Lucky (2026) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. Just when I thought I was out...
Jako córka karierowego kryminalisty, Lucky spędziła praktycznie całe swoje życie ucząc się jak rozgrywać ludzi, wykorzystywać ich naiwność, chciwość, dobre serce, jak wtapiać się w tłum. Teraz musi wykorzystać wszystkie te nabyte przez lata umiejętności aby uciec przed ścigającymi ją gangsterami i FBI. Dlaczego ją ściągają? Bo mają dobry powód... Dziesięć milionów dobrych powodów.
Jonathan Tropper ma talent do wymyślania ciekawych, nieszablonowych koncepcji fabularnych, które aż chce się oglądać. Pierwszy raz na mój radar wskoczył przy okazji "Banshee", kryminalnie niedocenionego na naszym podwórku serialu (do złapania na HBO max, polecam z całego serca), w którym Anthony Star grał bandziora, który kradnie tożsamość szeryfa niewielkiej miejscowości aby ukryć się przed mafią. Zwariowany pomysł, jeszcze lepsze wykonanie. Później był "See" z Jasonem Momoą, a więc produkcja o przyszłości, w której ludzie stracili zdolność widzenia, a każdy kto urodzi się ze sprawnymi oczami traktowany jest jako wyrzutek. Z najnowszych rzeczy mamy natomiast "Znajomych i sąsiadów", gdzie John Hamm okrada swoich bogatych sąsiadów żeby samemu móc wciąż prowadzić życie na odpowiednim poziomie. Co jeden pomysł to większe szaleństwo. Dlatego tym bardziej dziwi, że "Lucky" jest taka... Zwyczajna.
Głównym clu serialu zdaje się być jego achronologiczna natura. W pierwszej scenie widzimy jak blond włosa Lucky (Anya Taylor-Joy) ucieka przed kimś między pociągami. Chwile później wracamy do niedalekiej przeszłości, gdzie powoli przekonujemy się jak to się stało, że znalazła się w takiej sytuacji. Na późniejszym etapie opowieści natomiast zmieniamy lekko kierunek retrospekcji i stają się one bardziej uzupełnieniami obecnych wydarzeń - jak główna bohaterka nauczyła się tego, dlaczego uważa tamto i tak dalej. Sama narracja poprowadzona jest raczej z głową, ale, kurde blade, to trochę mało, prawda? Ledwie poprawną opowieść nie staje się nagle wybitna tylko dlatego, że opowiadamy ją nie po kolei.
Lucky (2026) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. Prosta historia o uciekaniu
W gruncie rzeczy, mamy tu do czynienia z wyjątkowo nieskomplikowaną fabułą. Główna bohaterka ucieka przed pogonią, telefonicznie pomaga jej osadzony w więzieniu tata (Timothy Oliphant), a gonią ją FBI pod postacią agentki Billie Rand (Aunjanue Ellis-Taylor) oraz mafia o twarzy Annette Bening, z działającym za kulisami bossem, granym przez Williama Fichtnera. Wszystkich osiem odcinków kręci się wokół zabawy w kotka i myszkę między nimi, w międzyczasie odpowiadając na dwa pytania - jak to się stało, ze dwa lata wcześniej ojciec Lucky został aresztowany oraz gdzie dokładnie są teraz skradzione pieniądze. I w sumie to tyle.
Poszczególne odcinki opowiadają natomiast mniejsze, bardziej zamknięte historie, poprzecinane tylko tymi szerszymi wydarzeniami (czytaj: pościgami). I trzeba przyznać, że większość z nich zrealizowana została naprawdę porządnie. Główna bohaterka trafia na przykład do stojącego samotnie domu, w którym kobieta (Alanna Ubach) wychowuje samotnie dwie wnuczki. Lucky sprzedaje jej bajeczkę o tym, co jej się przydarzyło i powoli zyskuje ich zaufanie. W międzyczasie oglądamy przebitki z jej czasów z tatą, które powoli, acz nieubłaganie stawiają całą sytuację w jasnym, mało przychylnym świetle. Jasne, sam proces narracyjny staje się w końcu lekko powtarzalny, ale same historie, płynące z nich lekcje i ich praktyczne zastosowanie są za każdym razem przynajmniej trochę interesujące.
Lucky (2026) - recenzja, opinia o serialu [Apple]. Spójna wizja, okaleczona kiepskimi dialogami
Czysto aktorsko nie można się tu do nikogo przyczepić. Czy mówimy o ezoterycznej Lucky, czy jej śliskim ojcu, przebiegłej Patricii (Bening), szczerze przerażającym swoją bezwzględnością Wayne'ie (Fichtner) czy nawet po prostu jednym z ich mięśniaków, Dutchu (Clifton Collins jr.) - wszyscy pozostają absolutnie magnetyczni, roztaczając wokół siebie aurę niebezpieczeństwa, determinacji i czego tam jeszcze. Problemem do pewnego stopnia są natomiast dialogi, często tak bardzo sztampowe, że chyba nawet najlepszy aktor świata nie zagrałby ich przekonująco. Najgorsze jest jednak to, że działają one na pozostałe postacie, bo gdyby jeszcze Lucky rzucała jakimś sucharem, a inni punktowali ją, że chyba nie liczy na to, że zadziała na nich taki tekst, to nie byłoby problemu. Potencjalnie niebezpieczna komedia stoi przed twoim domem, cała we krwi. Trzymasz ją muszce i każesz spadać. Ona wali krótkim tekstem, w stylu "zrobiłam co musiałam żeby ratować bliskich. Jestem pewna, że na moim miejscu zrobiłabyś to samo" i co? I działa! Jaja jak berety. Tego typu przykładów można mnożyć na pęczki, a co jeden to głębiej wbija się w ucho jak jakaś złośliwa szpilka.
Głównym motywem serialu zdaje się być rodzina. Na przestrzeni kolejnych odcinków widzimy wszelakie odcienie tego, jak może przejawiać się miłość jednej osoby do drugiej. Z jednej strony mamy młode uczucie, pełne pasji i nie chcące dopuścić nawet myśli, że mogłoby być mniej niż idealnie. Mamy miłość rodzica do dziecka, gdzie dostajemy chyba najszerszy wachlarz przykładów od tej najszczerszej, która potrafi przenosić góry, przez bardziej lub mniej wypaczoną, gdzie ludziom wydaje się tylko, że to co robią jest dobre dla drugiej osoby, aż po kompletną karykaturę tego pojęcia. Jest to zdecydowanie interesujący motyw przewodni, łatwy do przekucia w coś wywołującego silne emocje u widza, ale mam wrażenie, że ostatecznie twórcom zabrakło trochę paliwa aby dowieźć mu jakieś fajne, satysfakcjonujące zakończenie. Dostajemy "coś", ale ani nie jest to dla widza żadna niespodzianka, ani nie czujemy na tyle dużej więzi z postaciami żeby faktycznie zrobiło to na nas większe wrażenie. Ot, serial kończy się zgodnie z obranym kierunkiem. Niby poprawnie, ale jakoś tak... Bez przytupu.
Jak nietrudno się domyślić, uważam "Lucky" za serial raczej udany, choć nie wyróżniający się z tłumu niczym ciekawym. W trakcie ogląda się go nieźle, zakończenie nie jest złe, a jednak nie mogę powiedzieć, aby była to produkcja, którą chciałbym komuś polecić. Jest tyle ciekawszych rzeczy na samym tylko Apple TV, że naprawdę szkoda czasu na zaledwie poprawny serial. Wielka szkoda, bo jednak po takiej obsadzie i ekipie za kamerą spodziewałem się czegoś więcej.
Atuty
- Tematyczna spójność;
- Cała obsada robi dobrą robotę;
- Żwawe tempo.
Wady
- Dialogi od których swędzą zęby;
- Ostatecznie dosyć miałki, pozbawiony mocy scenariusz.
"Lucky" to jedna z tych produkcji, których nie ma za bardzo za co ganić ani chwalić. To poprawny serial kryminalny, z paroma niezłymi pomysłami, które jednak nigdy nie mają w sobie na tyle mocy, by mocniej wbić się w mózgu widza. Można sprawdzić, jeśli nie ma się nic innego do roboty.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych