Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma (2026) - recenzja serialu [Disney]. Życie wciąż jest nieuczciwe

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Życie wciąż jest nieuczciwe

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 21:30

Już wkrótce Hal i Lois będą świętowali 40. rocznicę szczęśliwego pożycia. Z tej okazji, choć raz, to ona szykuje imprezę i WSZYSTKO musi być idealne. Największym problemem pozostaje, oczywiście, Malcolm, który odciął się od reszty rodziny już blisko dwie dekady temu. Kurs kolizyjny został już ustawiony. 3... 2... 1... 

Oryginalny "Zwariowany świat Malcolma" był sit-comem niespotykanym jak na swoje czasy, wyprzedzającym je o całe lata. Głównymi bohaterami byli członkowie mocno dysfunkcyjnej rodziny, która działała chyba tylko dlatego, że kochali się nawet bardziej niż się nienawidzili. Najlepszym przyjacielem głównego bohatera był niepełnosprawny, czarny dzieciak, pojawiały się tematy homoseksualizmu, nieszablonowego podziału ról w domu, problemów szkolnych, dorastania, dręczenia i tysięcy innych spraw. Do tego, całość była naprawdę zabawna, bo nikt nie bał się, że kogoś urazi, że może wkurzona matka otwierająca nauczycielce drzwi topless to już przesada.

Dalsza część tekstu pod wideo

To był, paradoksalnie, produkt wyprzedzający swoje czasy i przy tym taki, który w dzisiejszych zapewne by nie powstał. A już na pewno nie w takiej właśnie formie. I tu właśnie dochodzimy do mojego największego zmartwienia w kontekście całego tego reebootu: czy to wciąż będzie ten sam program, w którym komedia, krytyka i satyra mieszają się ze sobą w niezwykle inteligentny i pomysłowy sposób, aby dostarczyć nam z jednej strony rozrywkę, z drugiej pokazać, jak, tak naprawdę, wygląda życie w mocno umiarkowanie zamożnej rodzinie? Sprawdźmy.

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Czy jest sens robić kontynuację sit-comu po dwóch dekadach przerwy? 

Linwood Boomer wrócił do wykreowanego przez siebie świata po ćwierć wieku przerwy, więc wiadomo, że trzeba będzie poświęcić chwilę (albo dwie), na przypomnienie, co i jak, przygotowanie gruntu pod nową opowieść. I tak jak jest to dla mnie absolutnie zrozumiałe, tak uważam, że zajmuje mu to strasznie dużo czasu. Cały "event" (bo sezonem nazwać go trudno) trwa jedynie cztery odcinki i opowiada względnie zwartą historię. Specyficzna decyzja, zapewne podyktowana faktem, że początkowo wznowienie planowane było jako film. I może jako film opowieść ta sprawdziłaby się trochę lepiej, byłaby odrobinę mniej chaotyczna?

Z drugiej strony, chaos, to jest to, z czego Marka jest znana, więc może narzekam nieco na wyrost? Kiedy powracamy do Malcolma (Frankie Muniz), ten mieszka w zupełnie innym stanie, niż reszta jego rodziny. Nigdy nie został prezydentem, ale ciągłe strofowanie przez matkę i tak sprawiło, że wykształciła się w nim silna potrzeba pomagania innym, bycia użytecznym. Pracuje więc w firmie pomagającej jedzeniu trafiać do potrzebujących, zamiast na śmietnik. Mieszka ze swoją nastoletnią córką, Leah (Keeley Karsten) oraz obecną dziewczyną, Tristan (Kiana Madeira), którą sam opisuje jako za dobrą dla niego. Jego życie w końcu wygląda tak, jak powinno. W czym tkwi jego sekret? Proste - wystarczyło kompletnie odciąć się od swojej dysfunkcyjnej rodziny. Ale nie tak po prostu nie odbierać telefonów, to byłoby zbyt proste. Dla nich jest on po prostu zbyt zajęty, zapracowany. Natomiast dziewczyna i córka... Kompletnie nie mają pojęcia o ich istnieniu. Solidny początek.

Całość poprowadzona jest w raczej przewidywalny sposób - dochodzi do konfrontacji, rodzina się obraża, Malcolm się miota, a ostatecznie wszystko kończy się uroczo i pozytywnie podczas obchodów rocznicy rodziców. Fabularnie jest bardziej niż tylko sztampowo, ale nie czarujmy się, w tego typu wznowieniach seriali komediowych nie chodzi o fabułę - to nie "Dexter" czy coś - a o jeszcze jedno, ostatnie hurra, przypomnienie światu, dlaczego kiedyś zakochał się w oryginale i, być może... Zainstalowanie furtki dla potencjalnego sequela o nowym pokoleniu.

Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma (2026) - recenzja, opinia o serialu [Disney]. Tak. Nie. Może? Nie wiem. Mógłbyś powtórzyć pytanie?

Nowe postacie to przede wszystkim wspomniana już córka Malcolma, Leah, Kelly (Vaughan Murrae), czyli jego siostra, o której istnieniu dowiedzieliśmy się w finałowym odcinku serialu, kiedy to okazało się, że Lois raz jeszcze jest w ciąży, kilka mało istotnych dzieciaków z liceum Leah oraz freakowaty syn Lloyda, Dabneya i Kevina, Hubert (Kowen Cadorath). I, owszem, nie pomyliłem się, ten ostatni faktycznie jest synem wszystkich trzech chłopaków. To jedna z tych postaci, które są dziwne, ale również w pełni tego świadome, przez co aż kipią potencjałem zarówno na humor, jak i osobisty rozwój. Kelly to natomiast osoba niebinarna - bardzo dzisiejszy komentarz, tak jak to serial zawsze miał zwyczaju, ale tym razem podany bardzo... Kulturalnie i z pewną dawką emocji. Niby ok, ale w dawnych latach efekt byłby ten sam, przy znacznie bardziej ambitnym i pewnie śmiesznym przedstawieniu tematu. Tu natomiast pozostaje tylko ta cicha realizacja, że biedna Lois, która od zawsze chciała mieć córeczkę, w końcu się jej doczekała, po czym... No właśnie. Najsłabiej w tym nowym zestawieniu wypada Leah, która jest może i całkiem uroczym dzieciakiem, ale przy tym takim raczej zwykłym, mało się wyróżniającym. Z drugiej strony, Malcolm też trochę taki był... Chętnie zobaczyłbym jeden sezon serialu z tą młodą obsadą, zobaczył, czy jest w tej marce i tych scenarzystach jeszcze coś do powiedzenia. 

"Jeszcze bardziej zwariowany świat Malcolma" zdaje się sugerować, że do pewnego stopnia wciąż jeszcze czują oni bluesa. Widzimy to choćby w świetnych scenach z trzeciego odcinka, gdzie załamany Hal (Bryan Cranston) postanawia odzyskać radość z życia odbywając ostro nafaszerowany dragami spirit quest, podczas którego konfrontuje się ze swoim własnym ego. Jakim cudem ten sam aktor może być tak uroczym pierdolą jak Hal i jednocześnie stopniowo coraz bardziej bezwzględnym królem mety, Heisenbergiem, to ja nie mam pojęcia. Cranston zawsze był emocjonalnym sercem zarówno serialu, jak i całej swojej rodziny i Boomer wciąż doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Reszta starej obsady orbituje wokół jego poczciwej osoby, wcale nie ustępując mu jednak kroku - zarówno Jane Kaczmarek, jak i Christopher Masterson są wciąż dokładnie tymi samymi ludźmi, których pokochaliśmy ćwierć wieku temu. Ona - chodzące uosobienie neurotyczności, on - wiecznie próbujący się jej przypodobać. Z początku nie byłem przekonany do Reese'a (Justin Berfield), który głównie strzela dziwne miny i chyba najbardziej widać po nim, że przeszedł już na aktorską emeryturę. Szybko jednak zawiązuje się bardzo uroczy konflikt między nim a Kelly, który z jednej strony jest po prostu kopalnią solidnych gagów, z drugiej czymś w rodzaju przekazania pochodni młodszemu rodzeństwu. O najmłodszym z braci, Jamiem (Anthony Timpano) nie da się za wiele powiedzieć - pojawia się w paru scenach i tyle. Podobnie zresztą jak Dewey (Caleb Ellsworth-Clark), tyle że akurat on jedynie w formie video rozmowy na laptopie. Warto było szukać nowego aktora tylko po to? Trzeba jednak przyznać, że znaleźli dosłownie jego klona, bo gdyby nie newsy sprzed paru miesięcy, nawet nie zauważyłbym, że to nie ta sama osoba. 

Przyznam, że zaczynając pisać ten tekst, miałem żal do twórców "Jeszcze bardziej zwariowanego świata Malcolma", że to niemal w całości po prostu memberberries i badanie gruntu przed potencjalnym requelem, ale z każdym kolejnym zdaniem mój stosunek do serialu stawał się coraz bardziej pozytywny. Jasne, to jest bardzo bezpiecznie zrobiony epilog, do tego całkiem solidnie stonowany - zarówno narracyjnie, humorystycznie, jak i kolorystycznie - względem oryginału, ale czuć tu, mimo wszystko, ducha klasycznego serialu. Gdyby nie ten narracyjny chaos, wynikający z chęci zrobienia zgrabnego zakończenia i jednocześnie rozkręcenia kilku wątków pobocznych, które w ostatecznym rozrachunku nie mają większego znaczenia, byłby to wręcz bardzo dobry mini serial. A tak jest tylko dobry. 

Advertisement

Atuty

  • Bryan Cranston i Jane Kaczmarek są tak samo doskonali, jak zawsze - jakby nigdy nie wyszli z ról;
  • W czterech odcinkach udało się upchnąć chyba wszystkie najważniejsze postacie z całego serialu;
  • Humor w większości celny;
  • Cały wątek przybitego Hala;
  • Zaskakująco solidne, nowe postacie.

Wady

  • Obecność części starej gwardii jest trochę... Bez sensu;
  • Chciałoby się więcej świeżego materiału i Malcolma z rodziną;
  • Poboczne wątki w większości zbędne i mało satysfakcjonujące, jeśli nie ma plany pociągnąć historii dalej.

Nie robię już tych samych głupot, co ćwierć wieku temu, ale wciąż pozostaję sobą. I taki właśnie jest nowy "Malcolm" - bezpieczniejszy, już nie tak ostry ani pomysłowy, lecz wciąż napędzany tymi samymi ideałami, humorem i pasją całej obsady.

7,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper