Zabawa w pochowanego 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Więcej i głośniej, ale czy lepiej?
Niemal natychmiast po wygraniu pierwszej, śmiertelnej gry w chowanego z rodziną swojego męża, Grace dowiaduje się, że będzie musiała rozegrać drugą rundę. Tym razem, przeciwnikami są inne, wielkie rody rządzące światem, a nagrodą za wygraną nie tylko jej własne życie, ale również możliwość stanięcia na ich czele i zostanie najpotężniejszą osobą na Ziemi. Za niewygórowaną cenę sprzedaży swojej duszy szatanowi...
Pierwsza „Zabawa w pochowanego” była uroczym komedio-horrorem z masą stylu, krwi, brutalności i wybuchowym zakończeniem, które brało widza z zaskoczenia. Koncepcja była całkiem prosta – rodzina pana młodego wygrała kiedyś zakład z diabłem, dzięki czemu stali się szalenie bogaci i wpływowi. Teraz jednak, okazuje się, że sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana. Najwyraźniej istnieje całe towarzystwo rodów, które w pewnym momencie swojej historii zawarły układ z „panem La Bailem”. Jedno z nich stoi jednak na czele całej organizacji, trzymając rękę dosłownie nad całym światem. Jest to o tyle istotne, że to właśnie ta pozycja będzie stawką drugiej zabójczej gry w chowanego.
Czy ma to sens? Raczej niewiele. Ale zdecydowanie rozwija świat przedstawiony i jakoś tam usprawiedliwia wydarzenia tego filmu, więc czemu nie. Przecież to nie tak, że pierwsza część była najbardziej logicznym filmem ostatniej dekady. Scenariusz Guya Busicka i R. Christophera Murphy'ego jest tym dla pierwszego filmu, czym „John Wick 2” był dla jedynki – mamy zasadniczo więcej tego samego, ale z motywami w pierwszym filmie ledwie zarysowanymi, tutaj rozwiniętymi do ogromnych rozmiarów, przenosząc opowieść na zupełnie nową skalę.
Zabawa w pochowanego 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Historia sióstr
Prócz wątku polowania – tym razem poszerzonego o zestaw nowych zasad, których namnożyło się tyle, że twórcy chyba sami o nich w pewnym momencie zapomnieli (albo to ja nieuważnie słuchałem, bywa i tak) – film skupia się na historii sióstr. Grace (Samara Weaving) i Faith (Kathryn Newton). Młodsza Faith ma żal do starszej, że ta zostawiła ją samą w zastępczym domu, a sama wyjechała do miasta żeby uganiać się za satanistycznymi milionerami. I jest to chyba największy problem całego tego filmu (może poza repetytywną naturą całej opowieści). Są ku temu dwa powody. Po pierwsze, ponieważ sam ten wątek został bardzo wyraźnie wprowadzony do fabuły bez głębszego zastanowienia. Czytałem, że pierwotnie, historia dwóch sióstr miała być swoim własnym projektem i dopiero na którymś etapie produkcji podjęto decyzję włączenia jej do kontynuacji „Zabawy w pochowanego”. Tak więc, co wiemy o siostrach prócz tego wspomnianego już żalu młodszej do starszej? Absolutnie nic. I łączy się to z moim drugim problemem z tym wątkiem – od czasu do czasu dziewczyny po prostu przestają uciekać przed swoimi oprawcami, aby powspominać przez kilka minut, pokłócić się i wylać swoje żale. Bo przecież to nie tak, że jeszcze chwilę temu ktoś je gonił i najpewniej zaraz tu będzie. Byłoby to jeszcze całkiem akceptowalne, gdyby coś z tych konwersacji wynikało, ale ostatecznie nie wnoszą do filmu zbyt wiele, prócz samą koncepcję „porzucania/wracania po kogoś”.
Trzeba jednak przyznać, że wcielające się w siostry Weaving i Newton są bardzo skuteczne jako rodzeństwo. Z początku Faith pała wręcz otwartą wrogością do Grace i nie chce mieć nic wspólnego z toczącą się wokół niej grą. Z czasem jednak zaczynają odbudowywać niegdyś łączącą je więź, a niezaprzeczalna chemia między aktorkami sprawia, że widz naprawdę zaczyna myśleć o nich jak o siostrach. No i stoją one w całkiem interesującej kontrze do głównego rodzeństwa antagonistów tej części. Siostry zaczynają jako skłócone, ale powoli naprawiają swoją relację, podczas gdy Titus i Ursula (Shawn Hatosy i Sarah Michelle Gellar) zaczynają bardzo blisko i stopniowo zaczynają im przeszkadzać dzielące ich różnice. Pokazuje to, że scenarzyści, choć zrobili raczej bezpieczny sequel, mieli kilka pomysłów na ubarwienie historii – być może przeniesionych ze wspomnianego już, samodzielnego scenariusza o siostrach.
Zabawa w pochowanego 2 (2026) – recenzja, opinia o filmie [Disney]. Armia przeciwników do eksplodowania
A skoro już rozmawiamy o przeciwnikach sióstr, tych, w myśl zasady, że wszystkiego musi być więcej i najlepiej żeby było bardziej krzykliwie, mamy przynajmniej dwa-trzy razy więcej niż w oryginale. Prócz wspomnianego już rodzeństwa Danforth, po stronie „obrońców tytułu” mamy również ich ojca (David Cronenberg) oraz kuzyna, Kipa (Dan Beirne). Pretendenci do tronu pochodzą natomiast z wszystkich stron świata. Z Chin przylatuje pani Wan Chen Xing (Olivia Cheng) oraz jej totalnie niezainteresowany tematem, pochłonięty swoim Steam Deckiem syn (Antony Hall). Hiszpańska delegacja to obdarzony zaskakująco słabym wzrokiem Ignacio (Nestor Carbonell) i jego dzieci, zdeterminowana Francesca (Maia Jae) oraz jej mały braciszek, Felipe (Juan Pablo Romero). Amerykańska ekipa zamyka się w postaci dzikiego Billa Wilkinsona (Kevin Durand), a hinduskie rodzeństwo, Viraj i Madhu (Nadeem Umar-Khitab i Varun Saranga), co ciekawe, przybywa na grę z Londynu. Całkiem zabawny komentarz obecnego stanu Wielkiej Brytanii. Stawkę zamyka prawnik pana La Baila (Elijah Wood). Postaci, jak widać, jest tu cała armia, ale nie jestem przekonany, czy jest to dobra wiadomość. Film jest zwyczajnie przepełniony, przez co znaczna większość postaci pozostaje niewykorzystana, oddelegowana do pełnienia roli chodzących gagów. I jasne, śmierć większości z nich jest zabawna, ale to wciąż po prostu płaskie postaci – a tracą na tym i faktycznie rozbudowane postacie, bo mają dla siebie już zwyczajnie za mało czasu ekranowego, aby odpowiednio mocno wybrzmieć.
Duet reżyserski Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett zdecydowanie upodobali sobie eksplodujące kolosalną ilością krwi sceny śmierci. Finał pierwszej „Zabawy w pochowanego” był jedynie przedsmakiem tego, co później dała nam szalona „Abigail”, a już w dzisiejszym filmie wszystkie chwyty stały się dozwolone, przez co w niemal regularnych odstępach obserwujemy, jak ktoś wybucha – najczęściej tuż przed oczami głównych bohaterek. Co za dużo, to i świnia nie zje, więc w pewnym momencie eksplodujące zwłoki przestają robić wrażenie, ale filmowcy dbają, aby niemal za każdym razem towarzyszyły im albo jakieś nowe okoliczności albo odpowiednio zabawny komentarz, dzięki czemu w trakcie seansu ta powtarzalność nie rzuca się jakoś bardzo w oczy. Zdjęcia są w większości raczej użytkowe. Zawsze dobrze widzimy co się dzieje, a pod koniec kilka wnętrz potrafi nawet przykuć uwagę, ale znakomita większość filmu jest wizualnie po prostu poprawna, nie wyróżniając się niczym specjalnym. Może poza jedną, wybitnie kobiecą sceną walki nakręconą pod szlagier z lat osiemdziesiątych. To faktycznie była iście natchniona sekwencja, na której bawiłem się pierwszorzędnie. Gwarantuję, że będziesz wiedział, o co mi chodzi.
„Zabawa w pochowanego 2” to bardzo bezpieczna kontynuacja. To po prostu więcej tego samego, z lekko poszerzonym światem i drugą główną bohaterką dodaną dla kolorytu. Sama gra nie przypomina już raczej chowanego, a typowe polowanie na ludzi, jak z klasycznego „The most dangerous game” Richarda Connella. Największym problemem filmu jest jego ciągła potrzeba przebicia każdego jednego elementu oryginału wielkością i pompą, przez co może on sprawiać wrażenie niepotrzebnie rozdmuchanego i pstrokatego. Nie pomaga też na pewno fakt, że nie ma tym razem mowy o świeżości samego pomysłu, którą swoje niedostatki nadrabiała część pierwsza. Ostatecznie, powiedziałbym jednak, że jest to całkiem udana kontynuacja – głupkowaty komedio-horror z toną czarnego humoru i jeszcze większą ilością krwi. Jest słabiej niż w części pierwszej, ale nieźle.
Atuty
- Samara Weaving i Kathryn Newton wypadają bardzo dobrze jako siostry;
- Masa mrocznego humoru;
- Kilka pomysłowych scen śmierci i kosmicznie dużo krwi;
- Scena na sali weselnej;
- Shawn Hatosy jest zaskakująco dobrym antagonistą;
- Dobre tempo.
Wady
- Kilka dziur logicznych;
- To po prostu drugi raz to samo, tylko „bardziej”;
- Wątek kłótni sióstr mógł zostać lepiej przedstawiony.
„Zabawa w pochowanego 2” to więcej tego samego, co w części pierwszej, z tym, że podkręcone do 11/10. Oryginał robił to lepiej, ale jeśli lubisz styl Radio Silence, to i na ich najnowszym filmie powinieneś bawić się całkiem nieźle.
Przeczytaj również
Komentarze (4)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych