Avatar: Seven Havens (2026) - recenzja, opinia o 6 odcinkach serialu [SkyShowtime]. Podwójna moc sióstr
Dawno temu Avatar sprowadził na świat zagładę. Na jego zgliszczach, ludzie zbudowali siedem odgrodzonych od niebezpieczeństwa miast, gdzie wszyscy żyją razem, a magowie żywiołów od najmłodszych lat przygotowywani są do ochrony swojej społeczności. Ludzie nie chcą powrotu Avatara, boją się kolejnej, wielkiej tragedii. Dlatego Povi, młoda, samotna dziewczynka, której przyjaciółmi są skały i owady, woli nie pokazywać nikomu, iloma żywiołami potrafi władać...
Przeszło dekadę po zakończeniu "Legendy Korry", Nickelodeon postanowił przypomnieć sobie o swojej najlepszej (tuż obok SpongeBoba) marce. Nie tak dawno temu dostaliśmy całkiem solidny film, pokazujący, że jest w tej marce jeszcze sporo życia, trzeba tylko pozwolić materiałowi odetchnąć i wybrzmieć, bo pomysłów cały czas nie brakuje. Powstał więc zupełnie nowy serial, opowiadający historię dziejącą się całe stulecia po zakończeniu "Legendy Korry". Kompletnie nowe rozdanie, praktycznie nowy świat, ludzie, wierzenia i zwyczaje. Możliwości są praktycznie nieograniczone. Pytanie jest więc jedno - czy scenarzyści podołali wyzwaniu?
Cóż, na ten moment SkyShowtime pokazało nam dopiero sześć z trzynastu odcinków pierwszego sezonu, ale ponoć prace nad drugim już trwają, więc chyba są całkiem pewni siebie. Mamy tu do czynienia z historią zupełnie innego rodzaju. Nie ma już znanego z poprzednich serialu podziału na nacje, świat nie ma wojny, a główna bohaterka od samego początku jest raczej niezła w korzystaniu ze wszystkich żywiołów. Otwiera to prostą drogę do skupienia się na tematach bardziej otwartych - filozoficznych, psychologicznych, rodzinnych - choć i bardziej klasycznej geopolityki też nie zabraknie.
Avatar: Seven Havens (2026) - recenzja, opinia o 6 odcinkach serialu [SkyShowtime]. Tajemnice przystani
Zastanawiałem się, czy pisać w ogóle o tym, że głównymi bohaterkami serialu są siostry - w końcu okazuje się to dopiero w drugim odcinku. Stwierdziłem jednak, że skoro obie dziewczyny zajmują centralne miejsce na plakacie promującym serial, to nie ma się co szczypać. Więc tak, nowym, potencjalnie ciekawym do rozpatrzenia wątkiem jest fakt, że tym razem mamy dwójkę Avatarów. Moc postanowiła ukazać się w istnieniu, które jeszcze na etapie formowania podzieliło się na dwa byty. Czy oznacza to jakieś ograniczenia dla Povi i Nishy? A może pozwoli nam lepiej zrozumieć skąd biorą się kolejni Avatarzy? Możliwości jest sporo, acz na ten moment serial jeszcze niczego takiego nie sugeruje. Zamiast tego mamy tajemnicę pochodzenia dziewczynek, które nie pamiętają ani swoich rodziców, ani tego jak zostały rozdzielone. Do kompletu jedna z nich nie ma kawałka nogi. Tajemnica ich pochodzenia zdecydowanie będzie jedną z największych, jeśli nie w ogóle największą tajemnicą ich pochodzenia.
Pierwsze odcinki wprowadzają dwa, na upartego trzy główne wątki (prócz już wspominanego), wokół których kręcić będzie się tajemnica tego sezonu. Z jednej strony mamy tajemnicze, czerwone sześciany, z jednej strony zwiastujące kataklizm, z drugiej pokazujące dziewczynkom fragmenty ich przeszłości, z drugiej grupę, hmmm, terrorystów czy innych nomadów, którzy regularnie okradają miasto, a z trzeciej tajne stowarzyszenie, które poszukuje Avatara i jego mocy. Na ten moment wszystkie te wątki zdają się nie być ze sobą powiązane, ale ponieważ scenarzyści odeszli od formatu przygody i ciągłego bycia w drodze, z całą pewnością wszystko ostatecznie połączy się w jedną intrygę. Wiąże się to, niestety, z faktem, że pierwsze odcinki wydają się być przez to bardzo chaotyczne, nieskoncentrowane i może wręcz trochę nijakie, ale skoro już teraz w głowie układam sobie dziesiątki potencjalnych zwrotów akcji, zdrad, rewelacji i czego tam jeszcze, to chyba jednak scenarzyści coś robią tak jak trzeba. Chyba że kompletnie się mylę i cały sezon będzie słodkopierdzącą opowiastką o rodzinie. Ale jakoś wątpię.
Avatar: Seven Havens (2026) - recenzja, opinia o 6 odcinkach serialu [SkyShowtime]. Nowe znaczy lepsze?
Nie jestem pewien, czy do końca przekonuje mnie kierunek artystyczny tego nowego serialu. Tak jak projekty postaci są wyraziste i łatwo zapadają w pamięć, z całą pewnością mając potencjał aby stać się nowymi faworytami młodych fanów, tak cała reszta jest już bardziej nierówna. Samo miasto czy też przystań, Ellora, wydaje się być jakieś takie... Mało charakterne. Oglądając poprzednie sezonu, miało się wrażenie, że każdy detal każdego miasta i wioski został zaprojektowany zgodnie z jego przeznaczeniem, reprezentując przy okazji cechy odpowiednie dla kultury danego kraju. Po obejrzeniu sześciu odcinków "Seven Havens" mam wrażenie, że oglądam jakieś tam, raczej generyczne połączenie bliskowschodniej-południowoazjatyckiej architektury z mocno nowoczesną technologią rodem z science-fiction. Nie mam ochoty dowiadywać się więcej o tym miejscu, nie fascynuje mnie ono w żaden sposób. I jeszcze jedna rzecz. Rozumiem, że zrobiono to pod widza, ale czy naprawdę, tworząc przez setki lat wspólne społeczeństwo, magowie żywiołów wciąż czują potrzebę korzystania z dawnych barw narodów? Myślałby kto, że stworzą sobie jakiś nowy, bardziej zunifikowany styl.
Do pewnego stopnia problematyczny może okazać się również sposób budowania narracji. Po sześciu odcinkach widzimy spory nacisk położony na relację sióstr - i bardzo dobrze, bo to one mają być emocjonalnym i narracyjnym rdzeniem tej opowieści - oraz ich opiekuna, Jae. Ich postacie są bardzo dobrze rozwinięte. Rozumiemy lekko naiwną, ale stuprocentowo pozytywną naturę Jae, z ciekawością obserwujemy jak siostry powoli się do siebie docierają. Ale reszta? Cokolwiek sensownego można powiedzieć jeszcze tylko o kapitanie straży, który jak nic jest zbyt miły, dobry i prawy, aby mogło tak zostać do końca sezonu, a cała reszta to po tych sześciu odcinkach głównie tło, opisane jedną cechą kartony, o których nic nie wiemy, ponieważ nie wchodzą w żadną znaczącą interakcję z żadną z głównych postaci. Być może jest to celowe działanie, ponieważ wymaga tego szersza tajemnica sezonu, ale na ten moment dosyć mocno mi to doskwiera.
Nowy "Avatar" ma potencjał aby stać się zupełnie odmiennym, ale przy tym interesującym rozwinięciem świata, w który wprowadził nas Aang. Ten nowy serial kompletnie zmienia formułę, do której przyzwyczaiły nas wcześniejsze odsłony i wydaje mi się, że jeśli scenarzystom uda się dowieźć solidny finał, to będzie to bardzo mocny fundament pod kolejne sezony dziejące się w tej epoce. Gorzej, jeśli okaże się, że twórcy serwują nam trzynastoodcinoowy wstęp, a więcej dowiemy się w kolejnych "księgach". Zdaje się, że pożyjemy, zobaczymy.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych