MSI Claw 8 EX AI+ - test konsoli. Najmocniejszy klasyczny handheld z Windowsem, który ma jeden, duży problem
MSI Claw 8 EX AI+ jest pokazem siły Intela, demonstracją możliwości współczesnych handheldów i urządzeniem, które w wielu grach po prostu rozstawia konkurencję po kątach. Jest też sprzętem kosztującym w Polsce zawrotne 6699 zł. A przy takiej kwocie nie ma miejsca na żadne kompromisy. Trzeba być cholernie dobrym praktycznie we wszystkim.
Z nowym Clawem spędziłem sporo czasu. Grałem, sprawdzałem różne ustawienia wydajności, obserwowałem zachowanie baterii i próbowałem odpowiedzieć sobie na dość proste pytanie: czy mobilne granie na PC weszło właśnie na nowy poziom, czy może MSI zbudowało niezwykle kosztowną zabawkę dla garstki entuzjastów? Odpowiedź nie jest całkiem oczywista. Sam sprzęt wypada świetnie, jego wydajność zwala z nóg, zresztą sami się za chwilkę przekonacie. Ale niestety, poza ceną nie obyło się bez pewnych wad.
Jeżeli wolicie zobaczyć MSI Claw 8 EX AI+ w krótszej, filmowej formie, przygotowałem również materiał na TikToka, który znajdziecie w niniejszym tekście. Tam akurat koncentruje się po prostu na przedstawieniu sprzętu, graniu i de facto na cenie, która... no jest największą wadą tego urządzenia. Wielka szkoda, bo to kawał solidnego sprzętu, którym pobawi się niestety niewiele osób. Chyba, że za jakiś czas solidnie stanieje.
MSI Claw 8 EX AI+ to przenośny komputer z najwyższej półki
Pierwsze MSI Claw było urządzeniem, które na dobrą sprawę trafiło na rynek za wcześnie. Intel nie miał jeszcze odpowiednio dojrzałej platformy, sterowniki wymagały dopracowania, wydajność nie zawsze szła w parze z możliwościami na papierze, a konkurencja zdążyła już zagospodarować najważniejsze miejsca przy stole. Kolejne modele były znacznie lepsze, ale dopiero Claw 8 EX AI+ dał mi poczucie, że MSI nie próbuje już gonić pozostałych rywali. Sercem urządzenia jest Intel Arc G3 Extreme, czyli 14-rdzeniowy i 14-wątkowy układ zaprojektowany z myślą o handheldach. Mamy tutaj 2 rdzenie P, 8 rdzeni E i 4 energooszczędne rdzenie LP-E, a za grafikę odpowiada Intel Arc B390 z 12 rdzeniami Xe3. Całość uzupełnia 32 GB pamięci LPDDR5X i dysk SSD PCIe 4.0 o pojemności 1 TB.
To istotne, bo poprzedni Claw 8 AI+ kosztował w Polsce około 4399 zł. Nowy model został wyceniony na 6699 zł, a więc podwyżka wynosi aż 2300 zł, czyli ponad 50%. Za te pieniądze można już znaleźć niezłego laptopa gamingowego, kupić konsolę stacjonarną z telewizorem albo wybrać tańszego handhelda i zostawić sobie pokaźny budżet na gry. Claw 8 EX AI+ od początku znajduje się więc w nieco innej lidze i skierowany jest do bardzo świadomego konsumenta.
Claw 8 EX AI+ nie jest typowym urządzeniem przenośnym. Ciężko będzie go zmieścić w kieszeni, a później jeszcze przekonać właściciela, że noszenie prawie 800 gramów elektroniki to świetny pomysł. Sprzęt jest szeroki, gruby i wyraźnie cięższy od Steam Decka OLED. Mobilność należy tu rozumieć raczej jako granie w pociągu, samolocie, hotelu albo na kanapie, a nie szybkie wyciąganie konsoli na trzy przystanki w autobusie.
Nowa obudowa stanowi jednak spory krok naprzód. MSI mocniej wyprofilowało uchwyty, nadając im kształt zbliżony do kontrolera Xbox. Dłonie mają na czym się oprzeć, palce naturalnie trafiają na spusty, a teksturowane powierzchnie z przodu i z tyłu ograniczają ryzyko wyślizgnięcia sprzętu. Masa nie znika, bo fizyki jeszcze żadną aktualizacją sterownika nie oszukano, ale jest rozłożona na tyle dobrze, że pozycja podczas grania pozostaje komfortowa. To dla mnie jedna z największych zalet nowego modelu. Na zdjęciach Claw 8 EX AI+ wygląda trochę jak ekran, do którego ktoś doczepił dwa fragmenty kontrolera i zostawił pod matrycą pokaźny „podbródek”. W dłoniach konstrukcja nabiera jednak sensu. Nie jest subtelna, lecz jest funkcjonalna, a po kilku minutach grania przestaje się analizować proporcje obudowy i zaczyna po prostu korzystać ze sprzętu.
MSI Claw 8 Ex Ai+ na zdjęciach
Przyciski mają wyraźny skok, triggery pracują płynnie, a analogi i spusty z efektem Halla powinny ograniczyć ryzyko pojawienia się dryfu. Sam D-pad jest precyzyjny i bardziej klikający niż typowe membranowe krzyżaki. Poprawiono także wibracje. Nadal nie jest to poziom DualSense'a, lecz informacje zwrotne są czytelniejsze i lepiej różnicują nawierzchnie, uderzenia czy utratę przyczepności. Z tyłu umieszczono dwa programowalne przyciski. Nie są rewolucją, ale w grach wymagających częstego korzystania z kombinacji klawiszy potrafią oszczędzić trochę gimnastyki. Szkoda jedynie, że MSI nadal nie zdecydowało się na choćby jeden gładzik. W produkcjach strategicznych, symulatorach i podczas poruszania się po klasycznym pulpicie Windowsa byłby znacznie wygodniejszy od małego kursora sterowanego analogiem.
Ośmiocalowy wyświetlacz IPS ma rozdzielczość 1920 x 1200 pikseli, proporcje 16:10 i odświeżanie do 120 Hz. Obsługuje VRR w zakresie 48-120 Hz, co w handheldzie ma ogromne znaczenie. Gdy gra działa w 53, 67 albo 74 klatkach na sekundę, obraz nadal pozostaje płynny i pozbawiony irytującego rozrywania. Nie trzeba za wszelką cenę dobijać do sztywnego progu 60 FPS, żeby rozgrywka wyglądała dobrze.
@ppe.pl MSI wypuściło najmocniejszą przenośną konsolę na rynku! Sprawdzamy, jak się na niej gra i ile kosztuje! #msi #handheld #intel #konsola #gaming ♬ oryginalny dźwięk - PPE pl
Na ośmiu calach rozdzielczość 1200p zapewnia bardzo wysoką ostrość. Tekst jest czytelny, interfejs wygląda dobrze, a gry mają zauważalnie więcej detali niż przy 720p czy 800p znanego ze Steam Decka. Trzeba tylko pamiętać, że natywne 1200p stawia układowi graficznemu znacznie większe wymagania. W najbardziej obciążających tytułach rozsądniej korzystać z XeSS i ustawień średnich lub wysokich, zamiast z uporem maniaka przesuwać wszystko na „ultra”, a potem obserwować pokaz slajdów. Kolory są przyjemne, pokrycie przestrzeni sRGB pełne, a deklarowana jasność wynosi 500 nitów. Moje pomiary wykazały nawet ponad 520 nitów średnio, więc ekran pozostaje czytelny również w mocno oświetlonym pomieszczeniu. Kontrast jest dobry jak na IPS, ale czerń wciąż pozostaje ciemną szarością. Właśnie tutaj najbardziej doskwiera brak OLED-a. Sprzęt z takiej półki cenowej aż prosi się o głęboką czerń, wyższy kontrast i efektowniejszy HDR.
Znakomicie też wypadają głośniki, co akurat bardzo mnie zaskoczyło. Mają tylko 2W mocy, a grają czysto, są wystarczająco głośne i nie wpadają w żadne przestery. Jak na handhelda jest dobrze, choć do dłuższych sesji i tak wybrałbym słuchawki. Na plus zapisuję także umieszczenie dwóch portów Thunderbolt 4, ponieważ Clawa można bez problemu podłączyć do monitora, stacji dokującej, szybkiego dysku czy zewnętrznego układu graficznego. Brakuje mi tylko USB-C na dolnej krawędzi. Kabel wychodzący z góry nie zawsze układa się wygodnie podczas grania z podłączonym zasilaniem.
Intel Arc G3 Extreme robi różnicę. To pierwszy Claw, który dyktuje warunki
Wydajność jest najważniejszym powodem, dla którego w ogóle warto zainteresować się MSI Claw 8 EX AI+. Intel Arc G3 Extreme wykonuje ogromny skok w czystej mocy względem poprzedniego Core Ultra 7 258V i wyraźnie wyprzedza urządzenia oparte na AMD Ryzen Z2 Extreme. Nie chodzi przy tym wyłącznie o wyniki uzyskiwane przy maksymalnym limicie mocy. Nowy układ imponuje również wtedy, gdy pozwolimy mu pobierać mniej energii.
W praktyce czuć, że Claw 8 EX AI+ ma większy zapas. Gry, które na starszych handheldach wymagały zejścia do 720p, niskich detali i godzenia się z niestabilnymi 30 klatkami, tutaj częściej pozwalają wybrać 1080p lub 1200p, ustawić rozsądny poziom jakości i nadal otrzymać płynną rozgrywkę. Nie oznacza to oczywiście, że urządzenie zaczęło zastępować komputer z mocną kartą graficzną. Nadal mówimy o zintegrowanym GPU pracującym w bardzo ograniczonym budżecie energetycznym. Tylko, że granica tego, co możliwe w dłoniach, przesunęła się wyraźnie do przodu. Największy pad szczęki miałem, a jakże, w Cyberpunku. Przy rozdzielczości 1920 x 1080, ustawieniach Ultra i bez skalowania, Claw osiągął średnio 40 FPS w standardowym profilu oraz 47 FPS po ręcznym ustawieniu 35W. Testowany przeze mnie ROG Xbox Ally X z Ryzenem Z2 Extreme uzyskał w tym samym teście 28 FPS. W Baldur's Gate 3 różnica wynosiła 44 do 32 FPS, a w Final Fantasy XV - 49 do 34 FPS. Jak na sprzęt przenośny, to są bardzo duże różnice.
Jeszcze ciekawiej wygląda efektywność. Przy 30W nowy Claw potrafi być o 33 do 48% szybszy od poprzednika i o około 40% wyprzedzać ASUS ROG Xbox Ally X. Jednocześnie zejście z 35 do 30W kosztuje niewiele klatek. W codziennym użytkowaniu nie zawsze ma więc sens wyciskać z urządzenia absolutne maksimum. Dodatkowe 5W bardziej skraca czas pracy i podnosi hałas, niż wpływa na płynność zabawy. Duże znaczenie ma XeSS 3. Najnowsza iteracja skalowania obrazu jest bardzo użyteczna, a generowanie klatek pozwala wyraźnie poprawić odczuwaną płynność. Trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, klatki generowane nie zastąpią wysokiej bazowej wydajności i nie naprawią sterowania, jeśli gra przed ich włączeniem ledwo trzyma 20 FPS. Po drugie, obsługa XeSS 3 nadal zależy od konkretnego tytułu.
Do dyspozycji mamy kilka profili mocy. W trybie ręcznym można wybrać maksymalną wydajność, AI Engine próbuje sam dopasować zachowanie sprzętu, a Endurance ogranicza liczbę klatek i pobór energii. Ten ostatni nie brzmi ekscytująco, dopóki nie zobaczymy, ile potrafi wycisnąć z akumulatora. W lekkich i starszych grach 30 lub 40 FPS jest rozsądniejszym wyborem niż renderowanie setek klatek, których i tak nie potrzebujemy.
Bateria 80 Wh nie dokonuje cudów, ale tryb Endurance ma sens
MSI zastosowało akumulator o pojemności 80 Wh, czyli jeden z największych spotykanych w klasycznych handheldach. Nie zmienia to jednak podstawowej zależności: gdy uruchamiamy wymagającą grę i każemy układowi pracować na pełnych obrotach, energia znika bardzo szybko, w sumie nawet trudno mówić o jakichś zadowalających rezultatach.
Podczas własnych testów w najmocniejszym trybie otrzymywałem mniej więcej półtorej godziny rozgrywki. To wynik, który nie zachwyca, ale odpowiada możliwościom i poborowi mocy urządzenia. Po włączeniu trybu Endurance czas pracy przekraczał trzy godziny. W zamian trzeba zaakceptować niższy limit klatek i ograniczoną wydajność, lecz do wielu gier taki kompromis pasuje znacznie lepiej niż bieganie po mieszkaniu z ładowarką. W trybie ręcznym z maksymalnym limitem mocy ustalonym na 35W, urządzenie wytrzymało 1 godzinę i 39 minut, z AI Engine - 2 godziny i 21 minut, a w Endurance - 3 godziny i 19 minut. To już całkiem nieźle, jak na taki sprzęt.
W produkcji fabularnej, przygodowej albo turowej zablokowanie rozgrywki na 30 lub 40 FPS pozwoli znacząco wydłużyć sesję bez dużej straty komfortu. W dynamicznym shooterze czy grze wyścigowej lepiej wykorzystać wyższą wydajność, VRR i 60 FPS, godząc się z szybszym rozładowaniem. Ten sprzęt nagradza użytkownika, który poświęci chwilę na ustawienia. Osoba oczekująca doświadczenia w stylu „włącz i zapomnij” nadal lepiej odnajdzie się na klasycznej konsoli. Ładowanie odbywa się z mocą do 65W. Przy tak dużym akumulatorze nie jest to imponująca wartość - konkurencja potrafi przyjmować 100W - ale dwa porty Thunderbolt 4 dają sporą swobodę w doborze zasilacza i akcesoriów. W podróży trzeba tylko pamiętać, że sama ładowarka również swoje waży. Z handhelda ważącego 786 gramów szybko robi się zestaw, dla którego warto przeznaczyć osobną komorę w plecaku.
Chłodzenie działa dobrze, lecz mogłoby pracować ciszej
Cooler Boost HyperFlow wykorzystuje dwa niewielkie wentylatory. Konstrukcja skutecznie odprowadza ciepło, a gorące powietrze wylatuje górną krawędzią, z dala od dłoni. Podczas grania uchwyty pozostają komfortowe, a ciepło koncentruje się głównie w środkowej części obudowy. Nie miałem sytuacji, w której temperatura przeszkadzałaby mi w dalszej rozgrywce. Kosztem jest hałas. Przy maksymalnej wydajności, wentylatory są wyraźnie słyszalne, a urządzenie potrafi przypominać, że wewnątrz pracuje mocny układ zamknięty w bardzo małej przestrzeni. Zmierzyłem hałas miernikiem i wyszło mi ok. 43 dBA z aktywnym AI Engine i do 46 dBA w ręcznym trybie maksymalnej mocy. Co bardziej irytujące, wentylatory potrafią pozostawać słyszalne również przy niewielkim obciążeniu. To element, który MSI może jeszcze poprawić aktualizacjami profili pracy.
MSI Claw 8 Ex AI+ i układ chłodzenia
Same temperatury wypadają dobrze. Maksymalna wartość na górnej części obudowy wynosiła około 39°C, a spód pozostawał jeszcze chłodniejszy. Układ nie ma więc problemu z utrzymaniem wydajności. Bardziej prawdopodobne jest, że wcześniej zacznie nam przeszkadzać szum wentylatorów niż temperatura obudowy. MSI Center M pozwala zmieniać profil mocy, sterować podświetleniem, przypisywać funkcje dodatkowym przyciskom, monitorować parametry i uruchamiać gry z różnych bibliotek. Nowa wersja z trybem Xboxa jest czytelniejsza i lepiej przystosowana do obsługi kontrolerem. Widać, że MSI słuchało uwag kierowanych pod adresem wcześniejszych modeli.
Tylko że pod spodem nadal pracuje pełny Windows 11. Z jednej strony to wielka zaleta. Można korzystać ze Steama, aplikacji Xbox i Game Passa, Epic Games Store, GOG-a, emulatorów, modów i właściwie całego ekosystemu PC. Po podłączeniu monitora, klawiatury oraz myszy Claw zamienia się w mały komputer. Aż 32 GB RAM-u i dwa porty Thunderbolt 4 sprawiają, że można tu zrobić bardzo wiele różnych rzeczy. Z drugiej strony Windows nadal ma swoje kaprysy. Potrafi, dla przykładu, rozpocząć aktualizację w najmniej odpowiednim momencie albo pogubić się przy usypianiu. Tryb Xbox i nakładka MSI wygładzają wiele problemów, ale nie zmieniają systemu Microsoftu w SteamOS. To urządzenie dla gracza, który akceptuje drobne komputerowe rytuały: aktualizacje sterowników, zmianę profili, dobieranie skalowania i okazjonalne sięgnięcie do ekranu dotykowego.
Czy to wada? Dla osoby wychowanej na PC - niekoniecznie. Elastyczność Windowsa jest ogromna, biblioteka gier praktycznie nieograniczona, a dostęp do Game Passa działa bez kombinowania. Tylko nie udawajmy, że doświadczenie jest równie spójne jak na Steam Decku czy Switchu 2. Nie jest. Moc MSI Claw 8 EX AI+ czuć natychmiast, ale wygoda nadal zależy od cierpliwości użytkownika.
Czy warto kupić MSI Claw 8 EX AI+? Świetny sprzęt, ale cena zwala z nóg
MSI Claw 8 EX AI+ jest najlepszym dowodem na to, że Intel wrócił do gry o rynek handheldów z wyjątkowo mocną kartą. Arc G3 Extreme zapewnia ogromny wzrost wydajności, świetnie skaluje się przy niższym limicie mocy i pozwala grać w produkcje AAA w jakości, która jeszcze niedawno była poza zasięgiem takich urządzeń. Do tego dochodzą wygodne uchwyty, dobry ekran z VRR, 32 GB RAM-u, łatwiejsza wymiana dysku, dwa porty Thunderbolt 4 i sensownie działający tryb Endurance.
Jednak nie wszystko się udało. Przy tej cenie brak OLED-a jest chyba największą wadą. Waga 800 gramów ogranicza mobilność, wentylatory w najmocniejszym trybie dają o sobie znać, a Windows 11 nadal wymaga trochę kombinowania (nakładka XSE też nie jest tak wygodna, jak przypuszczałem). Brak gładzika również trudno zignorować, szczególnie jeśli ktoś chce korzystać ze strategii albo wygodniej śmigać po pulpicie. Największym problemem pozostaje jednak cena - 6699 zł. To nie jest sprzęt opłacalny w klasycznym znaczeniu tego słowa. To produkt dla entuzjasty, który chce najwyższej wydajności w tradycyjnym handheldzie, ceni dostęp do całej biblioteki PC, dużo podróżuje i jest gotowy zapłacić ogromną kasę za wydajność i mobilność. Posiadacz Claw 8 AI+, ROG Xbox Ally X czy nawet Steam Decka OLED powinien bardzo dokładnie policzyć, ile warte są dla nich dodatkowe klatki.
Gdy odłożymy cenę na bok, Claw 8 EX AI+ jest urządzeniem znakomitym i jednym z największych skoków generacyjnych, jakie widziałem ostatnio w tym segmencie. MSI stworzyło najmocniejszego klasycznego handhelda z Windowsem. Teraz musi jeszcze znaleźć ludzi, którzy zechcą zapłacić za ten sprzęt niemal tyle, co za solidnego laptopa gamingowego.
Atuty
- znakomita wydajność Intel Arc G3 Extreme
- bardzo duży skok względem poprzednika i mocna przewaga nad Z2 Extreme
- wysoka efektywność przy niższych limitach mocy
- wygodne, dobrze wyprofilowane uchwyty
- świetna jakość sterowania, analogi i triggery z efektem Halla
- dobry, ośmiocalowy ekran 120 Hz z VRR
- 32 GB RAM-u i standardowy dysk M.2 2280
- dwa porty Thunderbolt 4 oraz szybki czytnik microSD Express
- tryb Endurance potrafi ponad dwukrotnie wydłużyć czas grania
- skuteczne chłodzenie i rozsądne temperatury obudowy
Wady
- cena 6699 zł jest bardzo trudna do zaakceptowania
- brak ekranu OLED w urządzeniu tej klasy
- niemal 800 gramów masy (chociaż sprzęt dobrze leży w dłoni)
- głośna praca w maksymalnym profilu
- około 1,5 godziny grania przy pełnej wydajności
- brak gładzika
- Windows 11 nadal nie zapewnia wygody znanej z klasycznych konsol
MSI Claw 8 EX AI+ jest kapitalnym pokazem możliwości Intel Arc G3 Extreme i obecnie jednym z najlepszych handheldów dla gracza, który stawia wydajność ponad opłacalność. Gdyby kosztował wyraźnie mniej i otrzymał ekran OLED, ocena mogłaby powędrować jeszcze wyżej. Za 6699 zł pozostaje sprzętem świetnym, lecz luksusowym - łatwym do podziwiania i znacznie trudniejszym do bezwarunkowego polecenia.
Galeria
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych