W tym odcinku przenosimy się do roku 537 ery kosmicznej. Rozrastająca się Federacja Pangalaktyczna wchodzi w konflikt z układem planetarnym Kronos. Oba gwiezdne supermocarstwa rozdziela strefa buforowa wraz z planetą Faykreed IV, cywilizacyjnie będącą jeszcze na etapie średniowiecza. Dwójka młodych Faykreedzian – Fidel i jego przyjaciółka Miki – są przypadkowymi świadkami katastrofy statku kosmicznego. Na miejscu znajdują dziewczynkę imieniem Relia, władającą tajemniczą mocą. Biorą ją pod swoją opiekę, przez co nieświadomie wplątują się w międzygwiezdny konflikt, bowiem prześladowcy dziecka za wszelką cenę chcą ją pojmać.

Fabuła ponownie biegnie w stylu znanym z pierwszych odsłon serii, zachowując swój unikalny koloryt z pewną nutą starej szkoły. Nie uświadczymy tutaj rozwlekłych dialogów, trudnych wyborów moralnych czy rozbudowanej intrygi, ale historia została całkiem zgrabnie przedstawiona, skupiając się na istotnych sprawach bez zbędnych wątków pobocznych. Trwającą 25 godzin opowieść śledziłem z przyjemnością i wypiekami na twarzy, chcąc wreszcie dowiedzieć się, jaką tajemnicę skrywa Relia. Pomogła mi w tym dojrzała obsada bohaterów, niepozbawionych jednak indywidualnych cech i przywar. Nieco narwany Fidel, zabawna Miki, uprzejma czarodziejka Fiore, rycerski Victor czy pijak i bawidamek Emmerson wnoszą sporo luźnej atmosfery, bez obscenicznego humoru jak w obecnie wydawanych jRPG-ach. Poznajemy ich lepiej podczas krótkich i śmiesznych scenek rodzajowych tzw. Private Actions. Dostępne są zwykle w miastach, ale pojawiają się także w trakcie wędrówki.

Poprzednia część cyklu pod względem oprawy wizualnej stanowi czołówkę japońskich gier RPG na PS3, ustępując tylko trylogii Final Fantasy XIII. Star Ocean 5 w tej materii również nie zawodzi i na PlayStation 4 też prezentuje się świetnie. W każdej lokacji czuć klimat wylewający się z ekranu telewizora, niezależnie od tego, czy to śliczne średniowieczne miasteczko, surowa magiczna metropolia, naszpikowany futurystyczną techniką statek kosmiczny czy rozległe plenery. Szczegółowe modele postaci również świadczą o kunszcie grafików. Zachowano nawet ich lalkowy styl, co mnie osobiście ucieszyło Animacja śmiga w 60 klatkach w zasadzie bez zarzutu, nawet podczas widowiskowej walki, za wyjątkiem kilku momentów fabularnych, gdzie rzeczywiście dało się zauważyć lekki spadek płynności.

Oczywiście nie ma róży bez kolców. Świat gry jest stosunkowo niewielki, jeśli chodzi o liczbę lokacji, więc czeka nas częste odwiedzanie tych samych miejsc. Na tym polu Star Ocean 4 prezentował się znacznie lepiej. Próba nadania efektu „filmowości” dialogom też poniosła porażkę, bowiem nagminnie musimy sami korygować pozycję kamery, by zobaczyć rozmówcę, co lekko irytuje. Mocnym punktem tytułu jest oprawa muzyczna. Znane nam utwory doczekały się ponownej aranżacji, ale pojawiły się też nowe progresywno-rockowe brzmienia. Motoi Sakuraba ponownie przeszedł samego siebie, warto więc nabyć osobno krążek z muzyką. Pochwalić należy zarówno angielską, jak i japońską grę aktorską. W obu przypadkach głosy postaci brzmią naturalnie, bez nadmiernej ekspresji czy zbytniej mrukliwości.

Najnowszy Star Ocean to wciąż RPG akcji, więc większość czasu spędzimy szlachtując grupki potworów. Bój przebiega szybciej i sprawniej niż w Star Ocean®: The Last Hope ~International~ (PS3), ponieważ odbywa się na miejscu, bez ładowania osobnego ekranu. System bitewny przypomina ten z Tales of Zestiria (PS4), ale tutaj mamy pod ręką aż siedmiu wojaków, ponadto od razu widzimy z iloma przeciwnikami przyjdzie nam walczyć. Chociaż znacznie uproszczona, walka daje sporo frajdy, pozwalając błyskawicznie reagować na ruchy przeciwnika. Postawą są dwa ciosy, słaby i silny, oraz obrona, a działa to na zasadzie papier-nożyce-kamień. Do tego ataki specjalne, uruchamiane dłuższym przyduszeniem odpowiedniego przycisku. Gdy robi się groźnie, odpalamy też destrukcyjnego i efekciarskiego combosa, wprowadzającego zamieszanie na pole walki. Te dynamiczne starcia to największy plus rozgrywki – dają więcej frajdy niż w konkurencyjnej produkcji i są przystępniejsze niż w poprzedniej odsłonie. Z drugiej strony znacznie obniżył się poziom trudności, co pewnie rozczaruje fanów oczekujących wyzwania. Sami też decydujemy o zachowaniu naszych podwładnych poprzez przydział każdemu tzw. „ról”. Znakomity pomysł, bo pozwala dostosować strategię walki do własnych upodobań oraz zmieniać ją, gdy zachodzi taka potrzeba

Rozwój bohaterów ponownie został nieco uproszczony, a nasza ingerencja – ograniczona. Postacie awansują samodzielnie poprzez zdobywanie punktów doświadczenia, a my niestety decydujemy tylko o ich umiejętnościach bitewnych. Pozostawiono zaś charakterystyczne dla serii specjalizacje, pozwalające nam parać się różnymi zajęciami w świecie gry, m.in. tworzyć przydatne przedmioty (łącznie z bronią i lekarstwami), a także pozyskiwać w tym celu potrzebne materiały. Warto też podejmować się zadań dodatkowych z tablic ogłoszeń. Wprawdzie polegają tylko na dostarczaniu zamówionych przedmiotów i zabijaniu wyznaczonych przeciwników, dają jednak sporo doświadczenia oraz dostęp do kolejnych ról i nowych specjalizacji.

Star Ocean 5: Integrity and Faithlessness (PS4) to wprawdzie krótka, ale jednak dająca sporo satysfakcji przygoda w starym stylu. Wnosi dużo usprawnień, nie burząc jednak tego, co w tej serii kochamy, czyli specyficznego klimatu. Ten, mimo upływu tak wielu lat, wciąż sprawia, że chcemy sięgać po kolejne odsłony. Obyśmy doczekali się następnych części, najlepiej jeszcze w tej generacji konsol.