VisionQuest (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. To mogło być coś prawdziwie wybitnego
Biały Vision próbuje uporządkować swoje umysł i ustalić kim tak naprawdę jest - zwykłą maszyną do zabijania, tym samym sztucznym człowiekiem, którego stworzył Tony Stark, czy może czymś jeszcze innym? Zadanie to nie będzie jednak takie proste do wykonania, ponieważ nie dość, że ktoś wyznaczył nagrodę za pojmanie go, to jeszcze "w progu jego drzwi" zjawił się Tommy, jego syn.
Trochę mam już dosyć tej dobijającej powtarzalności, z którą serwowane są nam kolejne produkcje superbohaterskie. Wiesz, o którym szkielecie narracyjnym mówię, ponieważ Marvel w ostatnich latach serwuje nam go niezwykle często - niechętny, zmecoznyglowny bohater musi stanąć na wysokości zadania, kiedy na horyzoncie pojawia się nowe zagrożenie. Sytuacja nie jest jednak tak oczywista, jak z początku mogłoby się zdawać. Koniec końców istnienie milionów ludzi zostaje zagrożone, a nasz bohater musi stać się najlepszą możliwą wersją siebie, aby temu zapobiec. Wiadomo, część detali musi być w pełni oryginalna, ale zastanawiająco potężna część intrygi pozostaje dokładnie taka sama. Mógłbym wejść głębiej w szczegóły, ale nie chcę ryzykować potencjalnych spoilerów.
"VisionQuest" miał być czymś innym - dogłębną analizą postaci, skupioną na wątkach filozoficznych, z naturą człowieczeństwa na czele. I tak jak temat ten zdecydowanie zostaje poruszony w serialu Terry'ego Matarasa, tak cała jego głębia to najwyżej kilka centymetrów. Postacie przywołują koncepcje, takie jak paradoks statku Tezeusza, ale nie robi z nimi niczego więcej. Samo odniesienie musi nam wystarczyć. Oczywiście problemy z tożsamością, z którymi męczy się ta obecna wersja Visiona (Paul Bethany), zostają w końcu rozwiązane, lecz ani droga, którą musi on przejść, ani sam sposób, w jaki zostają one rozwiązane, są bardzo proste, wygodne i bardziej mechaniczne niż filozoficzne - bardzo Hollywoodzkie. Nie oznacza to, oczywiście, że serial jest z tego powodu zły, ale naprawdę liczyłem na dojrzałą, dającą do myślenia opowieść, a dostałem takiego samego Marvela jak zawsze.
VisionQuest (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Trudy rodzicielstwa z męskiego punktu widzenia
Vision siedzi sobie spokojnie w swoim "pałacu myśli", gdzie konwersuje z innymi sztucznymi inteligencjami, które przewinęły się przez Stark Enterprises i obecnie mieszkają sobie w jego głowie - a przynajmniej jakaś ich kopia. Zobaczymy spersonifikowane wersję E.D.I.T.H (Emily Hampshire), Friday (Orla Brady), Dum-E z pierwszego "Iron Mana", Jarvisa (powracający z grania ludzkiej wersji postaci w "Agentce Carter" James D'Arcy) oraz siedzącego samotnie na strychu, wciąż obrażonego na cały świat Ultrona (James Spader). Vis na co dzień próbuje odnaleźć siebie poprzez interakcję z innymi, co już samo w sobie mogłoby być całkiem intrygujące, lecz względna sielanka nie trwa długo. Ktoś wyznaczył nagrodę za androida, a zlecenie przyjął niejaki Paul Denning, szerzej znany jako Paladyn (Todd Stashwick), człowiek, który zawsze dotrzymuje raz złożonej obietnicy. Jakby tego było mało, podobnie jak wcześniej w przypadku jego brata, dusza Tommy'ego przyczepiła się do jakiegoś chłopaka (Ruaridh Mollica), czyniąc z niego potencjalny cel dla ludzi, którzy próbują dostać się do Visiona.
Najmocniej wybrzmiewającym i chyba najciekawszym w ogólnym rozrachunku motywem serialu jest rodzicielstwo - role ojców i ich synów, co to w ogóle znaczy być ojcem. Dwie główne relacje obrazujące ten temat są o tyle interesujące, że jedną z nich zdecydowanie łatwo jest nazwać tą dobrą, normalną czy tam właściwą, podczas, gdy druga jest z całą pewnością wypaczona, ale w gruncie rzeczy obie są bardzo dalekie zarówno od ideału, jak i pełnej katastrofy. Vision zdaje sobie sprawę, że nie jest tym samym, przepraszam za uproszczenie, człowiekiem, co główny główny bohater "WandaVision", co w połączeniu z faktem, że ten nowy, dorosły Tommy to zasadniczo zbitka wspomnień oryginalnego właściciela ciała i konstruktu stworzonego przez Wandę sprawia, że naszemu bohaterowi trudno jest "wejść" w rolę ojca, pokochać stojącego przed nim człowieka - co zgrabnie odnosi się do głównego tematu filozoficznego serialu. Drugą parę stanowią Vision i Ultron i tutaj jest nawet ciekawiej, ponieważ to znowu Vision nie widzi siebie jako potomka Ultrona, podczas gdy on, na swój pokręcony sposób, próbuje się nim opiekować. To, w połączeniu z faktem, że Ultron jest częścią Visiona, pozwoliło scenarzystom regularnie parować ich w scenach, gdzie złośliwy ojciec raz za razem komentuje poczynania swojego syna - coś jak Dexter i jego ojciec w "Dexterze". Rzecz w tym, że tak jak wszystko to jest bardzo interesujące narracyjnie, tak w warstwie emocjonalnej nie styka kompletnie - od początku do końca nie czujemy mocy żadnej z tych więzi. Może to tak celowo, bo twórcy chcieli postawić na aspekt filozoficzny, nie wiem, ale trochę to oderwanie od emocji przeszkadza.
VisionQuest (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Kontrast natchnionych decyzji i totalnych niewypałów
W kwestii obsady mam lekko mieszane uczucia. Z jednej strony pewniaki, takie jak Bettany i Spader to, oczywiście, absolutne bestie, jeśli chodzi o talent, więc wszystkie ich interakcje, monologi, spojrzenia i gesty robią niesamowitą robotę. Prócz tego mamy też całkiem mocną rolę Tommy'ego. Mollica gra tu zasadniczo dwie postacie (w pewnym, raczej ulotnym sensie) i musi z jednej strony być pewny siebie, z drugiej przerażony, z trzeciej skołowany, a z jeszcze innej spragniony miłości i wszystkie te emocje sprzedaje nam bez najmniejszego problemu. Z jednej strony widzimy go z ojcem, z drugiej, ta większa pewność siebie i dawny Tommy wychodzi przy jego przyjaciółce, Lisie (Lauren Morais), która też mogłaby być ciekawą postacią, gdyby nie to, że twórcy wykorzystali ją właściwie wyłącznie jako narzędzie do pchania naprzód fabuły. Jest jeszcze jedna, potencjalnie ciekawa postać - na pewno dobrze zagrana i intrygująca - która może trochę namieszać w kolejnych produkcjach MCU, lecz nie chcę tu wymieniać nawet wcielającej się w nią aktorki, bo spoilery. Dalej jest już, niestety, chyba tylko gorzej. Może to tylko ja, ale kompletnie inaczej wyobrażał bym sobie ludzką wersję E.D.I.T.H, a i genetycznie twarda i zaradna Friday nie kupiła mnie w żaden sposób. Największy ból sprawił mi jednak Paladin - ale nie ze względu na aktora, a na to jak kompletnie nijaka jest to postać. Niby pełną charyzmy i charakteru, ale tak kompletnie pusta jako faktyczną postać, człowiek z historią. Nie wiem czy szykują dla niego jakiś własny serial, więc stwierdzili, że nie ma co się wyprztykiwać z materiału tutaj, ale efekt jest dużo mniej niż zadowalający.
Pod względem wizualnym również mamy niezły miszmasz. Spora część serialu nakręcona jest bardzo płasko - z bardzo równym światłem, użytkowo i bez polotu, czyli dokładnie tak jak kręci się dzisiaj telewizję dla mas. Nie ma niczego wyrazistego, więc ciężej się przyczepić. Z drugiej strony, znikające i pojawiające się postacie, choć nie są niczym oryginalnym, robią sympatyczne wrażenie, a i w pewnym momencie twórcy serialu próbują złapać odrobinę magii "WandaVision". I nawet nieźle im to wychodzi. Cały serial jest też dosłownie wypchany po brzegi odniesieniami do innych filmów i to nie takimi subtelnymi, puszczającymi oczko do widza, a kompletnymi zgapieniami całych scen z filmów takich jak "Terminator 2" czy "Matrix". Z jednej strony nawet to zabawne, z drugiej każe się zastanowić gdzie kończy się hołd złożony konkurencji, a zaczyna kreatywne bankructwo.
"VisionQuest" zawiódł mnie nie dlatego, że to zły serial, ale ponieważ miałem co do niego znacznie większe oczekiwania. Ale prawda jest taka, że to po prostu solidna produkcja Marvela, z ponadprzeciętnym duetem w głównych rolach, całkiem solidną konstrukcją scenariusza i zgrabnym wykonaniem. Z tej magicznej trylogii serialowej podobał mi się mniej niż "WandaVision", ale chyba bardziej niż "To zawsze Agatha".
Atuty
- Świetnie nakreślona relacja Visiona i Ultrona;
- James Spader i Paul Bethany robią robotę;
- Kilka interesujących wizualnie scen;
- Motyw więzi rodzica z dzieckiem;
- Ruaridh Mollica nadaje się na dorosłą wersję Tommy'ego;
- Kilka ciekawych pytań natury filozoficznej...
Wady
- ...z którymi scenarzystom nie chciało się wchodzić w polemikę;
- Bardzo typowy, pozbawiony ryzyka, klasycznie superbohaterki szkielet opowieści;
- Niewykorzystany potencjał Paladina i specyficzny casting części sztucznych inteligencji;
- Nieskuteczny emocjonalnie.
"VisionQuest" to po prostu kolejny, porządnie przygotowany serial MCU, który mógł być wręcz wybitny, ale postanowił pójść bezpieczniejszą drogą. Tak czy inaczej jest to kawałek solidnej rozrywki i pozycja obowiązkowa dla fanów Visiona i Ultrona.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych