Kupiłem w Action konsolę za 59 zł. O dziwo, nie żałuję

Kupiłem w Action konsolę za 59 zł. O dziwo, nie żałuję

Maciej Zabłocki | Dzisiaj, 17:50

Rynek taniej elektroniki rządzi się swoimi, często bardzo absurdalnymi prawami, ale potrafi czasem zaserwować nam coś intrygującego. Wyobraźcie sobie sytuację, w której wpadacie do lokalnego dyskontu Action po zapas baterii czy środków czystości, a wasz wzrok nagle przykuwa licencjonowany sprzęt do grania. Iconic Arcade Pac-Man to mała, przenośna konsolka, za którą przy kasie zapłacicie zaledwie sześć dyszek. Postanowiłem kupić i sprawdzić ten sprzęt w praktyce. 

Dynamiczny rozwój segmentu przenośnych maszynek retro to fascynujące zjawisko, które od kilku lat skutecznie drenuje portfele graczy tęskniących za beztroskimi czasami. Azjatyckie fabryki nieustannie wypluwają z siebie kolejne generacje urządzeń, prześcigając się w emulacji coraz to nowszych platform, nader często balansując na bardzo cienkiej granicy prawa autorskiego. W tym rynkowym morzu bezimiennych sprzętów z tysiącami wbudowanych, pirackich kopii, oficjalnie licencjonowane produkty pokroju testowanego Pac-Mana stanowią niezwykle ciekawy ewenement. Wielcy rynkowi gracze, tacy jak Bandai Namco, wreszcie dostrzegli realny finansowy potencjał leżący w budżetowej nostalgii i zamiast z nią walczyć, próbują odciąć od tego tortu odpowiedni kawałek dla siebie. Legalny, oficjalny produkt na sklepowej półce zawsze wzbudza bowiem o wiele większe zaufanie u masowego konsumenta.

Dalsza część tekstu pod wideo

Testowany dzisiaj sprzęt to absolutnie nie jest konsola dla zapalonego entuzjasty, który będzie na niej godzinami śrubował rekordy i z cynizmem analizował opóźnienia w sterowaniu. To raczej uroczy bibelot na biurko zmęczonego rutyną millenialsa, idealny odstresowywacz na pięciominutową przerwę od codziennych obowiązków, a ostatecznie także świetny, całkowicie bezpieczny prezent dla najmłodszych, by z przymrużeniem oka pokazać im, w co kiedyś wpatrywał się ich ojciec. Za sześćdziesiąt złotych otrzymujemy po prostu tani bilet powrotny do przeszłości.

Specyfikacja techniczna Iconic Arcade Pac-Man:

  • Ekran: LCD, rozdzielczość 240x320 pikseli, układ pionowy (około 5 na 7 centymetrów)
  • Zasilanie: 3 baterie AAA (brak w zestawie), konsolka może działać do 15 godzin
  • Wymiary: 14 cm długości, 8 cm wysokości, 2 cm grubości
  • Waga: około 110 gramów (bez baterii)
  • Gry: Pac-Man (1980), Super Pac-Man (1982), Pac & Pal (1983)
  • Cena: 60 złotych w sklepach Action

Gdy bierze się to niewielkie urządzenie do ręki, od razu czuć, z jakim przedziałem cenowym mamy do czynienia. Konsola jest niezwykle lekka, co w połączeniu ze sporymi gabarytami natychmiast potęguje wrażenie pustki w środku obudowy. Plastik użyty do produkcji jest dość tandetny, przypominając najtańsze urządzenia z ubiegłych dekad, a nie współczesny sprzęt dla graczy. Oczywiście, nie zdziwiło mnie to, patrząc na cenę i dostępność w sklepach Action, niemniej muszę o tym wspomnieć w recenzji. Zastosowane materiały nie pozostawiają złudzeń, że producent szukał oszczędności na każdym kroku.

Mimo ewidentnych kompromisów w samej konstrukcji, muszę oddać sprawiedliwość w kwestii samego spasowania i działania tego sprzętu. Obudowa nie trzeszczy pod naciskiem, co w tej klasie budżetowej wcale nie jest oczywistym standardem. Same przyciski funkcyjne - klasyczny krzyżak oraz klawisze akcji - choć wizualnie sprawiają wrażenie elementów odlanych najniższym możliwym kosztem, w praktyce radzą sobie nad wyraz dobrze. Umieszczone pod nimi gumki odbijają z zadowalającą responsywnością oraz precyzją, pozwalając na płynne manewrowanie postacią. 

Elementem budzącym moje zastrzeżenia pod względem estetyki i wykończenia jest frontowa warstwa graficzna urządzenia. Zamiast trwałego nadruku bezpośrednio na plastiku, zastosowano tu dużą naklejkę z motywami zaczerpniętymi z dawnego automatu. Niestety, łatwo zauważyć pod jej powierzchnią gromadzące się, nieestetyczne pęcherzyki powietrza. Z tyłu obudowy znajduje się natomiast kratka osłaniająca głośnik oraz klapka baterii zabezpieczona drobną śrubką. Konieczny jest śrubokręt, żeby wymienić baterie, ale to nie powinien być żaden problem. 

Jak się na tym gra? Całkiem nieźle!

Do samej zabawy wykorzystujemy ekran LCD, który ułożono wertykalnie. Taki zabieg idealnie pasuje do proporcji oryginalnego wyświetlacza z lat osiemdziesiątych i sprawdza się znakomicie podczas grania (feel retro!). Zastosowana matryca stanowi jednak jeden z największych minusów tej konstrukcji, charakteryzując się bardzo wąskimi kątami widzenia. Nawet minimalna zmiana pozycji konsoli od razu wpływa na drastyczny spadek kontrastu oraz czytelności obrazu. Brakuje także jakiejkolwiek opcji regulacji jasności podświetlenia, co bezwzględnie wymusza granie wyłącznie w dogodnych warunkach oświetleniowych. 

Rozgrywka na tym skromnym sprzęcie to zaskakująco przyjemne doświadczenie, głównie dzięki wiernej reprodukcji zainstalowanych tytułów. Na pokładzie znajdziemy oryginalne, automatowe edycje gier Pac-Man, Super Pac-Man oraz rzadziej spotykany projekt Pac & Pal. Znacznie lepiej od ekranu wypada na tym tle warstwa dźwiękowa, ponieważ zastosowany z tyłu głośnik jest donośny i bezbłędnie odtwarza znane, klasyczne efekty audio. Urządzenie nie pozwala na zapisywanie postępów, zmuszając do tradycyjnego przechodzenia kolejnych etapów, choć przewidziano tu możliwość zresetowania najwyższych wyników punktowych za pomocą ukrytego menu.

A gdyby ktoś nie wiedział lub nie kojarzył, to wspomniane wyżej gry są niemal legendarne. Pierwszym i najważniejszym tytułem jest naturalnie klasyczny Pac-Man z 1980 roku, w którym uciekamy przed ikoniczną zgrają kolorowych duszków, pożerając tysiące pikselowych kulek. Jeżeli wolicie odrobinę przemodelowaną mechanikę, czeka na was Super Pac-Man z 1982 roku, gdzie zamiast standardowych kropek konsumujemy klucze otwierające labirynt oraz gigantyczne piguły mocy, zmieniające naszego bohatera w wielką, swobodnie przenikającą ściany bestię. Stawkę zamyka kompletnie u nas nieznany, osobliwy Pac & Pal z 1983 roku - to dość dziwaczny spin-off z odwracaniem kart i nowym, zielonym stworkiem o imieniu Miru, który z uporem maniaka podkrada nam z planszy niezbędne przedmioty. Wszystko to śmiga bez zauważalnych opóźnień w emulacji, wiernie naśladując swoje żrące ciężkie żetony pierwowzory.

Czy warto kupić ten retro sprzęcik?

Konsolka Iconic Arcade Pac-Man to urządzenie pełne kompromisów wymuszonych bardzo niską ceną, ale ostatecznie broniące się swoją podstawową funkcjonalnością. Słabej jakości plastik czy mierne kąty widzenia ekranu to widoczne od razu oszczędności, jednak w kwocie nieprzekraczającej często pięćdziesięciu złotych otrzymujemy bezproblemowy dostęp do trzech w pełni legalnych, automatowych klasyków z dawnych lat. Dla fanów klasycznej rozrywki, poszukujących niedrogiego, przenośnego sprzętu na krótkie sesje, jest to wydatek zdecydowanie warty rozważenia, dalece przewyższający jakością anonimowe wyroby dostępne zazwyczaj na półkach dyskontów.

Atuty

  • Zaskakująco wierna emulacja trzech klasycznych, oryginalnych gier z automatów
  • Śmiesznie niska cena zakupu zamykająca się w zaledwie kilkudziesięciu złotych
  • Posiadanie oficjalnej licencji Bandai Namco zamiast bazowania na bezczelnym piractwie
  • Całkiem responsywne przyciski i donośny, czysty dźwięk płynący z wbudowanego głośnika

Wady

  • Ekstremalnie słabe kąty widzenia matrycy LCD i brak jakiejkolwiek regulacji jej jasności
  • Zastosowanie najgorszego gatunkowo plastiku, który potęguje wrażenie pustej wydmuszki
  • Podatna na pęcherzyki powietrza naklejka frontowa imitująca automatowy panel sterowania

To ostatecznie sprzęt pełen brutalnych, namacalnych kompromisów, ale bądźmy poważni - trudno oczekiwać technologicznych cudów od urządzenia wycenionego na równowartość zestawu z McDonalda. Otrzymujemy tu fatalnie odlany plastik i wyświetlacz o kątach widzenia rodem z kalkulatorów z wczesnych lat dwutysięcznych, które producent sprytnie i z wyrachowaniem przypudrował w pełni legalnym kodem od wydawcy. To absolutnie nie jest gadżet, który zrewolucjonizuje wasz mobilny gaming w trakcie długich lotów, ale jako impulsywny zakup przy okazji wyprawy do sklepu po chemię gospodarczą sprawdza się wprost wybornie. To po prostu uczciwa, bardzo tania dawka nostalgii, doskonale nadająca się na ozdobny bibelot, a także świetny, bezpieczny sprzęt dla najmłodszych.

7,0
Maciej Zabłocki Strona autora
Swoją przygodę z recenzowaniem gier rozpoczął w 2005 roku. Z wykształcenia dziennikarz, ale zawodowo pracujący też w marketingu. Na PPE odpowiada głównie za testy sprzętów i dział tech. Gatunkowo uwielbia RPG, strategie i wyścigi. Uzależniony od codziennego czytania newsów i oglądania konferencji.
cropper