[Recenzja została napisana w taki sposób, by do absolutnego minimum ograniczyć wszelkie spojlery, a tym samym nie zniszczyć Wam frajdy wynikającej z obcowania z Brothers: A Tale of Two Sons].

 

 

Gra Brothers: A Tale of Two Sons wydana została na konsolę Xbox 360 (niebawem pojawić się ma również na PS3). Za jej powstanie odpowiedzialne jest studio Starbreeze (wspomagane przez utalentowanego reżysera filmowego, Josefa Faresa), mające na swoim dotychczasowym koncie duże produkcje, w postaci takich marek, jak chociażby The Darkness, czy wydany w 2012 roku reboot słynnej w latach dziewięćdziesiątych serii Syndicate. Tym razem mamy jednak do czynienia z tytułem nie tylko przeznaczonym do cyfrowej dystrybucji (cena: 1200 MP), ale i znacznie odbiegającym od klimatów, do jakich zdołał nas przyzwyczaić szwedzki developer. Brothers: A Tale of Two Sons nie jest bowiem kolejnym shooterem fpp a... grą przygodową.

 

Nie da się ukryć, że już pierwszy kontakt z nowym dziełem studia Starbreeze urzeka [jak mogłem się rok temu aż tak bardzo pomylić???]. Jest to w znacznej mierze skutek umiejętnie kreowanego przez grę klimatu. Na ten zaś składa się szereg czynników, z których każdy postaram się osobno omówić.

 

 

 

Po pierwsze: stylistyka produkcji.

 

W Brothers: A Tale of Two Sons przejmujemy kontrolę nad dwójką braci. W tym miejscu należałoby pochylić się dłużej nad fabułą produkcji, gdyż ta już na wejściu frapuje swym minimalizmem. Produkcja Starbreeze skonstruowana jest bowiem w taki sposób, by podawać graczowi informacje nie wprost, lecz za sprawą swoistej zabawy obrazem i dźwiękiem, a w konsekwencji – tworzonym przez nie nastrojem. Zjawisko to potęgowane jest poprzez fakt, iż bohaterowie posługują się sobie tylko zrozumiałym językiem. Jest on jednak tak zbudowany, iż znaczenia pewnych zwrotów możemy się w dość łatwy sposób domyślić. Z pomocą przychodzi również obserwacja zachowań występujących w grze postaci – ich gestów, tonu głosu, artykułowanych emocji, etc. Z podobnym zabiegiem spotkaliśmy się już wcześniej, m.in. w ICO oraz w Shadow of the Colossus. Tam sprawdził się znakomicie, nie inaczej jest w przypadku Brothers: A Tale of Two Sons. Zresztą nawiązań do wymienionych klasyków z ery PS2, nie tak dawno odświeżonych i zaserwowanych przez Sony ponownie, tyle że w sosie HD, jest więcej. Przykład stanowić może swoisty monumentalizm świata, który przyjdzie nam eksplorować. Szczególnie da on o sobie znać w dalszej części podróży odbywanej przez braci. Jej początek natomiast, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę tzw. level design, przywołuje natychmiastowe skojarzenia z tym, z czym mieliśmy do czynienia w przypadku serii Fable – czarującym klimatem baśniowej krainy wprost tętniącej życiem, co rusz zachęcającym gracza do jej drobiazgowego poznania.

 

Grę otwiera scena, w której widzimy młodszego z braci klęczącego przy czyjejś mogile. Wstawka retrospektywna wyjaśnia nam, iż jest to grób matki, której utonięcia chłopiec był naocznym świadkiem. Ten fakt bardzo mocno wbił się w psychikę młodzieńca, wywołując u niego traumę, objawiającą się panicznym lękiem przed żywiołem, jakim jest woda. Na tym jednak nie koniec złych wieści. Okazuje się, że ojciec dwójki braci poważnie zachorzał. Synowie, bez chwili wahania, postanawiają mu pomóc. Wyruszają w podróż, której stawką jest jego życie, celem zaś – zdobycie leku na trawiącą go chorobę. Powodzenie zaś owej misji zależne jest już tylko i wyłącznie od poczynań samego gracza.

 

 

 

Po drugie: mechanika rozgrywki.

 

W przypadku Brothers: A Tale of Two Sons mamy do czynienia z przygodówką osadzoną w trójwymiarowym środowisku, w której duży nacisk położony został na elementy eksploracyjne oraz logiczne. Nie zabrakło również motywów iście platformowych. Wszystkie zaś one doskonale się uzupełniają, powodując, iż gameplay nie nuży ani przez chwilę. Z kolei sterowanie w grze zaliczyć należy do tych czynników, które decydowanie wyróżniają nową produkcję studia Starbreeze na tle innych tytułów. Przychodzi nam bowiem jednocześnie kontrolować poczynaniami dwójki młodzieńców. Lewą gałką na padzie poruszamy starszym z braci, prawą – tym młodszym. Analogicznie przedstawia się kwestia przycisków odpowiadających za akcję, które przypisane zostały obu spustom. Do tego dochodzą jeszcze dwa klawisze odpowiedzialne za obrót kamery i... to by było na tyle. Co ciekawe, ten swoisty minimalizm w kwestii sterowania wcale nie odbija się negatywnie na rozgrywce, wręcz przeciwnie. Tytuł został tak skonstruowany, że niemal cały czas nastawiony jest na wzajemną kooperację między głównymi bohaterami. Dzieje się to z kolei w myśl zasady, iż starszy z braci, z racji wieku, jest silniejszy, młodszy natomiast okazuje się być bardziej zwinny. Obaj różnią się także charakterologicznie, co ujawnia się zwłaszcza w interakcji z napotkanymi postaciami i przedmiotami. Warto przy tej okazji nadmienić, że oprócz zadań, które koniecznie musimy wykonać, jeśli chcemy posunąć naprzód scenariusz gry, możemy także zrealizować szereg wątków pobocznych, z których część została umiejętnie powiązana z odblokowaniem określonych trofeów/osiągnięć. Kończąc temat mechaniki rozgrywki, należy pochwalić pracę kamery, która w większości przypadków właściwie wywiązuje się ze swojego zadania (a w niektórych momentach – wierzcie mi – nie ma ona łatwo) oraz przemyślany system punktów kontrolnych, występujących w dość pokaźnej ilości, a przez to minimalizujących frustrację, jaka może wynikać z wielokrotnych prób pokonania określonego fragmentu gry.

 

 

 

Po trzecie: wykonanie.

 

Brothers: A Tale of Two Sons czaruje gracza barwną i niezwykle przemyślaną oprawą graficzną. Z jednej strony warstwa wizualna ma w sobie coś z baśni, z drugiej natomiast bije od niej swoista aura tajemniczości. To wszystko zaś łączy się w ścisły sposób z designem świata, który przyjdzie nam zwiedzić. A ten jest naprawdę niesamowity. Wielokrotnie zdarzyło mi się usiąść na jednej z wielu ławek, na jakie natrafimy w trakcie rozgrywki, tylko po to, by móc delektować się malowniczymi plenerami, których w nowym dziele studia Starbreeze nie brakuje. Unikając spojlerów, mogę Wam jedynie rzec, że każda z napotkanych miejscówek charakteryzuje się własnym, niepowtarzalnym stylem. Mając zaś na uwadze fakt, iż co rusz będziemy zmuszeni do wysilenia szarych komórek w celu rozwikłania jakiejś niespecjalnie skomplikowanej zagadki, gwarantuję, że nie będziecie narzekać na nudę. Osobne słowa uznania należą się warstwie audio. Na tę składają się bowiem zarówno umiejętnie dobrane dźwięki, należycie ożywiające wirtualną krainę, po której będzie dane nam wędrować, jak i niezwykle charakterystyczna, subtelna ścieżka muzyczna, wzmagająca mistyczną atmosferę, emanującą z dzieła, stworzonego przez Josefa Faresa i spółkę.

 

 

 

Tytułem podsumowania...

 

Brothers: A Tale of Two Sons to tytuł, który uosabia piękną, w każdym tego słowa znaczeniu, epicką przygodę. Jeśli rozkoszujecie się klimatem ICO, Shadow of the Colossus, Limbo, Fable czy chociażby Majin and the Forsaken Kingdom (wymieniłbym jeszcze The Last Guardian, ale wszyscy dobrze wiemy, jak się rzeczy mają, gdy chodzi o ten szpil), jesteście wrażliwymi estetami przywiązującymi uwagę do najmniejszego drobiazgu, a ponadto lubicie w trakcie rozgrywki pogłówkować, to obowiązkowo musicie zapoznać się z historią dwójki braci, przeżywając przy tym oczyszczającą ducha a zarazem niezwykle pouczającą podróż z zakończeniem, które na pewno zapadnie Wam w pamięć. I pomyśleć tylko, iż wszystkich tych wrażeń dostarcza tytuł ważący (w przypadku konsoli Xbox 360) niecałe 700 MB.

 

Co jednak ze słabymi stronami nowego dzieła studia Starbreeze? Zawsze można się przyczepić, np. do zbyt prostych łamigłówek czy relatywnie krótkiego czasu rozgrywki (ok. 4 godzin), podobnie jak do faktu, że mamy w istocie do czynienia z grą na raz. To wszystko prawda, musimy jednak mieć na uwadze, że zmiana jakiegokolwiek z tych elementów mogłaby równie dobrze negatywnie odbić się na finalnym produkcie, rozbijając jego integralną strukturę i w ostatecznym rozrachunku – niszcząc jego piękno. Nie zapominajmy bowiem, że często lepsze okazuje się być wrogiem dobrego.

 

 

Głosowanie na recenzję tygodnia odbywa się na blogu użytkownika Montana. Nowy blog pojawi się... Kiedyś w przyszłości...