Lista śmierci (2022) - recenzja 2. sezonu serialu [Amazon]. Chris Pratt zakończy wojnę w Ukrainie?

Lista śmierci (2022) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Amazon]. Chris Pratt zakończy wojnę w Ukrainie?

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

James Reece skreślił wszystkie nazwiska ze swojej listy śmierci i może wreszcie odpocząć, w spokoju czekając na śmierć, która wisi nad nim pod postacią raka mózgu. Lecz ludzie tacy jak on nawet umrzeć nie mogą na własnych warunkach, więc Reece zostaje zwerbowany przez CIA aby pomóc im wytropić dawnego towarzysza broni, który najprawdopodobniej przyłączył się do Al-Kaidy i teraz planuje nie dopuścić do zakończenia wojny Rosji z Ukrainą. 

Powiedz, też tak masz, że drażnią cię tak długie przerwy między sezonami seriali, do których Hollywood chyba bardzo chciałoby nas przyzwyczaić? Może zabrzmi to jak marudzenie starego tetryka, ale ja tam lubiłem ten oldskulowy format, gdzie 24 odcinki ukazywały się tydzień w tydzień - zwykle z przerwą w połowie - przez niemalże cały rok, robiąc sobie przerwę jedynie na lato. Wiedziałem, że co siedem dni fabuła pójdzie do przodu, dyskutowałem sobie z kolegami o przeróżnych teoriach, omawiałem detale, które praktycznie nigdy nie miały szansy wylecieć z głowy. A dzisiaj? Dwa lata przerwy między kolejnymi sezonami "Rodu smoka" - co można jeszcze jakiś tam wybaczyć przez wzgląd na nakład pracy potrzebny aby taki serial przygotować. Podobnie długo fani muszą czekać na kolejne sezony "Pierścieni władzy", choć tu akurat to i dziesięć lat by mi nie przeszkadzało. 

Dalsza część tekstu pod wideo

No i mamy też "Listę śmierci", której pierwszy sezon ukazał się cztery, długie lata temu. Rekord, nawet jeśli wziąć pod uwagę, że w tamtym roku ukazał się prequel, spinoff, czy jakby go nie nazwać, pod tytułem "Mroczny wilk". I jak człowiek w żyjący w dzisiejszych czasach, gdzie żyjemy w ciągłym biegu, non stop czymś się zajmujemy, pracujemy, konsmulujemy, praktycznie bez przerwy na relaks, ma pamiętać tamten pierwszy sezon sprzed tylu lat? Pozostaje czytać albo oglądać przypominajki, obejrzeć całość jeszcze raz lub wejść w nowy sezon na ślepo. I żadna z tych opcji nie jest jakoś wybitnie fajna. Nieraz potrafi się to odbić również na jakości samego serialu, jako że scenarzyści sami nie mają już wcale w głowie wszystkich tych samych detali, tych samych pomysłów, które siedziały im w głowach pod koniec prac nad pierwszym sezonem. Ale nie uprzedzajmy faktów!

Lista śmierci (2022) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Amazon]. Daleko jeszcze?

Reece (Chris Pratt) dalej pozwala swojemu mózgowi gnić, czekając na koniec, lecz świat nie zatrzymał się tylko z tego powodu. Wojna w Ukrainie trwa w najlepsze, choć zaczyna być słychać głosy o jej nadchodzącym końcu. W jej tle dzieją się jednak niepokojące rzeczy, z których najgorzej wygląda wzmożona aktywność Al-Kaidy, afgańskiej organizacji terrorystycznej, której przywódcą był kiedy niesławny Osama bin Laden. Intryga wskoczyła więc na poziom globalny, z kilkoma-kilkunastoma trybikami poruszającymi się jednocześnie. Stopniowo zaczynamy rozumieć potencjalne zamiary terrorystów i komu można ufać, a komu nie, a cała sytuacja z jednej strony staje się klarowna, z drugiej zaś... Cholernie naiwna. 

Zdecydowanie nie można odmówić drugiej "Liście śmierci" regularności występowania kolejnych zwrotów akcji, choć nie jestem taki pewien, czy to zawsze taka dobra rzecz. Pozwala to scenarzystom utrzymać prawdziwą naturę sytuacji w tajemnicy niemal do samego końca i podsycać ciekawość odpowiednio wkręconego w fabułę widza, ale co za dużo to niezdrowo. Raz, że czysta ilość postaci potrafi sprawić, że widz zaczyna wręcz gubić się w tym, co ogląda, a dwa, że część z tych rewelacji jest albo zbyt niedorzeczna albo zbyt oczywista i przez to niezbyt satysfakcjonująca. Jakby tego było mało, serial dosyć długo się rozkręca. Myślałby kto, że po pierwszym odcinku, przypominającym co się wydarzyło wcześniej i ustawiającym pionki na planszy, drugi ruszy z kopyta - w końcu cały sezon to tylko osiem epizodów. Lecz nie! Najpierw musimy zaliczyć jeszcze wycieczkę do Mozambiku żeby nasz główny bohater mógł poukładać sobie pewne rzeczy w głowie i "zresetować się" przed fabułą właściwą. Możesz więc zapomnieć o poczuciu winy, o halucynacjach, dziurach w pamięci czy całej reszcie tego, co sprawiało, że pierwszy sezon był w miarę ciekawy. James ma teraz na głowie ważniejsze rzeczy! 

Lista śmierci (2022) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Amazon]. Na co komu oryginalne pomysły?!

Chyba największą bolączką drugiego sezonu "Listy śmierci" jest to, jak okrutnie genetyczna jest to opowieść. Klon Toma Clancy'ego numer 37. Motyw zemsty i walki z własną głową sprawiał, że pierwszy sezon był całkiem niezły. Tu żegnamy się z tym wszystkim na rzecz typowej dla tego typu seriali fabuły o zakulisowym ratowaniu świata/Ameryki/innego kraju. I tak jak realizacja tej fabuły nie jest zła - aktorzy się starają, strzelaniny mają w sobie wystarczającą dawkę wiarygodności, a zdjęcia, sposób świecenia i muzyka, choć niczym się nie wyróżniają, to jednak spełniają swoje zadanie. Po prostu nie ma tu niczego, co sprawiałoby, że ten drugi sezon jest jakkolwiek wyjątkowy, warty zapamiętania. Znamy to wszystko od bardzo dawna - zdrady, skorumpowani politycy, chęć zarobku i dojścia do władzy, przyjaciele stają się wrogami, a wrogowie przyjaciółmi. 

Chris Pratt wciąż daje radę dźwignąć ciężar swojej roli, acz tym razem jest zdecydowanie mniej interesujący. Tym, co winduje go na wyższy poziom są jego relacje z reszta obsady. Czuć tę braterską, wytworzoną na polu bitwy więź między nimi, stuprocentowy testosteron. Jest to o tyle ważne, że jeśli dobrze wyczujemy się w postacie i wydarzenia, będziemy znacznie mocniej odczuwać zdrady, powroty czy zgony poszczególnych postaci. A potencjał nie jest mały - z wspomnianego już prequela powracają Jules Landry (Luke Hemsworth), Hastings (Tom Hopper) i Mo (Dar Salim), a sympatyczną nowością w obsadzie jest wyborowy snajper, Freddy Strain (Gabriel Luna). No i wypada pochwalić twórców serialu, że nie boją się solidnie namieszać w temacie postaci i trajektorii ich losów. Nigdy nie możemy być do końca pewni, komu można ufać, a komu nie. To chyba właśnie głównie ta niepewność trzymała mnie przy kolejnych odcinkach. 

Ostatecznie, druga "Lista śmierci" to po prostu bardzo... Podstawowa produkcja. Niby nie robi niczego źle - może poza porzuceniem tego, co w pierwszym sezonie było najciekawsze - ale przy tym nie wyróżnia się też niczym prawdziwie ciekawym i oryginalnym. Od biedy można obejrzeć, ale w czasach natychmaistowego dostępu do setek, jak nie tysięcy produkcji (z których jakiś tam procent jest rzeczywiście godny uwagi), nie wiem czy nie szkoda trochę na niego czasu. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Mocna, wyczuwalna więź między postaciami;
  • Nie pozwala się nudzić, żonglując niemałą ilością postaci, wątków i zwrotów akcji;
  • Wojna rosyjsko-ukraińska jako tło wydarzeń.

Wady

  • Spłyca głównego bohatera do roli typowego, wojskowego twardziela;
  • Ostatecznie trochę absurdalna intryga;
  • Drugi odcinek można równie dobrze pominąć;
  • Nic, czego by się już sto razy nie oglądało.

Pierwsza "Lista śmierci" nie była w żadnym wypadku wybitnym serialem, ale przynajmniej miała na siebie jakiś pomysł. Drugi sezon to dewoluuje natomiast w najbardziej typowy thriller wojskowo-polityczny, jaki można sobie wyobrazić. Szkoda.

5,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper