwłaszcza na nowe gatunki maszyn, które są agresywniejsze i z tej racji - mniej przewidywalne. Czy gra z tego powodu stała się trudniejsza? Może odrobinę, ale tylko gdy wchodzicie do lokacji z dodatku mając zbyt niski poziom (Guerrilla zaleca przynajmniej 30., ja zaczynałem z 50.).

Wątek fabularny, który dorzucono do gry, trzyma mniej więcej poziom podstawowego Horizona. Niczym wyjątkowym nie zachwyca, ale też nie nudzi. Porusza trochę temat przeszłości Sylensa, ale jego podstawowym celem jest nie tyle sugestia w kierunku tego, jak może wyglądać kontynuacja, ale poszerzenie (zwłaszcza przez dodatkowe znajdźki) świata gry i wydarzeń sprzed projektu Nowy Świt. Nie jest tego wyjątkowo dużo, lecz historia krążąca wokół zapory i inteligentnej jednostki CYAN sprawdza się jako uzupełnienie historii, w której jest jeszcze sporo do opowiedzenia. A kreacja bohaterów? Poza Aloy tak na prawdę mamy dwójkę, która coś znaczy. I... są to lepsze kreacje niż większość ludzi z Horizon Zero Dawn. Nie żeby to było jakimś wielkim osiągnięciem, ale warto pochwalić, że scenarzyści włożyli trochę serca w pisane dialogi.

Horizon Zero Dawn The Frozen Wilds - scena walki

Horizon Zero Dawn - The Frozen Wilds kosztuje 84 złote i do działania wymaga podstawowej wersji gry. Jeśli jej nie macie, możecie kupić kompletne wydanie, które za jakiś czas trafi do sprzedaży. Samym dodatkiem warto się zainteresować, jeśli po prostu podobała Wam się podstawka. Dostajemy więcej tego samego z drobnymi poprawkami, bez zbędnego mieszania całością. 7 godzin na skończenie historii to sensowny czas, który spokojnie wydłużymy o 4-5 kolejnych godzin zbierając wszystko, co jest na mapie. Osób, którym produkcja Guerrilla Games się nie spodobała, ten dodatek nie przekona do zmiany zdania.

Gra recenzowana była na PS4 Pro