Soulm8te (2026) - recenzja filmu [Disney+] Człowiek to najsłabsze ogniwo
Jeszcze do niedawna film Kate Dolan, który miał łączyć cechy technothrillera, horroru i filmu erotycznego, uchodził za jedną z najciekawszych gatunkowych premier tego roku. Kiepskie wyniki finansowe „M3GAN 2.0" sprawiły jednak, że niemal o nim zapomniano, a dziś trafia on w końcu do widzów, ale tylko na VOD. Dzieje się to w momencie wyjątkowo interesującym, jeśli chodzi o doniesienia o sztucznej inteligencji.
W końcówce 2024 roku nakładem wydawnictwa W.A.B. ukazała się książka „Deus Sex Machina" Ewy Stusińskiej. Autorka świetnej „Miłej robótki", opowiadającej pokrótce historię polskiego rynku pornograficznego, tym razem zajęła się losem starszego mężczyzny, Krzysztofa, który mieszka w małej wsi pod Warszawą, i jego związkiem z Agatą. Nie byłoby w nim pewnie nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Agata nie jest żywą istotą, lecz robotem. Bohater kupił ją tuż po rozwodzie z żoną, do czego, jak twierdzi, namawiały go nawet znajome, dobrze zresztą wiedzące o jego niezwykłej relacji. Interesujący reportaż Stusińskiej opowiada nie tylko o perypetiach bohatera, lecz także o dziejach samej technologii seksrobotów, które coraz częściej zastępują ludzi, pomagając im radzić sobie z samotnością. O tym samym mówili zresztą, w lepiej lub gorzej dziś pamiętanych dziełach filmowych, twórcy z poprzednich dekad.
Filmowcy istotnie nader często podejmowali temat relacji między robotami a ludźmi, które z czysto służebnych z czasem zaczynały przeistaczać się w coraz bardziej intymne. Począwszy od nieco dziś zapomnianego „Electric Dreams" Steve'a Barrona, w którym bohater walczył ze swoim komputerem o względy pięknej sąsiadki, poprzez „Miłość Larsa" Craiga Gillespiego, niemal odtwarzającą historię wspomnianego wcześniej pana Krzysztofa, tyle że z Ryanem Goslingiem w roli głównej, a skończywszy na bodaj najlepszym dziele z tego nurtu, czyli „Ona" Spike'a Jonze'a, w którym pewien mężczyzna zakochuje się w systemie operacyjnym swojego komputera, dopiero w samej końcówce filmu orientując się, na czym tak naprawdę polegała ich relacja.
Na tak dobrze przygotowany grunt wkracza teraz film Kate Dolan. Od początku zapowiadany jako spin-off do całkiem popularnej serii horrorów „M3GAN", w której przeciwnikiem głównych bohaterów, a z czasem także całej ludzkości, zostaje wymykająca się spod kontroli technologia. W trakcie prac nad filmem zaczęły jednak pojawiać się coraz ciekawsze pomysły, takie jak zestawienie tradycyjnej dla tego cyklu fabuły o groźnym robocie z erotycznymi thrillerami z lat 80. i 90. Chodziło przede wszystkim o te, w których - tak jak w słynnym „Fatalnym zauroczeniu" Adriana Lyne'a - relacja kochanków z czasem przybierała coraz groźniejszą formę. Do tego dołożono jakże współczesny motyw męskiej samotności, w tym przypadku spowodowanej śmiercią ukochanej partnerki głównego bohatera.
Soulm8te (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+] Doskonały punkt wyjścia
W takiej sytuacji znajduje się bowiem David (David Rysdahl), pracujący w wielkiej firmie technologicznej mężczyzna w średnim wieku, którego żona niedawno zmarła po ciężkiej chorobie. Po tej tragedii bohater praktycznie wycofuje się z życia towarzyskiego, wybiera pracę zdalną i kontaktuje się właściwie wyłącznie z koleżanką Aubrey (Claudia Doumit). Okazją do wyjścia ze swej piwnicy jest jednak premiera najnowszej technologii Cantor Robotics, firmy, w której pracuje: prototypu robota towarzyszącego o nazwie Soulm8te. Mimo początkowych oporów David postanawia wziąć udział w testach i zabiera do domu androidkę o imieniu Sara (Lily Sullivan), z którą naturalnie wchodzi w coraz głębszą relację.
Twórcom filmu należą się brawa za doskonały punkt wyjścia, który idealnie wpisuje się w obecne doniesienia o epidemii samotności. Jej źródeł można szukać w dążeniu do idealnie dopasowanego partnera, którym w ostateczności może być tylko w pełni spersonalizowany robot. Szkoda, że na tym zalety filmu właściwie się kończą. Z wywiadów towarzyszących premierze wynika, że reżyserce bardzo zależało na pokazaniu perspektywy kobiety zaprojektowanej po to, by być idealną partnerką, a stopniowo odkrywającej własne potrzeby. Innymi słowy, poszła ona drogą choćby niedawnego, średnio udanego „Towarzysza" Drew Hancocka. W rezultacie film niemal kompletnie zatracił męski punkt widzenia, obecny we wspomnianej już ksiażce Stusińskiej i który mógł być źródłem najciekawszych rozważań: czy rzeczywiście potrzebujemy „partnera", który zawsze się z nami zgadza, i co dzieje się, gdy taki stan rzeczy zaczyna nam najbardziej ciążyć. Sama zaś kobieca perspektywa, sprowadzona do zaledwie kilku dialogów, jest na tyle uproszczona, że trudno ją traktować poważnie.
Soulm8te (2026) - recenzja i opinia o filmie [Disney+] Nic, czego nie widzieliśmy już wcześniej
Nie może być zresztą inaczej, bo film bardzo szybko wpada w najbardziej utarte koleiny, przypominając, że od początku miał być częścią dobrze znanej franczyzy, w której centrum prędzej czy później znajdzie się starcie wrogiej technologii z jej twórcami. Już sam zwrot w stronę thrillerów erotycznych sprawia, że „Soulm8te" jest pozycją nieco odważniejszą niż oba filmy w reżyserii Gerarda Johnstone'a. Może się też pochwalić całkiem niezłymi scenami śmierci pomniejszych bohaterów, które mogą zadowolić fanów horroru, zwłaszcza gdy chodzi o postaci ewidentnie negatywne. Jednocześnie widz znający poprzednie części cyklu nie znajdzie w nich nic, czego nie widział wcześniej. Na pochwałę zasługuje jednak Lily Sullivan, która znakomicie oddaje robotyczność granej postaci. Po świetnym występie w „Martwym złu: Przebudzeniu" i mało znanym, lecz ciekawym „Monolicie" zalicza tu kolejną bardzo dobrą rolę w horrorze.
Zapominając na chwilę, że mamy do czynienia z dziełem czysto rozrywkowym, które przez taki, a nie inny dobór tematyki i rekwizytów tylko pozoruje głębię, warto jednak zatrzymać się nad obrazem, jaki się z niego wyłania. „Soulm8te" niewątpliwie należy bowiem do grupy filmów o świecie, w którym to człowiek okazuje się ostatecznie najsłabszym ogniwem. Niezależnie od tego, czy jest to gorliwy pracownik, który z sobie tylko znanych powodów po godzinach pracuje nad ulepszeniem dzieła ku chwale korporacji, czy zwykły magazynier, który w wyniku jakże typowej dla wielu mężczyzn pomroczności jasnej na chwilę przestaje myśleć głową i po prostu połasi się na darmowy seks.
Tymczasem płynący z filmu przekaz, że jako ludzkość wciąż pozostajemy sprawczy i tylko od naszych ewentualnych błędów zależy, czy technologia wymknie się spod kontroli, zdaje się kłócić z ostatnimi doniesieniami o sztucznej inteligencji, nawet jeśli pochodzą one od firm, którym zależy głównie na wypromowaniu swojego produktu. Jacek Dukaj w niedawnej, długiej i niezwykle interesującej rozmowie powątpiewa w możliwość regulacji rynku sztucznej inteligencji, co zdaje się sugerować, że przysłowiowy dżin został wypuszczony z butelki już jakiś czas temu. W tym kontekście „Soulm8te" z jednej strony jawi się jako produkcja całkowicie wtórna wobec poprzednich odsłon serii, ale jednocześnie płynie z niej optymistyczny wniosek. Wszystko wciąż leży w naszych rękach.
Atuty
- kilka ciekawych scen akcji
- dobra rola Lily Sullivan
- bardzo ciekawy punkt wyjścia, łączący problem samotności z nowoczesnymi technologiami
Wady
- który jednak zostaje rozwinięty w zupełnie satysfakcjonujący sposób
- jeśli widzieliście którykolwiek film z serii “M3gan” nic Was tu nie zaskoczy
- kompletnie zmarnowany potencjał
Scenariusz “Soulm8te” to materiał na dużo ciekawszy technothriller z elementami horroru, w ciekawie sposób łączący akcję z rozważaniami na temat nowoczesnych technologii. Trudno tu więc nie mówić o zmarnowanym potencjale.
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych