The Terror: Devil in Silver (2026) - recenzja i opinia o serialu [AMC]. Zstąpienie do nowojorskiego Hadesu
Po siedmiu latach przerwy antologia „The Terror” wraca na ekran, a od dziś „The Terror: Devil in Silver” oglądamy także na antenie AMC. Zamiast zamarzniętego okrętu i obozu za drutem kolczastym dostajemy podupadły szpital psychiatryczny w Nowym Jorku, a zamiast kostiumowej przeszłości - współczesność, której groza nie potrzebuje rekwizytów.
Sześć odcinków, Dan Stevens w roli głównej i pytanie, które przewrotnie prowadzi całą opowieść: czy większym złem jest to, co czai się w ciemnych korytarzach, czy to, co dzieje się w gabinecie?
The Terror: Devil in Silver (2026) - recenzja i opinia o serialu [AMC]. Z lodowej pustyni na oddział zamknięty
Serial AMC od początku był zjawiskiem osobliwym. Pierwszy sezon z 2018 roku, oparty na powieści Dana Simmonsa o losach wyprawy Franklina, należy do tych rzadkich produkcji, w których nadprzyrodzony dreszcz wyrasta z dramatu historycznego jak pleśń ze ściany. Druga odsłona, „Infamy”, przeniosła grozę do amerykańskiego obozu dla internowanych Japończyków i choć przyjęto ją chłodniej, utrwaliła regułę cyklu - zamknięta przestrzeń, ludzka krzywda i coś, co potrafi ją upiornie spotęgować. „Devil in Silver” tę regułę podejmuje, lecz zmienia rejestr.
Pierwowzorem jest powieść Victora LaValle’a z 2012 roku, a autor sam ją zaadoptował wspólnie z Christopherem Cantwellem, znanym z „Halt and Catch Fire”. Nad całością czuwa jako producent wykonawczy Ridley Scott, a dwa pierwsze odcinki wyreżyserowała Karyn Kusama. Bohaterem jest Pepper, pracownik firmy przeprowadzkowej z Queens i były perkusista z krótkim lontem, który przez splot pecha i własnego temperamentu trafia do szpitala New Hyde - instytucji wypełnionej ludźmi, o których społeczeństwo woli zapomnieć. Miał spędzić tam zaledwie kilka dni. Czas akcji pozostaje celowo nieokreślony - Iron Maiden i „Szczęki” sąsiadują tu z niemal współczesną techniką - przez co szpital wydaje się miejscem zawieszonym poza kalendarzem. Ale czas w takich miejscach płynie według cudzego grafiku.
The Terror: Devil in Silver (2026) - recenzja i opinia o serialu [AMC]. Stevens, Light i chór zapomnianych
Dan Stevens, który jest tu również producentem wykonawczym, gra Peppera z chropowatą determinacją człowieka świadomego swojego problemu z gniewem, który jednak za nic nie chce zamienić się w potulną figurę z tabletką pod językiem. To rola fizyczna, momentami balansująca na granicy przerysowania, lecz właśnie na tej granicy aktor czuje się najlepiej - pamiętamy to z „Legionu”. Prawdziwym skarbem jest jednak ekipa wokół niego.
Judith Light dostaje partię, która aż prosi się o nagrody, Chinaza Uche jako współlokator Peppera wnosi rzadką mieszankę czułości i humoru, a CCH Pounder, Aasif Mandvi i Stephen Root dopisują do tego świata drobne, precyzyjne szczegóły. John Benjamin Hickey wnosi natomiast do serialu niepokojącą, prawdziwie złowrogą energię. Najbardziej zaskakuje jednak sposób, w jaki opowieść traktuje pacjentów. Nie są ilustracją do diagnozy ani upiornymi „szaleńcami” z kina eksploatacji, lecz ludźmi z marzeniami, poczuciem humoru i talentami.
Co więcej, to właśnie oni okazują się najtrafniejszymi świadkami tego, co dzieje się w New Hyde, choć nikt nie zamierza im wierzyć. To odwrócenie starego schematu, w którym chory zawsze bywa niewiarygodnym narratorem, należy do najmocniejszych stron serialu. Szpitalny klub książki, prowadzony przez Stephena Roota, mruga zaś okiem do „Lotu nad kukułczym gniazdem” i pozwala twórcom komentować własną tradycję z odrobiną autoironii.
The Terror: Devil in Silver (2026) - recenzja i opinia o serialu [AMC]. Groza w białym fartuchu
Karyn Kusama, którą kojarzymy z niepokojem rozpuszczonym w powietrzu, obdarzyła serial duszną, klaustrofobiczną estetyką - bezkresne korytarze, migoczące świetlówki, szmery i skrobanie, od których cierpnie skóra. Kamera przybliża się powoli, jakby sama bała się tego, co zobaczy, a szpital wydaje się jednocześnie ciasny i nieskończony. Zagrożenie długo pozostaje w cieniu - raz mignie ruch w kącie kadru, raz kształt, którego nie sposób nazwać, i to właśnie ta wstrzemięźliwość buduje napięcie.
Sceny psychicznych załamań potrafią zaskoczyć i nie są tanimi wyskokami z szafy, lecz zostają w głowie na długo po napisach. Widzowie łasi na makabrę również znajdą coś dla siebie, bo efekty cielesnej grozy stają się z odcinka na odcinek coraz śmielsze. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że serial nie zawsze ufa własnej widowni. Przesłanie o zawodzącym systemie opieki psychiatrycznej bywa wykładane łopatologicznie - bohaterowie tłumaczą, co robią, dlaczego i co to znaczy, jakby scenarzyści obawiali się, że metafora umknie. Tymczasem najgłębiej trafia tam, gdzie milczy - w obojętności personelu, w rutynie leków i formularzy, w poczuciu, że w tych murach człowiek jest pozycją w księdze rachunkowej.
Ten realny dreszcz bywa silniejszy niż nadprzyrodzony i tu kryje się główny kłopot, bo gdy tytuł obiecuje „Terror”, oczekujemy odrobiny więcej ciarek. Można więc zarzucić „Devil in Silver” bycie dramatem z domieszką horroru, a nie odwrotnie. Nieokreśloność czasu, która z początku uwodzi, bywa też wadą, gdy cykl karmiący się dotąd historycznym szczegółem miejscami rozmywa się w ogólniku. Sześć odcinków, wobec dziesięciu w poprzednich sezonach, chroni przed dłużyznami, lecz opowieść bywa tak szybka, że nie zdąży zbudować pełnej atmosfery, a finał wydaje się tworzony nieco w pośpiechu.
The Terror: Devil in Silver (2026) - recenzja i opinia o serialu [AMC]. Uczciwie dobry, choć nie wybitny
To nie jest sezon, który zdetronizuje pierwszą serię, i szkoda, że jego twórcy nie zaufali w pełni własnym pomysłom. Z drugiej strony trudno nie docenić empatii, z jaką opowiedziano historię ludzi zapomnianych przez system, ani aktorskiego popisu Stevensa i jego partnerów. „The Terror: Devil in Silver” nie wywołuje paniki, ale pozostawia niepokój, a w przypadku horroru społecznego to także rodzaj sukcesu. Kto oczekuje klasycznego straszaka, może poczuć niedosyt. Kto szuka dobrze zagranej, inteligentnej opowieści o tym, że zło lubi mieszkać tam, gdzie nikt nie patrzy, dostanie dokładnie to, czego szukał.
Atuty
- Znakomita obsada
- Empatyczny portret pacjentów
- Klaustrofobiczny klimat
- Kreacja Stevensa
Wady
- Łopatologiczne przesłanie
- Za mało grozy
- Pośpieszny finał
Przed nami sześć tygodni z serialem (dziś premiera 1 odcinku na antenie AMC), po którym wypada zadać sobie pytanie - co robimy z ludźmi, których wolimy nie słyszeć?
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych