Ród smoka (2022) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [HBO max]. Pycha kroczy przed upadkiem
Rhaenyra powoli zyskuje przewagę w wojnie o tron, choć okupiona jest ona wielkimi stratami. Bitwa o Gardziel przynosi wielkie straty, a przejęcie władzy w Królewskiej Przystani przez wielu uważane jest za pyrrusowe zwycięstwo.
Będę dzisiaj kontrowersyjny. Otóż, przy drugim sezonie serialu zarówno ja, jak i opinia publiczna w ogóle, narzekaliśmy na zbytnie rozwodnienie materiału i coraz to mocniejsze odejście od materiału źródłowego - fakt bardzo dokładnie odnotowany przez George'a Martina. I jasne, pod częścią z tych zarzutów wciąż się podpisuję - druga połowa drugiego sezonu stała niemalże w miejscu, a sezon zakończył się nieprzyjemnie podobnie do sezonu pierwszego - jakbyśmy nie poczynili po drodze żadnych postępów - ale powiedziałbym, że sam rozwój postaci i poszerzanie ich wątków wyszły panu Condalowi raczej dobrze. Mało tego! I to właśnie tu będę kontrowersyjny: powiedziałbym, że George mógłby już przestać stękać, zwłaszcza, że i tak wszelkie informacje z jego książki są tylko subiektywnymi opowieściami z drugiej ręki. A w ogóle to skończyłby wreszcie "Wichry zimy".
Mam nadzieję, że nie okaże się, że producenci serialu ponownie zrobili mnie w konia i druga połowa sezonu będzie festiwalem dreptania w miejscu, ale po obejrzeniu czterech odcinków tego nowego sezonu, jestem bardzo zadowolony. Raz za razem dostajemy kolejne przetasowania, układ sił zmienia się bardzo płynnie i zdaje się, że twórcy słuchają głosu fanów. Przykład pierwszy z brzegu - przykład pierwszy z brzegu: ludzie nie byli zbyt wielkimi fanami obsadzenia w roli przywódczyni Triarchii angielskiej jutuberki, Abigail Thorn. No. Resztę można dopowiedzieć sobie samodzielnie.
Ród smoka (2022) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [HBO max]. Wiedzą jak rozplanować bitwę
Jestem przekonany, że problemem dla sporej ilości widzów będą często dziwne decyzje głównych bohaterów, które określić można jako błędne, głupie i krótkowzroczne. Tak to jednak musi wyglądać - wojna zbiera swoje żniwo, a wielcy gracze popełniają błędy, które mogą kosztować ich zwycięstwo. Tak wyglądało to również w książce i jest to - z grubsza - zakończenie, w stronę którego zmierzamy. Powiedziałbym jednak, że w większości przypadków scenarzyści bardzo dobrze radzą sobie z umotywowaniem tych taktycznych potknięć, mieszczą się one zazwyczaj w ramach logiki świata przedstawionego. "Zazwyczaj" ponieważ część ziaren przyszłych porażek zostaje zasianych w wyjątkowo irytujący sposób, tak że widz oglądając aż wije się w fotelu, widząc jak niewprawnie władcy rozmawiają ze swoimi poddanymi, ze swoimi sojusznikami. Pod tym względem można mieć do scenariusza jakieś tam pretensje.
Sezon rozpoczyna się od blokady Królewskiej Przystani przez Rhaenyrę (Emma D'Arcy) i jej wojska. Wiedząc, że stolica jest nie do utrzymania, Aemond (Ewan Mitchell) opuszcza matkę (Olivia Cooke), Larys (Matthew Needham) po cichu wyprowadza poparzonego, lecz powoli odzyskującego siły witalne Aegona (Tom Glynn-Carney) z Czerwonej Twierdzy, zieloni szykują się na porażkę. Śmierć wisi w powietrzu i dostajemy ją szybciej, niż można by się spodziewać. Pierwszy odcinek trzeciego sezonu jest niemal jak kinowy film. Cała obsada pozostaje w pełnym skupieniu, napięcie jest praktycznie namacalne - czujemy, że zbliża się coś wielkiego, a kulminacją odcinka jest bitwa o Gardziel, gdzie walka na miecze miesza się z podniebnymi bitwami smoków i odważnymi manewrami statków na wodzie. Sam nie wiem, czy większe wrażenie zrobiła na mnie z pozoru wolna i pozbawiona wrażeń przeprawa przez Gardziel czy może odczarowanie romantycznego bohaterstwa przez nagłość, szybkość i bezsensowność śmierci. Tak właśnie zaczyna się sezon serialu, w stylu Hitchcocka! Mam wrażenie, że producenci serialu spojrzeli na krytykę "Długiej nocy" z "Gry o tron" i stwierdzili, że nigdy nie pozwolą sobie na taką wtopę. (Domniemana) Chwała im za to.
Ród smoka (2022) - recenzja, opinia o 3. sezonie serialu [HBO max]. Civilization: Game of Thrones edition
Drugi i kolejne odcinki są już znacznie bardziej "przyziemne", skupione na pokłosiu bitwy i próbach stworzenia równowagi. Rzecz w tym, że wojna wciąż się nie skończyła, więc wszystkie działania korony muszą być podejmowane z myślą o tym, czy nie będzie można później wykorzystać ich przeciwko rządzącym. I tu wychodzi na wierzch absolutnie świetnie wątek gry politycznej - każdy czegoś chce, ale tylko część może cokolwiek dostać. Jakie działania będą więc tymi właściwymi - uszczęśliwić biednych, czy może szlachtę? A może w ogóle nikogo nie dotykać i niech żyją nadal tak, jak żyli dawniej? Skąd brać fundusze wojenne, co robić z wywrotowcami? Scenarzyści praktycznie wciskają "pauzę" w temacie działań wojennych, skupiając się zamiast tego na detalach, na zarządzaniu gospodarką w czasach wojny. I nie dość, że jest to po prostu temat, którym trzeba się zająć, mając na uwadze przyszłe wydarzenia, to jeszcze scenarzyści serialu podejmują temat w sposób zajmujący i angażujący widza. Wreszcie wracamy do problemów zwykłego chłopa - coś, o czym poprzednie sezonu praktycznie zapomniały.
Rozwój poszczególnych postaci z jednej strony wypada bardzo dobrze, w innych przypadkach zaś mam wrażenie, że stoimy w miejscu albo w ogóle zapominamy o czyimś istnieniu. Z pozytywów na pewno warto wymienić rozwój nowych smoczych jeźdźców Rhaenyry. Na przestrzeni kolejnych odcinków widzimy jak obchodzi się ona z nimi, jakie miejsce będą oni zajmować w jej królestwie. Z drugiej strony, szersze pociągnięcia pędzlem odbijają się na nich samych jako postaciach. Ulf i Hugh (odpowiednio Tom Bennett i Kieran New) wciąż pozostają bardziej mglistymi archetypami, niż pełnoprawnymi postaciami. Nawet teraz o Ulfie wiem tylko tyle, że lubi wypić, a Hugh był kowalem. Koniec. Prym w temacie rozwoju wiodą natomiast Larys i Aegon. Jest ich w tych pierwszych odcinkach zastraszająco mało, ale za każdym razem, kiedy pojawiają się na ekranie, można mieć pewność, że będzie działo się coś ciekawego. Larys fascynuje swoim oddaniem królowi, zapewne wynikającym z faktu, że rozumie jak to jest być niepełnosprawnym, wytykanym palcami, gorszym w oczach całego świata. Z drugiej strony mamy natomiast Aegona, zniszczonego, praktycznie bezbronnego, który nie potrafi - i nie chce - odwracać wzroku, udawać, że nie jest władcą, kiedy wokół niego dzieją się rzeczy niegodziwe. O nowych postaciach nie będę się rozwodził, bo raz, że spoilery, a dwa, że w sumie na ten moment niewiele można o nich powiedzieć. Miło było zobaczyć Dana Foglera, ale co tak naprawdę mógłbym o nim napisać? Najwyżej, że bardzo szybko pnie się po szczeblach kariery. Nie dość, że ogólnie spoilerowe, to jeszcze mało ciekawe z punktu widzenia recenzji.
Trzeci sezon "Rodu smoka" nieśmiało zaczyna poprawiać te niedoskonałości swoich poprzedników, z którymi fani od początku mieli problem - zbytnie skupienie się na grze na najwyższym poziomie, z pominięciem perspektywy maluczkich - pozostając przy tym spektakularnie widowiskowym serialem o wojnach smoków, polityce, miłości, pieśniach, legendach i bohaterach, którzy wcale nimi nie są. Odjechaliśmy już dosyć daleko od drukowanego oryginału - postacie łączone są w amalgamaty, wątki zostają przyspieszone, lub zmieniony jest ich charakter - ale wizja Condala w większości mi się podoba. Jasne, nie wszystko jest idealne - po co było wprowadzać wątek pojmania Otto Hightowera, skoro wycofujemy się z niego raptem dwa odcinki później? Ostatecznie jednak, "Ród smoka" wciąż wciąga widza, oferuje niesamowity spektakl i dobrze trzyma naszą uwagę.teraz tylko żeby nie zepsuli tego drugą połową sezonu...
Przeczytaj również
Komentarze (3)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych