Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny - recenzja gier na Nintendo Switcha 2. Czy warto wrócić?

Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny - recenzja i opinia o grach [Switch2]. Czy warto wrócić?

Wojciech Gruszczyk | Wczoraj, 20:15
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

W drugiej połowie roku nie brakuje wielkich premier, ale chyba mało kto spodziewał się, że Warner Bros. Games za sprawą studia Aspyr postanowi przywrócić do życia dwie produkcje Monolith Productions. Przygody Taliona trafiły na Nintendo Switcha 2, a ja ponownie miałem okazję przypomnieć sobie, jak znakomity system rozgrywki stworzyli lata temu deweloperzy. Jak Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny wypadają na najnowszej konsoli Nintendo? Poznajcie nasze wrażenia.

W 2014 roku Monolith Productions zaskoczyło branżę, dostarczając jedną z najciekawszych gier osadzonych w świecie stworzonym przez J.R.R. Tolkiena. Śródziemie: Cień Mordoru okazało się znacznie większym sukcesem, niż wielu graczy mogło się spodziewać, ponieważ deweloperzy nie ograniczyli się do wykorzystania popularnego uniwersum, ale przygotowali przygodę, która wyróżniała się na tle innych produkcji z otwartym światem. Historia rozgrywająca się pomiędzy wydarzeniami znanymi z Hobbita i Władcy Pierścieni pozwoliła nam poznać Taliona, a jednocześnie zaoferowała dynamiczną walkę, swobodną eksplorację i przede wszystkim znakomity system Nemezis. To właśnie ta ostatnia mechanika sprawiła, że o produkcji Monolith mówiło się jeszcze długo po premierze. Trzy lata później na rynku pojawiło się Śródziemie: Cień Wojny, które rozbudowało niemal wszystkie elementy poprzednika, oferując większy świat, nowe możliwości rozwijania bohatera i widowiskowe oblężenia twierdz. Kontynuacja nie uniknęła jednak kontrowersji, ponieważ obecność mikropłatności oraz przesadnie rozciągnięty end-game spotkały się z krytyką społeczności. Na szczęście twórcy wsłuchali się w opinie graczy i za sprawą dużej aktualizacji usunęli najbardziej problematyczne rozwiązania.

Dalsza część tekstu pod wideo

Wielu graczy było przekonanych, że po dwóch tak udanych grach Monolith Productions otrzyma możliwość przygotowania kolejnej przygody w Śródziemiu, ale historia potoczyła się zupełnie inaczej. Zamiast rozwijać trzecią odsłonę serii, studio rozpoczęło prace nad produkcją z Wonder Woman w roli głównej, która miała wykorzystać doświadczenie zespołu zdobyte podczas tworzenia wcześniejszych projektów. Przez długi czas nie otrzymywaliśmy jednak konkretnych informacji na temat postępów prac, a ostatecznie w lutym 2025 roku Warner Bros. Games zdecydowało się anulować grę i zamknąć Monolith Productions. To wyjątkowo smutny finał historii studia, których produkcje zachwycały graczy.

I właśnie z tego powodu nie spodziewałem się, że Warner Bros. Games zdecyduje się ponownie przypomnieć graczom o Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny. Za sprawą Aspyr obie produkcje trafiły na Nintendo Switcha 2, pozwalając nowej grupie odbiorców poznać historię Taliona, a weteranom jeszcze raz odwiedzić Mordor i przypomnieć sobie, dlaczego przed laty tak chętnie spędzali w nim kolejne godziny. Oczywiście nie mówimy tutaj o pełnoprawnych odświeżeniach czy nawet szczególnie ambitnych remasterach, ponieważ deweloperzy nie zdecydowali się na gruntowne przebudowanie oprawy graficznej lub systemów. Otrzymaliśmy nowe wydania dobrze znanych przygód, które mają przede wszystkim działać na kolejnej platformie. Z technicznego punktu widzenia można było oczekiwać znacznie więcej, jednak podczas ponownego przemierzania Mordoru szybko przypomniałem sobie, co sprawiało, że tak bardzo lubiłem te gry. Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny nadal potrafią zapewnić mnóstwo satysfakcji.

Dlaczego zachwycaliśmy się Śródziemiem od Monolith Productions?

Lata temu Monolith Productions otrzymało szansę na stworzenie własnej przygody w świecie J.R.R. Tolkiena i wykorzystało ją w sposób, którego chyba nikt się nie spodziewał. Śródziemie: Cień Mordoru do dzisiaj pozostaje dla mnie jedną z najlepszych gier wykorzystujących znane, książkowe uniwersum, a jednocześnie produkcją, która potrafiła zaproponować coś znacznie ciekawszego niż kolejną opowieść o walce dobra ze złem. Scenarzyści przygotowali historię dwóch postaci połączonych przez tragiczne wydarzenia i wspólny cel. Z jednej strony poznajemy Taliona, strażnika Gondoru pełniącego służbę przy Czarnej Bramie Mordoru, który po brutalnym ataku sił Saurona traci rodzinę i pragnie zemsty. Z drugiej mamy Celebrimbora, elfiego kowala związanego z powstaniem Pierścieni Władzy, który próbuje odzyskać wspomnienia i zrozumieć własną przeszłość. To właśnie relacja obu bohaterów stanowi jeden z najmocniejszych elementów pierwszej odsłony, ponieważ ich motywacje stopniowo się przenikają, a kolejne wydarzenia pozwalają odkrywać znacznie większą historię. Całość jest mroczna, brutalna i odpowiednio tajemnicza, dzięki czemu nawet po latach z przyjemnością śledziłem te wydarzenia. W przypadku Śródziemie: Cień Wojny moje emocje były już nieco mniejsze - kontynuacja rozwija konflikt z Sauronem, wprowadza wątek stworzenia nowego Pierścienia Władzy i przedstawia walkę o Mordor na znacznie większą skalę, ale sama opowieść nie była już tak ciekawa i… mniej osobista. Mam wrażenie, że twórcy znacznie mocniej skoncentrowali się na rozbudowaniu rozgrywki, przez co historia straciła na jakości.

Po latach Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny zachwycają jednak przede wszystkim jednym elementem - systemem Nemezis. Szczerze mówiąc aż trudno mi uwierzyć, że Warner Bros. Games nie zdecydowało się na jego dalsze wykorzystywanie, ponieważ nawet dzisiaj trudno znaleźć drugą mechanikę, która w tak interesujący sposób wpływałaby na przebieg rozgrywki. Jak wiadomo anulowana Wonder Woman miała korzystać z podobnych rozwiązań, ale ostatecznie pozostaliśmy z dwiema przygodami Taliona i nadzieją, że kiedyś ktoś jeszcze sięgnie po ten pomysł. Oczywiście fundamenty obu produkcji nie są szczególnie odkrywcze - podczas eksploracji Mordoru wykonujemy kolejne zadania, eliminujemy przeciwników, zdobywamy doświadczenie i rozwijamy umiejętności bohatera. Walka mocno przypomina rozwiązania znane z serii Batman: Arkham, ponieważ opiera się na płynnym wyprowadzaniu ciosów, unikach, kontrach i odpowiednim reagowaniu na działania wrogów. Możemy również skradać się, eliminować przeciwników z ukrycia, korzystać z widmowego łuku oraz wykorzystywać nadnaturalne zdolności Celebrimbora. Problem polega na tym, że wiele misji sprowadza się do dobrze znanego schematu: idź, zabij i wróć. W innych produkcjach taka konstrukcja mogłaby dość szybko zacząć nużyć, ale Monolith znalazło sposób, by nawet zwykłe spotkanie z przypadkowym orkiem potrafiło zamienić się w historię, którą będziemy wspominać jeszcze długo po zakończeniu zabawy.

Właśnie tutaj ujawnia się największa siła systemu Nemezis, ponieważ w przygodach Taliona śmierć bardzo często nie oznacza końca, lecz początek zupełnie nowej rywalizacji. Wyobraźcie sobie sytuację, w której podczas przemierzania Mordoru trafiamy na pozornie niegroźnego orka. Rozpoczynamy walkę, popełniamy kilka błędów i ostatecznie nasz bohater zostaje pokonany - w większości gier po prostu wczytalibyśmy ostatni zapis, ale tutaj przeciwnik może wykorzystać zwycięstwo do awansu w hierarchii armii Saurona. Otrzymuje wyższą pozycję, rozwija swoje zdolności, zdobywa nowe wyposażenie, a czasami zmienia się również jego wygląd czy przydomek. Gdy spotykamy go ponownie, okazuje się, że doskonale pamięta poprzedni pojedynek i nie zamierza przepuścić okazji, by przypomnieć nam o swojej wygranej. Sytuacja jest o tyle ciekawa, że nawet pokonanie takiego kapitana nie zawsze oznacza definitywny koniec jego historii, ponieważ niektórzy przeciwnicy potrafią powrócić z bliznami, nowymi umiejętnościami i jeszcze większą nienawiścią do Taliona.

Śródziemie: Cień Wojny postanowiło rozwinąć tę formułę niemal pod każdym względem. Monolith Productions przygotowało bardziej różnorodne lokacje, znacznie rozbudowało możliwości Taliona i pozwoliło graczom jeszcze mocniej ingerować w strukturę armii Saurona. Możemy zdobywać nowe elementy wyposażenia, rozwijać kolejne zdolności, podporządkowywać sobie kapitanów i wykorzystywać ich podczas widowiskowych oblężeń twierdz. To właśnie przejmowanie fortec miało być jednym z największych atutów kontynuacji, ponieważ zamiast ograniczać się do pojedynczych pojedynków, zaczęliśmy organizować całe armie i przygotowywać ataki na pozycje przeciwnika. Pomysł jest znakomity, szczególnie gdy na polu bitwy spotykają się orkowie, z którymi wcześniej mieliśmy własne historie, ale po latach jeszcze wyraźniej dostrzegam również jego ograniczenia. Kolejne oblężenia opierają się na podobnych zasadach, a konieczność regularnego rozwijania armii i powtarzania określonych aktywności potrafi zmęczyć. Trudno mi również zapomnieć o premierowych kontrowersjach związanych z mikropłatnościami oraz przesadnie rozciągniętym etapem końcowym. Na szczęście duża aktualizacja wyeliminowała te niedogodności, dzięki czemu obecnie dostępna wersja oferuje zdecydowanie przyjemniejsze doświadczenie. Nie oznacza to jednak, że wszystkie problemy zniknęły - nadal musimy wykonywać wiele podobnych aktywności, a większa skala rozgrywki nie zawsze przekłada się na większą radość z rozgrywki.

Muszę jednak podkreślić, że Monolith Productions stworzyło dwie naprawdę świetne gry, które nawet po tylu latach potrafią zapewnić mnóstwo satysfakcji. Powrót do Mordoru na Nintendo Switchu 2 był dla mnie przyjemnym doświadczeniem, ponieważ szybko przypomniałem sobie, dlaczego przed laty spędziłem tyle godzin na polowaniu na kolejnych kapitanów i rozwijaniu możliwości Taliona. Oczywiście dzisiaj znacznie łatwiej dostrzec wspomniane mankamenty, ale nie zmienia to faktu, że fundamenty obu produkcji nadal pozostają efektowne. Uważam nawet, że system Nemezis nie tylko przetrwał próbę czasu, ale wręcz pokazuje, jak niewiele współczesnych gier próbuje równie odważnie eksperymentować z zachowaniem przeciwników. Szczególnie dobrze bawiłem się podczas krótszych sesji, gdy zamiast koncentrować się na głównej historii, wybierałem konkretnego kapitana, próbowałem poznać jego słabości i przygotowywałem się do kolejnego starcia. W takich momentach sprawdzają się hybrydowe możliwości konsoli Nintendo - zawsze możemy wskoczyć na chwilę do gry, w dosłownie dowolnym momencie i wykonać jedną większą misję.

Jak Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny wyglądają na Nintendo Switchu 2

Nie da się ukryć, że recenzowane Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny mają już swoje lata, co szczególnie widać w oprawie graficznej. Aspyr nie zdecydowało się na przygotowanie remasterów, więc nie możemy liczyć na gruntownie przebudowane modele postaci, odświeżone tekstury czy znaczące zmiany w oświetleniu. Otrzymaliśmy po prostu porty dobrze znanych produkcji, które zachowały swój pierwotny charakter, ale jednocześnie przypominają, jak bardzo przez ostatnią dekadę rozwinęła się grafika w grach. Najbardziej zauważalnym problemem jest ząbkowanie krawędzi, które potrafi rzucać się w oczy szczególnie podczas eksploracji bardziej rozbudowanych lokacji. Do tego dochodzą uproszczone elementy otoczenia, ograniczona szczegółowość odległych obiektów oraz tekstury, którym momentami wyraźnie brakuje ostrości. Najmocniej upływ czasu odczułem podczas zabawy w Cień Mordoru, ponieważ produkcja z 2014 roku nie jest już w stanie ukryć swojego wieku. Wystarczy przyjrzeć się niektórym fragmentom otoczenia, roślinności czy modelom postaci, by szybko przypomnieć sobie, że pierwotnie była to gra przygotowana jeszcze z myślą o zupełnie innej generacji sprzętu.

Nie oznacza to jednak, że przygody Taliona stały się brzydkimi produkcjami, ponieważ Monolith Productions przed laty stworzyło świat, który nadal potrafi oczarować swoją atmosferą. Mordor pozostaje ponurym, niebezpiecznym miejscem, w którym monumentalne budowle, zniszczone fortyfikacje, rozległe pustkowia i obozowiska orków tworzą bardzo charakterystyczny klimat. Nawet jeśli poszczególne elementy otoczenia nie zachwycają już szczegółowością, to całość nadal prezentuje się spójnie, a mroczna stylistyka znakomicie współgra z brutalną historią Taliona. Pod tym względem szczególnie dobrze wypada Śródziemie: Cień Wojny, które oferuje znacznie bardziej różnorodne lokacje i wyraźnie bogatszy świat. Podczas przygody odwiedzamy nie tylko ponure pustkowia, ale również bardziej rozbudowane miasta czy zielone obszary, dzięki czemu eksploracja jest przyjemniejsza również pod względem wizualnym. Kontynuacja wygląda zdecydowanie bardziej współcześnie od pierwszej odsłony, choć także tutaj bez większego problemu dostrzeżemy uproszczenia graficzne i ograniczenia. Najważniejsze jest jednak to, że obie gry zachowały swoją tożsamość, a charakterystyczne projekty orków, efektowne animacje egzekucji i atmosfera nieustannego zagrożenia nadal potrafią zrobić dobre wrażenie.

Nie mogę w tej sytuacji napisać, że Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny wyglądają źle, ale trudno również zestawiać je z najładniejszymi produkcjami, które w ostatnich tygodniach trafiły na Nintendo Switcha 2. Na dużym ekranie niedoskonałości są bardziej zauważalne, ponieważ niższa szczegółowość niektórych tekstur, ząbkowanie krawędzi czy uproszczone modele otoczenia potrafią skutecznie przypomnieć o wieku obu tytułów. Zdecydowanie lepsze wrażenie gry robią w trybie przenośnym, gdzie mniejszy ekran pomaga ukryć część tych mankamentów, a mroczne krajobrazy Mordoru nadal prezentują się naprawdę przyjemnie. Właśnie podczas zabawy z konsolą w dłoniach najłatwiej było mi zapomnieć o technicznych ograniczeniach i po prostu cieszyć się kolejnymi pojedynkami z orkami. 

Jak Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny działają na Nintendo Switchu 2?

Pod względem wydajności recenzowany Śródziemie: Cień Mordoru wypada naprawdę solidnie, choć trudno pozbyć się wrażenia, że Aspyr nie wykorzystało pełnego potencjału Nintendo Switcha 2. Produkcja działa w stabilnych 30 klatkach na sekundę, a podczas moich testów nawet większe starcia z grupami orków nie powodowały zauważalnych problemów z płynnością. To oczywiście dobra wiadomość, ponieważ dynamiczny system walki oparty na kontrach, unikach i błyskawicznym przechodzeniu pomiędzy przeciwnikami wymaga odpowiedniej responsywności. Problem polega jednak na tym, że mówimy o grze, która pierwotnie zadebiutowała w 2014 roku, więc trudno nie oczekiwać od nowego wydania czegoś więcej. Brak trybu 60 FPS jest dla mnie jednym z największych rozczarowań tego portu, szczególnie że dwukrotnie wyższa płynność mogłaby znacząco poprawić komfort rozgrywki. Nie mogę napisać, że Śródziemie: Cień Mordoru działa źle, ale mam poczucie, że twórcy zadowolili się bezpiecznym rozwiązaniem, zamiast spróbować przygotować bardziej ambitną wersję.

Śródziemie: Cień Wojny również działa w 30 klatkach na sekundę, ale w tym przypadku sytuacja jest nieco mniej komfortowa. Kontynuacja oferuje większe lokacje i bardziej rozbudowane starcia, podczas których na ekranie pojawia się znacznie więcej przeciwników. Przez większość czasu produkcja utrzymuje docelową płynność, jednak zdarzają się momenty, gdy można odczuć minimalne spadki. Nie są to oczywiście sytuacje, w których gra nagle zaczyna działać w 20 FPS i uniemożliwia komfortową zabawę, ale podczas bardziej intensywnych pojedynków czuć, że obraz nie jest już tak stabilny jak w pierwszej odsłonie. Nie mogę jednak napisać, by te niedogodności regularnie przeszkadzały mi w rozgrywce. Cień Wojny pozostaje w pełni grywalną produkcją, a drobne niedoróbki w kwestii płynności nie odbierają przyjemności z walki czy eksploracji Mordoru. Szkoda jedynie, że również tutaj nie otrzymaliśmy możliwości wyboru pomiędzy lepszą jakością obrazu a wyższą liczbą klatek.

Ostatecznie obie produkcje działają na Nintendo Switchu 2 dobrze, ale ich wydania pozostawiają spory niedosyt. Aspyr zadbało o to, by przygody Taliona można było komfortowo przejść zarówno na dużym telewizorze, jak i w trybie przenośnym, jednak trudno mówić o technologicznym pokazie możliwości nowej konsoli Nintendo. Nie otrzymaliśmy dodatkowych trybów graficznych, wyższej płynności ani usprawnień, które pozwoliłyby spojrzeć na te gry z zupełnie nowej perspektywy.

Co zawiera Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny na Nintendo Switchu 2?

Jednym z największych atutów nowych wydań jest bez wątpienia zawartość, ponieważ recenzowane Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny trafiły na Nintendo Switcha 2 w kompletnych edycjach, które zapewniają dziesiątki godzin rozgrywki. Już same kampanie fabularne potrafią zająć łącznie blisko 40 godzin, a przecież mówimy o produkcjach, w których główna historia stanowi zaledwie część przygotowanych atrakcji. Polowanie na kapitanów, rozwijanie Taliona, wykonywanie dodatkowych misji czy przejmowanie kolejnych twierdz sprawiają, że w Mordorze można spędzić znacznie więcej czasu. Do tego dochodzą rozszerzenia fabularne, które pozwalają spojrzeć na znane wydarzenia z zupełnie innej perspektywy i zapewniają kolejne godziny zabawy.

Szczególnie dobrze wspominam Śródziemie: Cień Mordoru – Władca Światła, czyli rozszerzenie pozwalające wcielić się w Celebrimbora i poznać wydarzenia związane z jego dawnym konfliktem z Sauronem. To interesująca odmiana od głównej kampanii, ponieważ zamiast ponownie śledzić losy Taliona, możemy lepiej zrozumieć przeszłość elfiego kowala i jego rolę w historii Mordoru. Dodatek nie jest przesadnie rozbudowany, a jego ukończenie zajmuje około 2-3 godziny, jednak uważam, że stanowi naprawdę wartościowe uzupełnienie podstawowej opowieści. W pakiecie znajduje się również Władca Łowów, który koncentruje się na polowaniach, nowych bestiach i dodatkowych wyzwaniach. Z kolei Śródziemie: Cień Wojny – Ostrze Galadrieli pozwala przejąć kontrolę nad Eltariel, elfią wojowniczką poznaną podczas głównej kampanii. Rozszerzenie pozwalaj lepiej zrozumieć sytuację w Mordorze, a odmienny styl walki oraz kolejne zadania zapewniają po prostu dobrą zabawę. Warto również wspomnieć o Pustkowiach Mordoru, w których poznajemy historię Baranora - to rozszerzenie wprowadza nieco inne podejście do rozgrywki, ponieważ bohater nie dysponuje nadnaturalnymi zdolnościami Taliona, a jego przygoda mocniej koncentruje się na wykorzystywaniu odpowiedniego wyposażenia i przygotowywaniu kolejnych działań.

Muszę przyznać, że pod względem zawartości trudno mi mieć do obu produkcji jakiekolwiek większe zastrzeżenia, ponieważ Monolith Productions przygotowało naprawdę rozbudowane przygody, które nawet po latach potrafią skutecznie zatrzymać gracza przed ekranem. Oczywiście nie wszystkie dodatkowe aktywności są równie interesujące, a szczególnie w Cieniu Wojny można momentami odczuć powtarzalność niektórych wyzwań, ale trudno narzekać na brak zajęć. Jednocześnie system Nemezis kolejny raz sprawia, że w te produkcje gra się z dużą przyjemnością. Nie będę przy tym ukrywał, że w przypadku Nintendo Switcha 2 szczególnie doceniam możliwość zabrania tych przygód ze sobą i wykonywania kolejnych zadań podczas krótszych sesji. Jeśli więc ktoś wcześniej nie miał okazji poznać historii Taliona, otrzymuje teraz dwa naprawdę bogate pakiety, które mogą wystarczyć na wiele tygodni zabawy.

Czy warto zagrać w Śródziemie: Cień Mordoru i Cień Wojny na Nintendo Switchu 2?

Recenzowane Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny na Nintendo Switchu 2 nie są idealnymi odświeżeniami, ale świetnie przypominają, dlaczego przed laty tak wielu graczy zachwycało się przygodami Taliona. Aspyr nie zdecydowało się na większe ulepszenia oprawy graficznej czy wykorzystanie potencjału nowej konsoli Nintendo, przez co obie produkcje momentami wyraźnie pokazują swój wiek. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal oferują znakomitą rozgrywkę, mnóstwo zawartości i przede wszystkim system Nemezis, który nawet dzisiaj potrafi zaskoczyć. Do obu gier wróciłem z ogromną przyjemnością, a możliwość ponownego odwiedzenia Mordoru na hybrydowej konsoli Nintendo jest naprawdę miłym dodatkiem.

W branży, w której jedne serie regularnie powracają, a inne są rozwijane do momentu, gdy trudno już mówić o świeżych pomysłach, szczególnie szkoda IP, które miały ogromny potencjał, ale zniknęły z radarów... tak właśnie stało się z przygodami przygotowanymi przez Monolith Productions. Zamknięcie studia i porzucenie dalszego rozwoju systemu Nemezis to dla mnie jedna z bardziej rozczarowujących decyzji ostatnich lat, ponieważ aż trudno wyobrazić sobie, jak wiele można byłoby osiągnąć, wykorzystując tę mechanikę na współczesnych platformach. Bardziej rozbudowane relacje między przeciwnikami, jeszcze większa nieprzewidywalność wydarzeń czy armie reagujące na nasze wcześniejsze decyzje mogłyby wynieść ten pomysł na zupełnie nowy poziom. Mam w tej sytuacji nadzieję, że powrót obu produkcji na Nintendo Switcha 2 nie jest wyłącznie jednorazowym przypomnieniem o zapomnianej serii, ale zapowiedzią czegoś większego. Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny udowadniają, że niektóre pomysły są po prostu zbyt dobre, by pozwolić im odejść w zapomnienie.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • System Nemezis, który nawet po latach zachwyca i zaskakuje,
  • Mroczna, wciągająca historia pierwszej odsłony,
  • Dynamiczna, satysfakcjonująca walka,
  • Ogromna zawartość obu kompletnych wydań,
  • Świetny klimat świata stworzonego przez Tolkiena.

Wady

  • Brak trybu 60 FPS w obu produkcjach,
  • Powtarzalność misji potrafi w pewnym momencie wpłynąć na przyjemność z rozgrywki,
  • Brak ulepszeń względem oryginalnych wydań.

Śródziemie: Cień Mordoru i Śródziemie: Cień Wojny powracają na Nintendo Switcha 2, przypominając, dlaczego przed laty zachwyciły tak wielu graczy. Obie produkcje nadal oferują mnóstwo satysfakcji, rozbudowaną zawartość i przede wszystkim znakomity system Nemezis, który nawet dzisiaj pozostaje jedną z najciekawszych mechanik w grach akcji. Niestety, Aspyr nie wykorzystało w pełni potencjału nowej konsoli Nintendo, oferując zwykłe porty i z ograniczeniem do 30 FPS. To nie są idealne powroty, ale zdecydowanie warto ponownie odwiedzić Mordor.

7,5
Wojciech Gruszczyk Strona autora
Miał przyjść do redakcji zrobić kilka turniejów, ale cytując klasyka „został na dłużej”. Szybko wykazał się pracowitością, dzięki której wyrobił sobie pozycję w redakcji i zajmuje się różnymi tematami. Najchętniej przedstawia wiadomości ze świat gier, rozrywki i technologii oraz przygotowuje recenzje gier i sprzętu. Jeśli jest zadanie – Wojtek na pewno się z nim zmierzy. 
cropper