Buntownik (2026) – recenzja filmu [Monolith]. Jason Statham movie #2137

Buntownik (2026) – recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Jason Statham movie #2137

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 22:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Cole Reed był policjantem, a od pięciu lat trudni się ochroną wpływowego, hinduskiego przedsiębiorcy. Kiedy jego pracodawca znajduje się na celowniku bardzo niebezpiecznych ludzi, a on sam zostaje wrobiony w zabójstwo stróżów prawa, trop zaprowadzi go na pokład wielkiego kontenerowca, gdzie znajdzie zbirów do zabicia oraz odpowiedzi na dręczące go pytania.

Jason Statham gra byłego profesjonalistę w zakresie mordowania ludzi – w tym wypadku byłego policjanta – który zostawił już jednak dawne życie za sobą. Jego spokojna egzystencja zostaje jednak brutalnie przerwana, więc raz jeszcze, ten jeden, ostatni raz, będzie musiał ścisnąć ciasno brwi i zamordować od 20 do 30 osób. Brzmi oryginalnie, co nie?

Dalsza część tekstu pod wideo

Mam wrażenie, że Stathamowi już nawet nie zależy. Nie to żeby kiedykolwiek był świetnym aktorem, ale drzewiej była jakakolwiek wariacja w tych jego rolach – tu gangster, tam tajny agent, facet imieniem Farmer w adaptacji „Dungeon Siedge” autorstwa niejakiego Uwe Bolla. Zawsze był przede wszystkim niepokonanym madafaką, ale przynajmniej w różnych konfiguracjach. A teraz? „Buntownik”, „Samotnik”, „Fachowiec”, „Pszczelarz” - już nawet te tytuły są wszystkie takie same. Tak więc, krótko i do rzeczy – jeśli po prostu lubisz te odmóżdzające filmy ze Stathamem, to i ten nie zrobi ci krzywdy. Jeśli natomiast masz już serdecznie dosyć kolejnych takich samych, robionych na jedno kopyto akcyjniaków bez polotu, możesz już przestać czytać i wrócić do swojego życia. Gwarantuję, że jest ciekawsze niż „Buntownik”.

Buntownik (2026) – recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Fabuła rozpisana na jedną kartkę A5

Reed i Ellis
resize icon

Nasi główni bohaterowie to Cole Reed (Statham) oraz Angie Ellis (Annabelle Wallis). Ta druga była kiedyś w marynarce, ale została zwolniona ze służby i teraz pływa na statkach, starając się zarobić na godne życie dla siebie i swojej córki. Oboje, mniej więcej w tym samym czasie, odkrywają, że statek, na którym się obecnie znajdują przewozi ludzi – zapewne sprzedanych na prostytucję czy inną niegodziwość. Teraz, przez ponad godzinę, będą musieli wspólnie spróbować przeżyć na statku pełnym uzbrojonych złoczyńców i... nie. W sumie to już tyle.

Myślę, że największym problemem „Buntownika” nie jest sam fakt, że to po prostu kolejny prosty akcyjniak, ale absolutny brak jakiejkolwiek tajemnicy, jakiejś intrygi, która niosłaby widza przez kolejne sceny. Tutaj niemal od samego początku wiadomo o co chodzi, kto jest dobry, kto jest zły i dlaczego. Co więc pozostaje? Jedno miejsce, dwoje bohaterów i czysta rozwałka. Nie wiem, może dla kogoś to już będzie wszystko, czego do szczęścia potrzeba, ale jak dla mnie to tych 90 minut, które trwa film, zdawało się ciągnąć w nieskończoność. To jest dosłownie pusty film, pozbawiony jakiejkolwiek satysfakcji – chyba że tą jest dla kogoś czysta przemoc.

Buntownik (2026) – recenzja, opinia o filmie [Monolith]. Jedna jaskółka wiosny nie czyni

Reed
resize icon

Więc może chociaż sama akcja prezentuje wyjątkowo wysoki poziom? No cóż... nie do końca. Jasne, ze dwie sceny prezentują naprawdę solidny poziom pod kątem pomysłowości (policzek + nóż – będziesz wiedział, o czym mówię, gwarantuję), ale prócz tego mamy tu raczej klasyczne dźwignie, łamania, cięcia nożem, uniki i strzelanie zza węgla. Nic, czego twórcy musieliby się jakoś bardzo wstydzić, ale przy tym również nic, o czym warto by się jakoś szerzej rozpisywać. To taki typowo hollywoodzka akcja, gdzie bohaterowie zapominają, że zostali postrzeleni dwie sceny po fakcie, a jak ktoś wbije ci nóż w okolice obojczyka, to najlepszym rozwiązaniem jest natychmiastowe wyciągnięcie go i wykorzystanie przeciwko napastnikowi. Absurd goni absurd, ale przynajmniej można się trochę pośmiać.

To trochę smutne, ale najciekawszą relacją w całym filmie jest przyjaźń Reeda z jego szefem. Czuć, że chłopaki mają do siebie wzajemny szacunek i obaj czują coś na wzór ulgi, że znajdują się wspólnie w takim, a nie innym miejscu. Rzecz w tym, że ten drugi znika z filmu niemal całkowicie już po kilku minutach, więc zostaje nam już tylko Reed i Ellis, a to z kolei jest relacja... praktycznie nieistniejąca. Mają ze sobą może jedną scenę dialogową, której nie towarzyszy strzelanie do innych ludzi, więc to trochę za mało, aby zbudować coś sensownego, czego widz mógłby się uczepić.

Jaki jest więc ostatecznie „Buntownik”? Skandalicznie wręcz nijaki. Byle jak poprowadzona akcja stara się przykryć praktycznie nieistniejącą fabułę, ale robi to z pomocą wyciętych z kartonu postaci, więc nie za bardzo jej się to udaje. Dawno już nie wymęczyło mnie tak 90 minut siedzenia w kinie. Nie polecam.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Atuty

  • Ze dwie fajne sekwencje akcji.

Wady

  • Zero napięcia;
  • Intryga cienka jak nie powiem co;
  • Nijakie postacie;
  • Męcząco jednakowa scenografia;
  • Zero polotu.

„Buntownik” nie ma do zaoferowania niczego, co stawiałoby go ponad dowolny inny film akcji z Jasonem Stathamem z ostatnich lat. Sztampowa do bólu fabuła, płaskie postacie i nic ponadto. Moim zdaniem szkoda życia.

3,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper