Projekt Hail Mary (2026) - recenzja filmu [UiP]. Najlepszy film sci-fi tego roku? I tak, i nie

Projekt Hail Mary (2026) - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Najlepszy film sci-fi tego roku? I tak, i nie

Roger Żochowski | Dzisiaj, 16:31

„Projekt Hail Mary” to jeden z tych filmów science fiction, które jeszcze przed premierą niosą na plecach ogromny ciężar oczekiwań. Nic dziwnego - powstał na podstawie bestsellerowej powieści Andy’ego Weira, autora „Marsjanina”. Za kamerą stanął duet Phil Lord i Christopher Miller, reżyserzy słynący z pomysłowości oraz lekkiego podejścia do kina rozrywkowego. Do tego dochodzi Ryan Gosling w roli głównej. To musiało się udać, prawda? 

Historia zaczyna się w dość niepokojący sposób. Ludzkość odkrywa tajemniczy organizm nazwany Astrofagiem, który powoli „pożera” energię gwiazd - w tym także naszego Słońca. Jeśli nic się nie zmieni, Ziemia zacznie się stopniowo ochładzać, a cywilizacja w końcu stanie na krawędzi zagłady. Jedyną nadzieją okazuje się odległa gwiazda Tau Ceti, która z niewiadomych powodów pozostaje odporna na działanie kosmicznej bakterii. Plan ratunkowy brzmi prosto, choć tylko w teorii - należy wysłać tam statek kosmiczny i odkryć, dlaczego właśnie tam Astrofag nie działa.

Dalsza część tekstu pod wideo

Na pokładzie tej misji znajduje się Ryland Grace (Ryan Gosling) - nauczyciel nauk ścisłych, który w nieoczekiwany sposób zostaje wciągnięty w jeden z najważniejszych projektów w historii ludzkości. Kiedy budzi się po latach podróży w stanie hibernacji, odkrywa, że jest jedynym żyjącym członkiem załogi. Brzmi to jak początek mrocznego thrillera science fiction, jednak film szybko pokazuje, że nie zamierza być wyłącznie poważną historią o samotności w kosmosie. I trochę szkoda, bo dramatyczny potencjał tej sytuacji mógłby zostać wykorzystany mocniej.

Projekt Hail Mary (2026) - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Bohater daleki od hollywoodzkiego archetypu

Ryan Gosling gra Grace’a w sposób bardzo naturalny i sympatyczny. To bohater daleki od typowego hollywoodzkiego herosa. Nie jest genialnym astronautą ani chłodnym odkrywcą. To raczej zagubiony, przestraszony i kompletnie niepewny tego, co robi człowiek. Trochę geniusz, trochę fajtłapa. Dzięki temu łatwo go polubić. Jego reakcje są bardzo ludzkie, a momentami wręcz komiczne - zwłaszcza w pierwszych scenach, gdy po długiej hibernacji musi na nowo nauczyć się funkcjonować w stanie nieważkości. Film naprawdę nabiera tempa w chwili, gdy Grace odkrywa, że w okolicy nie jest sam. Spotyka przedstawiciela obcej cywilizacji, którego nazywa Rocky - istotę przypominającą kamiennego pająka. Okazuje się, że jego planeta mierzy się z dokładnie tym samym problemem - również jest zagrożona przez Astrofagi.

Zamiast klasycznego konfliktu międzygatunkowego dostajemy więc historię współpracy dwóch zupełnie różnych istot, które próbują się porozumieć i wspólnie znaleźć rozwiązanie. Relacja między Grace’em a Rockym jest zdecydowanie najmocniejszym elementem filmu. Ich próby komunikacji, początkowe nieporozumienia oraz stopniowe budowanie zaufania mają w sobie dużo uroku. Z czasem produkcja zaczyna przypominać kosmiczną komedię o dwóch kumplach, którzy próbują rozwiązać problem znacznie większy niż oni sami. Twórcy podchodzą do historii z dużą dawką humoru i optymizmu. Dla jednych będzie to zaleta - dzięki temu seans jest lekki i przyjemny. Dla innych wada, ponieważ dramatyczny potencjał opowieści bywa przez to nieco rozmyty. Momentami można odnieść wrażenie, że napięcie jest zbyt szybko rozładowywane żartem lub komiczną sceną. Nagminnie, a momentam i wręcz zbyt slapstickowo.

Projekt Hail Mary (2026) - recenzja i opinia o filmie [UiP]. Przyjemne science fiction

Z drugiej strony sprawia to, że film świetnie sprawdza się jako familijne science fiction. Bez obaw można wybrać się na seans z nieco starszymi dziećmi, ponieważ mroku jest tu stosunkowo niewiele. Produkcja ma jednak momentami problem z utrzymaniem równego tempa. Fabuła przeskakuje między wydarzeniami na statku a retrospekcjami z Ziemi, które pokazują, w jaki sposób Grace w ogóle znalazł się w tej misji. Same sceny rozgrywające się na naszej planecie potrafią być interesujące - zwłaszcza dzięki postaci Evy Stratt (Sandra Hüller), bezkompromisowej i niezwykle stanowczej szefowej projektu. Często jednak pojawiają się w momentach, gdy akcja w kosmosie zaczyna być najbardziej wciągająca, przez co nieco wybijają z rytmu opowieści. Dodatkowo wiele z nich okazuje się dość przewidywalnych.

Pod względem wizualnym „Projekt Hail Mary” robi jednak bardzo dobre wrażenie. Twórcy zdecydowali się na wykorzystanie dużej liczby makiet i klasycznych efektów specjalnych, co w czasach wszechobecnego CGI jest naprawdę odświeżające. I to po prostu widać, momentami czuć tu bardzo mocno analogowe lata 90. Do tego kosmos prezentuje się imponująco, a zdjęcia świetnie oddają zarówno jego ogrom, jak i dziwne piękno odległych światów. Trzeba jednak zaznaczyć, że widz nastawiony na widowiskowe sceny akcji może poczuć lekki zawód - sporą część filmu stanowią dialogi oraz próby nawiązania kontaktu między dwójką bohaterów.

Nie ukrywam, że po seansie czułem pewien niedosyt, licząc na nieco mroczniejszą opowieść. Jednak mimo kilku zgrzytów „Projekt Hail Mary” pozostaje bardzo udanym widowiskiem science fiction. To zapewne najlepszy film familijny sci-fi w tym roku, ale zapewne nie najlepszy, jeśli liczycie na poważny dramat kosmiczny. Największym atutem produkcji jest Ryan Gosling, który w dużej mierze sam dźwiga ciężar całej historii. Czy to rola jego życia? Niewykluczone. Nie jest to oraz, który zmieni oblicze kina science fiction, ale jako duże, widowiskowe, pełne humoru i bardzo sympatyczne kino przygodowe sprawdza się po prostu dobrze.

Advertisement

Atuty

  • Ryan Gosling w formie życia
  • Kosmiczny duet roku - świetna chemia postaci
  • Praktyczne efekty specjalne zamiast masy CGI
  • Optymistyczny ton opowieści
  • Wizualne piękno
  • Humor dla całej rodziny

Wady

  • Ton bywa nierówny - za dużo flashbacków
  • Zbyt przewidywalne wątki ziemskie
  • Rozmywanie dramatycznego potencjału zbyt częstą komedią
  • Dla niektórych widzów - za dużo dialgów, za mało akcji

„Projekt Hail Mary” to widowiskowe i sympatyczne science fiction z dużą dawką humoru. Osobiście wolałbym mroczniejszy ton, ale bawiłem się dobrze.

7,5
Roger Żochowski Strona autora
Przygodę z grami zaczynał w osiedlowym salonie, bijąc rekordy w Moon Patrol, ale miłością do konsol zaraziły go Rambo, Ruskie jajka, Pegasus, MegaDrive i PlayStation. O grach pisze od 2003 roku, o filmach i serialach od 2010. Redaktor naczelny PPE.pl i PSX Extreme. Prywatnie tata dwójki szkrabów, miłośnik górskich wspinaczek, powieści Murakamiego, filmów Denisa Villeneuve'a, piłki nożnej, azjatyckiej kinematografii, jRPG, wyścigów i horrorów. Final Fantasy VII to jego gra życia, a Blade Runner - film wszechczasów. 
cropper