Awatar: Ostatni władca wiatru (2024) – recenzja 2. sezonu serialu [Netflix]. Żywioł ziemi

Awatar: Ostatni władca wiatru (2024) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Żywioł ziemi

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:00

Aang, Sokka i Katara udają się do Królestwa Ziemi, gdzie szukać będą odpowiedniego maga, który pomógłby młodemu Awatarowi opanować kolejny żywioł podczas jego misji. Ściga ich księżniczka Azula, podczas gdy Zuko powoli uczy się jak być lepszym człowiekiem.

Przyznam, że dawno już nie odświeżałem sobie oryginalnego, animowanego „Awatara”, więc głowy sobie za to uciąć nie dam, ale jest coś w tym drugim sezonie serialu Netflixa, co działa mi lekko na nerwy. Niby oglądam znaną historię, niby wszystko jest takie, jak być powinno, ale fabuła wciąż zdaje się iść lekko na skróty, omijając niektóre wątki i sytuacje, a część wydarzeń, nie wiedzieć czemu, dzieje się w innej kolejności. Niby nic takiego – w końcu ostatecznie serial i tak trzyma się kupy i łatwo jest śledzić jego fabułę – ale po co w ogóle stosować te zmiany? Czy cokolwiek ulepsza to w szerszej fabule serialu? Nie powiedziałbym. Jedyne, co scenarzyści Netflixa uzyskują, to potencjalne zirytowanie tej bardziej ortodoksyjnej części fanów oryginału Nickelodeona.

Dalsza część tekstu pod wideo

Można natomiast przyznać czerwonemu N, że te elementy fabuły, za których realizację faktycznie się wziął, raz jeszcze zrealizował z pompą i poszanowaniem do materiału źródłowego. Jasne, nigdy nie miałem wątpliwości, że oglądam wypełniony efektami wizualnymi serial przygodowy, a nie prawdziwe życie, ale nie wydaje mi się, abym miał kiedykolwiek tak pomyśleć. Świat Awatara jest dziwny, kolorowy, zakorzeniony w dalekowschodniej kulturze, ale przy tym również bardzo... „swój”i pewna doza stylu musi mu towarzyszyć. Sprawia to, że świat staje się bardziej prawdziwy w oczach widza, a przy tym, odrobinę paradoksalnie, fantastycznie wyglądające stworzenia czy manipulacja żywiołami nie muszą doskonale naśladować znanych nam praw natury, by wypaść odpowiednio przekonująco. Brzmi trochę absurdalnie? Może. Ale ja to kupuję.

Awatar: Ostatni władca wiatru (2024) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Królestwo Ziemi i królowa magii ziemi, Toph

Kluczem do sukcesu serialu w dalszym ciągu pozostają jego główni bohaterowie. Po stronie Aanga (Gordon Cormier) mamy w dalszym ciągu Katarę (Kiawentiio) i Sokkę (Ian Ousley). Ona w całkiem zabawny sposób kontynuuje jego naukę magii wody, podczas gdy on, głównie, wzdycha do  Suki (Maria Zhang). Nie powiedziałbym natomiast, aby ta ich relacja ruszała się w jakkolwiek interesującym tempie – aktorzy nie za bardzo mają ze sobą jakąśkolwiek chemię, a i fabuła nie stawia ich w zbyt romantycznych sytuacjach. Romans w ogóle pozostaje jednym z najsłabszych elementów serialu. Kiedy Aang próbuje powiedzieć o swoich uczuciach Katarze, efekt jest równie, a może nawet jeszcze bardziej mizerny. Niby to nigdy nie był serial o dobieraniu się w pary, ale dobrze by było, gdyby te uczucia łączące poszczególne postacie były trochę lepiej widoczne.

Co innego przyjaźń, upór i inne tego typu emocje. Już w drugim odcinku poznajemy ślepą bandytkę, Toph, w którą wciela się młoda amerykańska aktorka znana jako Miyako. I tak jak jest ona bez dwóch zdań za stara – tak jak i cała reszta obsady, więc do wybaczenia – tak był to absolutnie natchniony casting i jest ona wręcz idealną magiczką ziemi. W ogóle cały ten pierwszy, poświęcony jej odcinek pięknie przedstawia ją, jak i całą istotę tego, czym jest magia ziemi. Być może animacja była nieco bardziej klarowna w swojej prezentacji, ale to wciąż praktycznie doskonałe wprowadzenie do tematu, a jej walka z wielgachnym Boulderem pozostaje jednym z bardziej satysfakcjonujących zastosowań magii ziemi w całym serialu. Gdzie indziej, Azula (Elizabeth Yu) zatrudnia do pomocy w poszukiwaniu swojego brata dawne przyjaciółki, Ty Lee oraz Mai, które na ten moment jeszcze nie są, niestety, zbyt interesującymi postaciami, a Zuko i Iroh (Dallas Liu oraz Paul Sung-Hyung Lee) kontynuują swoją trudną drogę przez kraj jako uchodźcy. W szczególności młody książę zaczyna powoli ewoluować jako postać, powoli acz nieuchronnie schodząc ze ścieżki antagonisty. Liu bardzo dobrze nawiguje przez tę przemianę, balansując złość, poczucie obowiązku, honor i żal, które szaleją w sercu Zuko.

Awatar: Ostatni władca wiatru (2024) – recenzja, opinia o serialu [Netflix]. Niby wszystko jest, ale jakiś fantomowy ból pozostaje

Sam wątek stolicy Królestwa Ziemi zrealizowany został całkiem dobrze. Jasne, pełno w nim skrótów, przez co można pomyśleć, że nasi bohaterowie spędzili tam najwyżej kilka dni, zamiast iluś tygodni, ale historia odciętego od swoich poddanych króla, jego cwanego ministra, który tak naprawdę sam sprawuje całą władzę (zabawne, że po raz kolejny znany z „Mrocznego rycerza” czy niedawnego „Mortal Kombat” Chin Han gra śliskiego typa u władzy, któremu absolutnie nie wolno ufać), trening Aanga z Toph, wizyta w bibliotece – wszystkie te elementy opowieści zrealizowane zostały bardzo dobrze. 

Scenarzyści wiedzieli, że przekucie całej drugiej księgi w ledwie siedem odcinków było praktycznie niemożliwe bez pewnych cięć, więc zdecydowali się zachować to, co naprawdę ważne. Jasne, trochę szkoda mi, że nie widzieliśmy spotkania Sokki z jego ojcem, a i cały wątek Guru Pathika został kompletnie wycięty, żeby nie rozwadniać i tak już ciasno poupinanej fabuły, ale ostateczny efekt jest taki, że widz bez problemu może śledzić najważniejsze bity fabuły, nigdy nie czując przy tym zagubienia. Nieźle, jak na aż takie skondensowanie opowieści.

Drugi „Awatar” wydaje mi się być bardzo solidnym rozwinięciem idei zapoczątkowanej dwa lata temu przez Netflixa – opowiadamy tę samą historię, co animacja, ale w wersji brykowej, czyli same najważniejsze momenty, za to zrealizowane z pompą. Młodzi aktorzy powoli zaczynają robić się za starzy do swoich ról – taki to już chyba urok seriali live-action – ale wciąż dobrze czują kim te postacie powinny być. Powiedziałbym jedynie, że wątki romantyczne leżą i kwiczą, co może negatywnie odbić się na odbiorze ich zwieńczeń w kolejnym, ostatnim już sezonie. Jako jedynie „niedzielny” fan oryginału, jestem zadowolony z tego, co dostaliśmy. I zapewne wkrótce odświeżę sobie oryginał.

Advertisement

Atuty

  • Idealna Toph;
  • Biblioteka i jej strażnik;
  • Mimo wielu skrótów i uproszczeń, fabułę śledzi się dobrze i łatwo;
  • Zuko kontynuuje bycie najciekawszą postacią w serialu;
  • Pięknie odwzorowane Królestwo Ziemi.

Wady

  • Teraz to już naprawdę za starzy się zrobili ci bohaterowie;
  • Wyciętych zostało kilka naprawdę dobrych, emocjonalnych momentów;
  • Słabo nakreślona więź między Azulą a jej pomocnicami;
  • Brak romantycznej chemii między... kimkolwiek.

„Awatar: Ostatni władca wiatru” kontynuuje kierunek obrany dwa lata temu i przedstawia nam historię Aanga i jego przyjaciół w mocno skróconej, ograniczonej do niezbędnego minimum wersji. Szkoda tych elementów, które zostały wycięte, ale to co zostało zrealizowane zostało naprawdę dobrze.

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper