W dobie symulatorów kozy czy kamienia (nie wymyślam, to naprawdę powstało), z otwartymi ramionami witam gry, które nie udają, że są ‘ironicznym spojrzeniem” na gatunek (i są ironicznie niedopracowanie), a starają się przedstawić coś w sensowny, choć dość uproszczony sposób. W Surgeon Simulator: Anniversary Edition (PS4) obwijałem pacjentowi jego jelita jak szalik wokół szyi, ale ostatecznie w skupieniu dokonałem transplantacji serca. Tam znaleziono złoty środek między zadaniem do wykonania i możliwościami, pozwalającymi na głupawą zabawę. Job Simulator (PS4) również opanowało tę sztukę do perfekcji.

Odległa przyszłość. Świat opanowały roboty i człowiek stał im się niepotrzebny. Nie wszystek jednak umarliśmy, bo stworzono specjalne muzea, gdzie można przeżyć symulację dawnych czasów. Praca na kasie w sklepie, naprawianie samochodów, gotowanie w restauracji – kiedyś zajmowali się tym ludzie. Teraz gracz może to wszystko przeżyć… pod czujnym nadzorem mechanicznych pracowników muzeum.

Job Simulator (PS4) udostępnia nam cztery „światy”, w których sprawdzimy się w różnych zawodach. Stojąc w miejscu, rozmaite narzędzia pracy mamy rozmieszczone wokół siebie i przyjmujemy kolejnych klientów, kierując się zasadą „klient – nasz pan”. W ten sposób sprzedajemy gumy do żucia, naprawiamy silniki czy wykonujemy zlecenia w biurze, a wszystko to daje frajdę głównie dlatego, że jesteśmy w wirtualnej rzeczywistości. Ale to najbardziej suchy opis tej gry, zupełnie nieoddający kunsztu dewelopera. Job Simulator (PS4) to karuzela absurdalnych żartów, która doskonale rozumie, po co powstała technologia VR.

Każdorazowo pracujemy dla robotów. Pozornie udają maszyny bez emocji, wrzucając docinki o niezrozumiałej dla nich naturze ludzkiej, ale jeden z nich prosi, byśmy ukryli pierścionek w kanapce, a inny zaszalał w Vegas i musimy usunąć z auta ślady jego wyprawy, żeby ojciec się nie połapał. Przewrotnie zachowują się dokładnie jak my. I to właśnie osobowość klientów oraz ich dziwaczne prośby sprawiają, że nie mamy do czynienia ze zwykłym „przyrządź hamburgera, którego robi się w taki oto sposób”. Wymiana tablic w kradzionym samochodzie, szybkie poradzenie sobie z karaluchami w kuchni, bo idzie sanepid, udział w telewizyjnym programie kulinarnym z bezczelnym Botem Ramsayem – nie można odmówić twórcom pomysłowości.

Mnogość opcji zwiększa jednak wymogi w stosunku do innych gier na PS VR. Przede wszystkim musimy stać, a kamerę trzeba umieścić odpowiednio daleko od siebie. By sięgać ponad głowę i po rzeczy schowane pod ladą, musimy mieć sporo miejsca. To samo z miejscem po bokach – gra potrzebuje przestrzeni na wszystkie półki, szafki i lodówki. Zbyt blisko umiejscowiona kamera będzie gubiła kontrolery PS Move, które również są obowiązkowe. Wszystko to jest jednak zrozumiałe i oddaje najciekawsze możliwości VR-owe, jakie są dostępne na PS4. Żonglowanie owocami, rzucanie butelkami wina po restauracji, „wyczynowe” przelewanie napojów z jednej szklanki do drugiej – istny plac zabaw, gdzie robimy, co nam się żywnie podoba.

Całość spisuje się świetnie, tylko szkoda, że gdy gra daje nam wolną rękę, nie ma znaczenia, co zrobimy. Ktoś prosi mnie jako kucharza, żebym go zaskoczył. Mogę położyć surowe jajko na talerzu i zadanie zostanie wykonane. Mogę też zmiksować bekon z pomarańczami, wylać to na podsmażoną kromkę z jajkiem, postawić obok szklankę pełną ostrego sosu, a wszystko ozdobić zawartością gaśnicy przeciwpożarowej. Chciałbym zobaczyć lub usłyszeć jakiś komentarz tego klienta. Chciałbym, żeby pogoniło go do toalety, jeśli przesadzę w ten sposób. Chciałbym, żeby koleś z płynem chłodniczym w swoim shake’u zwymiotował. Cokolwiek! Pokażcie, że moje wybory mają znaczenie!

Ostatecznie dostajemy cztery przygody z kilkunastoma zadaniami każda, które łącznie starczą na 2-3 godziny zabawy. Mamy wskazówki, ale dostajemy też wolną rękę, a w połączeniu ze sporymi możliwościami gry, daje to rewelacyjną pozycję nawet dla osoby, która pierwszy raz korzysta z PS VR. Świetny tytuł, kiedy przyjdą znajomi i powiedzą „to pokaż mi coś w tej wirtualnej rzeczywistości”. Ja się uśmiałem, uśmiali się moi goście, uśmieją się pewnie następni. Samotnie do gry nie wrócę, bo za bardzo nie ma sensu. No, być może wrócę dla łatwej platyny (na którą składa się jedenaście prostych złotych pucharków). Zdecydowanie warta 119 zł w PS Store.