Młody Waszyngton (2026) - recenzja filmu [Galapagos].

Młody Waszyngton (2026) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos]. "Podręcznikowy" film

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00
Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google

Młody Jerzy Waszyngton nie miał zbyt wiele. Jego wujek był właścicielem ziemskim i szanowaną osobistością, ale on sam musiał do wszystkiego dochodzić mozolną, wytrwałą pracą, uporem i odrobiną sprytu. W filmie Jona Erwina obserwujemy jak wyglądały początki jego kariery w wojsku.

Problemem tego typu filmów historycznych jest fakt, że to znane historie o prawdziwych ludziach, więc ich twórcy boją się nadawać im charakter, obierać jakieś tematyczne cele, które sprawiłyby, że sama narracja stałaby się odrobinę ciekawsza. Często kończy się to tym, że widz ma wrażenie jakby czytał notatkę w podręczniku czy inny artykuł na wikipedii - niby wszystko jest na miejscu, ale jakoś tak... Bez polotu, mało interesująco. I wiesz co? Taki właśnie jest "Młody Waszyngton". 

Dalsza część tekstu pod wideo

Wytwórnia filmowa Angel Studios głównie trudni się robieniem filmów o tematyce religijnej lub chociaż około religijnej - jak to Dawid pokonał Goliata, jak Jezus... Umarł. Ale później zmienił zdanie! O ludziach, którzy znaleźli boga w najtrudniejszych momentach swojego życia i pozwoliło im to iść dalej. Zeszłoroczny "Jeden na milion" z Zacharym Levim nawet mi się podobał, bo jestem podatny na tego typu zagrywki, ale większa część produkcji studia raczej nie trafia w moje gusta. Teraz jednak sytuacja ponownie miała szansę stanąć bokiem do moich oczekiwań, bo oto dostaliśmy historyczny film o pierwszym prezydencie Stanów Zjednoczonych, który przecież nie krzyczał na każdym kroku, że walczy dla Jezusa, czy coś. Sam mówił przede wszystkim, że wierzy w boską opatrzność, która pokieruje jego losem. I tak jak wątek ten jest zdecydowanie obecny w filmie Erwina, tak nie został on podany widzowi na tyle nachalnie, by w jakikolwiek sposób przeszkadzać. Nie. Problem filmu leży gdzie indziej. 

Młody Waszyngton (2026) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos]. Notka biograficzna

Młody Jurek Waszyngton (najpierw Will Joseph, później William Franklyn-Miller) nigdy nie odebrał oficjalnego wykształcenia. Nie miał ziemi, nie miał żadnych podstaw, by ubiegać się o stanowisko czy rękę pięknej damy z wyższych sfer. Nigdy jednak nie powstrzymało go to przez próbowaniem. Po krótkiej retrospekcji, ukazującej jego wczesne lata pod opieką wujka (John Foss), widzimy jego próby stania się częścią society, umizgi do pięknej Sally Cary (Mia Rodgers) i, wreszcie, niedorzecznie szybką karierę wojskową - od parobka do majora w pięć minut to nie w kij dmuchał.

I tak jak na papierze wszystkie te wątki mogą sprawiać wrażenie interesujących, tak w filmie, cóż... Jedynie jego romans z panną Cary jest jakkolwiek interesujący, a to za sprawą niegasnącej werwy i dedykacji naszego głównego bohatera. Ja ze swoją krzywą gębą w życiu nie odważyłbym się na taką bezpośredniość. Jest to o tyle deprymujące, co dobrze pasujące do sylwetki człowieka, który trzydzieści lat później miał stanąć na czele nowo powstałego państwa. Cała reszta natomiast jest po prostu... Opisowa. Idziemy na pierwszą misję. Poznajemy lokalsów, wracamy w trudnych warunkach, bitwa, przegrana, powrót, napisy końcowe. Śledzimy te wydarzenia, ciekawi nas co dalej, po czym... Nie dzieje się w sumie nic. 

Młody Waszyngton (2026) - recenzja, opinia o filmie [Galapagos]. Miks starego z nowym

Same sceny akcji wyglądają natomiast całkiem solidnie. Czytałem, że ponoć reżyser posiłkował się sztuczną inteligencją tworząc część scen i teraz zastanawiam się, czy faktycznie zaangażowano dziesiątki statystów, którzy biegali między drzewami oraz namiotami i strzelali do siebie, czy Miller rzeczywiście stał na tratwie i wiosłował w dół rzeki, czy może były to jedynie prompty "wpisane w chata GPT"? Cóż. Tak jak nie jestem fanem używania sztucznej inteligencji do pracy twórczej, tak powiedziałabym, że w tym przypadku nie byłem w stanie powiedzieć, w których miejscach to AI zostało użyte. Więc tak jak czysto dla zasady wciąż uważam, że zabieranie pracy prawdziwym ludziom, którzy mają wizję i mogą stworzyć coś prawdziwie nowego i oryginalnego jest złe, tak tutaj nie mogę powiedzieć aby mi to jakoś bardzo przeszkadzało. 

W opozycji do solidnie wyglądających scen batalistycznych, sceny dialogowe to stuprocentowy patetyzm. Żadna z postaci nie wygląda jakby łączyło ją cokolwiek z pozostałymi - niezależnie od tego czy mówimy tu o kochankach, przyjaciołach czy nawet członkach rodziny. Może to i głupie porównanie, ale mam wrażenie, że w "Młodym Waszyngtonie" dostajemy to, o co tak stękali niektórzy a propos "Odyseji" - pasujące do epoki dialogi. I co? I efekt jest może i odpowiedni, ale przy tym również po prostu nudny, mało angażujący, paradoksalnie sztuczny. Nawet tuzy kinematografii, takie jak Ben Kingsley czy Andy Serkis, nie dają rady podnieść swoich kwestii na wyższy poziom. Czysto komunikacyjnie nic im nie dolega, ale właśnie cały problem polega na tym, że są zbyt... Agresywnie poprawne. 

Jeśli jeszcze nie jest to oczywiste, to napiszę wprost, że "Młody Waszyngton" to jest poprawnie zrealizowane kino. Aktorzy wyglądają odpowiednio, wydarzenia łatwo się śledzi, a relacje między postaciami nie są trudne do zrozumienia. Rzecz w tym, że brakuje tutaj czegokolwiek, co nadawałoby tym wymienionym elementom jakąś iskrę, coś, co wyróżniałoby je i sprawiało, że chcemy oglądać dalej. Tymczasem film Erwina można porównać do czytania o postaci historycznej w mało ambitnie napisanym podręczniku do historii dla szkoły podstawowej. Niezła alternatywa do ślęczenia nad książkami przed sprawdzianem, ale poza tym nic specjalnego.

Google Chcesz częściej widzieć nasze treści w Google? Dodaj do źrodeł Google
Advertisement

Atuty

  • Ładne kostiumy i lokacje;
  • Aktorzy starają się jak mogą;
  • Żwawa reżyseria scen batalistycznych.

Wady

  • Brak jakiegoś celu, czegoś czego moglibyśmy wyczekiwać;
  • Zero chemi między postaciami;
  • Część wątków nie prowadzi do niczego.

"Młody Waszyngton" to film nieustępliwie wręcz poprawny, ale nie wyróżniający się absolutnie niczym. Można obejrzeć, ale raczej wyłącznie przy okazji albo jeśli jest się wielkim fanem historii.

5,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper