Duchy (2021) - recenzja i opinia o miniserialu [Viaplay]. The Office nawiedzony przez duchy
Nordyckie seriale przyzwyczaiły nas do mrocznych kryminałów, kameralnych dramatów i chłodnego realizmu. Duchy (oryg. Sisäilmaa), trzyodcinkowy miniserial z Finlandii, idzie jednak w zupełnie innym kierunku. Tiina Lymi bierze na warsztat temat, który brzmi śmiertelnie poważnie - kryzys państwa opiekuńczego, przeciążenie urzędników i bezradność wobec biurokracji - po czym wrzuca go do kotła z czarną komedią, absurdem, horrorem i satyrą społeczną. Efekt?
Produkcja osobliwa, momentami niewygodna, ale zaskakująco celna. To serial, który bardziej prowokuje do myślenia niż do śmiechu, choć potrafi robić jedno i drugie niemal jednocześnie.
Duchy (2021) - recenzja i opinia o miniserialu [Viaplay]. Śmierć, którą wszystko zmienia
Wszystko zaczyna się od jednego skoku. Eelis, jeden z pracowników fińskiego urzędu pracy, nie wytrzymuje kolejnych optymalizacji i rosnącej liczby podopiecznych. Dzień po rozmowie z przełożoną wchodzi na dach budynku i odbiera sobie życie. Wydaje się, że serial Duchy będzie kolejnym dramatem o wypaleniu zawodowym i bezdusznej biurokracji. To nie horror o duchach. To horror o systemie, który od dawna przestał działać.
Nie chodzi jednak wyłącznie o sam dramatyczny akt. Znacznie ważniejsze okazują się jego konsekwencje. Kierowniczka urzędu Anneli Tiainen próbuje utrzymać zespół w ryzach i jednocześnie sprostać coraz bardziej absurdalnym wymaganiom ministerstwa. Zamiast czasu na żałobę dostaje kolejne tabelki, wskaźniki i cele do zrealizowania. Wtedy zaczynają dziać się rzeczy, których nie potrafi wyjaśnić ani ona, ani jej współpracownicy. Czy Eelis naprawdę powrócił? A może to tylko wyrzuty sumienia materializują się w postaci duchów, halucynacji i pleśni rozrastającej się na ścianach budynku? Tiina Lymi nie spieszy się z odpowiedziami i właśnie dzięki temu napięcie działa znakomicie.
To właśnie ten pomysł czyni serial tak oryginalnym. Tam, gdzie większość twórców opowiedziałaby klasyczny dramat społeczny, Finowie wybierają groteskę. Absurd staje się językiem rzeczywistości, a kolejne dziwaczne wydarzenia wydają się zaskakująco logiczne. Widz szybko akceptuje tę konwencję i zaczyna dostrzegać, że najbardziej nieprawdopodobne sytuacje wcale nie są tymi nadprzyrodzonymi.
Duchy (2021) - recenzja i opinia o miniserialu [Viaplay]. Duchy są tylko pretekstem
Po śmierci Eelisa serial bardzo sprytnie zmienia gatunek. Z początku wydaje się, że oglądamy psychologiczny dramat o wypaleniu zawodowym, ale z każdym kolejnym dniem urząd pracy zaczyna przypominać miejsce wyjęte z koszmaru. Ktoś widzi zmarłego współpracownika. Na ścianach pojawia się tajemnicza pleśń. W budynku dochodzi do zdarzeń, których nie potrafią wyjaśnić nawet najbardziej racjonalni pracownicy.
Najciekawsze jest jednak to, że Tiina Lymi ani przez chwilę nie próbuje zrobić z tego klasycznego horroru. Duch Eelisa nie służy do straszenia. Jest wyrzutem sumienia całego systemu. Każda kolejna nadprzyrodzona scena przypomina bohaterom, że tragedia nie wydarzyła się przypadkiem. Była skutkiem wieloletnich zaniedbań, presji na wyniki i traktowania ludzi jak kolejnych pozycji w excelowskich tabelach.
Ta metafora działa zaskakująco dobrze, bo serial nie moralizuje. Nie wskazuje jednego winnego. Pokazuje mechanizm, w którym niemal wszyscy są jednocześnie ofiarami i uczestnikami problemu.
Duchy (2021) - recenzja i opinia o miniserialu [Viaplay]. Trzy odcinki, które zostają w głowie na długo
Ogromną zaletą Duchów jest dyscyplina narracyjna. Dzisiaj wiele seriali rozwleka swoje historie przez osiem lub dziesięć odcinków. Tutaj wystarczają trzy. Nie ma zapychaczy ani wątków pisanych wyłącznie po to, żeby wydłużyć czas ekranowy.
Świetnie wypada również Elina Knihtilä jako Anneli Tiainen (kierowniczka działu). Jej bohaterka nie jest ani stereotypową urzędniczką, ani nieskazitelną bohaterką. To kobieta, która z jednej strony próbuje ratować swoich pracowników, a z drugiej sama staje się częścią systemu, z którym walczy. Knihtilä doskonale oddaje narastające zmęczenie, poczucie winy i bezsilność, nie uciekając się do przesadnej ekspresji.
Na pochwałę zasługuje także warstwa wizualna. Chłodne zdjęcia, sterylne biura i wszechobecna szarość sprawiają, że urząd pracy wygląda niczym organizm, który od dawna umiera od środka. Rozrastająca się pleśń staje się jednym z najbardziej sugestywnych symboli w całym serialu. To nie efekt specjalny mający przestraszyć widza, lecz obraz instytucji gnijącej pod ciężarem własnych problemów.
Duchy (2021) - recenzja i opinia o miniserialu [Viaplay]. Podsumowanie
Duchy to jeden z tych seriali, które trudno jednoznacznie sklasyfikować. Jest dramatem, czarną komedią, satyrą społeczną i psychologicznym horrorem jednocześnie. Każdy z tych elementów działa, bo żaden nie dominuje nad pozostałymi. Twórcy nie próbują przestraszyć duchami. Straszą rzeczywistością, w której ludzie odpowiedzialni za pomaganie innym sami przestają otrzymywać jakąkolwiek pomoc.
Największym sukcesem Tiiny Lymi jest to, że nawet po zakończeniu trzeciego odcinka widz nadal zastanawia się, co było prawdziwe. Czy urząd rzeczywiście nawiedza duch Eelisa? Czy może wszystkie niewytłumaczalne zjawiska są jedynie zbiorowym wyrzutem sumienia ludzi, którzy zbyt długo udawali, że system działa? Serial nie udziela jednoznacznej odpowiedzi i właśnie dlatego zostaje w pamięci znacznie dłużej niż wiele dużo droższych produkcji.
Atuty
- Inteligentna satyra
- Świetne aktorstwo
- Oryginalny klimat
- Trafna metafora
Wady
- Bardzo specyficzny humor
- Nierówne tempo
W czasach, gdy większość seriali stawia na prostą rozrywkę, Duchy wymagają od widza uwagi, ale produkcja odwdzięcza się historią, która nie daje o sobie zapomnieć.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych