The social reckoning: w sieci konsekwencji (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Walka z kolosem
Jeff Horwitz zostaje zatrudniony w Wall Street Journal, gdzie zamierza przeprowadzić śledztwo związane z kulisami działania największego portalu społecznościowego świata. Rzecz w tym, że Mark Zuckerberg chroni prywatności swojej firmy lepiej niż niejedno państwo. Jeff wie, że będzie potrzebował kogoś z wewnątrz...
Oryginalne "The Social Network" w reżyserii Davida Finchera to była niesamowita podróż jednego człowieka, który poświęcił wszystko, by dojść na szczyt. Opowiadała o moralnie szarym człowieku, ale w czasach, kiedy Facebook uznawany był wciąż za kulturowy fenomen, coś fajnego i imponującego. Skaczemy półtorej dekady do przodu i nagle zarówno Mark Zuckerberg - tym razem grany przez jak zawsze świetnego Jeremy'ego Stronga - jak i jego Meta są twarzą wszystkiego tego, co najgorsze w dzisiejszym internecie - kłamstwa, wyszydzanie, polaryzacja społeczeństwa, forsowanie AI do wszystkiego. To z tego powodu Aaron Sorkin usiadł do pisania drugiej części tej opowieści, a kiedy zauważył z jakiej wagi scenariuszem ma do czynienia, stwierdził też, że sam go wyreżyseruje. I nie wiem czy to był najlepszy pomysł.
Już siadając do oglądania, widzowi towarzyszy pewna słodko-gorzka myśl, że całe to przedsięwzięcie skazane jest na porażkę. Oto film o ludziach próbujących dokopać Facebookowi, ujawnić wiele niegodziwych praktyk firmy, co samo w sobie jest naprawdę interesujące i dobrze się ogląda, ale przecież jeszcze minutę przed seansem sprawdzałem jakieś wiadomości i powiadomienia właśnie na Facebooku. Wiem więc z góry, że kampania przeciwko firmie Zuckerberga, nawet jeśli częściowo udana, ostatecznie wiele nie zmieniła. Czym więc zamierza przyciągnąć nas przed ekrany reżyser? Sprawdźmy.
The social reckoning: w sieci konsekwencji (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Bezduszny algorytm
Fabułę filmu poznajemy z trzech głównych perspektyw. Frances Haugen (Mikey Madison) jest analityczką, już jakiś czas pracującą dla Facebooka, szczerze wierzącą w to, ile dobrego firma może zrobić dla świata i poszczególnych użytkowników. Przypadkowy kontakt z dawną znajomą, która przez ledwie kilka lat zmieniła się nie do poznania - najpewniej za sprawą ekscesywnego korzystania z mediów społecznościowych - sprawia, że postanawia skontaktować się z Jeffem Horwitzem (Jeremy Allen White), dziennikarzem śledczym starającym się ujawnić nieetyczne praktyki biznesowe jej szefa. Gdzie indziej i kiedy indziej widzimy natomiast Zuckerberga (Strong) szykującego się pod opieką całego sztabu ludzi od PR do składania zeznań przed kongresem. Takie skakanie między kilkoma punktami w czasie ma pozwolić nam lepiej zrozumieć pełen obraz sytuacji, choć moim zdaniem powiązania między nimi są raczej słabo nakreślone. Prawie jakbyśmy oglądali dwa różne filmy.
Tym czego na pewno nie można odmówić Sorkinowi, jest solidne przygotowanie się do prac nad scenariuszem. Mechanizmy działania algorytmów portalu zostały opisane bardzo przejrzyście, ale nie wchodząc nigdy w tryb łopatogicznego edukowania widza. Kolejne podawane statystki mrożą krew w żyłach, a opisane przykłady bardzo łatwo zauważyć w tym, jak aplikacja zachowuje się w interakcji z nami samymi. Jest w tym coś lekko odrażającego - niby człowiek wiedział, że jest więźniem algorytmu, że sprzedaje się nam emocje, ale tak wyraźne pokazanie tego wszystkiego palcem, łącznie z wytłumaczeniem dlaczego działa to tak, a nie inaczej, naprawdę robi wrażenie. Dyskusja wokół filmu zdecydowanie będzie interesująca i, jak na ironię, na pewno nakręci Markowi sporo klików.
The social reckoning: w sieci konsekwencji (2026) - recenzja, opinia o filmie [UIP]. Dawid kontra Goliat
Być może zauważyłeś, że więcej piszę o temacie filmu niż o samym filmie. To dlatego, że czysto narracyjnie, jako intryga, "the Social Reckoning" nie jest przesadnie porywającym filmem. Część postaci potrafi przyciągnąć uwagę tym, jak zostały zagrane, ale już ich działania przez te blisko dwie godziny są ledwie użytkowe - pozwalają odkrywać kolejne karty tajemnic Facebooka. Tu ktoś wysyła maile, tam robi zdjęcia, z kimś rozmawia. W kinie szpiegowskim towarzyszyłby temu napięcie, bo bohaterowie znajdowaliby się w ciągłym niebezpieczeństwie. Tutaj nikt nikogo nie ściga. Jasne, istnieje ryzyko, że sprawa się rypnie, ale tylko tyle. Trzyma nas więc głównie chęć poznania prawdy, solidne zdjęcia Jeffa Cronenwetha i występy aktorskie - mi to wystarcza, ale nie zdziwiłbym się, gdyby dla części widowni film Sorkina był zbyt, hmmm, wykładowczy aby w pełni usatysfakcjonować.
Absolutnymi królami filmu są Madison i Strong. On jako ta obecna, jeszcze bardziej robotyczna, już przywykła do prowadzenia biznesu na wielką skalę wersja Zuckerberga pasuje do roli idealnie. Może wręcz trochę zbyt idealnie, bo mam wrażenie, że wręcz wyprzedza prawdziwego Zuckerberga, który aż tak nieludzki na co dzień nie jest - tak myślę. W każdym razie, cały jego sposób poruszania się i gestykulacji Strong przeniósł na ekran perfekcyjnie. Mikey Madison udowadnia natomiast, że Oscar za "Anorę" nie był błędem w sztuce. Jej Florence jest osobą pełną bijących się ze sobą emocji - z jednej strony posłuszną, z drugiej pragnącą dać się usłyszeć, zalęknioną, ale i waleczną, kiedy wymaga tego sytuacja. Sceny, w których okazuje swój brak cierpliwości postaci White'a, czasami jedynie lekko mu zbliżając, innymi razy tłukąc go po głowie za nienadążanie za nią, są absolutnie najbardziej żywymi momentami całego filmu. Szkoda, że równie ciepło nie mogę wypowiedzieć się o wspomnianym przed chwilą Jeremym. Nie wiem, być może grany przez niego Jeff Horwitz po prostu jest tego typu osobą, ale mam wrażenie, że Alen przez większość filmu dosłownie walczy żeby nie usnąć, wszystkie kwestie podając tym samym monotonem, pozostając rzeczowym i, cóż... Nudnym. Odrobinę ciekawiej wypadają postacie orbitujące wokół Zuckerberga. Skupiona na zadaniu, decydująca i motywująca każdy wykonany przez niego gest, każde wypowiedziane słowo Wunmi Mosaku, starający się kopiować szefa, irytujący Billy Magnussen, czy kpiący z ich pomysłów Bill Burr, grający, jak to często bywa, samego siebie, ale w bardzo zajmujący, pasujący do sytuacji sposób.
Moje słowa mogą wybrzmiewać dosyć negatywnie, ale prawda jest taka, że "the Social Reckoning" jest solidnym kawałkiem kina. Szalenie ciekawy temat przedstawiony został kompleksowo, z zachowaniem odpowiedniego tempa, a w większości wyraziste postacie i dialogi trzymają widza w kinowym fotelu na tyle zaangażowanego, aby nie czuł potrzeby sprawdzania co chwilę ile jeszcze do końca. Do pewnego stopnia zawiodło mnie zakończenie, ale to już, zdaje się, wina życia i świata w jakim żyjemy, a nie reżysera, oraz kilka środków wyrazu, po które sięgnął Sorkin, a które odeszły do lamusa gdzieś na przełomie wieków, przez co trudno jest traktować je w pełni poważnie. Do oryginalnego "the Social Network" nie ma startu, ale to wciąż niezły dramat dziennikarski. Warto sprawdzić.
Atuty
- Interesujący, ciekawie podany temat;
- Klimatyczne zdjęcia i powoli rozwijająca się ścieżka dźwiękowa;
- Wyraziści Mikey Madison i Jeremy Strong.
Wady
- Śpiący, zupełnie niewykorzystany Jeremy Allen White;
- Słabo zawiązana i dalej poprowadzona intryga;
- Sceny z Zuckerbergiem prawie jak wyciągnięte z innego filmu.
"The Social Reckoning" to specyficzny film. Sorkin wykorzystuje postacie jako narzędzia do zaprezentowania swojego skądinąd ciekawego, głównego tematu, zapominając przy tym, że dobrze byłoby aby same też miały coś do roboty.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych