Lalka (2025) - recenzja filmu [Velvet Spoon]. Lalkageddon trwa w najlepsze!

Lalka (2025) - recenzja, opinia o filmie [Velvet Spoon]. Lalkageddon trwa w najlepsze!

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Co się robi w sytuacji, kiedy dwóch wydawniczych gigantów postanawia wypuścić swoje własne, zupełnie różne od siebie adaptacje "Lalki" Bolesława Prusa, generując tym samym ruch i emocje,  jakie w polskim internecie zwykle generują jedynie politycy? Kupuje się na szybko prawa do niskobudżetowego horroru o pasującej tematyce, przykleja mu polski tytuł "Lalka" i jazda! Może pójdzie siłą rozpędu...

Oczywiście nie mam pojęcia jak to naprawdę wyglądało w biurze dystrybutora, Velvet Spoon - może to po prostu zabawny zbieg okoliczności? Jeśli tak, to na pewno korzystny, ponieważ tak jak da się kilka rzeczy w filmie Roda Blackhursta jakoś tam pochwalić, tak jako całość, jest to zwyczajnie słaby film, który nie miałby większych szans na przyciągnięcie widowni do kina sam w sobie. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Reżyser chciał ponoć oddać swoim filmem hołd starym, grindhouse'owym niskobudżetówkom, bardzo popularnym w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. To dlatego całość nakręcona została na charakterystycznie ziarnistą, szesnastomilimetrową taśmę filmową, a nie tylko pociągnięta odpowiednimi filtrami w postprodukcji, zdjęcia plenerowe wyglądają niemal jak czyjeś amatorskie nagranie z wycieczki do lasu, kamera w dłoni operatora trzęsie się jakby ten właśnie przestał chlać do odcięcia po miesięcznym cugu, a praktyczne efekty specjalne są komicznie gumowe. Ma to na pewno swój urok, choć nie jestem pewien czy w paru miejscach Blackhurst nie przekracza granicy między celowym hołdem, a zwyczajnym brakiem odpowiedniego warsztatu. Gdzie kończy się "specjalnie zły", a zaczyna po prostu "zły"?

Lalka (2025) - recenzja, opinia o filmie [Velvet Spoon]. Ofiara plus oprawca plus dom na odludziu równa się... Film?

Dolly z mamą
resize icon

Główną bohaterką filmu jest Macy (Fabianne Therese), młoda kobieta wybierająca się ze swoim chłopakiem Chase'em (Sean William Scott) na romantyczny spacer do jego ukochanego lasu z dzieciństwa. Rzecz w tym, że dobrze zdaje sobie sprawę z jego planu oświadczenia się jej w lesie. Jest to o tyle problematyczne, że sama nigdy nie planowała zakładać rodziny, a w pakiecie z Chase'em dostaje również jego kilkuletnią córkę, Evy (Eve Blackhurst). Nie wie co ma robić.

Szybko okaże się jednak, że piękny pierścionek zaręczynowy jest tego dnia jej najmniejszym zmartwieniem - a już na pewno nie tak dużym, jak wielka, nie potrafiąca mówić kobieta w porcelanowej masce na kształt głowy lalki, z zardzewiałym, ale wciąż ostro zakończonym szpadlem w dłoni. Sielanka prędko zamienia się w koszmar, a Macy zostaje uprowadzona i zamknięta w stojącym w samym sercu lasu, obskurnym domu, gdzie przebrana za dziecko czy też lalkę ma być... Sam nie wiem, zabawką? Towarzyszką? A może córką wielkiej, strasznej Dolly. Wie, że jeśli chce przeżyć, to musi czym prędzej uciekać. I to już tyle - do końca filmu oglądamy już tylko jej kolejne, bardziej lub mniej udane próby odzyskania wolności. 

Lalka (2025) - recenzja, opinia o filmie [Velvet Spoon]. Zalążki ciekawych pomysłów, z których nic się nie rozwija

Macy i lalki
resize icon

Być może widząc postać Dolly zaczynasz zastanawiać się, co tu się właściwie wydarzyło? Dlaczego nosi tę maskę, skąd wzięła się w tym domu, dlaczego jest taka silna i agresywna? Nawet najprostsi horrorowi mordercy są jakoś, jakkolwiek scharakteryzowani. Michael Myers był wcielonym złem, który już jako mały chłopiec wymordował swoją rodzinę, a teraz udało mu się uciec. No to wiadomo, że się trochę pobawi. Freddie Kruger był mordercą dzieci, żywcem spalonym przez rodziców swoich ofiar. Teraz mści się jako nawiedzający sny dzieciaków demon. I tak dalej i tak dalej. To nawet nie musi być nic ambitnego - grunt żeby było cokolwiek. Blackhurst nie dał nam jednak nawet tego. Można domyślać się, że nie miała lekko z rodzicami, ale o co chodzi z tymi rozwieszonymi po całym lesie lalkami? Dlaczego sama nosi tę maskę? Czemu miało służyć porwanie Macy? Na żadne z tych pytań nie otrzymamy choćby cienia konkretnej odpowiedzi. Można kombinować, szukać cieniutkich powiązań między sytuacją Macy, a Dolly, snuć teorie na temat jej dzieciństwa, jeśli się komuś chce. Tylko po co, skoro mamy tu do czynienia z najbardziej nijaką, pustą postacią, jaką można sobie wyobrazić? Nie ma historii, nie ma głosu, nie ma charakteru, nie ma więzi z główną bohaterką. Tylko sam wygląd.

Po drodze poznajemy jeszcze ze dwie-trzy inne postacie, ale przez fakt, że pojawiają się w filmie na krótko i do tego cierpią na podobny przypadek kompletnego braku działającego mózgu, co cała reszta, wypadają nieciekawie i wylatują z pamięci widza prawie tak samo szybko, jak do niej zawitali. I nie ma w tym ani grama przesady. Dosłownie każda jedna postać w tym filmie zachowuje się skandalicznie wręcz głupio, raz za razem prosząc się o problemy, wybierając chyba najgorszy możliwy kierunek działania. Podam kilka przykładów, które można uznać za bardzo ogólne, niewielkie spoilery. Jakby co, zapraszam do kolejnego akapitu.Hmmm, gdzieś w lesie gra dziwna melodyjka. Pójdę zupełnie sam poszukać jej źródła, bo przecież to nie tak, że miałem się właśnie oświadczać. Później: musimy być jak najbardziej cicho, więc natychmiast zacznę się z tobą szarpać żeby narobić możliwie najwięcej hałasu. Koleje przykłady można mnożyć mnożyć - porzucanie bez powodu skutecznej broni, odwracanie się tyłem do zagrożenia, niewykorzystywanie okazji na ucieczkę/eliminację zagrożenia - do wyboru, do koloru. I ja wiem, że postacie z horrorów tak już zwykle mają, że nie są najbystrzejsze, ale raz, że nie wszystkie i dwa, że nie przez cały czas. Po czym wchodzi Blackhurst i mówi "potrzymaj mi bimber"!

Nie można natomiast odmówić "Lalce" relatywnie imponującej i całkiem przyjemnie, pomysłowo zrealizowanej przemocy. Nie jest to straszny film (zero napięcia, banał i ogólna ślamazarność montażowa), ale zdecydowanie potrafi być obrzydliwy. Mamy pękające jak arbuz głowy, odrywane części ciała, przyszywane części ciała, rozrywane na kawałki części ciała, przebijane na wylot ciała - jest nawet ludzka głowa przyszyta do ciała niewielkiej lalki. I, co najważniejsze, znakomita większość tych efektów osiągnięta została praktycznie, w oku kamery. Jasne, części rzeczy nie dało się zrobić bez komputera - nie ucieliby aktorowi dolnej szczęki dla ujęcia - lecz w większości naprawdę nie rzucają się w oczy. Z jednym wyjątkiem - kiedy na samym środek kadru "wybucha" wielka plama krwi. Trwa to dosłownie sekundę, ale mózg wie, że to co zobaczył mogłoby komukolwiek imponować najwyżej w latach dziewięćdziesiątych. 

Oglądając "Lalkę", trudno oprzeć się wrażeniu, że reżyser naprawdę ma spory sentyment do starych gorefestów - widać to w stronie technicznej filmu, w bardziej lub mniej subtelnych odniesieniach do klasyki - część scen została niemal żywcem przeniesiona z pierwszej "Teksańskiej masakry piłą mechaniczną". Rzecz w tym, że takie połączenie hołdów złożonych innym filmom, niewprawnie napisanego, nijakiego scenariusza i ogólnie słabej reżyserii to nie jest przepis na dobre kino. Ani nawet akceptowalne. Nie polecam.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Atuty

  • Kreatywne, oldskulowe, ale solidnie wyglądające efekty specjalne, które z jednej strony brzydzą, z drugiej bawią;
  • Potrafi rozbawić swoją niedorzecznością, kiedy już pogodzimy się z tym, że nic innego nam nie pozostało.

Wady

  • Próbuje zbudować postacie i motyw przewodni, ale bardzo nieskutecznie;
  • Reżyserowi nigdy nie udaje się zbudować klimatu grozy, nie czuć tu żadnego napięcia;
  • Skandaliczna głupota wszystkich postaci;
  • Słaba, niedopracowana fabuła.

Pozytywnie nastawiony widz może dostrzec, że reżyser próbował tu coś powiedzieć, ale zabrakło... Cóż, wszystkiego. Lepszego scenariusza, reżyserii, montażu, wizji, umiejętności. Jedynie praktyczne efekty specjalne jakkolwiek umilają seans. To zdecydowanie najsłabsza wersja "Lalki" w tym sezonie.

3,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper