Pierwsze przymiarki do Kingdom Hearts III zostały zapoczątkowane w 2006 roku. Od tego czasu gracze wyczekują na wielką opowieść, której proces powstawania jest owiany wielką tajemnicą. Tytuł na szczęście nie trafił do kosza, a najlepszym dowodem na te słowa jest Kingdom Hearts HD 2.8 Final Chapter Prologue. Kolekcja wyjątkowo hermetyczna, bo oferująca mięsko przyrządzone wyłącznie dla osób, które spędziły w tym uniwersum wiele błogich wieczorów.

Japończycy złamali niepisaną zasady i zamiast zaoferować dwie pełnoprawne produkcje i mały dodatek (jak w dwóch poprzednich zestawach), tym razem przygotowali porządnie odgrzaną opowieść z Nintendo 3DS-a, godzinną animację i coś na wzór dema technologicznego, który ma zarysować możliwości Kingdom Hearts III. Z jednej strony miłośnicy tego uniwersum mogą narzekać na brak odpowiedniej zawartości, ale z drugiej otrzymują tutaj małe, choć bardzo istotne składniki przygotowujące na wielką i oczekiwaną przygodę.

Mały może wiele, czyli Kingdom Hearts Dream Drop Distance HD na początek

Poznawać Kingdom Hearts HD 2.8 Final Chapter Prologue można na kilka sposobów, a ja ze względu na wcześniejszą, małą przygodę z wersją na konsolę Nintendo, postanowiłem na początek poznać Kingdom Hearts Dream Drop Distance HD. Opowieść została umiejscowiona po akcji z Re:coded, a głównymi bohaterami są Sora i Riku. To właśnie ta dwójka staje przed arcytrudnym wyzwaniem, czy też raczej egzaminem na mistrzów Keyblade. Jak na grę z serii Kingdom Hearts przystało, w opowieści trafiamy do kilku (dokładnie siedmiu) światów i tym razem zadaniem protagonistów jest obudzenie ich serc. Historia jak przystało na to uniwersum jest naprawdę wciągająca, ale nie ukrywam, że rozkręca się z czasem, a dodatkowo gracze nieznający realiów serii będą czuć się tutaj wielokrotnie zagubieni. Autorzy nie tłumaczą za wiele, nie rzucają w gracza toną wskazówek tłumaczących sytuacje na ekranie, ale nie jest to przypadek – studio przygotowało już dwie kolekcje i nie zamierza tracić czasu na tłumaczenie poszczególnych wątków. 2.8 Final Chapter Prologue trzeba traktować jako pełnoprawne uzupełnienie wcześniejszych pakietów HD.

Wracając jednak do samej rozgrywki. W Dream Drop Distance mamy możliwość pokierowania dwójką bohaterów i zastosowano tutaj naprawdę interesujący system – Sora i Riku znajdują się w tym samym świecie, ale w jego alternatywnych wersjach. Z tego powodu mogą sobie „pomagać”, ale nie bezpośrednio. Jest to spowodowane zastosowaną mechaniką – na początku zabawy bohaterowie dosłownie wskakują do wybranego świata i gracz kontroluje tylko jedną postać, a dopiero gdy ta zaśnie (po wyznaczonym czasie), to wcielamy się w drugiego herosa. Jest to interesujący patent, bo pobudza rozgrywkę i w odrobinę innym świetle przedstawia wydarzenia. Czasami może irytować sytuacja, gdy zabraknie dosłownie kilku sekund na zakończenie wątku, ale na szczęście sen nie jest jednoznaczny z zakończeniem gry, a po prostu po kolejnej sesji, wracamy do „śpiocha” i kontynuujemy zmagania.

Twórcy postanowili dodatkowo urozmaicić Dream Drop Distance oferując system łapania stworków-pokemonów-duszków. Z ubitych przeciwników zbieramy surowce, które po odnalezieniu receptury, pozwalają tworzyć współtowarzyszy broni. Postacie mają swoje potrzeby, muszą jeść, ale możemy je wysyłać na specjalne zawody, gdzie walczą z innymi potworkami, zdobywają medale, które natomiast możemy przeznaczyć na nowe ataki. Jest to bez wątpienia ciekawy dodatek sprawiający, że gameplay z pozycji tak naprawdę nie nuży. Sporym zastrzeżeniem są jednak mini-gry, dzięki którym zabawiamy naszych nowych przyjaciół – pozycja pierwotnie zadebiutowała na Nintendo 3DS-ie i dotykowy ekran konsoli został w tym miejscu wykorzystany w 101%. Co prawda Japończycy próbują się bronić i przenieśli rozgrywkę na gładzik DualShocka 4, ale trudno tutaj mówić o idealnym odwzorowaniu przyjemnej zabawy z platformy Nintendo. Kontroler Sony często nie prezentuje oczekiwanych rezultatów i jestem pewien, że autorzy powinni w tym miejscu wysilić się, tworząc nowe, przystosowane do sprzętu mini-gry.

Na szczęście Japończycy odrobili zadanie w przypadku przeniesienia opowieści na mocną platformę. Tytuł śmiga w sześćdziesięciu klatkach na sekundę (bez spadków!), a grafika została znacząco podkręcona. Nie możemy tutaj oczywiście marzyć o odrestaurowaniu od podstaw każdej poszczególnej lokacji, ale Japończycy podnieśli rozdzielczość i poprawili część tekstur. W dodatku ekipa odpowiedzialna za udźwiękowienie postanowiła odświeżyć część utworów.

Kino dla znawców, czyli Kingdom Hearts x Back Cover

Po przyjemnościach zaserwowanych przez Dream Drop Distance, postanowiłem chwycić w dłonie kubeł popcornu, przygotowałem kilka przekąsek i zaprosiłem małżonkę na godzinny seans. Kobieta nieznająca realiów gry zasnęła po dwudziestu kilku minutach, a ja niczym samotny bohater musiałem zmierzyć się z wymagającym przeciwnikiem. 

Animacja zatytułowana Back Cover została przygotowana na podstawie gry mobilnej i przedstawia wydarzenia na wiele lat przed pozostałymi odsłonami Kingdom Hearts. Twórcy postanowili ujawnić opowieść, której skutkiem jest wielka wojna. Podczas niespełna godzinnej przygody na ekranie pojawia się sporo postaci, a autorzy starają się pokazać relacje bohaterów. Brzmi dobrze? Niestety, odniosłem wrażenie, że historia powinna trwać przynajmniej 2-3 godziny dłużej, bo nie dość, że główny wątek pozostawia spory niedosyt, to całość kończy się w kulminacyjnym momencie… A raczej na kilka minut przed faktycznym zakończeniem. To może Kingdom Hearts 2.9? Oby nie.

Deser przed głównym daniem, czyli Kingdom Hearts 0.2: Birth by Sleep – A Fragmentary Passage

Po druzgocących wydarzeniach ze wspomnianej wyżej animacji miałem odrobinę dość całej kolekcji, ale ze względu na zapowiedź atrakcji wiedziałem, że tym razem czeka na mnie zdecydowanie lepiej przygotowane i przemyślane mięsko. Fragmentary Passage będzie dla wielu fanów uniwersum największym skarbem kolekcji, bo autorzy pozwalają zasmakować w rozbudowanym demie technologicznym Kingdom Hearts III. Trudno tutaj mówić o wielkiej opowieści, bo całość zamyka się w około trzech godzinach (czas można wydłużyć zagłębiając się w wątki poboczne), ale to nie jest w tym wypadku najważniejsze. W końcu otrzymaliśmy produkcję śmigającą od podstaw na Unreal Engine 4, więc całość wygląda wprost fenomenalnie. Pierwsze skojarzenie jest oczywiście łatwe do odgadnięcia – Final Fantasy XV – ale możecie mieć pewność, że Square Enix nie odcina tutaj kuponów. Seria Kingdom Hearts ma swój unikalny charakter i został on tutaj zaprezentowany w pełnej okazałości.

W grze wcielamy się w mistrzynię Aquę, która musi wydostać się z pogrążonego mrokiem świata. Na jej drodze pojawiają się legiony pozbawionych dusz przeciwników i każde spotkanie tylko i wyłącznie rozbudziło moje oczekiwanie na Kingdom Hearts III. System walki jest dosłownie wyśmienity – autorzy nie żartowali zapowiadając połączenie najlepszych elementów z poprzednich odsłon i dzięki temu walka sprawia wielką satysfakcję. Nie ukrywam jednak, że te pozytywne wrażenia są również podyktowane przez oprawę. Mroczna atmosfera połączona z disneyowskim światem, multum szczegółów, piękne animacje bohaterki, efekty wizualne najwyższej jakości… Fragmentary Passage zdecydowanie rozbudza oczekiwania. Square Enix w przypadku trójki nie będzie mieć łatwego zadania, ale coś czuję, że także i tym razem się uda. Jak „demo” prezentuje taką jakość, to co zaoferuje pełnoprawna kontynuacja?

Człowiek gra i chcę więcej. Dużo więcej

Kingdom Hearts HD 2.8 Final Chapter Prologue z jednej strony oferuje porządnie wysmażoną opowieść z Nintendo 3DS-a, z drugiej pozwala zakosztować w Kingdom Hearts III i zawodzi pod względem przygotowanego streszczenia. Mam jedynie nadzieję, że Square Enix nie będzie nas już więcej męczyć kolekcjami, a wkrótce przedstawi konkretne szczegóły tej wyczekiwanej przez wielu przygody. Najnowszym zestawem muszą zapoznać się fani, ale czy reszta powinna sięgać? Mam pewne obawy, bo natraficie tutaj na ścianę skomplikowanego uniwersum, którego opowieści wymagają większego kontekstu.