Hopnięci (2026) - recenzja filmu [Disney]. Mamy Avatara w domu?

Hopnięci (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Mamy Avatara w domu?

Piotrek Kamiński | Dzisiaj, 10:00

Malwina spędziła piękne dzieciństwo nad stawem na skraju Bobrowic. To tam babcia nauczyła ją jak piękna i doskonale harmonijna jest przyroda. Lata później, burmistrz miasta chce zniszczyć to miejsce. Na szczęście, dziewczyna dowiaduje się o istnieniu niesamowicie zaawansowanej technologii, która może pomóc jej ocalić jeziorko!

Z wierzchu, fabuła "Hopniętych" wygląda trochę jak "Avatar" dla najmłodszych. Mamy naukowy projekt sztucznych ciał, z którym główna bohaterka nie jest zaznajomiona, złych krawaciarzy, pragnących wykorzystać naturalny teren do swoich własnych celów, niszcząc przy tym domy i życia jego mieszkańców. No i mamy główną bohaterkę w sztucznym ciele, upodabniającym ją do tubylców, która staje po ich stronie. Największa różnica? Malwina od samego początku jest po stronie zwierząt. I umiera zdecydowanie mniej ludzi. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Pixar praktycznie od początku swojego istnienia szczycił się umiejętnością opowiadania bardzo ludzkich historii w oryginalny sposób. O przyjaźni, o rodzinie, o walce o swoje prawa, o emocjach, o sporcie, dziedzictwie, młodości, dorastaniu - i zawsze z jakimś twistem. Nie inaczej jest i tym razem. "Hopnięci" to film o potrzebie ratowania przyrody, ale oczami zarówno zwierząt, jak i ludzi. Niby jak najbardziej słuszny pomysł, ale coś mi w nim jednak nie do końca zagrało. Już tłumaczę. 

Hopnięci (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Raczej podstawowa fabuła

Prócz Malwiny, głównymi bohaterami filmu są bobrzy król, Karol oraz "bzdurmistrz" Bobrowic, jak czule tytułuje go nasza bohaterka. Na bardzo bliskim drugim planie mamy natomiast królową insektów i jej syna oraz panią profesor z uczelni, na którą uczęszcza Malwina. I to właśnie ta ostatnia tworzy w zaciszu uniwersyteckiego laboratorium technologię, która pozwala przenieść swoją jaźń do ciała zwierzęcego awatara (i, prawdopodobnie, dowolnego innego) - nic nadzwyczajnego, takie rzeczy dzieją się codziennie. Poczekaj aż zobaczysz, jakie pani profesor jeszcze ma plany! Dla fanów Pixara będzie to prawdziwa gratka. Szkoda, że z równą pieczołowitością twórcy filmu nie podeszli do konstrukcji samego scenariusza, któremu brakuje lepszego antagonisty, konstrukcji poszczególnych postaci i wielu rzeczy, które są zbyt spoilerowe, bym je tu przytaczał.

Główna oś historii to Malwina namawiająca zwierzęta żeby zawalczyły o swoje i tak, jak pozostali mieszkańcy stawu i okolic są całkiem uroczy i zabawni - w szczególności niemożliwie zamulony bóbr, który nic nie ogarnia i niemal obraża się na główną bohaterkę, że przeszkodziła niedźwiedzicy w zjedzeniu go. Powiedziałbym jednak, że mało jest w tym wątku... "Mięsa na kości". Poznajemy dziwne zasady funkcjonowania świata natury, które są sprzeczne ze sobą nawet według samych zwierząt - jak jesteś głodny, to musisz kogoś zjeść, ale jednocześnie wszyscy jesteśmy na jednej kłodzie i musimy sobie pomagać - spędzamy chwilę a to odbudowując tamę, a to rozmawiając z królami innych grup zwierząt, ale rozwoju postaci nie ma w tym żadnego. Malwina jest tą samą osobą, co na początku filmu, większości imion zwierzęcych postaci nawet nie pamiętam, a antagonista filmu jest tak nijaki, że równie dobrze mogłoby go nie być wcale i niewiele by się zmieniło. Ta fabularna nijakość jest chyba moim największym problemem z całym filmem Daniela Chonga. 

Hopnięci (2026) - recenzja, opinia o filmie [Disney]. Niska zawartość stylu w stylu

Drugim problemem - przynajmniej poniekąd - jest styl graficzny filmu. Niby całość wygląda całkiem solidnie - główna bohaterka w bobrzej wersji ma swój styl i charakter, a reszta jest... Niezła. Myślę, że same projekty postaci mają potencjał - to po prostu brak ich lepszego rozpisania sprawia, że sprawiają wrażenie mało ciekawych. Tego samego nie da się jednak powiedzieć o postaciach ludzkich. Naprawdę mam już serdecznie dosyć tego, że od przeszło dekady wszyscy bohaterowie filmów animowanych (i to nie tylko Pixara), wyglądają tak samo. Elio, Luca i Mei z powodzeniem mogliby spotkać się w jednym filmie i żadne z nich nie wyglądałoby nie na miejscu. To mógłby być nawet ten film - nikomu nie drgnęłaby powieka. Najgorszym przykładem tego obecnego trendu jest burmistrz. Dopuszczam opcję, że o to właśnie chodziło, ale cała jego postać jest tak niemożliwie... Zwyczajna, że nie zdziwiłnym się, gdyby cały proces jej projektowania ograniczył się do "Hej, ChatGPT, stwórz mi zwykłego, dorosłego faceta w garniturze w stylu Pixara". Po czym wybrali pierwszą wyplutą sugestię. 

A skoro już o sztucznej inteligencji mowa! Samo studio przyznało, że ułatwiło sobie część pracy nad filmem wykorzystując AI, choć nigdy nie sprecyzowali, w jaki dokładnie sposób została ona wykorzystana. Nie śmiałbym stwierdzać niczego z całą pewnością, ale w niektórych szerszych ujęciach, kiedy na ekranie pojawia się dużo zieleni, liści, traw, drzew i czego tam jeszcze, a kamera wykonuje przelot, trudno mi było pozbyć się wrażenia, że patrzę na generowaną przez AI grafikę. Nie potrafię nawet do końca wytłumaczyć dlaczego, ale jest w niektórych momentach tego filmu coś, co działa na podświadomość widza - może to jakieś dziwne artefakty, których w kinie nie dostrzegamy, a które mimo wszystko tam są - okaże się, kiedy film wyjdzie w streamingu. Tak czy inaczej, naszła mnie w trakcie oglądania taka refleksja, że dziewięcioletnie "Auta 3" wyglądały bardziej imponująco.

https://youtu.be/HJL1aX5n_2o?is=q3ljMxmEy72l8TMu 

Ponarzekałem, ale to dlatego, że darzę Pixara ogromną estymą i oceniam ich znacznie surowiej niż małe studia, pracujące na ułamkach ich budżetów. Prawda jest taka, że "Hopnięci", to całkiem solidna bajla z ładnym - nawet jeśli chyba nie do końca przemyślanym - morałem. Nawet animacja, mimo że nie wytycza nowych standardów, jak niektóre ich wcześniejsze filmy, ma swoje momenty. Rozciągnięta skóra na robocie robi wrażenie i kojarzy się z "Terminatorem", dynamiczne sceny wyreżyserowane zostały absolutnie poprawnie, no i wielkie brawa dla osoby, która wymyśliła, że Malwina będzie wyglądała jak zwykły bóbr z perspektywy ludzi, ale już z perspektywy zwierząt i osób mogących ją zrozumieć ma swoją fryzurę i duże, ekspresyjne oczy. No i, nie zapominajmy, że jest to również po prostu bardzo zabawny, miły w odbiorze film. Nie ryczałem jak, nomen omen, bóbr, ale i tak gdzieś tam się pod koniec ta łza zakręciła. Nie ma wstydu.

Advertisement

Atuty

  • Pomysłowa zmiana optyki zależności od punktu widzenia;
  • Kilka naprawdę porządnych gagów;
  • Ładny morał;
  • Dobre tempo.

Wady

  • Prócz Malwiny, raczej byle jakie postacie;
  • Szata graficzna nie robi zbyt wielkiego wrażenia, a czasami wygląda wręcz jak AI;
  • Nie do końca przemyślana fabuła.

"Hopnięci" to solidny film animowany z uniwersalnym przekazem i paroma niezłymi żartami. Wystarczy, aby spędzić miło czas w kinie z latoroślą, choć jak na Pixara to raczej jedna z tych niższych półek.

6,0
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper