Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Jutro możesz zniknąć
Reacher przebywa chwilowo w Filadelfii, gdzie ogląda baseball i raczy się pysznymi cheesesteakami. Pewnego wieczoru, siedząc w nocnym metrze, dostrzega podejrzanie zachowującą się kobietę. Mimo najszczerszych chęci, nie udaje mu się jej pomóc. Dręczony tą myślą, postanawia za wszelką cenę odkryć co doprowadziło ją do takiego finału.
Jestem prostym człowiekiem - widzę nowy sezon "Reachera", wyłączam konsolę i siadam do oglądania. Pierwszy sezon to było dla mnie absolutne objawienie, jako że wcześniej znałem postać jedynie z filmów z Tomem Cruisem, który pasował do roli jak pięść do nosa. Od zawsze lubiłem Alana Ritchsona (no dobra, od "Blue mountain state") I uważam, że dosłownie urodził się on do tej właśnie roli. Kiedy tamten przypadkowy facet krzyczał na swoją żonę/dziewczynę, jego gigantyczna sylwetka i nieugięty wzrok wystarczyły, aby cham grzecznie przeprosił i obiecał poprawę - piękne to było. Już wtedy wiedziałem, że będę bawił się pierwszorzędnie.
Później nadszedł jednak drugi sezon i choć dał nam on istotny wgląd w dawnej życie głównego bohatera, to jednak był nieporównywalnie wręcz gorszy od pierwszego - i pod względem akcji i intrygi i nawet dialogów. Trzeci nie był może idealny, ale zdecydowanie stanowił krok w odpowiednią stronę i dał nam starcie Reachera z Paulim. Kiedy tylko odcinki dobiegły końca, natychmiast zacząłem wyczekiwać czwartego sezonu i... Oto jest. Trochę nie rozumiem, czemu wydany w takiej ciszy, gdzie jest to przecież jedna z najlepszych marek, jakimi dysponuje obecnie Amazon, ale grunt, że jest. I co? I zapowiada się na bardzo udany sezon.
Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Porywająca intryga
Od najmłodszych lat jestem fanem "Scooby-Doo", a później również "Krzyku" i tego typu produkcji, w których mamy do czynienia z tajnym antagonistą, złoczyńcą kryjącym się pośród obsady, udającym zwykłą, dobrą osobę. Z tego samego powodu od zawsze lubię czytać kryminały i rozkminiać rozwiązanie przed faktem. Wspominam o tym, ponieważ dokładnie z tego typu fabułą mamy do czynienia w nowym sezonie "Reachera", więc moja ocena tego, co widziałem, będzie z automatu wyższa niż osoby, która ma tego typu scenariusze w nosie.
Na przestrzeni trzech, do tej pory udostępnionych odcinków obserwujemy rozwój sytuacji z udziałem dwóch, potężnych sił. Pierwszą jest działające pół-otwarcie CIA, drugą... Nie wiadomo. Pewne jest tylko to, że jest to ktoś, kto nie cofnie się przed niczym, byle zdobyć tajne dane, które ponoć wykradła kobieta z metra. Fabuła zadaje więc trzy, ściśle połączone ze sobą pytania - co dokładnie znajduje się na zaginionym pendrive'ie, kto aż tak bardzo chce go zdobyć i dlaczego. Prosta, acz bardzo skuteczna koncepcja, a rozpięta na kilka miast akcja sezonu oznacza, że potencjalnych podejrzanych można mnożyć i mnożyć.
Reacher (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Nowy sezon, a więc i nowy zespół
Twórcy serialu (i Lee Child) bardzo skutecznie mylą tropy, co i raz podstawiając widzowi kolejnych, potencjalnych podejrzanych. Obsada jest jednym z mocniejszych plusów tego sezonu. Jak zwykle, dostajemy przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości. Tym razem bardzo wyrazistych pod tym względem, że oficer Merrick (Christopher Rodriguez Marquette) jest członkiem rodziny zmarłej kobiety z pociągu i zdaje się bardzo mocno przeżywać jej śmierć. Może nawet trochę zbyt mocno? Drugą osobą jest detektyw Tamara Green (Sydelle Noel), czekająca już na emeryturę, zgorzkniała kobieta, zdecydowanie zbyt inteligentna by męczyć się z przydzielanymi jej zadaniami. Jest to o tyle ciekawa postać, że zdaje się całkiem dobrze dogadywać z Reacherem, który ceni sobie jej umysł. Oczywiście, po drodze musimy dostać klasyczny dla każdego sezonu zestaw scen, gdzie Reacher robi bardzo nielegalne rzeczy, a policjanci panikują i go ochrzaniają, ale tym razem - mam wrażenie - jest w tych konwersacjach odrobina więcej zrozumienia, rozmawiania na równym poziomie. Mam nadzieję, że scenarzyści nie szykują jej w tak barwny sposób tylko po to, by ostatecznie ją zabić (w końcu jest już blisko emerytury)... Ciekawie zapowiada się również zaskakująco przebiegła dziewczyna Reachera na ten sezon, Lila (Agnez Mo), raz za razem odkrywająca zarówno przed nim, jak i przed nami nowe karty i swoje prawdziwe intencje. Zastanawia mnie, czy to, jak rozgrywa ona Reachera jest niedopatrzeniem ze strony scenarzystów, czy może to zasługa tych jej naturalnych odwracaczy uwagi, z którymi tak rezonuje główny bohater. Stawkę zamyka zdyskredytowany dziennikarz, Russell Plum (Kevin Weisman), który jest również odpowiedzialny za humorystyczną część tej opowieści. Co jednak bardzo ciekawe, mimo że jest on lekkim świrem, to przy tym jego percepcja równać może się z tą Reachera - to naprawdę bardzo inteligentny facet, zdecydowanie dobrze uzupełniający tegoroczny zespół.
Wiele głosów z czeluści internetu krzyczy, że czwarty sezon serialu podbija również stawkę w temacie scen walki. Ja jednak nie jestem o tym aż tak bardzo przekonany. Jasne, dostajemy tu kilka pomysłowych akcji - jak choćby ta w bibliotece, z pierwszego odcinka - ale ostatecznie mam wrażenie, że same walki są teraz znacznie bardziej wyrównane, lekko przestylizowane. Ja tam lubiłem to, że Reacher "wynosił śmieci" możliwie szybko i skutecznie, nie zastanawiając się co wypada, a co nie. To jak zmiażdżył tamtego faceta w więzieniu czy strzelał ludziom w plecy w pierwszym sezonie - to pokazywało, że dla naszego bohatera liczy się efekt. Teraz sceny są może lepiej rozpisane pod kamerę, ale kolejne dźwignie, przerzuty, sierpy i bloki sprawiają, że Reacher nie sprawia już wrażenie tak niepokonanego, jak dawniej. Jest dobrze, ale nie wydaje mi się, że przy tym również lepiej. Zobaczymy co pokaże reszta sezonu.
Czwarty "Reacher" to jak na razie kawałek bardzo dobrze zrobionej telewizji, pełnej staroszkolnego testosteronu, z odrobiną pierwiastka żeńskiego, żeby ludzie nie krzyczeli, że to stricte szowinistyczny serial o męska fantazja. Intryga wciąga i nie pozwala przestać zastanawiać się nad tym, dokąd to wszystko zmierza. Czy jest idealnie? Oczywiście, że nie. Fabuła miejscami prosi o ciut za długie zawieszenie niewiary, jak choćby wtedy, kiedy poszukiwany przez CIA główny bohater idzie spotkać się z amerykańskim senatorem przy świetle reporterskich fleszy i nie zostaje natychmiast zgarnięty przez służby. Są to jednak rzeczy, na które w trakcie oglądania nie zwraca się nawet uwagi. To jest bajka o autystycznym olbrzymie, który swoimi mięśniami potrafi zakończyć każdą sprzeczkę, a do powalenia go trzeba środków usypiających jak na niedźwiedzia - wiadomo, że będzie lekko głupkowato. Taka konwencja. Ja osobiście łykam ją bez popity i nie mogę się już doczekać ciągu dalszego. Polecam.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych