Stamtąd (2026) - recenzja 4 sezonu serialu [HBO Max]. Kiedy koszmar staje się rutyną

Stamtąd (2026) - recenzja i opinia o 4 sezonie serialu [HBO Max]. Kiedy koszmar staje się rutyną

Łukasz Musialik | Dzisiaj, 08:00

Kiedy w 2022 roku serial „Stamtąd” (oryg. „From”) zadebiutował na ekranach, telewizja była już mocno nasycona produkcjami bazującymi na tajemnicy i izolacji. Wielu krytyków - w tym również i ja - spoglądało na to dzieło przez pryzmat narzucających się wręcz porównań do kultowych „Zagubionych” (Lost). Twórcy zaserwowali nam bowiem klasyczny motyw pułapki bez wyjścia - upiorne miasteczko, które bezlitośnie więzi każdego, kto przypadkiem przetnie jego niewidzialne granice, a po zmroku wypuszcza na żer krwiożercze monstra. Z upływem lat produkcja wypracowała swój własny, niewiarygodnie gęsty klimat grozy, ewoluując z prostej opowieści o przetrwaniu w wyrafinowany traktat o ludzkiej desperacji i utracie zmysłów.

Czwarty sezon, dostępny na platformie HBO Max, wkracza na scenę z gigantycznym bagażem oczekiwań. Po wywracających status quo wydarzeniach z finału poprzedniej serii, widzowie mają pełne prawo domagać się satysfakcjonujących odpowiedzi. Czy najnowsza odsłona tej koszmarnej układanki to bezapelacyjny triumf telewizyjnej narracji? A może jedynie misterna iluzja maskująca fakt, że scenarzyści sami zagubili się w mrocznym lesie własnych koncepcji? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Najnowszy sezon to produkcja pełna wewnętrznych sprzeczności - stawiająca na psychologiczną głębię, ale ryzykująca utratę cierpliwości nawet najbardziej oddanego widza.

Dalsza część tekstu pod wideo

Stamtąd (2026) - recenzja i opinia o 4 sezonie serialu [HBO Max]. W matni własnego umysłu

To, co od samego początku stanowiło o sile serialu „Stamtąd”, to nienaganna równowaga pomiędzy horrorem czysto wizualnym a tym, który rozgrywa się głęboko w umysłach bohaterów. Czwarty sezon dokonuje w tej materii niezwykle intrygującej i nieoczekiwanej zmiany. Choć zagrożenie z zewnątrz wciąż wisi nad miasteczkiem niczym wyostrzona gilotyna - a rozwijający skrzydła złowieszczy Człowiek w Żółci drastycznie podnosi stawkę - to prawdziwym wrogiem staje się powoli ludzka psychika. Twórcy z bezlitosną precyzją, godną najwybitniejszych dramaturgów, otwierają przed nami ropiejące rany postaci, badając zjawisko całkowitego rozkładu ducha.

Trudno w tym miejscu nie oddać hołdu fantastycznej obsadzie, która z sezonu na sezon wznosi się na absolutne wyżyny swoich możliwości. Harold Perrineau, w roli niezłomnego Boyda Stevensa, dostarcza nam kreację wybitną. Jego postać to człowiek w głębi duszy złamany, a jednak desperacko próbujący utrzymać w ryzach gasnące zmysły swoich podopiecznych. Kroku dotrzymuje mu rewelacyjna Catalina Sandino Moreno w roli Tabithy, której zmagania z nieprawdopodobnymi odkryciami stanowią trzon emocjonalny nowych odcinków. Doskonale wypada również David Alpay jako Jade, gdyż jego niemal obsesyjne poszukiwanie logiki w irracjonalnym świecie (zwłaszcza po pamiętnej scenie z grzybkami) to fascynujące studium popadania w czysty obłęd. Serial niezwykle sprawnie eksploruje dynamikę zamkniętej grupy w obliczu chronicznego stresu, bezlitośnie ukazując, jak zaufanie niepostrzeżenie przeradza się w paranoję.

Stamtąd (2026) - recenzja i opinia o 4 sezonie serialu [HBO Max]. Krok w tył czy fabularna powtarzalność?

Nie można jednak uczciwie recenzować czwartego sezonu, ignorując jego najbardziej kontrowersyjny aspekt, który niczym wyraźna rysa na szkle psuje odbiór całości - mowa oczywiście o rwanym tempie narracji. Pierwsze odcinki nowej serii podejmują nader ryzykowne wyzwanie. Zamiast gnać na złamanie karku w stronę kolejnych, szokujących zwrotów akcji, twórcy decydują się na drastyczny krok w tył. Pozwalają zmęczonym bohaterom na chwilę refleksji, na próbę zracjonalizowania tego, co do tej pory z wielkim trudem odkryli. Z jednej strony daje to widzom potrzebny moment na oddech. Z drugiej jednak - owa narracyjna powolność zbyt często przeradza się w nużącą powtarzalność.

Zbyt wiele scen to niekończące się, zapętlone dialogi, w których bohaterowie wymieniają się dokładnie tymi samymi obawami, nie popychając fabuły o przysłowiowy milimetr do przodu. Mamy tu do czynienia z klasycznym syndromem „krążenia wokół własnej mitologii”. Zamiast udzielać twardych, satysfakcjonujących odpowiedzi, scenarzyści zdają się namnażać kolejne wątki poboczne, z których część zostaje nagle i bezceremonialnie porzucona. To niezmiernie frustrujące uczucie, gdy produkcja karmi nas zjawiskowym cliffhangerem, aby w kolejnym epizodzie uciekać od niego wzrokiem, udając, że kluczowe wydarzenie w ogóle zignorowano. Współczesny odbiorca wymaga elementarnego szacunku do swojego czasu, a sztuczne, rozwlekłe przedłużanie tajemnicy potrafi wywołać znużenie. Widzimy tu dosłownie dylemat twórców desperacko starających się utrzymać aurę mistycyzmu, co w ostatecznym rozrachunku skutkuje trudną w odbiorze, dramaturgiczną sinusoidą.

Stamtąd (2026) - recenzja i opinia o 4 sezonie serialu [HBO Max]. Wizualny obłęd i bezkompromisowa groza, która wynagradza cierpliwość

I tu, zupełnie nieoczekiwanie, dochodzimy do elementu, który z pełną mocą rehabilituje wszelkie potknięcia scenariuszowe. Kiedy bowiem „Stamtąd” przypomina sobie, że jest rasowym, czystym horrorem, robi to z gigantyczną siłą uderzenia młota. Wizualna strona czwartego sezonu często potrafi przyprawić o fizyczne, niemal namacalne mdłości. Perfekcyjna konstrukcja kadrów sprawia, że miasteczko wydaje się żywym, oddychającym organizmem powoli pożerającym zdesperowanych mieszkańców. Twórcy w najnowszej odsłonie odważnie decydują się na otwarcie drzwi, które dla absolutnego dobra wszystkich powinny pozostać szczelnie zamknięte. Sekwencje czystej grozy, dawkowane z iście aptekarską precyzją, uderzają ze zdwojoną, brutalną mocą właśnie wtedy, gdy nasza uśpiona przegadanymi scenami czujność spada do zera.

Niespodziewane, paraliżujące ataki i surrealistyczne wizje sprawiają, że krew autentycznie zamarza w żyłach. Serial absolutnie nie unika makabry, ale nigdy też nie używa jej bezcelowo - każda kropla krwi ma tu swoje logiczne uzasadnienie w żmudnym budowaniu atmosfery ostatecznej beznadziei. Dźwięk, a zaskakująco często jego dzwoniący w uszach, opresyjny brak, to cichy, niedoceniany bohater tej produkcji. Skrzypienie wyeksploatowanej podłogi czy nieludzkie odgłosy wydawane przez istoty z ciemności składają się na perfekcyjną symfonię mroku. Sezon 4 dobitnie dowodzi, że w kwestii bezwzględnego straszenia i budowania gęstego napięcia produkcja ta obecnie po prostu nie ma sobie równych na rynku.

Stamtąd (2026) - recenzja i opinia o 4 sezonie serialu [HBO Max]. Podsumowanie

Reasumując, 4 sezon serialu „Stamtąd” to dzieło szalenie, wręcz zuchwale ambitne, lecz wyraźnie niedoskonałe. To historia absolutnie wymagająca, zmuszająca do pełnego zaangażowania, przymykania oka na fabularne mielizny i stoickiej akceptacji faktu, że nie na każde dręczące pytanie błyskawicznie otrzymamy wiążącą odpowiedź. Dla sporej części odbiorców ta odczuwalna powolność będzie idealnym pretekstem do definitywnego porzucenia seansu.

Ci jednak, którzy zacisną zęby i przetrwają słabsze, przegadane momenty, zostaną hojnie nagrodzeni genialnie zagranymi i wizualnie świetnymi sekwencjami grozy. To fascynująca, pełna wybojów podróż prosto w jądro mrocznej ciemności, która potrafi emocjonalnie zmęczyć, ale gdy już chwyci widza za gardło, nie puszcza aż do pojawienia się napisów końcowych.

Advertisement

Atuty

  • Świetne aktorstwo
  • Klaustrofobiczny klimat
  • Obłędna groza

Wady

  • Nużące tempo
  • Zapętlone dialogi
  • Urwane wątki

Jeśli jesteście gotowi na dogłębną, surową wiwisekcję ludzkiego strachu, platforma HBO Max serwuje wam w tym sezonie wybitne pod względem realizacyjnym danie.

8,0
Łukasz Musialik Strona autora
Dla niego gry to nie tylko piksele na ekranie, ale przede wszystkim emocje i historie, które zostają w głowie na lata. Kolekcjoner wspomnień, który potrafi docenić zarówno wysokobudżetowe hity, jak i niszowe perełki od twórców niezależnych. Wierzy w ideę „gaming łączy, a nie dzieli”, dlatego z równym entuzjazmem podchodzi do każdej platformy, która ma do zaoferowania coś ciekawego. Gdy nie trzyma pada w dłoniach, pewnie planuje, w jaki sposób zmieścić na dysku kolejną wielką produkcję, obiecując sobie, że tym razem na pewno ją ukończy.
cropper