Łup (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Grube pieniądze to również grube ryzyko
Porucznik Dumars, detektyw Byrne i garść innych policjantów, na podstawie anonimowego donosu, trafiają na gigantyczną sumę pieniędzy, najpewniej należących do kartelu. Takie pieniądze sprawiają, że z ludzi wychodzą demony. Jak potoczy się dalej ta noc?
Takich filmów właśnie oczekuję od Netflixa! Na takie oldskulowe filmy może już nie być miejsca w dzisiejszych kinach, gdzie coraz wyższe koszty produkcji i coraz mniej liczna publiczność niejako wymuszają tworzenie filmów albo bezpiecznych tematycznie albo chociaż odpowiednio niskobudżetowych, ale wciąż doskonale sprawdzą się w streamingu. Może nawet i lepiej niż na sali kinowej, bo można sobie przeżywać i komentować z drugą połówką czy znajomymi ile dusza zapragnie, bez zmartwień, że popsujemy seans innym, płacącym klientom.
Myślę, że jest szansa, że "Łup" byłby odbierany jako raczej średnio ciepły i przeze mnie, gdybym musiał pofatygować się na niego do sali kinowej. Większość postaci nie jest jakoś przesadnie wyraziście rozpisana, dialogi są odrobinę repetytywne - choć nie wiem czy sam zwróciłbym na to uwagę, gdyby nie niedawny komentarz Matta Damona na temat tego, jak Netflix produkuje swoje filmy. Nie dlatego, że sam też oglądałem jednym okiem, ale z powodu czegoś bardzo pozytywnego. Już tłumaczę.
Łup (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Gęsta atmosfera
Fabuła filmu jest szalenie wręcz prosta i niemal w całości dzieje się w jednym miejscu - w obskurnym domu, zajmowanym obecnie przez niejaką Desi Lopez Molinę (Sasha Calle). Scenariusz jest pod tym względem całkiem kameralny. Oczywiście musi zawierać się w nim jakaś zagadka, jakiś motor napędowy wydarzeń, ale i ona służy temu, o czym tak naprawdę chcą opowiedzieć filmowcy. A głównym tematem są tu ludzie i ich relacje. Pierwszych kilkanaście minut spędzamy na poznawaniu Dumarsa i Byrne'a (Matt Damon i Ben Affleck) oraz, bardzo pobierznie, reszty ich ekipy. Wygląda na to, że mamy do czynienia z całkiem zgranym zespołem. Klną jak szewce, są twardzi i uparci, ale dobrze im się współpracuje. Wszystko zmienia się, kiedy na tapecie pojawia się dwadzieścia milionów dolarów.
Nagle zaczynają się napięcia, nawet między głównymi bohaterami. Atmosfera zaczyna robić się nerwowa, bo jeśli choć jeden z funkcjonariuszy okaże się być niegodny zaufania, wszyscy mogą zaraz stracić życie. Robi się tak gęsto, że nawet widzowie zaczynają wpadać w paranoję - czy detektywom Ro i Baptiste (Steven Yeun i Teyana Taylor) można ufać? Wydają się podejrzanie sympatyzować z Desi. A może problem zaczyna się już na samym szczycie? Czy to możliwe żeby umoczonym gliną był prowadzący sprawę Dumars? Nie wiemy w co mamy wierzyć, wszyscy zdają się kłamać i nie wiadomo, co się dzieje - ale w dobrym tego wyrażenia znaczeniu!
Łup (2026) - recenzja, opinia o filmie [Netflix]. Wiadomo, że niemądrzy, skoro zrobienia z kartonu
Pewnym problemem, choć w miarę zrozumiałym, jest raczej ograniczona charakterystyka poszczególnych postaci. Rozumiem, że musieliśmy o nich wiedzieć stosunkowo niewiele, jeśli tajemnica filmu ma nie stać się oczywistością po pierwszych kilkunastu minutach seansu, ale i tak trudno oprzeć się wrażeniu, że to bardziej rekwizyty niż pełnokrwiste postacie. Łatwiej zapamiętać nazwiska aktorów.
Wypada również przyznać, że w paru miejscach historia robi się ciutkę zbyt naiwna, a decyzje postaci zaczynają zahaczać o absurd. Ktoś nas właśnie przed chwilą ostrzelał z zewnątrz. Wszędzie dookoła znajdują się domy, a przed nami na zewnątrz tylko jeden samochód. Co więc robimy?! Wybiegamy na zewnątrz szukać strzelców oczywiście! Ładnych parę razy w trakcie całego filmu dzieją się takie cuda, że aż zęby swędzą. Nawet rozwiązanie całej sprawy, choć zdecydowanie klimatyczne, zaczyna wyglądać dziwnie, jeśli zaczniemy zastanawiać się nad logiką zachowania naszych bohaterów. Trzeba jednak przyznać, że nastrój jest odpowiedni, jak w starych akcyjniakach, więc chyba można to podpiąć pod "rule of cool".
Mówiąc krótko, będziesz bawić się z "Łupem" tylko tak dobrze, jak sobie na to pozwolisz. To nie jest wybitne kino. Sceny akcji są jedynie poprawne, większość postaci jest płaska jak kartonowe standy w kinie, a scenariusz nie zawsze trzyma się kupy. Ale duet Damon i Affleck sprawia, że ta intryga po prostu działa. Film trwa prawie dwie godziny, a praktycznie w ogóle się tego nie czuje, bo siedzimy wczuci i kombinujemy kto, jak i dlaczego. To dobra rozrywka. Nic więcej i nic mniej.
Atuty
- Damon i Affleck wciąż robią robotę;
- Gęsty, paranoiczny klimat;
- Solidny, oldskulowy finisz.
Wady
- Miejscami dziwnie nielogiczny scenariusz;
- Trochę płytkie postacie drugoplanowe.
"Łup" jest jak stare filmy akcji z lat dziewięćdziesiątych - dużo przeklinania, dużo testosteronu, trochę fabularnych bzdur i trzymający to wszystko w ryzach klimat. Mi wystarczy.
Przeczytaj również
Komentarze (12)
SORTUJ OD: Najnowszych / Najstarszych / Popularnych