Za produkcję odpowiada studio Grezzo, które do tej pory znane było przede wszystkim z konwersji The Legend of Zelda: Ocarina of Time oraz Majora’s Mask na 3DSa. Bardziej znamienne jest jednak nazwisko szefa studia i procenta gry jednocześnie. Koichi Ishii to człowiek stojący za stworzeniem serii Mana, który odegrał też sporą rolę w produkcji kolejnych odsłon Final Fantasy i pierwszej części SaGa Frontier. Oczywiście znane nazwiska nie zawsze są gwarantem dobrej jakości, ale zwiększają szanse na udany produkt. Ever Oasis mimo kilku niedociągnięć z pewnością za taki uchodzi.

Scheda po bracie

Historia rozpoczyna się w tytułowej oazie. Po wybraniu płci, koloru skóry i oczu w prostym kreatorze postaci dowiadujemy się, że nasz bohater jest wyjątkowy (cóż za zaskoczenie!) i w przyszłości ma założyć kolejną oazę przyjmującą wędrowców i dającą im schronienie  na ogromnym pustynnym ocenie piasku. Właśnie taki przybytek prowadzi starszy brat bohatera i jest to niestety ostatni taki raj na ziemi. Szczęście jest oczywiście bardzo ulotne i nie trwa długo. "Zieloną wyspę" atakuje pradawne zło - niejaki Chaos - a nasz protagonista zostaje odesłany do ostatniego źródła wody z misją założenia i zbudowania nowej osady. Ma mu w tym pomóc błękitna wodna panienka będąca swoistych duchem. Po prostu jest ważna i tyle musicie wiedzieć.

Niestety pierwsze godziny gry są bardzo żmudne. Uczymy się mechanizmów przemierzając samemu świat i walcząc z potworami na modłę typowego RPGa akcji, w którym mamy lekki i mocny atak, unik oraz konieczność obserwowania widocznych cały czas na trójwymiarowej mapie wrogów. Początkowo mamy wrażenie, że dostaliśmy hybrydę Zeldy (system walki) z Secret of Mana (barwna stylistyka). Gra rozkręca się bardzo długo. Na tyle długo, że część graczy może się od niej po prostu odbić, bo swoboda i zabawa pełna piersią przyjdą po kilku godzinach gry. Nie pomaga też dość sztampowa fabuła, która stanowi tylko pretekst do rozbudowywania naszej osady. Właśnie - OSADY! To słowo klucz w przypadku Ever Oasis.

Raj na... pustyni

Do naszego raju z czasem przybywa coraz więcej podróżników. Wpadają tu nie tylko na jadło i łyk soczystej wody, ale oferują też różne zlecenia. Jeśli uda nam się wykonać zadanie i spełnić zachcianki wędrowców, jeden typ z drugim zostaną w oazie a my zbudujemy im nowe sklepy. I tak w koło Macieju. Ale, ale, wstrzymajcie się od samosądów. Obserwowanie jak nasz przybytek rośnie w siłę przypomina budowanie małego imperium. Wątek ekonomiczny jest na tyle satysfakcjonujący, by przyjąć na klatę powtarzające się do bólu zadania. Bo zazwyczaj misje sprowadzają się do znalezienia odpowiednich składników. Tych też przeważnie nie kupimy w oazie - trzeba po nie ruszyć na pustkowia, gdzie czekają potwory, starożytne lochy, grobowce, dungeony z prostymi zagadkami, a nawet potencjalni osadnicy do uratowania. Jednym słowem - eksploracja.

Im więcej jednak osadników osiedli się w naszych skromnych z początku progach, tym lepszy towar zaoferują w sklepach. Przyciągnie to nie tylko nowych mieszkańców, ale da nam też korzyści w postaci lepszego ekwipunku, nie wspominając o craftingu (nowe recepty) i możliwości hodowania roślinek w ogrodzie. Z czasem nie będziemy wiedzieli w co włożyć ręce, a jeśli zaniedbamy osadników te urocze gady zaczną emigrować. Musicie też wiedzieć, że nocą wałęsające się stwory są znacznie groźniejsze, więc warto się odpowiednio przygotować. Na szczęście dzięki swoistym teleportom możemy wracać do wioski, gdy zrobi się gorąco a nasze zapasy będą na wyczerpaniu.

Musicie też wiedzieć, że po pewnym czasie możemy eksplorować świat w drużynie składającej się z trzech osób. Walka w dalszym ciągu odbywa się w czasie rzeczywistym, ale my możemy zmieniać się pomiędzy bohaterami. Pozostałymi dwoma steruje wówczas konsolowa SI. Wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia ekipa uczy się nowych ataków i kombinacji. Potwory są też podatne na dany typ broni. Szkoda jedynie, że ekwipunek można zmieniać tylko w wiosce, co strasznie irytuje. Z czasem aby dostać się do poszczególnych miejscówek poza bramami bezpiecznego azylu niezbędne będzie posiadanie w drużynie człowieka z odpowiednimi "zdolnościami". Ba, bywa, że aby ukończyć dungeon, otworzyć przejście, ominąć pułapki czy dostać się do niektórych skarbów trzeba mieć nawet trzy różne postacie o unikalnych umiejętnościach czy ekwipunku. A dostęp do nowych grywalnych postaci, które mogą też dać nam różne pasywne bonusy, dostajemy wraz z levelowaniem i modernizowaniem osady. I choć praktycznie w każdym aspekcie gry czuć pewne uproszczenia, to klimat staroszkolnych gier jRPG cały czas jest bardzo mocno odczuwalny.

Unikalne doznania

Produkcja czerpie bardzo mocno ze stylistyki starożytnego Egiptu. W połączeniu z klimatem klasycznych gier jRPG i śliczną oprawą 3D daje nam to bardzo oryginalną i unikalną mieszankę, która powinna przypaść do gustu fanom gatunku. Patrzenie jak nasza oaza zapełnia się osadnikami i kwitnie z każdą kolejną godziną ma w sobie magnetyzm. Nic tak bowiem nie raduje jak wyraźnie odczuwalny progres. Musicie tylko zaakceptować brak epickich zwrotów akcji i rozbudowanych relacji między bohaterami, bo to po prostu nie ten adres.