INFO:

Gatunek:RPG 3D

Firma:Square Enix

Rok Produkcji:2006 r. (PAL:2007 r.)

Platforma:PS2

Liczba graczy:1

Muzyka : 9/10

Grafika : 9/10

Długość gry : 10/10

Grywalność (miód) : 9/10

Klimat : 9/10

Fabuła : 8/10

Filmiki FMV (ilość/jakość) : 9/10/10

Bajery (sekrety,mini gierki itp.) : 8/10

Rozbudowanie : 10/10

Poziom trudności : 6/10

Ocena:9/10

GŁÓWNE POSTACIE:

Vaan, Balthier, Fran, Ashe, Basch, Penelo, Vayne

 

 

Recenzja:

 

         Nadszedł czas na kolejną odsłonę nieśmiertelnej już serii Final Fantasy! Jest to także ostatnia odsłona na PS2. Mowa tu oczywiście o FF12! Warto tu na wstępie zaznaczyć, iż nie miałem okazji ukończyć części poprzedniej czyli FF11, gdyż okazała się ona grą typowo w stylu MMO niczym Warcraft, także nie posiada ona spójnej fabuły i gra odbywa się tylko i wyłącznie z innymi graczami przez sieć (bo PS2 ma taką możliwość;), zatem dla mnie gatunek daleki i musiałem niestety tą część „olać”. Zajmijmy się zatem FF12, bo to, czym nas tym razem uraczyło Square, przechodzi ludzkie pojęcie (biorąc pod uwage konkretne „zagadnienia”;). 

 

A więc od początku, gdyż gra wali po oczach już od samego wejścia! Zaraz po włączeniu konsoli wita nas przecudowne Intro FMV, które wbija nas w glebe swoją grafiką oraz cudowną, „finalkową” muzą, rzecz jasna zremiksowaną specjalnie na potrzeby części. ;) Intro te pokazuje nam ciekawsze momenty wstawek z gry, zdradzając nam od progu iż „na warsztat” pójdą znów rycerze, zamki, królestwa oraz przedziwne (lecz cudowne jak zawsze!;), ogromne latające statki! Po tym wstępie leci od razu kolejne (!) ukazujące nam już wspaniałe przedstawienie głównych postaci (tym razem już urywki „liczone” z gry;), oraz skromny kawałek bestiariusza. Muszę przyznać iż Intro to, z ręką na sercu, bije na łeb pociąg z FF7, Liberi Fatali z FF8 i wszystkie inne dotychczasowe, finalkowe wstawki! Odlooot! Co ciekawe zaraz po rozpoczęciu samego Intra mamy do wyboru (podczas projekcji!) New Game i Continue. Przed rozpoczęciem mamy także sporo opcji, ułatwiających grę (np. nie raz niezbędny Adjust Screen!).

 

A teraz troszkę o fabule, bo jest ona dość zagmatwana. Akcja gry opowiada nam o „świecie” Ivalice (znanym co po niektórym z FF Tactics), a konkretniej o krainach Rozzaria i Archadia. A jeszcze konkretniej o królestwie Dalmasca, znajdującym się pomiędzy tymi dwoma krainami. Położenie Dalmaski okazało się bardzo niefortunne, gdyż obie w/w krainy toczyły między sobą wojny, a miejscem bitew okazywała się zazwyczaj Dalmasca. Początkowy Opening gry streszcza nam bowiem tragiczny los Dalmaski, gdyż już na samym początku, podczas działań wojennych, z rąk okrutnej Archadii ginie Książe Dalmaski - Rasler, a wkrótce potem sam Król. Warto dodać, iż Opening otwierający grę jest bardzo widowiskowy i przepełniony walkami! Wkrótce także dochodzi wiadomość o samobójstwie księżniczki Ashe, oraz o poddaniu się Dalmaski Archadii. Tu zaczynamy grę. A zaczynamy ją w iście Vagrantowym stylu, gdyż wita nas tu od wejścia typowo „Vagrantowa” muzyczka, oraz wystrój lokacji zamku Nalbiny! Poznajemy tu naszego bohatera, Reksa. Nie zdradzając fabuły zaznacze tylko, iż nie jest on głównym bohaterem gry, a jedynie pionkiem w iście „Chrono Crossowym” wstępie! Po tymże wstępie poznajemy w końcu głównego bohatera! A jest nim tym razem Vaan - mieszkaniec stołecznego (wieeelkiego!;), zniewolonego już przez rycerzy Archadii, miasta Dalmaski-Rabanastre. Vaan jest 17-letnią sierotą, a także złodziejem i niezłym rozrabiaką. Jest także marzycielem, gdyż marzy mu się „kariera” Sky Pirate’a, czyli powietrznego pirata, którzy są w Dalmasce bardzo znani. Szybko poznajemy także jego przyjaciółkę Penelo, także sierotę. Vaan poprzez własną ciekawość i chęć przeżycia przygody, wplątuje się szybko w intrygę, która wkrótce, także dzięki niemu, odmieni losy Dalmaski! Więcej fabuły nie zdradzę gdyż jest ona strasznie długa, a i spoilerowanie jest tu bezcelowe. Nakreślę jedynie, że mimo iż sterujemy właśnie Vaanem przez całą rozgrywkę, to jednak niewiele się on udziela, gdyż najważniejszymi postaciami okazują się tu jego kompani: ksieżniczka Ashe (tak tak, jednak żyje;), Sky piraci Balthier i Fran oraz rzekomy zdrajca Dalmaski Basch. Cała ta 6-tka wkrótce stanie na czele rebelii Dalmaski, walcząc o jej wyzwolenie z rąk złowrogiego księcia Archadii - Vayne’a! To tyle o samej fabule. A wypada ona jak zawsze świetnie.

 

Mimo wszystko jednak muszę stwierdzić, iż mnie do końca nie porwała. Mnóstwo tutaj co prawda wydarzeń, dialogów mówionych itd. Jednak mi zabrakło tu jakichś większych zwrotów akcji. Ale ogółem jest świetna, mimo iż schematy fabularne strasznie się tu pokrywają z poprzednimi. Także główni „bad guye” nieco zawiedli, gdyż są nimi Judge’owie, czyli zaszyci w zbroje obrońcy Vayne’a, przypominający strasznie Dartha Vadera z Gwiezdnych Wojen, co mi średnio przypadło do gustu. Dodam jeszcze, iż sam sposób przedstawienia dialogów rozwiązano w iście Vagrantowym stylu, gdyż niemalże wszystkie prowadzone są w strasznie zawiłym, wyszukanym języku, co strasznie utrudniło mi po raz kolejny zrozumienie sporej ilości wątków. Także jak w FFX lecą one same i znowu nie idzie ich zastopować. To niestety minus.

 

W końcu coś o systemie będzie! Pierwsze co rzuca się nam w oczy od razu, to sam sposób prowadzenia rozgrywki. Tak więc wpierw kamera, którą możemy po raz pierwszy w serii manewrować! Możemy ja przybliżać, oddalać, oraz kręcić nią w każdym momencie gry! Odlot! Cała akcja natomiast śledzona jest z perspektywy TPP (w sensie standardowe ustawianie się kamery w co nowej lokacji). Uważam to za dość oryginalny pomysł jak na Finala, gdyż zmienia to absolutnie sam gameplay gry. Vaanem możemy sterować natomiast wyłącznie analogiem. Co prawda we wcześniejszych recenzjach uważałem to jako minus, jednak tutaj muszę stwierdzić, iż w końcu się do tego przyzwyczaiłem. ;) Podobnie jak w GoW zatem, możemy iść, szybciej iść i biec. A teraz trochę o naszym party, gdyż wyżej opisana 6-stka to niestety wszystkie grywalne postaci w grze (nie licząc postaci które czasem się do nas przyłączaja na chwilę), natomiast podczas walki możemy sterować tylko trzema wybranymi postaciami. Choć to żadne utrudnienie, gdyż w każdej chwili gry (także podczas walki!) w menu możemy powybierać sobie kogo chcemy. Także 3-ka bohaterów zawsze jest widoczna „na zewnątrz” a i liderem nie musi tu być tylko Vaan! Party możemy więc dobierać sobie dowolnie (niczym w FFX!), jak nam się żywnie podoba i nimi podąrzać w wędrówce. Wyjątek stanowią miasta, gdzie Vaan chodzi sam. Natomiast żeby zginąć, muszą zginąć wszyscy, a nie tylko walcząca trójka. A teraz to co ciekawsze, czyli nie inaczej jak walka! A jest o czym pisać, gdyż tym razem postawiono na rozwiązania typowego aRPG w stylu właśnie w/w Vagranta! Pierwszym tego znakiem jest rozgrywanie walk na „normalnym” polu! Koniec więc z przenoszeniem się na osobny ekran. A zatem napotykając wroga nasze postaci automatycznie wyciągają swoje oręże i rozpoczyna się batalia! Kolejną nowością są tu paski energii nad głowami naszych postaci jak i nad głowami każdego wroga. Widać tu typowe rozwiązania z gatunku MMO. Mamy tu także pewien bajer, a mianowicie linie namierzające i pokazujące, kto kogo zaraz zaatakuje. Ciekawy to dodatek. Nie zabrakło tu również typowych statystyk i pasków w starym stylu na ekranie. Samo prowadzenie walki to także Vagrantowe rozwiązanie gdyż chcąc zadać cios, wciskamy X, który „zamraża” nam akcję (można to jednak wyłączyć, aby walka była bardziej dynamiczna). Wówczas otwiera się nam standardowe okienko z komendami. Tak więc wybierając attack można sobie wpierw pobiegać wokół przeciwnika zanim pasek czasu nie minie. ;)

 

Jednak to dopiero początek, gdyż zaraz na początku gry dostajemy nową opcję do użytku, czyli Gambits! Jest to absolutna nowość, polegająca na wprogramowaniu automatycznych ataków postaci na rywala. Polega to na tym, iż wchodząc w opcję Gambits w inwentarzu, mamy możliwość przydzielać każdej postaci z osobna czynność, oraz osobę, lub kogokolwiek na którym zostanie ona zastosowana w odpowiednim czasie! Np. Fran może włożyć „attack” i połączy go z „foe”. Wówczas z włączoną opcją Gambits, Fran zaatakuje automatycznie dowolnego wroga. A gdy włoży „Cure” i wybierze opcje „Ally HP<30%” wówczas uleczy ona automatycznie postać o HP mniejszym niż 30% jego energii. W związku z tym walka potrafi toczyć nam się sama! Na pierwszy rzut oka opcja ta wydała mi się po prostu głupia, bo po co nam takie uproszczenie? Jednak w toku rozgrywki okazało się, iż Gambits to najmądrzejsze co mógł Square wymyślić, gdyż kombinacji mamy tu naprawdę miliardy i wszystko odbywa się strasznie dynamicznie! Warto dodać, iż sam system Gambits jest także drobnym zapożyczeniem z gier MMO notabene. Na nasze Gambity mamy więc specjalne sloty, a i zdobywamy ich w grze coraz więcej. W specjalnych sklepach natomiast możemy zakupić przeróżne rodzaje ataków, wspomagaczy oraz konkretnych postaci/oponentów (np. tylko tych latających), na które będziemy mogli je wykorzystać. Nie raz się w Gambitach pogubicie, jednak w leczeniu statusów jak i energii Gambits sprawuje się perfekcyjnie! Co ciekawe, nasze postacie po za automatyczną walką potrafią także przejąć władzę nad „sterami” i same podbiegają do przeciwników i zadają ciosy! Co prawda możemy w każdej chwili przejąć kontrolę, jednak nie zmienia to faktu, iż batalie rozgrywane mogą być (i przeważnie są!) bez dotykania pada! ;) Czy to plus czy minus zostawiam waszej indywidualnej ocenie. Dla mnie to i plus i minus, gdyż walk w grze jest naprawdę multum, jak chyba w żadnej innej, więc wybieranie co chwila komend strasznie by męczyło na dłuższą metę. Z drugiej strony jednak takie uproszczenia odbierają trochę klimatu serii, a i czasem poczujesz się znudzony samym oglądaniem walk. Na szczęście zdarzają się takie potyczki, iż po prostu trzeba samemu nie raz interweniować. ;) Z walk można także uciekać przytrzymując R2, wówczas postacie chowają broń i przestają atakować, a uciekać musimy już na własną rękę. Wrogowie jednak pościągają nas jeszcze jakiś czas, niczym w Chrono Crossie.

 

System zdobywania doświadczenia wart jest omówienia, gdyż powracają znów levele postaci! Dochodzimy tu także do systemu zdobywania „wszystkiego” czyli Licenses! Nie jest to tak naprawdę żadna innowacja, a jedynie system sklonowany prosto z FFX, czyli ze Sphere Grid. Tutaj jednak nasza tablica przypomina bardziej szachownice, co mi się średnio z początku spodobało. Mamy tu zatem pola do wypełnienia każdej postaci z osobna. W związku z tym każda postać uczy się tego samego, z tą różnicą, iż możemy rozwijać się w którą stronę chcemy. Wszystkie pola są za to zasłonięte, i tylko nauczenie się jednej zdolności powoduje odsłonięcie (ale nie nauczenie się!;) sąsiadujących „abilitów”. Nasza tablica także podzielona jest na 2 części. W jednej uczymy się magii i umiejętności, a w drugiej korzystania z wszelkiego rodzaju ekwipunku. Ważnym szczegółem jest fakt, iż po tablicy poruszamy się swobodnie i odkrywamy sobie pola które chcemy (pod warunkiem, że jest takie pole „odkryte”).

 

Skoro jesteśmy przy ekwipunku, to nasze postacie i tutaj mogą korzystać ze wszelkiego rodzaju broni, jednak mamy tu do czynienia z naprawdę masakryczną jej ilością! Idąc po raz kolejny w ślady Vagrant Story nasi bohaterzy mogą zdobywać (głównie kupować;) wszelakiej maści oręże typu miecze, sztylety, łuki, pistolety, toporki, dzidy i wiele wiele innych! Co najciekawsze każda nasza postać może korzystać tu z dowolnej (!) broni! Czyli Vaan ma miecz, a za chwilę kusze! Odlot! Na te wszystkie podkategorie składają się jeszcze same bronie, których rodzajów mnóstwo! Podobnie ze zbrojami. Jednak aby korzystać z danej broni czy zbroi należy wpierw ją znaleźć na License Board, i się jej nauczyć, a więc drobne utrudnienie z tym jest. Jak widać możliwości mamy tu na serio tyle, że aż gęba opada, a i nawet Vagrant wypada cholernie bladziutko. ;) Co do magii natomiast, to także kupujemy ją głównie w sklepach, a każda postać może z niej korzystać i także trzeba się jej wpierw nauczyć. Ciekawą nowością okazuje się tu natomiast sama opcja equip, która chyba już bardziej uproszczona nie może być! Dodatkowym bajerem jest tu bowiem nowa opcja Optimize, po której wciśnięciu automatycznie dobierana jest najlepsza kombinacja z posiadanego uzbrojenia postaci, którym może ona władać! Masakra! Jest to maksymalne uproszczenie, jednak wygodne to w diabli! ;)

 

Powróćmy teraz do możliwości naszych postaci, gdyż zastanawiałem się długo podczas rozgrywki, czy gra uraczy nas nowymi limitami czy też summonami. Czekałem, no i doczekałem się! Wpierw opiszę limity, których niestety nie ma tu wcale! Nic to jednak, gdyż dostajemy tu w zamian całkiem nowy bajer o nazwie Quickening, polegający na odpalaniu przez nasze postacie podczas walki całkiem widowiskowych ataków. Każda postać posiada po 3 takie ataki do zdobycia w grze, a wyglądają one po prostu przepięknie! Wszelkiego rodzaju firebolle, czy inne kombosy okraszone pięknymi kolorami i wybuchami! No ale jak wiadomo musimy się owych ataków nauczyć. Działa to zatem tak, iż na całej tablicy License znajduje się 18 pól z Quickeningami do nauczenia. Nieważne jest to, która postać który slot sobie zajmie. I tak prędzej czy później każdy bohater nauczy się swoich. ;) A więc aby odpalić naszego specjala wybieramy po prostu Quickening, jednak jeden taki atak zużywa nam całą magię. Tak więc wydaje się to kompletnie nieopłacalne szczególnie, iż jeden taki atak nie gwarantuje od razu wygrania walki. Zostało to więc rozwiązane tak, że zdobywając coraz to nowy atak, nasze MP dzieli się na 2 a potem na 3 równe części. W związku z tym mając już wszystkie 3 ataki, najsłabszy atak zużywa nam jedną część, średni 2 a najsilniejszy dopiero całą magię. Cały bajer opiera się zatem na kombosach! Chodzi o to, iż podczas wykonywania Quickeninga mamy możliwość wybrania kolejnego spośród postaci biorących udział w walce! Mamy na to mało czasu, lecz odbywa się to tylko poprzez wciśnięcie jednego przycisku. W ten sposób możemy wykonywać łańcuchy kombosów naszych ataków, czasem nawet wbrew naszej magii! Wszystko zależy więc od naszej szybkości, gdyż pasek czasu zmniejsza się po każdym udanym ataku! Na koniec zdarzy się nam, iż dostaniemy w „gratisie” jakiegoś firebolla kończącego całą serię! Jak widać nie jest to wcale takie głupie, jednak przydaje się bardziej na bossów, a tych nie brakuje. Dodam tu jeszcze ogółem, iż magia leczy nam się sama gdy chodzimy, więc mamy tu także spore ułatwienie.

 

Summony natomiast noszą nazwę Espery, czyli jak w FF6. Jest ich w grze kilkanaście i zdobywamy je już standardowo-pokonując je! ;) Wówczas na tablicy Licenses jedna z postaci może posiąść tegoż Espera. Natomiast przywołując go, na polu zostaje jedynie jego władca, czyli podobnie jak w FFX. Nasz summon atakuje wrogów automatycznie, a gdy skończy się nam czas jego trwania, to wywołuje on najsilniejszy power (o ile znajduje się w pobliżu jakiś przeciwnik) i znika. Ponadto Esperom towarzyszy ciekawe dość „zczerwienienie” obrazu jak i całkiem dynamiczna muzyczka. Dodam jeszcze, iż ogółem Espery są całkiem nieźle poukrywane, gdyż ja zdobyłem ich zaledwie 6 z tych parunastu! Po raz pierwszy także w serii, nie mają one absolutnie nic wspolnego ze starymi Summonami! Shiva i Bahamut idą w końcu w odstawkę. ;) Muszę jednak przyznać, że tak naprawdę Espery nie przydają się w boju prawie wcale. ;) Tyle o Esperach. Ostatnim elementem, którego uczą się nasze postacie są techniki typu steal czy inne „wspomagacze”, jednak mi się one średnio przydały.

 

Pora na najbardziej powalający element Finala 12, a mianowicie lokacje! I nie dziwiłoby nas w nich nic, gdyby nie ich sama ilość, oraz ich kosmiczne rozbudowanie! Nie mogę wyrazić słów zachwytu, gdyż lokacje są tu tak wielkie i rozległe, jak w żadnej innej grze! Niemalże każde miejsce ma tu swoje indywidualne terytorium, nad którym spędzisz parę dobrych godzin na wędrówce! Co prawda miast jest tu niewiele, a i tylko Rabanastre poraża nas swoją wielkością (naprawdę! Jest wielkie!;), to pozostałe lokacje typu jakieś doliny, kanały, labirynty i inne rejony występują w takim zagęszczeniu i są tak cholernie wielkie, że budzą na serio podziw swoim rozmachem! W tej kategorii nawet rozległe tereny z RE4 wypadają cieniutko. ;) Ponadto mamy tu także znajomą już mapkę nad głową, jak i możemy na select włączyć sobie także podgląd mapy ogólnej! A odkrywanie jej na własną rękę okazuje się nieźle rajcujące. Ponadto podczas wędrówki możemy także znaleźć już gotowe, odkryte mapki, co jest kolejnym elementem koszmarnie ułatwiającym grę. Mapki są natomiast bardzo czytelne i strasznie wygodne. 3D to to nie jest, ale możemy ją powiększać i pomniejszać.

 

Przejdźmy zatem do grafiki, która prezentuje się wręcz cudownie! Starannie wykonane postaci jak i tła czy lokacje, wszelakiej maści czary, wybuchy i odblaski towarzyszą nam przez całą rozgrywkę, a przybliżenia dzięki kamerze udowadniaja nam, iż grafika po prostu tu rządzi na całego! Ponadto mamy tu sporą ilość filmików FMV, które wykonane są perfekcyjnie. O soundtracku słów parę, gdyż i tym razem jest to naprawdę znakomite dzieło! Mamy tu mnóstwo ścieżek oddających klimat akcji jak i obszarów. Co ciekawe muzyczki z konkretnych lokacji w ogóle się nie powtarzają (jedyny wyjątek -Tchita Uplands!), co sprawia, iż każda lokacja ma swój odrębny klimat! Super! Co prawda FF7, Suikodena 2 czy Chrono w tej dziedzinie nie pobija, ale i tutaj to majstersztyk na najwyższym poziomie i jest tuż za nimi! Ponadto ścieżkę stworzył autor soundtracku do Vagranta, co daje już wizytówkę samą w sobie. Co więcej Nobuo także maczał tu palce, więc nie ma co narzekać.

 

Ostatnim elementem do omówienia jest bestiariusz, który również wypada bogato. Paleta potworów jest nieziemsko wielka, co widać w specjalnej opcji w inwentarzu, w której mamy możliwość przeglądania spotkanych już potworków jak w LoM! Potwory te dzielą się także na gatunki, rodzaje i mają swoje opisy. A odkrycie całego bestiariusza graniczy niemal z cudem! No rewelacja! ;)

 

Pozostaje mi już tylko wymienić szczegóły, a pierwszym z nich jest już wspomniany wyżej poziom trudności. Gra jednak z tymi wszystkimi udogodnieniami (np. odnawiany HP przy save’ach, czy możliwość teleportu w wybranych miejscach) okazuje się czasem wręcz banalna i opiera się głównie na eksploracji obszarów i nieustannej, automatycznej walce. To jednak trochę minus, gdyż w grze uświadczymy zaledwie kilka naprawdę trudnych starć. Także Gambity powodują, iż większość czarów wcale się nie przydaje i nie chce się ich używać, skoro postacie szybko każdego pokonują zwykłymi atakami. Podobnie było w KH niestety. No i to w sumie tyle z minusów, ale to także kwestia indywidualna. Jedyną minigierką natomiast jest tu polowanie na odpowiednich rodzajów stworki, które zlecają nam zwykli „citizeni”. Nie bawiłem się w to w sumie, ale niby fajne to. ;)

 

Pora już na podsumowanie, a podsumuje Finala 12 w ten sposób, iż jest to kawał dobrej roboty! Specyficzny, wspaniały klimat, genialna muzyka, nowatorski system walki, bronie no i olbrzymie lokacje i ich ilość sprawiły, iż FF12 zabrał mi 80 godzin życia dając spory kawał solidnej zabawy! Tak więc Final Fantasy 12 ląduje wysoko w mojej hierarchii, gdyż muszę przyznać, że nawet zżyłem się z tą gierką przez te parę miechów grania, i naprawdę zatęsknie za tą przygodą jeszcze nie raz.

 

 

ULUBIONE POSTACIE:

Vaan - Z wyglądu strasznie podobny do Tidusa! Charakterem i głosem także nawet go przypomina! Cwany, ciekawy świata złodziejaszek o dobrym sercu. ;)

Balthier - Elegancki, wygadany i nonszalancki Sky Pirate. Taki trochę nawet przewodnik drużyny. ;)

Fran - Wysoka, piękna, przepełniona mistycyzmem i wiedzą, typowa przedsawicielka swojej rasy Viera. Seksowna, waleczna i cholernie tajemnicza! Po prostu moja ulubienica! No i ma fajny głosik i akcent. ;)

Ashe - Jakby nie patrzeć główna bohaterka gry, bo to wokół niej dzieje sie cała akcja. Dobra, uczuciowa i mocno doświadczona przez życie. Odpowiednik Aeris/Garnet/Yuny.

Basch - Rzekomy zdrajca Dalmaski. Ma ciekawą przeszłość i sporo tajemnic na koncie.;)

Penelo - Nie mogło także zabraknąć kolejnej Yuffie/Eiko/Rikku. ;) Przyjaciółka Vaana niezbyt dużo się udziela i stoi zazwyczaj z boku akcji, jednak wprowadza sporo humoru razem z Vaanem. ;)

Vayne Solidor - Główny ważniacha w grze. Pod koniec nawet nieżle potrafi wyglądać, a i także przywalić. ;)

Larsa - Brat Vayne’a i jednocześnie pomocnik naszej paczki. Ciekawy chłopak z do końca niejasnymi zamiarami.

Judge Gabranth - Lider wszystkich Judge’ów. W sumie polubiłem go dopiero pod koniec, gdyż poznajemy jego powiązania z…;)

 

TOP 12 OST:

1. Neigbourhood of Water

2. Large Sandsea

3. Seeking Power

4. Eruyt Village

5. Nalbina Fortress Underground Prison

6. The Feywood

7. The Sohen Cave Palace

8. Giruvegan Enigma

9. The Cerobi Steppe

10. The Stilshrine of Miriam

11. To The Place of Gods

12. Theme of The Empire

 

SCREENY: