Spider-Man: Całkiem nowy dzień [2026] - recenzja filmu [UiP]. Mniej multiwersum, więcej emocji, brawo!

Spider-Man: Całkiem nowy dzień [2026] - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Mniej multiwersum, więcej emocji!

Roger Żochowski | Wczoraj, 23:30
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Są takie momenty, kiedy kino superbohaterskie przypomina stary, dobry level z gry, który znasz na pamięć. Wiesz, gdzie wyskoczy przeciwnik, kiedy odpali się cutscenka i gdzie twórcy spróbują cię jeszcze raz zaskoczyć czymś „nowym”, co tak naprawdę jest tylko sprytnym remiksem starego motywu.

„Spider-Man: Całkiem nowy dzień” to właśnie taki etap - niby świeży start, niby „nowy dzień”, ale gdzieś pod spodem czujesz miłe mrowienie. Pająk wraca po raz pierwszy od filmu z 2021 roku („Bez drogi do domu”) i jako ktoś wychowany na komiksach TM-Semic i serialu animowanym mam zawsze ogromny sentyment do tej marki. Bałem się zmęczenia materiału, ponownego uderzania w nuty multiversum, ale wiecie co? Nowy, stary Pająk działa. Zwłaszcza w wydaniu Toma Hollanda, który od lat gra Petera Parkera jak emocjonalny rollercoaster zamknięty w ciele chłopaka w czerwono-niebieskim kostiumie.

Dalsza część tekstu pod wideo

Napiszę więcej. W „Całkiem nowy dzień” jest może nawet lepiej niż wcześniej, bo film próbuje zrobić coś, co w teorii brzmi jak złoto - zdjąć z Pajączka ciężar tego przeklętego multiwersum, którym od dawna niezdrowo nam się czasem odbija, i wrócić do poziomu ulicy. Żadnych kosmicznych portali, tylko Nowy Jork, przestępcy i chłopak, który nie bardzo wie, kim jest bez ludzi, którzy o nim pamiętali. A jeśli o pamięci mowa…

Spider-Man: Całkiem nowy dzień [2026] - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Obyczajowy rollercoaster

Spiderman
resize icon

Największy twist poprzedniej części, czyli wymazanie Petera z życia wszystkich, tutaj zamienia się w emocjonalny fundament. I trzeba oddać twórcom jedno - kiedy skupiają się na relacjach, film nagle przestaje być kolejnym trybikiem w machinie MCU, a zaczyna przypominać coś żywego. Sceny Hollanda z Zendayą to absolutny top - chemia między nimi robi robotę, a cała ta niezręczna, trochę bolesna dynamika zapomnienia potrafi uderzyć mocniej niż niejeden finałowy pojedynek. Rzadko kiedy wzruszam się na filmach Marvela, ale tutaj ta obyczajowa nuta wybija mocniej i doskonale rezonuje z emocjami. Inna kwestia, że te relacje bohaterowie kształtowali na przestrzeni poprzednich filmów i teraz ma to szansę zaprocentować. Bo chyba nie muszę dodawać, że ciężko oglądać ten film w oderwaniu od poprzednich części.

Niestety nie zawsze jest tak kolorowo. „Spider-Man: Całkiem nowy dzień” ma ten klasyczny problem współczesnego Marvela – nie potrafi czasem zdecydować, czym chce być. Z jednej strony próbuje być kameralnym dramatem o samotności i dojrzewaniu, z drugiej - musi odhaczyć checklistę uniwersum: cameo, przystawka pod przyszłe filmy, przewidywalny twist. Momentami robi się też tłoczno. Hulk wpada na chwilę, Punisher robi swoje, gdzieś tam przewija się Scorpion. I może byłoby to zaskakujące i świeże, gdyby nie fakt, że o wszystkich tych postaciach wiedzieliśmy już ze zwiastuna. Wyobraźmy sobie sytuację, że o tym, że Doktora Dooma gra Robert Downey Jr., dowiadujemy się dopiero podczas seansu „Avengers: Doomsday”. Że w trakcie filmu wskakuje scena z Chrisem Evansem, który wraca jako Kapitan Ameryka. To się nie stanie, bo marketing pożera takie niespodzianki i to samo da się odczuć podczas seansu nowego Spider-Mana - niespodzianki nie są niespodziankami, choć całe szczęście znalazły się smaczki, których w zwiastunach nie zdradzono.

Spider-Man: Całkiem nowy dzień [2026] - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Trochę tu tłoczno 

Spiderman
resize icon

Inna sprawa, że w tym tłoku przewijają się solidne nazwiska, które dobrze odgrywają swoje role. Jon Bernthal jako Punisher dorzuca trochę brudu i agresji i doskonale łapie fale z Peterem Parkerem (ależ ten duet dobrze wypadł, naprawdę dobrze), Mark Ruffalo robi klasycznie rozrubę w roli Hulka, a Sadie Sink dodaje do tego wszystkiego trochę mroku. Tyle tylko, że nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że jej postać wyskoczyła z pudełka z napisem "Stranger Things". Liczyłem, na bardziej oryginalną kreację. 

Muszę też przyznać, że antagonista w nowym Spider-Manie, którym jest enigmatyczna siła przeskakująca między ciałami, nie zawsze dobrze buduje narrację. Problem w tym, że złol długo pozostaje bardziej pomysłem niż realnym zagrożeniem. Departament Kontroli Zniszczeń, czyli nowa organizacja, też miał potencjał na coś więcej niż tylko kolejną podejrzaną instytucję, ale ostatecznie trochę za dużo rozmywa się w tej charakterystycznej marvelowej mgle.

Za to akcja - palce lizać. Destin Daniel Cretton, reżyser filmu, ogarnia dynamikę, a sceny bujania się między wieżowcami czy choreografie starć mają odpowiedni klimat. Film balansuje między klasycznym CGI a bardziej „fizycznym” podejściem - sporo scen kręcono z użyciem lin i praktycznych efektów, żeby nadać bujaniu się Spider-Mana większą wagę. Jednocześnie nad warstwą wizualną pracowała cała armia studiów pokroju ILM czy Framestore, więc technicznie to oczywiście potężna produkcja. To napradę bardzo dobrze się ogląda. 

Spider-Man: Całkiem nowy dzień [2026] - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Za takim Pająkiem tęskniłem 

Spiderman
resize icon

Nie da się ukryć, że nowy Spider-Man to wciąż nie arcydzieło kina, a produkt, który musi dowieźć emocje, spektakl i jeszcze zostawić miejsce na kolejne rozdziały. A jednak - mimo, że trochę ponarzekałem jest w tym filmie coś, co pozwala rozsiąść się w fotelu i dobrze się bawić. Może to Holland, który naprawdę dojrzewa w tej roli. Może to Zendaya, która wnosi na ekran naturalność i ciężar, jakiego MCU często unika. Może to sama idea Spider-Mana jako bohatera, którego w końcu kocha całe miasto. A może to ta cholerna nostalgia, która nie pozwala przejść obok filmu obojętnie.

„Spider-Man: Całkiem nowy dzień” nie wyciąga Marvela z kryzysu, ale jest krokiem w dobrą stronę. Bo Spider-Man nigdy nie potrzebował multiversum, armii bohaterów i końca świata w tle. Wystarczył chłopak, maska i kilka problemów skupionych na ulicach Nowego Jorku. I w sumie to wszystko tu jest. Najbardziej dojrzała odsłona Pająka z Hollandem. 

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źródeł

Atuty

  • Świetna chemia między Tomem Hollandem, Zendayą i... Punisherem
  • Bardziej kameralny, emocjonalny ton historii
  • Udane sceny akcji i dobre wyczucie dynamiki
  • Powrót do „ulicznego” klimatu Spider-Mana
  • Sporo smaczków dla fanów

Wady

  • Zwiastuny zdradzają za dużo
  • Antagonista za długo jest bardziej pomysłem niż realnym zagrożeniem
  • Podskórnie wciąż czujesz, że to rozdział nadchodzących wydarzeń

„Całkiem nowy dzień” to nie rewolucja, ale krok w dobrą stronę - Spider-Man działa najlepiej wtedy, gdy znów jest tylko chłopakiem z problemami na ulicach Nowego Jorku.

8,5
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper