Ponies (2026) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Początkujące agentki w Moskwie
Bea i Twila prowadziły dosyć nudne życia żon pracowników amerykańskiej ambasady w Moskwie. Myślały, że nic niezwykłego już im się nie przydarzy, kiedy nagle spadła na nie informacja o śmierci mężów, tajnych agentów CIA. Zszokowane, ale również złe, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan, postanawiają same zostać agentkami i wrócić do Moskwy, aby odkryć gdzie leży prawda.
Tematy szpiegowskie to zawsze żyzny grunt, na którym można tworzyć praktycznie nieograniczoną liczbę interesujących historii. Niemalże każda ambasada obcego kraju jest domem dla przynajmniej kilku szpiegów - podobno dwadzieścia procent wszystkich rosyjskich dyplomatów w Europie to w rzeczywistości pracownicy wywiadu. Tak więc zawsze znajdzie się kraj i zawsze trafi się przeciwnik. Trzeba tylko wybrać sobie interesujące nas tło historyczne i można zaczynać tworzenie postaci. W teorii, najprostsza rzecz na świecie.
David Iserson i Susanna Fogel postawili na Rosję lat siedemdziesiątych, a żeby było ciekawiej, zamiast wytrawnych szpiegów z dekadami doświadczenia i czarnymi pasami we wszystkich możliwych sztukach walki, głównymi bohaterkami uczynili dwie zwyczajne kobiety - delikatne, przestraszone i nieprzygotowane na to, co je czeka, ale zdeterminowane aby sobie poradzić. Sytuacje, z którymi przychodzi im się zmierzyć to klasyka gatunku, ale sposób radzenia sobie z nimi ma w sobie powiew świeżości i pozwolił wtłoczyć w historię odrobinę humoru. Często dosyć czarnego, ale jednak humoru.
Ponies (2026) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Mnogość wątków, o których lepiej za dużo nie mówić
Fabularnie, przygody Beatrice (Emilia Clarke) i Twili (Haley Lu Richardson) zaczynają rozkręcać się bardzo szybko. Poznajemy kolejne postacie - od ogarniętych sprzedawczyń na bazarach, przez rosyjskie kontakty CIA, na niebezpiecznych, przebiegłych agentach KGB kończąc. Pionki zostają sprawnie ustawione na szachownicy i można zacząć się nimi bawić. Pojawia się wątek mordercy prostytutek, w siedzibie CIA być może siedzi kret, nawiązują się bardziej i mniej pożądane romanse. Dzieje się naprawdę sporo, a my zastanawiamy się, jak to wszystko zostanie ze sobą połączone. Scenarzyści mają jednak plan - nic, co widzimy nie dzieje się bez znaczenia i ostatecznie poszczególne nitki łączą się w jedną całość.
Do pewnego stopnia miałem problem ze sposobem, w jaki zaprezentowano nam postacie. Od początku można z całkiem sporą dozą pewności zakładać komu można ufać, kto jest dobry, a kto zły. Myślałem, że cały serial okaże się być po prostu mocno przewidywalną rozrywką, co nie powinno mieć miejsca w fabule o szpiegach, lecz ostatecznie scenarzystom udało się naprawdę szczerze mnie zaskoczyć. Zakończenie sezonu wywraca całą opowieść do góry nogami, nadając nowy kontekst niemalże wszystkiemu, co wydawało się nam, że wiemy. Jeśli powstanie kolejny sezon, będzie to już zupełnie inna historia, a nie jedynie tanie odcinanie kuponów.
Ponies (2026) - recenzja, opinia o serialu [SkyShowtime]. Komunistyczny klimat zachowany
Na pochwałę zdecydowanie zasługuje warstwa audiowizualna serialu. Choć, z wiadomych przyczyn, nie kręcili go faktycznie w Rosji, bez dwóch zdań udało się odtworzyć ten zimny, komunistyczny feeling, który większość z nas kojarzy z tym miejscem. Ale "Ponies" to nie tylko bloki z wielkiej płyty i szaro bura rzeczywistość. Wnętrza często zdobią wyraziste, dzisiaj już raczej mało popularne odcienie żółtego, sparowane z brązem, zielenią, czasami czerwienią. To jest dokładnie ta paleta barw, którą stare konie, takie jak ja, kojarzą sobie z wczesnym dzieciństwem w naszym pięknym kraju. Po ulicach jeżdżą stare Wołgi i Łady, a nawet nasze główne bohaterki chodzą ubrane w dzisiaj już trochę nieciekawie wyglądające futra, ortaliony i kolorowe, skórzane kurtki. Czuć klimat, który dodatkowo potęguje jeszcze nienagannie dobrana muzyka - pasująca do epoki. Zawsze miło jest posłuchać Fleetwood Mac, w szczególności hitów takich jak niesamowite "the Chain" z płyty "Rumors", a kiedy jeszcze człowiek zdaje sobie sprawę, że jest to płyta wydana w 1977 roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy dzieje się serial, przyjemność staje się podwójna.
Główne bohaterki tworzą niezwykle sympatyczny ekranowy duet. Są trochę jak takie najlepsze przyjaciółki ze szkolnej ławy, gdzie jedna zawsze była przygotowana, grzeczna i wyrywająca się do odpowiedzi, podczas gdy druga prześlizgiwała się jakoś z klasy do klasy z pomocą tej pierwszej, ale za to potrafiła poradzić sobie w każdej sytuacji. To jest dokładnie ta relacja, tyle że przeniesiona na dojrzalszy grunt, choć, pod pewnymi względami, można powiedzieć, że pierwsze kroki dziewcząt w CIA są trochę jak powrót do szkoły. Wszystkiego trzeba się nauczyć, każdy błąd jest surowo karany i tak dalej. Sprawia to, że warstwa humorystyczna serialu robi wrażenie niewymuszonej, a wręcz naturalnej i oczywistej. To powiedziawszy, w paru momentach miałem wrażenie, że scenarzyści lekko przesadzili. W szczególności zakończenie jednego z pierwszych odcinków nie przypadło mi do gustu, bo tuż po usłyszeniu kluczowej informacji od kontaktu, Twila jest świadkiem sytuacji tak niedorzecznie dziwnej, a przy tym scenariuszowo wygodnej, że aż trudno traktować ją poważnie. Na szczęście w całym serialu tego typu rzeczy nie dzieją się zbyt często.
"Ponies" to ciekawe, świeże spojrzenie na temat historii szpiegowskich, pełne intryg i humoru. Główne bohaterki natychmiast zdobywają sympatię widza, a pełna zakrętów (choć mimo wszystko ciut przewidywalna )fabuła, podkreślona bombowym, z jednej strony satysfakcjonującym, z drugiej pozostawiającym widza z toną pytań finałem, sprawiają, że kolejne odcinki ogląda się na przysłowiowym jednym oddechu.
Atuty
- Bardzo dobre Emilia Clarke i Haley Lu Richardson;
- Węgry bardzo skutecznie udają Rosję lat siedemdziesiątych;
- Dobra ścieżka dźwiękowa;
- Wciągająca, a przy tym pełna humoru intryga.
Wady
- W większości oczywiste, lekko sztampowe postacie;
- Miejscami problemy z tempem narracji;
- Niektóre humorystyczne sytuacje trochę zbyt absurdalne, wpływają na odbiór historii jako całości.
Bea i Twila szukają prawdy w niegościnnym kraju. Jest ciekawie i zabawnie, choć momentami nieco zbyt przewidywalnie. Warto sprawdzić.
Przeczytaj również
Komentarze (2)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych