Legenda Vox Machiny (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Pieprzyć przeznaczenie
Po pokonaniu wszystkich członków Chroma Conclave członkowie Vox Machiny rozeszli się po świecie, zbyt zmęczeni by dalej bronić świata. Niektórzy cieszą się z tej nowo pozyskanej beztroski, inni nie potrafią przywyknąć do normalnego świata. Lecz kiedy na horyzoncie pojawia się nowy, pragnący zostać bogiem wróg, ekipa raz jeszcze będzie musiała zebrać się do kupy, zanim nie będzie za późno i zaczną umierać niewinni ludzie.
Pomyśleć, że kiedy cztery lata temu obejrzałem pierwszy odcinek serialu na podstawie kampanii Critical Role, byłem zniesmaczony tym, co widzę. Tu niby fantasy, a bard nagle wyskakuje z kulą dyskotekową z majtek i zaczyna śpiewać absolutnie nie pasującą do tego klimatu piosenkę? Co to ma być?!
Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że serial Amazona powstał w oparciu o szalenie popularną (w swojej kategorii) serię filmików, w których najbardziej uznani aktorzy głosowi naszej branży siedzą przy stole i prowadzenie przez Matthew Mercera, czyli między innymi głos Leona Kennedy'ego przed rimejkiem, rozgrywają kolejne sesje w Dungeons and Dragons. Oczywiście, pozyskanie odpowiednich praw kosztowało by zbyt wiele pieniędzy jak na tak początkowo niepewny projekt, więc producenci zdecydowali się na stworzenie własnego, zastanawiająco podobnego do Forgotten Realms świata - co ciekawe, Mercer od początku budował swój świat "obok" Forgotten Realms, okazjonalnie tylko podbierając zeń postacie i koncepty, co okazało się szalenie przydatne później. I tak oto, we właśnie zakończonym, czwartym sezonie serialu, głównym antagonistą jest niejaki the Whispered One, fanom D&D oraz "Stranger Things" znany jako Vecna.
Legenda Vox Machiny (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Nie bójcie się, przybył Taryon Darrington!
Czwarty sezon serialu zaczyna się relatywnie spokojnie, pokazując nam co też słychać u wszystkich naszych bohaterów po tym, jak ich drogi się rozeszły. Percy i Vex są szczęśliwym małżeństwem, zamieszkującym rodową posiadłość de Rollo, którą w przeszłości zajmowali Briarwoodowie. Kayleth związała swoje życie z Vaxem, którego umowa z Matroną, boginią śmierci, powoli wyniszcza jego ciało. Scanlan odszedł na dalszy tor by spędzić więcej czasu ze swoją córką i, generalnie, stać się lepszym... Eeee, człowiekiem. Chociaż bardziej gnomem. Wszyscy zdają się być szczęśliwi w swoich nowych rolach. Wszyscy, poza Pike I Grokiem, dla których brak przygód oznacza powolną stagnację i depresję. Nowe zagrożenie ze strony tajemniczego Szeptanego, którego kultyści zdają się być wszędzie i, który ma jakieś plany względem naszych bohaterów, sprawi jednak, że ich ścieżki ponownie będą musiały się zejść. Pytanie, czy nie będzie już za późno...
Jak już wspomniałem, ulubionego barda Exandrii praktycznie w tym sezonie nie ma. Bliżej końca wpada na kilka gościnnych występów, śpiewa jeden duecik z innym bardem, przekazuje faktycznie istotnym postaciom broń, która jest w stanie zabić Vecn... Szeptanego i tyle go było. Na szczęście, ekipa bardzo szybko znalazła sobie nowego śmieszka - Taryona Darringtona (Wayne Brady), bohatera jako żywo wyrwanego z kart jakiejś powieści, bogato ubranego, z niedorzeczną fryzurą i kompletnie niepasującym mu wąsem. Facet bardzo chciałby być bohaterem, choć o tym, co to znaczy, do tej pory czytał jedynie w książkach. Trudno jednak nie żywic do niego sympatii, kiedy obserwuje się ten jego niegasnący zapał i wybiórczą ślepotę na wszelką krytykę jego osoby. Można by pomyśleć, że jest to jedynie kolejny element humorystyczny serialu, lecz każdy, kto choć trochę zna podejście Mercera i ekipy wie, że gdzieś w połowie sezonu czai się absolutny wyciskacz łez, kompletnie zmieniający nasze postrzeganie tej postaci. Nawet jego nieudane żarty w pewnym momencie przebijają granicę żenady i zaczynają faktycznie bawić. Absolutnie świetna postać i mam nadzieję, że zostanie z nami na dłużej.
Legenda Vox Machiny (2022) - recenzja, opinia o serialu [Amazon]. Jesteśmy jego krwią
Sam antagonista tego sezonu mógłby być odrobinę bardziej interesujący. Choć może "interesujący" nie jest tu odpowiednim słowem, jako że sama postać Szeptanego - jego cele, metody i zakończenie - są szalenie wręcz ciekawe. Problemem może być natomiast fakt, że przez większość sezonu jest on jedynie szarą eminencją - cieniem, o którym się mówi, a którego nigdy nie widać. Scenarzyści wyciągają zza pazuchy niespodziewanych antagonistów z przeszłości, którzy mają umilić nam oczekiwanie na głównego złego, co faktycznie się im w większości udaje, choć powiedział bym, że odrobinę zbyt szybko zostają zamieceni pod dywan, ale sam Szeptany pojawia się na bardzo krótko przez co nie do końca czujemy pełną potęgę zagrożenia, które stwarza. Na szczęście, wszystko wskazuje na to, że wcale nie jest to koniec jego historii, więc można powiedzieć, że to, co tutaj dostaliśmy, było ledwie wstępem do dania głównego. Z jednej strony fajnie, z drugiej wolałbym już teraz jakieś konkretniejsze rozwiązanie, faktyczne zwieńczenie wątku, zamiast zostawiania widza z przysłowiową ręką w nocniku. Z drugiej strony, kiedy zakończenie wcale nie ustępuje epickości "Imperium kontratakuje" (albo wręcz je przebija), może nie ma się co czepiać, tylko trzeba czekać cierpliwie na ciąg dalszy? Przecież do tej pory Vox Machina jeszcze nigdy nas nie zawiodła.
Tempo w środku sezonu, jak to często bywa, mogłoby być odrobinę lepsze, ale taki to już urok seriali opowiadających o grupach bardzo silnych osobowości - każdy musi dostać swoich pięć minut. Królową jest tu bez dwóch zdań Pike, która przechodzi przez kompletny, świetnie rozpisany story arc s towarzystwie Groka. Vax i klątwa nałożona na jego ciało również są bardzo interesujący i nadają całej historii tempo, nieustannie przypominając, że czasu jest coraz mniej. To właśnie z tego wątku bierze się tytuł tej recenzji - jak dla mnie najlepszy tekst całego tego sezonu, i tak już wypełnionego świetnymi dialogami. Odrobinę zawiodła mnie historia Kayleth dostającej głosem swoich ludzi. Całe to jej wstąpienie dzieje się szybko i ostatecznie niczego takiego nie wnosi - przynajmniej na ten moment. Percy też ma kilka ciekawych momentów w tym sezonie, ale nie wypada abym o nich wspominał, bo spoilery. Tak naprawdę jedynie wspomniany już Scanlan został w tym sezonie praktycznie zapomniany. Trochę szkoda, ale liczę na to, że jak już wróci, to będzie to wydarzenie jakich mało.
"Legenda Vox Machiny" z sezonu na sezon coraz bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że to obecnie najlepsza produkcja fantasy na rynku. Przaśne poczucie humoru ekipy łączy się z absolutną epickością wydarzeń, które pięknie animuje nam amerykańskie Titmouse inc. są tu i adrenalina i łzy i testosteron i endorfiny i estrogen i praktycznie wszystko, czego potrzebuje absolutny hit. No i, oczywiście, jest też Taryon Darrington, który automatycznie podbija ocenę o jedno oczko!
P.S. I udanych wakacji wszystkim tym, których to dotyczy!
Atuty
- Ciekawy główny antagonista, wspierany przez powroty już znanych postaci;
- Świetny wątek Pike;
- Taryon Darrington;
- Niesamowicie widowiskowo poprowadzona akcja;
- Cały wątek Vaxa i wszystko wokół niego.
Wady
- Środek lekko się ciągnie (sporadycznie).
Czwarty sezon "Legendy Vox Machiny" ma wszystko - emocje, akcję, tajemnicę, humor. Nie ma pełnej dychy tylko dlatego, że tempo miejscami niedomaga, ale taki to już urok 12 odcinkowych seriali.
Przeczytaj również
Komentarze (6)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych