„Znieczulenie”(2026) - recenzja serialu [Netflix]. Polski serial medyczny? Tak, to naprawdę się udało
Polskie seriale medyczne nie zawsze miały szczęście do realizacji. „Znieczulenie” Netfliksa pokazuje jednak, że w tym gatunku wciąż drzemie potencjał. Osiem odcinków wystarczyło, by stworzyć produkcję, która zaskakuje rozmachem i przede wszystkim potrafi bardzo mocno wciągnąć. Nawet mimo swoich niedociągnięć.
Dawid Łazarz, neurochirurg z imponującymi umiejętnościami, ale też trudnym charakterem, to główny motor napędowy „Znieczulenia”. W tej roli oglądamy Leszka Lichotę i trzeba przyznać, że aktor czuje się w takiej postaci wyjątkowo dobrze. Jego bohater jest błyskotliwy, bezczelny, a przy tym piekielnie skuteczny. Nie należy do ludzi, którzy potrafią spokojnie usiąść z boku i poczekać - on sam rozwiąże każdy problem. Jeśli uważa, że może uratować pacjenta, po prostu działa bez względu na konsekwencje, co w życiu zawodowym i prywatnym przysparza mu masę problemów.
Co jednak najważniejsze, to bohater, który potrafi irytować swoją pewnością siebie, przechodzącą nie raz w swego rodzaju narcyzm związany z wiarą w nieomylność swoich osądów i umiejętności. Netfliksowi udało się wykreować bohatera, który nie jest czarno-biały, jest ludzki w swoich działaniach i słabościach. Fakt, że to właśnie Lichota jest tu postacią, na której opiera się praktycznie cała historia, to największy atut serialu. Zresztą, aktor nie tak dawno grał przecież w nowej wersji „Znachora”, również produkcji Netfliksa, profesora Rafała Wilczura, wybitnego warszawskiego chirurga. W obu rolach spisał się znakomicie, więc widać, że doskonale czuje się w takich kreacjach.
„Znieczulenie”(2026) - recenzja serialu [Netflix]. Suwałki zamiast Warszawy
Po utracie pracy w prestiżowej warszawskiej klinice Dawid trafia do Suwałk, gdzie podejmuje zatrudnienie w miejscowym, państwowym szpitalu. Jego zawodowa przeprowadzka nie jest jednak gestem dobrej woli. W stolicy zostawia po sobie spory bałagan - konflikt z przełożonym, którego uderzył i tragiczną śmierć młodego pacjenta, która będzie go prześladowała. Kariera Łazarza znajduje się więc w trudnym punkcie, co zresztą pogłębiają również problemy rodzinne.
Początek serialu od razu ustawia ton całej opowieści. Zamiast spokojnego wprowadzenia w realia Suwałk dostajemy od razu dramatyczną katastrofę kolejową, zrealizowaną naprawdę z ogromnym rozmachem produkcyjnym. Nie oszczędzano tu na realizacji i zdecydowanie czuć skalę tragedii. Łazarz, który przypadkowo znajduje się w pobliżu, rusza do ratowania rannych. Sceny akcji robią zresztą duże wrażenie - jest intensywnie, realistycznie i bardzo, naprawdę bardzo dosadnie - przez co bardziej wrażliwi widzowie będą odwracali głowy. W późniejszych odcinkach krew, medyczne procedury i kolejne operacje ukazane są też bez cenzury, co nadaje serialowi wiarygodności.
Szpital w Suwałkach ma oczywiście własne problemy, układy i ludzi, którzy niekoniecznie zamierzają z otwartymi ramionami przyjąć nową gwiazdę neurochirurgii. Szczególnie niechętny wobec Łazarza jest doktor Grzelka, grany przez Mariusza Bonaszewskiego. Ich relacja dostarcza sporo napięcia, choć można odnieść wrażenie, że postać ordynatora mogłaby otrzymać nieco więcej miejsca, bo trochę brakuje czasem poczucia szerszego kontekstu dla jego motywacji i działań.
„Znieczulenie”(2026) - recenzja serialu [Netflix]. Kto na drugim planie?
Dużym atutem „Znieczulenia” jest też zespół interesujących postaci na drugim i trzecim planie. Szczególnie dobrze wypadają Wanda i Leszek, czyli małżeństwo doświadczonych lekarzy grane przez Dorotę Kolak i Krzysztofa Stelmaszyka. Bije od nich naturalność i sporo humoru, co w kolejnych odcinkach przekłada się również na ich osobisty dramat, który dotyka widza. Chemia pojawia się też w relacjach Łazarza z psychiatrką Jagodą Wilk, w którą wciela się Aleksandra Popławska, co zresztą nie powinno nikogo dziwić, bo duet ten doskonale sprawdził się również w serialu „Wataha”. Początkowo oboje reprezentują dwa światy, które niezbyt chętnie uznają swoje kompetencje, a ich spory i napięcia świetnie podkreślają wewnątrzszpitalne potyczki o wsparcie dla poszczególnych oddziałów funkcjonujących w zakładzie.
Warto zwrócić uwagę także na Olega (Michał Krzywicki) pochodzącego z Białorusi, który w swoim kraju wykonywał zawód kardiochirurga, a w Polsce został zdegradowany do sprzątacza. Zresztą Oleg nie jest postacią jednowymiarową, bo zmaga się również z uzależnieniem. Szpitalny świat „Znieczulenia” nie składa się więc wyłącznie z lekarzy podejmujących trudne decyzje, ale pokazuje ekosystem również na niższych, ważnych dla funkcjonowania placówki szczeblach, jak choćby ratowników medycznych i kierowców karetek. Tu bryluje Ada (Masza Wągrocka), wraz z jej ekranowym partnerem Zawiszą (Karol Biskup).
„Znieczulenie”(2026) - recenzja serialu [Netflix]. Nie wszystko zagrało
Co mnie osobiście urzekło, „Znieczulenie” nie próbuje wygłaszać prostych ocen. Stawia widza w niewygodnym położeniu, zmuszając do wyciągania własnych wniosków, zwłaszcza w przypadku postępowania doktora Łazarza, który częściej działa wbrew zasadom niż w ramach ich poszanowania. O czym wspomniałem, wątek prywatny głównego bohatera również nie pozostaje bez znaczenia. Jego żona Basia, grana przez Karolinę Gruszkę, nie jest zachwycona kolejnymi zawodowymi decyzjami męża, a rozłąka z synem komplikuje sytuację jeszcze bardziej. Twórcy uniknęli przy tym problemu wielu polskich seriali, czyli zbyt mocnego odejścia w stronę wątków obyczajowych. Relacje prywatne stanowią tylko uzupełnienie historii, a szpital mamy cały czas na pierwszym planie.
Główny zarzut, jaki mam do „Znieczulenia”, to zbyt pospieszne gonienie z wątkami na sam koniec. Tempo serialu co chwila się zmienia, ale ostatnie dwa odcinki wypadają przez pośpiech momentami mało wiarygodnie Serialowi przydałyby się ze dwa odcinki więcej, by lepiej pokazać cały finał. Z chęcią obejrzałbym drugi sezon, którego raczej nie będzie, właśnie przez pośpiech w zamykaniu poszczególnych historiii. Zwłaszcza że można też odnieść wrażenie, że kilka postaci spokojnie zasługiwałoby na własną, bardziej rozbudowaną opowieść. Pewne zastrzeżenia może budzić także wątek prokuratora (Marcin Czarnik), który zaczyna interesować się możliwym błędem medycznym Łazarza i zaczyna go ścigać, chcąc pozbawić możliwości wykonywania zawodu. Jego postać jest akurat jednowymiarowa, wręcz komiksowa, pełniąc rolę typowego czarnego charakteru.
Finalnie jednak osiem odcinków tworzy zwartą całość, a kolejne przypadki medyczne skutecznie i wiarygodnie przeplatają się z konfliktami między bohaterami, tworząc naprawdę ciekawą mieszankę osobliwości. To serial, który mimo kilku niedociągnięć serwuje dobrze dobraną obsadę, wyrazistego głównego bohatera i świat, do którego chce się wracać. I to wystarczy, by dać się porwać tej historii.
Atuty
- Leszek Lichota w niejednoznacznej roli Dawida Łazarza
- Bardzo dobra obsada drugiego planu
- Realistyczne, efektowne sceny medyczne
- Ciekawy obraz szpitalnych układów
- Serial potrafi bardzo mocno wciągnąć
Wady
- Niektóre wątki poboczne są potraktowane zbyt skrótowo
- Komiksowy wątek łaknącego zemsty prokuratora
- Pospieszny finał ustępuje rozmachem znakomitemu otwarciu
„Znieczulenie” to wciągający, świetnie obsadzony serial medyczny, który mimo kilku niedociągnięć udowadnia, że polskie produkcje potrafią z powodzeniem odnaleźć się w tym gatunku.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych