Nawiedzony biznes (2025) - recenzja 2. sezonu serialu [Netflix]. Bezpieczny ciąg dalszy

Nawiedzony biznes (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Netflix]. Bezpieczny ciąg dalszy

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Zeszłoroczny "Nawiedzony biznes" był bardzo przyjemną niespodzianką od czerwonego N. Absurdalny humor połączony został z bardzo solidną, pełną komicznej przemocy animacją, ze szczyptą poważniejszych tematów dorzuconych dla równowagi. Drugi sezon idzie dalej tą samą drogą, co z jednej strony jest bardzo dobre, z drugiej sprawia wrażenie, że narracyjnie stoimy w miejscu, jakby to był sit-com.

Uwaga, będą omawiane pewne detale niektórych odcinków.

Dalsza część tekstu pod wideo

Tym razem dostaliśmy tylko osiem nowych odcinków (co źle wróży na przyszłość serialu, znając specyficzne skłonności Netflixa), połączonych ze sobą fabularnie tylko w najluźniejszym tego słowa znaczeniu. Pewne sprawy, jak relacje między poszczególnymi postaciami, przenoszą się z odcinka na odcinek, ale na dobrą sprawę można oglądać je w dowolnej kolejności i nie czuć się zagubionym. Niby pierwszy sezon też taki był, ale czuło się jednak jakąś tam progresję - Nathan (Will Forte) dowiadujący się, jak zmarł, Ben (Skyler Gisondo) uczący się miłości do siebie i rozpoczynający związek z Annabelle, finał z Abaddonem (Jimmi Simpson). Może niesłusznie, ale założyłem, że twórcy serialu pragną aby historia posuwała się naprzód, gdzieś w tle codziennych przygód. Tymczasem drugi sezon zdaje się od początku do końca tkwić w miejscu. Generalnie nie ma w tym nic złego, ale takie strukturalne pomieszanie z poplątaniem wysyła sygnał, że showrunner, Matt Roller, sam nie do końca wie, co robi. 

Powiedzmy jednak, że ciągłość fabularna aż tak znowu ważna w "Nawiedzonym biznesie" nie jest. Liczą się pomysłowe fabuły poszczególnych odcinków oraz mix humoru i serca, a tych drugiemu sezonowi nie brakuje. Zwykle. Pierwszy odcinek lekko mnie zaskoczył, bo tak jak same próby utrzymania nadprzyrodzonej natury hotelu w tajemnicy przed nową pracownicą potrafią być naprawdę zabawne, tak nie mogę pojąć, jak można szukać pracownika i liczyć na to, że sytuacja się nie rypnie. Przecież tam cały czas coś się dzieje, a właściciel podchodzi do lady przez ścianę. Trochę to bez sensu. Później jest już jednak tylko lepiej. Kolejne odcinki skupiają się zwykle na pojedynczych postaciach, pozwalając widzowi dowiedzieć się o nich czegoś nowego i przy okazji zapewniając odpowiednie skupienie scenariusza.

Nawiedzony biznes (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Netflix]. Nowe przygody, ale bez zmian statusu quo

Nową twarzą w Undervale jest Shayna (Natalie Morales), choć nie jest to do końca trafne określenie. Dziewczyna przewinęła się parę razy w tle pierwszego sezonu, nigdy się nie odzywając i znikając tak szybko jak się pojawiła. W drugim sezonie staje się pełnoprawną postacią po tym, jak wreszcie zapoznaje się z Katharine (Eliza Coupe) i resztą ekipy. To squatterka, mieszkająca na dziko w piwnicy, a czasem na strychu. Dowiadujemy się jednak, że jej obecność w hotelu nie jest przypadkowa, a ona sama wywodzi się z długiej linii kobiet posiadających moc odstraszającą kosmiczny horror, pieszczotliwie nazywany Pete'em. Fajnie. Niestety, prócz tego, scenarzyści zdają się nie mieć na nią na razie żadnego konkretnego pomysłu. Przewija się przez większość odcinków, czasami coś powie i wypada zabawnie w połączeniu ze Stabby Paulem, ale to już tyle.

Prócz tego, w pojedynczych odcinkach regularnie dostajemy gościnne występy całej plejady aktorów, od Zooey Deschanel jako Bridget, duch kobiety, którą Nate spotyka w jedną noc, kiedy duchy mogą chodzić gdzie chcą, a która zapewne już nigdy się nie pojawi, przez Troya Bakera i Michelle Gomez w rolach łowcy demonów, Dante Crowe'a (co za nazwisko!) i Śmierci, a na Justinie Longu wcielającym się w byłego męża Kathy kończąc. Na tym ostatnim chciałbym się przez chwilkę skupić. Ponieważ Ron pojawia się w retrospekcjach pokazujących jak Kathy po raz pierwszy odwiedziła hotel brata, kiedy ten jeszcze żył. Rozumiesz zapewne, co to oznacza w temacie zakończenia. Oglądamy więc te ich wspólne początki, scenariusz porusza trudny temat rozpadu związku i tego, na jak różne sposoby ludzie sobie z tym radzą, nigdy jednak nie wchodząc w niego zbyt głęboko, jedynie samym zakończeniem wyciągając widzowi dywan spod nóg. Wiemy jednak co się zbliża, bo opowiadał już o tym pierwszy sezon. Rozpoczyna się przyspieszony montaż przedstawiający front hotelu na przestrzeni lat, dzieje się, co się ma dziać i... Absolutnie nic nie poczułem. Wszystko dzieje się tak szybko, po czym akcja po prostu leci dalej, że pod względem emocjonalnym nie działa ani trochę. Niby istotny tutaj jest wątek rodziny i ich nowego domu, ale i pod tym kątem scena zdaje się po prostu nie działać. Pod względem emocjonalnym, drugi sezon, w ogóle, jako całość, po prostu nie działa. 

Nawiedzony biznes (2025) - recenzja, opinia o 2. sezonie serialu [Netflix]. Abaddon robi ten serial

Nowości nowościami, ale clu całego programu wciąż pozostaje nasza rodzinka (i Abaddon). Nie powiedziałbym, żeby którekolwiek z nich jakoś specjalnie mocno ewoluowało w tych nowych odcinkach, lecz nie jest to aż tak istotne, kiedy od samego początku są oni tak wyraziście napisanymi i świetnie zabranymi postaciami. W szczególności Abaddon raz za razem zaskakuje czymś absolutnie przezabawnym - czy to próbując zamordować Eshter (Natalie Palamides), ponieważ się pokłócili, a jak wiadomo, jak się z kimś pokłócisz, to jedno z was musi zginąć, czy samodzielnie zrobić mac&cheese, nie mając jednak pojęcia jak sprawić, aby makaron zrobił się miękki. Jest to kolejny przykład tego, że w gruncie rzeczy, mimo bycia demonem, nawet on czuje potrzebę bliskości, posiadania rodziny i przyjaciół. Raz jeszcze - nic nowego, ale sympatycznie podane. 

"Nawiedzony hotel" wciąż jest bardzo dobrze wyglądającym serialem. Nowe duchy, demony i postacie każdorazowo wyglądają stylowo i oryginalnie - chyba, że właśnie mają być rozpoznawalne, jak choćby odcinek z czarownicą, której długi nochal, babciowo-cygańskie ciuchy i fryzura aż krzyczą, że mamy do czynienia z wiedźmą. W końcu podobne widzieliśmy już tysiąc razy. Ale już na przykład podejście twórców serialu do tematu syren i ich uwodzicielskiego śpiewu jest bardzo ciekawe. Ogólna koncepcja pozostaje taka sama jak zwykle - pół ryby, pół kobiety o przykuwającej uwagę urodzie śpiewają, przyciągając do wody swoje przyszłe ofiary. Ciekawie przedstawia się jednak to jak diametralnie, a przy tym wiarygodnie zmienia się ich wygląd, kiedy zaczynają się denerwować. Bardzo dobry projekt. Praktycznie każdy odcinek oferuje jakieś nowe stworzenie czy ducha i za każdym razem są to oferty co najmniej intrygujące. 

Drugi sezon "Nawiedzonego biznesu" nie ma już w sobie tej samej świeżości, co pierwsza paczka odcinków i do tego narracyjnie zdaje się kręcić w kółko, lecz Matt Roller I jego ekipa wciąż zdają się kipić ciekawymi pomysłami w temacie humoru i sytuacji nadprzyrodzonych. Nie był to wybitny sezon, lecz czysto rozrywkowo zdecydowanie daje radę. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł
Advertisement

Atuty

  • Pomysłowe projekty duchów i potworów;
  • Mnóstwo solidnych gagów;
  • Abaddon.

Wady

  • Narracyjnie stoi w miejscu;
  • Emocjonalnie wybrakowany;
  • Nie wykorzystuje potencjału nowej postaci.

"Nawiedzony hotel" w drugim sezonie to po prostu więcej tego samego, ale w tym przypadku nie ma w tym nic złego. Wciąż jest zabawnie, krwawo i pomysłowo. Czego chcieć więcej?!

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper