Obsesja (2026) – recenzja, opinia o serialu [Disney]. Facet to świnia
Alice jest w FBI od niedawna. Musi zapracować na szacunek i uznanie kolegów z biura. Jej szansą na wybicie się jest sprawa morderczyni, która za cel obiera sobie z pozoru niepowiązanych ze sobą mężczyzn. Kim ona jest? Czym zawiniły jej ofiary? Czy w całym mieście znajduje się choć jeden porządny facet? Na te i inne pytania odpowie fabuła serialu Elizabeth Meriwether.
Ostatnio zostałem tu nazwany lewakiem, co sam uważam za dosyć zabawne. Sugeruje to jednak, że fabuła dzisiejszego serialu powinna idealnie mi podpasować, ponieważ jest to produkcja tak na wskroś feministyczna, tak nieustępliwie pchająca narrację, że wszyscy mężczyźni to świnie i kobiety mogą liczyć wyłącznie na siebie nawzajem, że aż trudno jest nie domyślić się po połowie pierwszego odcinka, gdzie DOKŁADNIE zmierza fabuła tego sezonu – po dwudziestu minutach seansu wymyśliłem zakończenie niemal słowo w słowo. Jest jednak jedno „ale”.
Uważam, że tak jak „Obsesja” (ten, kto odpowiadał za polski przekład z oryginalnego „Furious” powinien wylecieć z roboty) ma na siebie względnie ciekawy pomysł i to absolutnie godne pochwały, że scenarzyści zadbali o zgodność tematyczną całości, tak uważam, że dobra opowieść musi mieć coś jeszcze. Jeśli cały twój serial kręci się wokół pojedynczej myśli – w tym wypadku: mężczyźni są źli – to fabuła bardzo szybko stanie się tendencyjna i nudna. Skoro z góry wiem, że wszyscy przełożeni Alice (Emmy Rossum) są łajzami i będą tylko jej przeszkadzali, że morderczyni (Lola Petticrew) ma bardzo dobry powód, dla którego robi to, co robi, a główna bohaterka musi ją nie tyle złapać, co zrozumieć, to po co w ogóle oglądać dalej? I najgorsze jest to, że ten scenariusz naprawdę jest aż tak oczywisty. Jedynymi dwoma dobrymi facetami są gość od zawsze głęboko wciśnięty we friendzone Alice (Scoot McNairy) oraz chłopak z porażeniem mózgowym.
Obsesja (2026) – recenzja, opinia o serialu [Disney]. Kobiety na tropie złych ludzi
Ogólne założenie fabularne jest takie, że śledzimy na zmiany poczynania Alice oraz dziewczyny, której imię z początku nie jest nam znane. Pierwsza była kiedyś policjantką, ale po bardzo burzliwym rozstaniu z chłopakiem – również policjantem (Jake Lacy) – musiała odejść ze służby. Postanowiła uderzyć do Federalnego Biura Śledczego, gdzie szybko zaczyna pracę nad śledztwem w sprawie morderstwa przypadkowego mężczyzny, syna wpływowego przedsiębiorcy, Jaya Eastona (ciekawe, że ma inicjały J.E., trochę jak jeden taki prawnik, który paręnaście lat temu zasłynął z bardzo niewłaściwych powodów). Choć nikt nie chce jej słuchać, bardzo szybko zaczyna ona zauważać powiązania tego morderstwa z jednym wcześniejszym, typując nawet potencjalną sprawczynię. Jej jedyną szansą na pociągnięcie tematu dalej jest weteranka biura (Quincy Tyler Bernstine), która jednak sparzyła się już wcześniej próbując zrobić coś dobrego, więc obecnie nie ma ochoty nadstawiać karku. Z czasem będzie jednak musiała nauczyć się ufać instynktowi swojej nowej koleżanki, ponieważ żaden z męskich pracowników biura im nie pomoże.
Z drugiej strony mamy natomiast naszą morderczynię i tu akurat wypada przyznać, że jest ona całkiem ciekawą postacią. Absolutnie nie wierzę, że w dzisiejszych czasach mogłaby być na tyle sprytna aby naprawdę nie dało się jej szybko i sprawnie wyśledzić – a FBI praktycznie od początku wie, że przy ofiarach kręciła się drobna dziewczyna i ma ją na kamerach – ale sam jej proces oraz, że tak powiem, podejście do ofiar są szalenie intrygujące. Petticrew gra tutaj połączenie psychotycznej, perwersyjnej radości z mszczenia się z ogromną dozą erotyzmu. Trzeba trochę tę nieszczęsną niewiarę zawiesić – z podanego wcześniej powodu, jak i faktu, że kiedy dowiadujemy się już za co dokładnie się ona mści, jej frywolne podejście do tematu seksu staje się odrobinę... kwestionowalne. Tak czy inaczej, uważam, że warto pozwolić sobie na takie ustępstwo aby móc cieszyć się niebanalną grą aktorską Petticrew.
Obsesja (2026) – recenzja, opinia o serialu [Disney]. Niby wszystko jest na miejscu...
Od strony technicznej nie bardzo jest się do czego przyczepić. Operatorzy i oświetleniowcy nie robią z tematem niczego przesadnie ciekawego, ale serial wygląda naprawdę solidnie – klasyczne kadry mieszają się z odrobinę oczywistym oświetleniem, montaż nie próbuje nawet robić niczego przykuwającego uwagę, ale przy tym całość jest po prostu... okej. Myślę, że nawet nie warto by o tym pisać, gdyby sama fabuła stała na wyższym poziomie – podbijając tym samym stawkę i pozwalając widzom wsiąknąć w historię na tyle, że w ogóle nie zwracaliby uwagi na lepsze lub gorsze detale. Tak się jednak nie stało, więc oto jesteśmy.
Siedzę tak i zastanawiam się, co jeszcze mógłbym o tej „Obsesji” napisać. Tak okrutnie zawiodłem się jej brakiem ikry i jednoliniowym podejściem do opowiadania historii, że gdyby nie dziennikarski obowiązek, zapewne nigdy nawet bym jej nie skończył. Jest tu kilka pomniejszych wątków, które mogą się podobać – jak choćby pchana od raczej wczesnego momentu idea, że traumatyczne wydarzenia mogą sprawić, że nasz mózg zepchnie je tak głęboko, że zapomnimy, że kiedykolwiek miały miejsce, co stanie się w pewnym momencie istotnym elementem szerszej narracji, ale naprawdę większość tego, co tu oglądamy jest nieziemsko tendencyjna, naiwna i wymagająca sporo dobrej woli, aby zaakceptować, że ma jakikolwiek sens. Jest to o tyle bolesne, że sama tematyka serialu jest naprawdę ważna i trzeba o niej rozmawiać. Ale nie tak.
Jedynym, co jakkolwiek ratuje „Obsesję” od Disneya jest gra aktorska głównych bohaterek. Rossum przez lata udowadniała, że granie postaci zniszczonych przez życie i okoliczności przychodzi jej niemalże naturalnie, więc wiadomo było, że i w roli Alice będzie absolutnie świetna, a Petticrew jest iście magnetyczna, nie pozwala odwrócić od siebie wzroku, ale same główne bohaterki całego serialu na swoich barkach nie dźwigną, zwłaszcza, kiedy twórcy próbują brać się za barki z tak trudnym i wymagającym subtelności tematem. Raczej nie polecam.
Atuty
- Rossum i Petticrew;
- Postać z porażeniem mózgowym kontra policjanci to absolutna beczka śmiechu w najlepszym tego wyrażenia znaczeniu;
- Sceny między morderczynią, a jej ofiarami są pełne napięcia.
Wady
- Cała masa logicznych bzdur;
- Niesamowicie nieuczciwa wizja świata, gdzie praktycznie wszyscy mężczyźni są mniej lub bardziej źli i nienawidzą kobiet;
- Boleśnie przewidywalny;
- Bardzo nierówne tempo.
„Obsesja” opowiada o przemocy wobec kobiet, ale robi to z delikatnością gigantycznego, głośnego tira. Główne bohaterki robią, co mogą, lecz same całego serialu nie utrzymają.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych