Tiny Tina's Assault on Dragon Keep jest ostatnim dodatkiem jaki wypuszcza Gearbox Software i dzięki bogu mogę napisać, że najlepszym z wszystkich. Ba – znacznie lepszym niż wszystkie DLC do pierwszej części razem wzięte.Tak proszę państwa, to co udało się stworzyć w przypadku dopiero czwartego dodatku jest warte wydania każdej złotówki. Poprzednie dodatki zapominały trochę o tym, że mimo wszystko Borderlands 2 zaistniało w świadomości graczy z racji luźnego podejścia do gier i strojenia sobie żartów przy każdej, możliwej okazji. I tego co zabrakło trzykrotnie, tutaj otrzymujemy to z nawiązką. Jak wiemy od pierwszych zapowiedzi – Tiny Tina postanowiła zebrać trójkę bohaterów pierwszej odsłony gry i zagrać z nimi w planszówkę opartą o zasady Dungeons & Dragons. Jednak znając charakter Tiny, nie jest to normalna rozgrywka, czego doświadczamy od razu po przybyciu na wyspę, która wbrew temu co mówi Tina – skąpana jest w przyjemnych dla oka kolorach. Ku zaskoczeniu – dziewczyna szybko się poprawia i mamy mroczną wyspę opanowaną przez szkielety, a chwilę później atakuje nas smok, którego nie możemy zabić. Do głowy przychodzi myśl – „co to do cholery za mistrz gry?” - identyczna jaką wyrażają nasi bohaterowie. Tina kompletnie nie potrafi prowadzić gry, toteż przekłada się to na rozgrywkę i nierzadko prowadzi do humorystycznych scenek.

Naszą bazą wypadową jest miasteczko, które na starcie musimy trochę podniszczyć, bo taką zachciankę ma Mr. Torque. Oczywiście za swoje idiotyzmy szybko wylatuje do skucia w dyby, a my w spokoju możemy skupić się na głównym wątku – ocaleniu królowej z rąk niecnego i … przystojnego czarnoksiężnika. Po drodze wykonujemy zadania będące kalką i parodią innych produkcji RPG jak chociażby Dark Souls kiedy musimy zebrać dusze, a po powrocie … naszą grę atakuje inny gracz. Takich oczek jest znacznie więcej i dzięki bogu – wszystkie klisze z których Gearbox się nabija są tutaj podane idealnie. Ogromną rolę odgrywa tutaj narracja w której prym wiedzie postrzelona Tina, ale od siebie dokłada także Brick, który jak to na osiłka przystało – nie negocjuje. On uderza z pięści.

borderlands-2-tiny-tina-s-assault-on-dragon-keep-011

Przy poprzednim dodatku narzekałem na to, że lokacje i przeciwnicy byli zrobieni bez pomysłu i stawiano na recykling to potęgi entej Tutaj nie dość, że odwiedzamy kopalnie z kilometra krzyczące, że są parodią Morii (i tak, walczymy tam z krasnoludami i orkami), przyjdzie biegać nam po cmentarzysku, ogromnej cytadeli i lesie w którym ożywają enty. Przeciwnicy to inna para kaloszy. Czy w każdej grze RPG walczycie z pająkami? Tak. Spoko, w dodatku także są. Enty? Orki? Wszelakiej maści rycerze w kilkunastu odmianach? Smoki i czarodzieje? Nieumarli z liszem na czele? Wszystko można odhaczyć gdyż wszystko tu jest.

Dlatego w przypadku tego DLC mogę z ręką na sercu polecić go każdemu fanowi Borderlands 2. Całość można ukończyć w niecałe 4 godziny, ale będą to godziny spędzone bardzo dobrze, bez cienia nudy i z śmiechem na ustach. Za 39 złotych wreszcie otrzymujemy to, co powinno być na samym starcie taśmy produkcyjnej dodatków.