Mike & Nick & Nick & Alice (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Kolejny scenariusz pisany przez AI?
Gangster cofa się w czasie żeby uratować życie kochankowi swojej żony. Ponieważ... "Bros before hoes"? Nie wiem. Dziwny ten film.
BenDavid Grabinski to umysł stojący za bardzo przyjemnym "Scott Pilgrim Zaskakuje", gdzie również mieliśmy podróże w czasie, dwie wersje tej samej postaci, miłość, walki i... Bardzo luźne podejście do jakiejkolwiek logiki. Rzecz w tym, że tak jak cały świat Scotta jest na tyle pokręcony, że pewną umowność wybacza mu się praktycznie z automatu, tak w filmie live action potrzebuję jednak czegoś więcej.
Problemem "Mike & Nick & Nick & Alice" jest to, że tu rzeczy po prostu się dzieją. Nie myśl nad niczym, po prostu baw się dobrze. I spoko - też lubię sobie czasami obejrzeć coś głupkowatego i odmładzającego, ale nawet te najbardziej absurdalne filmy zwykle mają jakiś swój wewnętrzny sens, coś, co napędza fabułę. W swoim nowym dziele, Grabinski chciał żeby na ekranie było dwóch Vince'ów Vaughnów, więc napisał, że jakiś jajogłowy stworzył wehikuł czasu - i po temacie! Myślisz sobie, że może w takim razie cały film jest o podróżach w czasie albo, że ktoś chce położyć swoje łapy na technologii... Lecz nie! Chodzi jedynie o to, żeby było dwóch Vince'ów Vaughnów.
Mike & Nick & Nick & Alice (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Fabuła pisana na kolanie
Sytuacja jest bardzo prosta w swoim skomplikowaniu. Mike (James Marsden) ma romans z Alice (Eiza Gonzalez), żoną swojego przyjaciela i współpracownika, mafijnego cyngla, Nicka (Vaughn). Kiepski z niego przyjaciel, ale to nic! Nick i Alice są kompletnie nieszczęśliwi, nie ma między nimi już żadnego uczucia - czyli wszystko w porządku. Tego wieczora, kiedy dzieje się akcja filmu, Mike trafia na Nicka w najgorszej możliwej chwili. Coś jest z nim jednak nie tak - ma na sobie kompletnie inne ciuchy niż jeszcze chwilę temu i zachowuje się kompletnie nie tak, jak zwykle. To jego przyszła wersja, która przybyła uratować mu życie.
Fabuła nie należy do najbardziej ambitnych. Ot, kilka następujących po sobie pretekstów, dzięki którym dostajemy kolejne sceny akcji. Głównym "problemem" naszych bohaterów jest postać ich szefa, gangstera nazwiskiem Sosa (Keith David). Ktoś z jego ekipy zaczął sypać, przez co jego syn, Jimmy Boy (Jimmy Tatro) wpadł w tarapaty. I tak się składa, że szef myśli, że kapusiem jest Mike. I to już właściwie wszystko - to już cały pretekst. Dalej mamy już tylko ciągłą akcję i kilka gościnnych występów znanych i lubianych aktorów.
Mike & Nick & Nick & Alice (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Jeśli nawet mnie to nie bawi, to już jest kiepsko
Jeśli nie jakością opowiadanej historii, to punkty nadrobić można również solidnie zrealizowaną akcją i dobrym humorem. I tak jak ten pierwszy punkt zrealizowany jest całkiem solidnie, tak drugi kompletnie do mnie nie trafił. Może miałem jakiś cięższy dzień, nie wiem, ale chyba ani razu przez cały film nie udało mi się choćby raz zaśmiać. Są tu sceny wyraźnie tworzone pod wprawienie widza w wesoły nastrój - bodajże wszystko z udziałem Jimmy'ego ma nas rozbawić - ale moim zdaniem po prostu żaden gag nie trafia tam, gdzie powinien. Podobnie płaskie i nieprzekonujące są relacje między poszczególnymi postaciami - o przyjaźni Mike'a i Nicka głównie słyszymy, tak samo raczej trudne jest kupić to wielkie uczucie łączące tego pierwszego z Alice. Dosłownie wszystko w tym filmie jest "na pokaz", bez jakichkolwiek głębszych emocji.
Dobrze więc, że chociaż akcja reprezentuje jakkolwiek solidny poziom. Nie ma mowy o niczym wybitnym - wszystko to już kiedyś się widziało - ale kolejne strzelaniny są czytelne, kamera nie boi się odrobiny krwi, a reżyser odpowiednio często wachluje ujęciami, by całkiem nieźle sprzedać iluzję, że widzimy dwóch Vince'ów Vaughnów. Jasne, poza zbliżeniami najczęściej widzimy po prostu plecy dwóch aktorów o czarnych włosach, ale w paru momentach producenci szarpnęli się na postawienie obok siebie dwóch wersji tej samej postaci.
Czego by o "Mike & Nick & Nick & Alice" nie mówić, trzeba przyznać, że jest to szybki film. Kolejne sytuację wynikają jedna z drugiej i nie ma kiedy się nudzić. Seans upływa w sekundę i można odnieść wrażenie, że z tego powodu jest to dobre kino. Prawda zaczyna ukazywać się jednak, kiedy siedzimy w fotelu i rzeczywiście oglądamy film - to zwyczajnie nie jest dobra rozrywka. Napisana na kolanie fabuła, przepleciona słabymi żartami i próby ratowania się mocną obsadą. Dla mnie był to jeden z większych zawodów tego miesiąca.
Atuty
- Kilka niezłych scen z udziałem dwóch Vaughnów;
- Dobre tempo.
Wady
- Mierna fabuła;
- Nieśmieszne żarty;
- Nieistniejąca chemia między postaciami.
"Mike & Nick & Nick & Alice" niby ma wszystko, czego potrzebuje solidna komedia akcji, ale w praktyce wszystkie te elementy są niedorobione, a sam seans męczy zamiast bawić. Nie polecam.
Przeczytaj również
Komentarze (0)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych