Zobaczysz wszystko (2026) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Tylko co z tego?
Elizabeth Holmes odsiaduje obecnie karę jedenastu lat pozbawienia wolności za oszustwa, których dopuściła się prowadząc swoją firmę, Theranos. Zanim rozpoczęła odsiadkę, odwiedził ją aktor, komik i reżyser, Nathan Fielder. Zaczęli kręcić dokument o jej osobie, a dzisiejszy film jest efektem tych spotkań.
Przyznam, że jeszcze nie tak dawno temu nie byłem zainteresowany recenzowaniem filmu Fieldera i Lance'a Oppenheima. To przecież dokument, raczej mało chodliwa rzecz na PPE, w dodatku trzebaby siedzieć blisko trzy godziny w kinowym fotelu. Później jednak w internecie zaczęły pojawiać się oceny i zarówno krytycy, jak i zwykli (normalni?) widzowie zaczęli niemal dosłownie rozpływać się na tym, z jakimż to niemożliwie doskonałym dziełem sztuki mamy do czynienia. Dziesiątki i dziewiątki jak okiem sięgnąć, dodatkowo podbite krzykliwymi frazami, w stylu "czegoś takiego jeszcze nie widziałeś". No więc postanowiłem odłożyć na chwilę Tomb Raidera 2 i przespacerować się do kina. I co? I nic. Zobaczyłem wszystko.
Część zrobiła solidne wrażenie, inna część żadnego. Podobnie jak w przypadku recenzowanego niedawno "Primetime", stworzony przez reżyserów klimat ma bardzo senny, oniryczny klimat. Prawdziwi ludzie przeplatają się z odgrywającymi ich aktorami - ale nie tak, jak ma to często miejsce, że widzimy jakąś dalszą przeszłość i doskonale rozumiemy, że to tylko inscenizacja. Tutaj w jednej chwili możesz patrzeć na prawdziwą Elizabeth Holmes, w następnej scenie na Amandę Seyfried i chwilę później znów Holmes. Mało tego! Seyfried pojawia się też jako ona sama, rozmawia z reżyserem na temat postaci, dyskutują na temat jej motywacji, kiedy kłamie, kiedy nie. Fielder skacze sobie między prawdą, a fikcją jak żabka po pływających na wodzie liściach.
Zobaczysz wszystko (2026) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Zacznijmy kręcić i zobaczymy, co będzie
I myślę, że to w znacznej mierze właśnie ze względu na ten intrygujący styl prowadzenia narracji film zgarnia takie pochwały. Bo faktycznie jest coś magicznego w tym, jak w jednej chwili aktorka rozmawia z reżyserem, chwilę później odgrywa scenę, a następnie bardzo poważnie dyskutują o postaci. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby widz widział cały proces - od dyskusji, przez wejścia na plan, akcja, cięcie i tak dalej. Ale ponieważ Fielder i Oppenheim nie pokazują nam tej tkanki łącznej, efekt jest bardzo chaotyczny, choć jednocześnie w pełni zrozumiały. Pod względem reżyserii i montażu zdecydowanie mamy tu do czynienia z potężnym osiągnięciem. A jak przedstawia się film jako opowieść?
No, tu już jest trochę gorzej. Twórcy filmu przyznają, że rzucili się na temat bez konkretnego zamiaru, chcąc po prostu zobaczyć, co uda im się ugrać, ponieważ Holmes i jej zbliżająca się odsiadka zdawali się być ciekawą historią. Rzecz w tym, że trudno było im ruszyć z miejsca. Rozmawiali z nią i jej obecnym partnerem, Billym Evansem, kręcąc się w kółko, z wielkim trudem wyciągając cokolwiek ciekawego lub wiarygodnego. Nie potrafili zdecydować się na ile wierzą zapewnieniom o ich niewinności. I ostatecznie właśnie o tym postanowili zrobić film - o subiektywności prawdy, jej powiązaniu z osobistymi uczuciami, z samych ludzi tworząc jedynie ramy filmu.
Zobaczysz wszystko (2026) - recenzja, opinia o filmie [Gutek Film]. Nie kupuję tej wizji postaci
I tak jak kupuję to, że Fielder mógł w trakcie swoich rozmów z Holmes zapałać do niej jakąś tam sympatią - kiedy twoim zadaniem jest poznać kogoś dogłębnie, spędzając z tą osobą tyle czasu, ile to możliwe, zupełnie naturalnym jest, że widzisz wszelkie odcienie tej osoby - łącznie z tymi, które "trafiają" do ciebie samego. No dobrze, ale wypadałoby zadać sobie przy tym jedno, bardzo ważne pytanie: i co z tego? Fielder i Oppenheim zrobili film o trudnych w obejściu ludziach, kłamcach i oportunistach, po czym skonstatowali, że trudno powiedzieć kiedy kłamią, a kiedy nie i, że da się ich lubić. Nie wiem, może to faktycznie jest najlepszy film tego roku, a to po prostu ją jestem pozbawionym uczuć potworem, ale mnie to w ogóle nie rusza.
Całość jest przy tym sklejona w taki sposób, aby jednak spróbować wydusić z widza jakieś uczucia. Twórcy chcą pokazać nam człowieka, więc widzimy Holmes przez pryzmat jej dziecka, kiedy indziej ojca, a w jeszcze innych sytuacjach Fieldera i Seyfried. Kamera łapie ją przez szczebelki dziecięcego łóżka, postacie mówią, że wierzą w jej szczere intencje. Może i bym im uwierzył, gdybym nie miał cały czas świadomości, że mam do czynienia ze skazaną oszustką, która przytuliła za swoje kłamstwa kupę pieniędzy i może - ale tylko może - gdyby filmowcom faktycznie udało się przedstawić ją jako duszę funkcjonującą inaczej niż reszta świata. Tymczasem, oglądając scenę, w której Fielder pokazuje Holmes klasyczny skecz z prostą grą słów, której ona rzekomo nie rozumie, ja jako widz zupełnie tego nie kupuję, zwyczajnie jej nie wierzę. Może to kwestia moich własnych uprzedzeń, ale w taki właśnie sposób odbieram znaczną część tego filmu - jako mocno wyreżyserowaną, ustawioną pod konkretną tezę szopkę.
"Zobaczysz wszystko" to świetnie zrobione widowisko, faktycznie potrafiące zakręcić widzowi w głowie, ale miałem jednak nadzieję, że lepiej zapracuje na tych blisko 180 minut seansu. Myślę, że subiektywna ocena każdego widza zależeć będzie od tego, na ile dadzą się porwać koncepcji reżyserów. Ja zobaczyłem wszystko, co mieli mi do pokazania, ale nie poczułem nic.
P.S. Dla przypomnienia: dokumentom ocen nie wystawiam. Choć tu mamy do czynienia z czymś z pogranicza fabuły i dokumentu, więc powiedzmy, że klasycznie dałbym mu coś koło 6/10.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych