1998: The Toll Keeper Story - recenzja gry. Kot i przemiany społeczne

1998: The Toll Keeper Story - recenzja i opinia o grze [PS5]. Kot i przemiany społeczne

Dagmara PaniFrau | Dzisiaj, 22:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

1998: The Toll Keeper Story jest dostępne na PC od prawie roku. I choć na przygodówki i powieści wizualne mam nastawiony radar, to o tej grze jakoś nigdy nie słyszałam. Teraz tytuł debiutuje na konsolach, co stanowi świetną okazję, by trafił do większego grona odbiorców. Oto recenzja wersji na PS5.

Główną bohaterką opowieści od GameChanger Studio jest Dewi - dozorczyni rogatki, która ciężko pracuje, by wiązać koniec z końcem w fikcyjnym kraju Janapa w południowo-wschodnej Azji. Rok 1998 to dla mieszkańców Janapy trudny i burzliwy okres. Kraj jest źle rządzony i pełno tu biedy i nierówności; młodzi ludzie buntują się przeciwko reżimowi, za co wielu płaci wysoką cenę.

Dalsza część tekstu pod wideo

1998: The Toll Keeper Story – fabuła i wybory moralne

1998_1
resize icon

Praca Dewi polega na kontroli pojazdów zgodnie z wytycznymi narzucanymi  przez władze. Postać spodziewa się dziecka i stara się sumiennie wykonywać swoje obowiązki, mając na uwadze przede wszystkim dobro rodziny i rachunki do zapłacenia. Czasem jednak trzeba mocno zastanowić się, czy nie warto w danym momencie przymknąć oko na wytyczne od dyktatora – ryzyko jest duże, jednak ogólne dobro, jakie może z tego wyniknąć, może mieć jeszcze większą wagę.

I to chyba najciekawszy element tej układanki: wybory moralne na poziomie jednostki kształtują losy całego społeczeństwa w kluczowym dla jego przyszłości momencie. Jeśli dziś nie pomożemy danemu kierowcy, bo boimy się władzy i po prostu musimy zapłacić czynsz, jutro przeczytamy w gazecie o tym, jak bardzo skutki tej decyzji uderzyły w ład społeczny. Dodatkowo decyzje prowadzą do jednego z kilku dostępnych zakończeń.

Janapy nie znajdziemy na mapie. Po latach 90. także nie ma już śladu (może poza wspomnieniami i nostalgią osób, które żyły w tamtych czasach). Jednocześnie nietrudno o wrażenie, że zakątków na ziemi, które funkcjonują dokładnie tak, jak ten fikcyjny kraj, znajduje się na świecie mnóstwo także i teraz – nie trzeba cofać się w tym celu do poprzednich dekad. To daje recenzowanemu 1998: The Toll Keeper Story wydźwięk uniwersalny – to tytuł, który porusza niezwykle ważną tematykę problemów szarych obywateli w krajach rządzonych przez reżimy.

Gameplay i biały zwierz

1998_2
resize icon

Gatunkowo grze najbliżej do powieści wizualnej z mechanizmami podobnymi do tych znanych chociażby z Papers, Please. Obsługa rogatki z początku idzie całkiem łatwo, bo trzeba pamiętać przede wszystkim o wyliczaniu opłat zgodnie z określoną kategorią pojazdu. Jednak z każdym kolejnym dniem restrykcji przybywa. W pewnym momencie musimy jednocześnie liczyć pieniądze, badać je pod kątem autentyczności, kontrolować wagę aut, analizować ich numery rejestracyjne i skanować je wykrywaczem metalu.

Rozgrywka jest prosta i jednocześnie bardzo absorbująca - zwracanie uwagi na kilka kluczowych kwestii równocześnie to niezła gimnastyka dla umysłu. Dodatkowo podczas rozgrywki towarzyszy nam biały kotek, którego można dowolnie nazwać. Zwierzaka możemy głaskać i karmić; czasem przynosi on nam jakiś banknot, co w opłakanej sytuacji Dewi bywa zbawienne.

Jak widzicie, kotek gra tu kluczową rolę. Jednak nie wszystko w 1998: The Toll Keeper Story jest równie potrzebne. Na siłę wepchano tu chociażby dziennik protagonistki. Po każdym rozdziale strony notesu przepełniają się narzekaniem, jak bardzo Dewi jest trudno i źle – i niczym poza tym. Rozumiem, że w ten sposób zyskujemy wgląd w jej myśli, co powinno wpłynąć na pogłębienie konstrukcji postaci. A jednak z dziennika nie dowiadujemy się praktycznie nic, czego byśmy już nie wiedzieli o protagonistce – a tym bardziej nic, co miałoby jakiś wpływ na rozwój fabuły.

Wszystko, co Dewi tam pisze, można bowiem wywnioskować zarówno z jej rozmów z innymi postaciami, jak i chociażby z jej wyrazu twarzy. Jakby tego było mało, dorzucono jeszcze element ozdabiania dziennika naklejkami – w grze o tak trudnej i poważnej tematyce to już całkowicie dziwny i zbędny dodatek.

1998: The Toll Keeper Story to bardzo krótka produkcja. Rozgrywkę podzielono na kilkanaście rozdziałów tożsamych z pojedynczymi dniami; przejście każdego rozdziału to zadanie na około dziesięć minut. Jednorazowe ukończenie tytułu może więc zająć maksymalnie trzy godziny. Gra ma jednak potencjał, by podejść do niej kilkukrotne, jeśli ktoś jest ciekawy wszystkich możliwych zakończeń. To jest do zrobienia, bo gameplay mimo swej prostoty wciąga i absorbuje.

Rozmowy i miauczenie

Rozmowy
resize icon

Oprawa graficzna w recenzowanym 1998: The Toll Keeper Story może się podobać. Tytuł cechuje przyjemny, komiksowy styl, który dość mocno kontrastuje z dramatyzmem wydarzeń rozgrywających się przed naszymi oczami. Dźwięki również dopracowano (najbardziej podobały mi się odgłosy wydawane przez kotka). Na dubbing się nie zdecydowano, więc dialogi trzeba czytać, ale na szczęście rozmowy nie są przeciągane w nieskończoność. Aha, produkcja póki co nie ma polskiej wersji językowej.

Osobiście nie bardzo podoba mi się interfejs gry. Okienka i opcje zasłaniają pół ekranu i dobrą chwilę zajmuje zorientowanie się, co gdzie jest – i po co. Największe wątpliwości w wersji na PlayStation 5 budzi jednak sterowanie. Niektóre czynności, jak na przykład otwieranie kasy czy włączanie widoku auta, otrzymały konkretny przycisk na padzie. Licho wie, dlaczego pozostałe kluczowe zadania pominięto podczas mapowania i koniec końców trzeba je „wyklikiwać” ręcznie za pomocą sterowanego gałką kursora.

Przecież można to było zrobić lepiej, przypisując przyciski do każdej (lub przynajmniej większości) czynności i ograniczając mało wygodny element wodzenia kursorem po ekranie do minimum. Na szczęście do sterowania nawet i w takim kształcie da się dość szybko przywyknąć.

Zdaję sobie sprawę, że w małych produkcjach to wciąż rzadkość, ale szkoda, że w 1988: The Toll Keeper Story nie pokuszono się o pełniejsze wykorzystanie technologii DualSense. Co chwilę musimy otwierać tu kasę, wydawać resztę czy podnosić szlaban – te czynności aż proszą się, by przypisać im jakiś haptyczny efekt. Zamiast tego mamy tylko jakieś proste wibracje w momencie, gdy auta ruszają z miejsca.

1998: The Toll Keeper Story – czy warto kupić?

1998: The Toll Keeper Story to ciekawa propozycja dla ludzi, którzy doceniają gry eksplorujące trudne i ważne tematy. Wybory moralne naprawdę się tu liczą i prowadzą do jednego z kilku dostępnych zakończeń. Jest to krótki tytuł, ale można (i chyba nawet trzeba) podejść do niego kilka razy, by poznać pełną historię jednostki i społeczeństwa w państwie rządzonym przez reżim.

Dodatkowo gameplay pozostaje prosty, a mimo to absorbuje. Jednocześnie zastanawia mnie, czy kupowanie wersji na PS5 jest sensowną decyzją, skoro sterowanie klawiaturą i myszką na pececie jest prostsze i bardziej intuicyjne. Co nie znaczy, że premiera na konsolach była całkiem bezcelowa – na pewno sprawiła, że więcej ludzi (w tym także i ja) usłyszało o tej produkcji, co samo w sobie jest plusem.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Atuty

  • ważna i oryginalna tematyka
  • ciekawe postacie
  • dramatyzm akcji: proste decyzje rzutują na losy całego społeczeństwa
  • nieskomplikowany, ale wciągający gameplay
  • ładna grafika
  • parę różnych zakończeń
  • można karmić i głaskać kotka

Wady

  • nieczytelny i nieintuicyjny interfejs
  • sterowanie padem
  • długość gry
  • niespójność konceptu: parę rzeczy wrzucono tu na siłę

1998: The Toll Keeper Story to intrygująca opowieść z wyborami natury moralnej i prostym, ale wciągającym gameplayem. Wydanie na PS5 ujdzie, choć do kwestii sterowania można było podejść z większym pomyślunkiem.

7,5
Dagmara PaniFrau Strona autora
W redakcji od 2024. Jej ulubione gry to Pentiment, Dying Light i Gran Turismo 7. Miłośniczka futrzaków i literatury niskich lotów. W PPE zajmuje się głównie recenzowaniem; od czasu do czasu pomaga przy poradnikach.
cropper