Urodzony rabuś (2025) - recenzja filmu [Player]. Bandyta dżentelmen

Urodzony rabuś (2025) - recenzja, opinia o filmie [Player]. Bandyta dżentelmen

Piotrek Kamiński | 07.01, 21:00

Jeffrey Manchester ze wszystkich sił pragnął zapewnić swojej córce dostatnie życie. A skoro nie był w stanie zarobić odpowiednich pieniędzy legalnie, to zaczął kraść. Wymyślił sobie, że na cel weźmie restauracje typu fast-food. Do środka dostawał się dachem, później bardzo kulturalnie obezwładniał pracowników, brał co musiał i się ulatniał. Zanim go złapali, obrobił ponad 40 restauracji. To jednak dopiero początek jego historii... 

Derek Cianfrance ma na koncie filmy takie jak "Blue Valentine" i oscarowy "Sound of metal", ciężkie, pełne żywych emocji filmy. Nie rozumiałem jak to możliwe, że teraz nagle zrobił komedię z Channingiem Tatumem w roli "miłego rabusia". Postać na plakacie, z pluszowym misiem na barkach, kołem do pływania w pasie i rewolwerem w ręku wygląda bardziej jak spin-off "Jump Street", a nie typ kina charakterystyczny dla tego reżysera. Cóż, krótka odpowiedź jest taka, że wbrew pozorom, to nie jest lekka komedia. A długa? 

Dalsza część tekstu pod wideo

Zacznijmy od tego, że to nie jest "wyłącznie" komedia. Bardziej powiedziałbym, że mamy tu do czynienia z komediodramatem - naturalna charyzma Tatuma doskonale nadaje się do przeniesienia słynnych manier prawdziwego Manchestera na język kina. Można prawie zapomnieć, że ma się do czynienia z człowiekiem, który z bronią w ręku kradnie pieniądze. To częsty problem filmów "opartych na faktach" albo innych biografii znanych ludzi - mają tendencję do wybielania głównych bohaterów albo przemilczając pewne mniej wygodne detale ich życia albo przepisując je tak, że w gruncie rzeczy to nie do końca ich wina. Dlatego tak bardzo szanuję, kiedy film ma jaja żeby pokazać, że ktoś coś wziął i po prostu spieprzył, jak w "Brud" o Motley Crue, "Rocketmanie" o Eltonie Johnie i ostatnio "Pan Scorsese" o... No. Wiadomo. "Urodzony rabuś" może dołączyć do tego grona jedynie połowicznie. 

Urodzony rabuś (2025) - recenzja, opinia o filmie [Player]. Niecodzienna historia miłosna 

Jeff i Leigh
resize icon

Znakomita większość filmu opowiada o tym, jak Manchester siedział schowany w sklepie Toys R Us, gdzie spędził blisko sześć miesięcy, w ciągu dnia obserwując pracowników za pomocą rozstawionych uprzednio kamer do pilnowania śpiących niemowlaków, nocą zaś wygłupiając się, dozbrajając swoją "sypialnię" wyposażeniem sklepu, oglądając filmy, podjadając M&Msy, piorąc swoje rzeczy w umywalce i... Śpiąc? Trudno powiedzieć. Film prezentuje jego życie niemal jakby sen nie był mu do niczego potrzebny.

Emocjonalnym rdzeniem filmu jest jego relacja z Leigh Wainscott (Kirsten Dunst), uduchowioną pracownicą jego sklepu, dla której postanowił zaryzykować wszystko i opuścić swoją kryjówkę. To właśnie ich świetnie rozpisana relacja sprawia, że nie jest to jedynie naiwna historyjka, a prawdziwy dramat. Aktorzy mają świetną chemię, dzięki czemu widz bardzo szybko zaczyna im kibicować, choć podskórnie dobrze wie, że na klasyczny happy end nie ma co liczyć - nie kiedy jedna z postaci jest zbiegłym więźniem. Mimo wszystko, oglądamy z uśmiechem na twarzy ich kolejne spotkania, ponieważ Cianfrance kręci swój film jak klasyczną komedię romantyczną i tylko dostawia do niej to wiszące nad postaciami fatum, z którego istnienia sprawę zdaje sobie tylko postać Tatuma. 

Urodzony rabuś (2025) - recenzja, opinia o filmie [Player]. Ktoś tam niby jeszcze gra, ale kogo to obchodzi 

Pan na włościach
resize icon

W pozostałych rolach zobaczymy między innymi LaKeitha Stanfielda i Juno Temple jako dawnego przyjaciela Jeffa z wojska i jego dziewczynę. To właśnie on pełni w filmie rolę adwokata diabła, sprowadzającego głównego bohatera na złą stronę i aż dziwne, że zatrudnili do tej roli tak uznanego aktora, biorąc pod uwagę, jak niewielka jest jego rola. Na większości plakatów zobaczymy również Bena Mendelsohna, ale to nic innego jak chamskie, marketingowe naginanie prawdy, bo jego postać pojawia się w na oko dwóch krótkich scenach i nie ma większego znaczenia dla fabuły filmu. Tak naprawdę, jedyną prawdziwie istotną postacią poboczną w całym filmie jest Mitch (Peter Dinklage), złośliwy i nieskończenie irytujący szef Leigh. Już sam sposób w jaki Dinklage go gra jest całkiem zabawny - to ten typ człowieka, który całym sobą wierzy, że jest najfajniejszy i wszyscy go podziwiają, podczas gdy rzeczywistość wygląda dokładnie odwrotnie. Największe salwy śmiechu serwują jednak jego nieliczne sceny z Tatumem. Nie będę się tu jednak o nich rozpisywał, żeby nie psuć nikomu niespodzianki. Warto dać się zaskoczyć. 

Akcja "Urodzonego rabusia" rozgrywa się na przełomie wieków, więc, aby lepiej oddać epokę, Cianfrance i jego operator, Andrij Parekh, zdecydowali się kręcić w 35 milimetrach, nadając obrazowi cechy starego filmu, jeszcze z ery VHS. Efekt jest jak najbardziej przyjemny - rzeczywiście można czasami zapomnieć, że ogląda się całkiem świeżą produkcję. Trochę mniej udaną zdaje się być decyzja aby film trwał ponad dwie godziny. Kilka scen w środkowej części filmu zdecydowanie można było skrócić albo wyciąć kompletnie, aby zejść do 100 minut. Moim zdaniem komedie nigdy nie powinny przebijać bariery dwóch godzin - żwawe tempo jest jednym z elementów składowych skutecznej komedii. Skoro całą karierę Jeffa jako "Roofmana" i jego pobyt w więzieniu można było zawrzeć w pierwszych piętnastu minutach filmu, to i jego relację z Toys R Us można było decyzji przyciąć, nie tracąc niczego istotnego. 

Koniec końców, "Urodzony rabuś" to zaskakująco dobry film, jak na produkcję na faktach, która kompletnie ominęła nasze kina. Channing Tatum, jak zawsze, jest naturalnie uroczy i zabawny, ale gra również kilka naprawdę mocnych, nacechowanych emocjonalnie scen, windując film do poziomu czegoś więcej niż tylko kolejna komedia romantyczna o ładnych ludziach. Solidny kawałek kina. 

Atuty

  • Świetnie mieszkający komedię z dramatem Channing Tatum;
  • Chemia między głównymi bohaterami;
  • Zabawny Peter Dinklage;
  • To po prostu interesująca historia.

Wady

  • Ciut za długi;
  • Okazjonalne, dziwne decyzje scenariuszowe.

Channing Tatum to "Urodzony rabuś", bez trudu kradnący serca widzów. Można się i pośmiać i miejscami nawet wzruszyć. Ciut za długi i niewolny od głupot, ale ostatecznie warty sprawdzenia.

6,5
Piotrek Kamiński Strona autora
Z wykształcenia filolog, z zamiłowania gracz i kinoman pochłaniający popkulturę od przeszło 30 lat. O filmach na PPE pisze od 2019. Zarówno w grach, jak i filmach najbardziej ceni sobie dobrą fabułę. W wolnych chwilach lubi poczytać, pójść na koncert albo rodzinny spacer z psem.
cropper