Gdy firma ogłaszała prace nad The Journey, które u nas zostało przetłumaczone na Podróż (pełna polska wersja, która mimo braku ogromu tekstu, została przetłumaczona bezbłędnie), byłem bardzo zainteresowany, w które nutki emocji i uczuć uderzy ekipa tym razem. Godzinę po odpaleniu gry wiedziałem, że jest to ich magnum opus i taka pozycja trafia się raz na parę lat.

Myślę, że twórcy zechcieli stworzyć nie tylko tytuł, w który zagramy, ukończymy i zapomnimy o nim po pięciu minutach. Nie aspirowali także to miana najbardziej widowiskowego tytułu, mimo to, wiem już, że Podróż jest w stanie mocno zapisać się w pamięci każdego, kto w nią zagra. Głównie dlatego, że motyw podróży naszego pielgrzyma pasuje tak naprawdę do każdego z nas, każdy może się identyfikować z tym bezosobowym bohaterem. Zabieg celowy, trzeba przyznać. Gdy zaczynamy naszą wędrówkę, znamy jedynie nasz cel – tajemniczą wieżę, która widnieje na horyzoncie, zupełnie jak w życiu gdzie znamy nasz cel i planujemy go zrealizować. Samotna wędrówka przez wszystkie lokacje w grze ma nam raczej uświadomić fakt, że tak naprawdę zawsze pozostajemy sami z naszymi planami. Owszem, podczas wędrówki możemy spotkać innego pielgrzyma, tutaj zasługa świetnej implementacji możliwości sieciowych. Nie pokazuje się żaden komunikat, żadne okienko, po prostu możemy gdzieś na pustyni spotkać innego wędrowce i razem z nim wyruszyć w podróż. Oczywiście w każdej chwili możemy go porzucić, spotkać innych i razem z nimi kontynuować grę. Nie odnosimy żadnych szczególnych korzyści oprócz tego, że nie podróżujemy sami, tylko czujemy wirtualną bliskość trzeciej osoby.

Samotna wędrówka jest specyficzna, w tle przygrywa genialna ścieżka dźwiękowa, którą skomponowała Macedońska Radiowa Orkiestra Symfoniczna na zlecenie thatgamecompany. Dobór ścieżki, która aktualnie towarzyszy nam w trakcie gry jest idealna. Raz przemierzamy bezkresną pustynię w kompletnej ciszy, gdzie jedynymi odgłosami są nasze kroki w piasku, lub okazyjny podmuch wiatru. Cisza stopniowo ustępuje utworowi, który subtelnie wkomponowuje się w przedstawiany obraz, by stworzyć z nim jedność. Jakość obrazu, grafika, a raczej art-design użyty w Podróży mimo że nie korzysta z najnowszych technologii, to jest piękny w każdym calu i każdym zakątku jaki przyjdzie nam zwiedzać. Świetnie zgrana gra kolorów, ciepła pustynia, wiejąca chłodem wieża, która skąpana w ciemności wydaje się być niedostępna dla zwykłego śmiertelnika. To tylko dwa przykłady jak bardzo barwa i temperatura kolorów potrafi spotęgować płynące doznania. Również fizyka, tak ważna w grach wypada znakomicie. Pielgrzym w piasku zachowuje się realnie, zostawia ślady za sobą, jego szal, o którym w dalszej części powiewa wraz z kierunkiem wiatru, a śnieg, który spotykamy, prezentuje się jak ten prawdziwy.

4 godziny, tyle zajęła mi wędrówka po raz pierwszy. Spokojnie, bez żadnego pośpiechu, starając się zwiedzać i szukać jak najwięcej się da. Wynik idealny jak na tego typu rozgrywkę, nacechowaną emocjami. Wspominałem już, że naszym celem jest dotarcie do wieży, w drodze do, zbierać możemy symbole, które wydłużą nasz szal, pozwalając na dłuższe wznoszenie się na wietrze. Ich lokacje są skrzętnie ukryte i nierzadko wymagają dociekliwości. Szal, a raczej czerwony kubrak ma znaczenie symboliczne, gdyż w trakcie gry spotkamy miejsca w których pojawią się czy to poszatkowane fragmenty czerwonej tkaniny, czy też różnego rodzaju elementy współgrające z bohaterem. Twórcy gry poukrywali w grze także starożytne ołtarze, które ujawniają nieznane i nierozszyfrowane ryciny opowiadające historię zaginionej cywilizacji.

Wracając do przesłania gry. To nie jest płytki tytuł, który na tacy wykłada wszystko co może nam zaoferować. Z początku nie dostrzeżemy tego, ale im większy postęp, tym częściej zaczniemy zastanawiać się nad rolą i sensem podróży. Czy cel nie jest nierealny, czy przeszkody rzucane nam pod nogi nie przerosną nas z czasem. I gdy dojdziemy do miejsca w którym pada śnieg, zrozumiemy jak bardzo nasze obawy były słuszne. Patrząc na to, jak nasza postać marnieje w oczach, porusza się co raz to wolniejszym i bardziej zmęczonym krokiem zasieje w głowie ziarnko sensowności tego co robimy. Nie tylko w grze, ale i życiu. Thatgamecompany chciało trafić wprost w nas i zrobiło to idealnie, nie, grając na sprawdzonych schematach, tylko pozostawiając nas kompletnie samych z tym co widzimy.

Można oczywiście uznać że to przesadzona interpretacja, doszukiwanie się sensu, którego nie ma. Ale pamiętajmy, gry wideo to także nośnik kultury, ładunku emocji czy przeżyć. A Podróż jest jak tabletka ze skondensowanymi emocjami. Łykamy i zaczynamy przeżywać, jednym ciągiem. Tak właśnie zaciera się granica między zwykłą, nierzadko głupią grą, a czymś wyższym, bardziej poważnym. Otrzymaliśmy małe arcydzieło i z ręką na sercu przyznaję – ten tytuł wart jest każdego grosza, który na niego wydamy.