Więzień (2025) - recenzja filmu [HBO MAX] Sztuka przetrwania
W zeszłym tygodniu do oferty HBO Max trafił chwalony brytyjski „Więzień”. Jak sam tytuł wskazuje, kolejny reprezentant dość istotnego w historii kinematografii nurtu, próbującego opowiadać o życiu ludzi skazanych na karę pozbawienia wolności. O debiutanckim filmie Cala McCau głośno było także za sprawą świetnych ról Toma Blytha i Davida Jonssona, którego kariera w ostatnich miesiącach nabrała ogromnego rozpędu.
Do niedawna czterdziestoletni Cal McCau był znany przede wszystkim jako reżyser teledysków i reklam, choć od początku zdradzał znacznie większe ambicje. Jego debiutancki film jest efektem wieloletniej pracy, która - jak zwykle w takich przypadkach - naznaczona była ogromnymi problemami ze znalezieniem finansowania. Brytyjski twórca już w połowie poprzedniej dekady zainteresował się współczesnym obrazem brytyjskiego więziennictwa. Szczególnie mocno zaintrygowały go nagrywane telefonami komórkowymi filmiki, które McCau zaczął zbierać, przez lata gromadząc całkiem pokaźne archiwum. Od początku nie chodziło mu jednak wyłącznie o dokumentalną wiarygodność. Zauważył, że materiały te przedstawiają zakłady karne zupełnie inaczej niż tradycyjne kino więzienne. Okazywały się one bowiem nie tylko miejscami pełnymi telefonów, mediów społecznościowych, narkotyków i przemocy, lecz także nietypowych, jak na miejsce ich rejestrowania, momentów zwykłej codzienności
McCau chciał przenieść tę surową, cyfrową estetykę do filmu fabularnego, inspirując się dokumentalnymi produkcjami swojego starszego kolegi po fachu, Paula Greengrassa, a także głośną „Victorią” Sebastiana Schippera. Pierwsza wersja projektu powstawała w latach 2016–2017, kiedy McCau poznał Davida Jonssona, który tuż po ukończeniu szkoły aktorskiej próbował znaleźć dla siebie miejsce w branży filmowej. Mimo wysiłków początkującej ekipy nie udało się jednak rozwinąć projektu. Co ciekawe, w pewnym momencie zainteresowali się nim bracia Safdie, którzy ostatecznie postanowili jednak popracować nad innym scenariuszem, który niedługo później przybrał formę znakomitego „Uncut Gems”. A sam McCau nie zamierzał rezygnować. Kilka lat później w realizacji filmu pomógł mu rosnący status aktorski Jonssona, który mimo udziału w wielu głośnych produkcjach wcale o „Więźniu” nie zapomniał.
Obok ogromnej fascynacji cyfrową estetyką filmików nagrywanych telefonem komórkowym kolejną ważną inspiracją okazały się rozmowy z samymi skazanymi. Za sprawą działalności brytyjskiej organizacji Switchback, starającej się pomagać ludziom opuszczającym zakłady karne w organizowaniu im życia na wolności, McCau i Jonsson mieli okazję porozmawiać nie tylko w ludźmi osadzonymi, ale również z pracownikami zakładów penitencjarnych. Rozmowy z byłymi więźniami pozwoliły reżyserowi lepiej zrozumieć psychologiczne konsekwencje pobytu za kratami. Z czasem zaczął on postrzegać więzienie nie tylko jako miejsce przemocy, ale jako system, w którym właściwie wszyscy są przegranymi – zarówno osadzeni, jak i część zatrudnionych w nim osób. W ostateczności twórca zdecydował się zaangażować do realizacji filmu byłych więźniów, pełniących rolę konsultantów, jak również część personelu.
Więzień (2025) - recenzja, opinia o filmie [HBO MAX] Surowa, cyfrowa estetyka
David Jonsson wciela się w Taylora, drobnego dealera, który w więzieniu uzależnił się od narkotyków. Mężczyzna został skazany na kilkanaście lat po tym, jak jeden z jego młodych klientów zmarł w wyniku przedawkowania. Z tego powodu Taylor nigdy nie poznał swojego - obecnie nastoletniego - syna, którego matka po wyroku sądowym skutecznie odizolowała od ojca. Bohater ma jednak szansę na wcześniejsze wyjście na wolność, oczywiście pod warunkiem dobrego sprawowania. Sytuację komplikuje pojawienie się nowego osadzonego, Dee (Tom Blyth), mocno zakorzenionego w przestępczym półświatku i najwyraźniej zamierzającego wywrócić do góry nogami dotychczasową, solidnie ugruntowaną hierarchię więzienną.
Debiutancki film Cala McCau w żadnym wypadku nie sili się na oryginalność; podobne wysiłki w obrębie mającego tak długie tradycje podgatunku byłyby zresztą z góry skazane na porażkę. Stawia przede wszystkim na wspomnianą już wcześniej surowość i realizm. Jednocześnie przekonując, że w kwestii opowiadania o życiu na skrajnie przeludnionej powierzchni nie ma obecnie lepszych twórców niż przedstawiciele państwa, które na terytorium niemal o połowę mniejszym od Polski próbuje pomieścić prawie dwa razy więcej ludzi. W wywiadach reżyser podkreślał, że chciał wykreować poczucie ciągłej klaustrofobii i wypada żałować, że filmu ostatecznie nie mogliśmy w Polsce oglądać w kinie, gdzie byłoby ono jeszcze mocniejsze. Całość kręcono w ciągu zaledwie 18 dni w prawdziwym, mimo iż obecnie nieczynnym, więzieniu Shepton Mallet Prison, a około połowy statystów stanowili prawdziwi osadzeni. Niezwykle istotną rolę pełni przy tym dźwięk nagrywanych wcześniej przez twórców odgłosów betonu, metalu, korytarzy i odległych rozmów, tworzący nieustanne poczucie niepokoju.
Więzień (2025) - recenzja, opinia o filmie [HBO MAX] Doskonały dobór aktorów
Współgra z tym doskonały dobór aktorów. Interesujące jest to, że jeszcze podczas pierwszego castingu to David Jonsson był zainteresowany rolą Dee, ostatecznie jednak zdecydowanie lepiej wypada jako Taylor. Znakomicie oddaje jego wręcz skrajną nieprzystawalność do brutalnego świata przestępców, z których wielu odsiaduje wyroki za morderstwa. Błyszczy również kapitalny Tom Blyth, którego kreację bez wielkiej przesady można porównać do fantastycznej roli George’a MacKaya w innym znakomitym brytyjskim filmie ostatnich lat, czyli „Femme”. Obaj aktorzy, kojarzeni dotąd głównie z zupełnie innymi postaciami, wcielają się tu w bohaterów obdarzonych niezwykle intensywną charyzmą, których jednak z całą pewnością nie chciałoby się spotkać nocą w ciemnej uliczce. Świetnie sprawdza się również Alex Hassell, pamiętany głównie jako niewidoczny aktor z „The Boys”, a ostatnio także z „Rywali”.
Gdy mówimy o autentyczności kina więziennego niemal zawsze mamy na myśli to w jaki sposób przedstawia ono codzienne życie osadzonych, ale już niekoniecznie sam skrypt, co tyczy się również filmu Cala McCau. Ten został bowiem w niemal całkowity sposób podporządkowany głównej linii fabularnej: wysiłkom Taylora, by mimo niekorzystnego zbiegu okoliczności mimo wszystko opuścić więzienne mury. Niezwykle łatwo wskazać tu bowiem kompletnie nieprawdopodobne scenariuszowe wybory, takie jak choćby błyskawiczne powroty do celi Dee, nawet po agresywnym więziennym buncie (według słów samego reżysera, realizowanym zresztą niczym układ choreograficzny), brak dozoru w kluczowych, popychających fabułę do przodu momentach, czy też wyjątkowo uproszczony schemat więziennej ekonomii, w której kluczową rolę okazują się pełnić drony.
Ostatecznie jednak połączenie całkiem solidnej fabuły, wyrazistych kreacji aktorskich i znakomitej oprawy audiowizualnej przynosi bardzo dobre efekty. Twórcy filmu sugestywnie kreują opowieść o człowieku, który dostawszy się w tryby więziennej machinerii, musi ostatecznie przyjąć jej zasady gry, by zyskać szansę na wyjście na wolność. Być może jednak w trakcie walki o nią traci coś zdecydowanie ważniejszego. Trudno bowiem doszukać się w tym filmie nadziei na udaną resocjalizację, której doskonałymi przykładami, powiązanymi ze światem filmu/serialu, są choćby niesamowity żywot Charlesa S. Duttona, czy też przypadek braci Moncadów, znanych z kreacji kuzynów Salamanca z uniwersum Vince’a Gilligana.
Atuty
- udanie kreowany klaustrofobiczny nastrój
- kapitalna oprawa audiowizualna
- znakomite role Toma Blytha i Davida Jonssona
Wady
- film niewiele wnosi do samego podgatunku
- do kilku scenariuszowych wyborów można by się przyczepić
“Więzień” tu udany, surowy film należący do popularnego nurtu, który z całą pewnością warty jest uwagi ze względu na znakomitą oprawę audiowizualną i świetne główne role.
Przeczytaj również
Komentarze (1)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych